Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów

Znalezionych wyników: 957
Pathred Bleach PBF Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Stadion drużyny "Karakura Dragons"
Martin

Odpowiedzi: 61
Wyświetleń: 10540

PostForum: Karakura Town   Wysłany: 2015-03-23, 19:11   Temat: Stadion drużyny "Karakura Dragons"
Pomarańczowe ślepia emanujące jaskrawy blask wpatrywały się w grzyb porastający sufit pustostanu, w którym na tamtą chwilę znajdował się nie kto inny jak Martin Arclight. Płytkie, głośne dyszenie przeplatane z mimowolnym warkotem wypełniało puste pomieszczenie, odbijało się od ścian i wracało do swojego pierwotnego instrumentu, który był zbyt zdekoncentrowany, by dywagować nad akustyką pokoju, w którym wówczas się znajdował. Na białe jak kreda przedramię próbowały wkraść się czarne tatuaże charakterystyczne dla pełnego uwolnienia miecza byłego vice kapitana XI oddziału, bezskutecznie zresztą. Gdy tylko znaki starały się naznaczyć jego ciało swoją obecnością, biel pożerała je jak Saturn własne dzieci. Twarz wyżłobioną bruzdami powoli pokrywało coś na wzór kościanej maski przypominającej czaszkę lwa, zaś plecy osobnika opiewały długie, brązowe i rozmierzwione włosy sięgające prawie że lędźwi. Dłoń drugiej ręki kurczowo zaciskała się na prawej piersi, zupełnie jakby Arclight rozpaczliwie chciał zaciągnąć się powietrzem, ale płuca odmówiły mu posłuszeństwa. Tuż pod jego stopami znajdowało się sławne już wielu wojownikom narzędzie do bezmyślnego siania destrukcji. Obnażone ostrze zdawało się lekko drgać. Drganie powoli narastało, aż przeszło do fazy wstrząsów. Cień jaki miecz rzucał na podłogę zaczął się diametralnie wydłużać aż przyjął ludzką sylwetkę, potem zaczął kształtować się w trzecim wymiarze aż ostatecznie przybrał zmaterializowaną postać, taką w jakiej zazwyczaj objawiał się Martinowi gdy ten wkraczał do jego świata. Yogari podszedł do swojego właściciela, położył mu dłoń na ramieniu i szelmowsko uśmiechając się rzekł:
- Wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie, po prostu wiedziałem. Cały ten czas, od samego początku byłem pewny swojego. Myślałeś, że skoro raz Ci się udało pokonać wewnętrznego pustego w walce, to nie musisz już sobie zaprzątać głowy i że możesz korzystać z nabytej mocy do woli. Ja natomiast myślałem, że skoro i tak jesteś beztroskim debilem, to na mnie spadnie cały ciężar tego syfu. Na szczęście miałem rację. Właściwie, nie mam pojęcia czemu się produkuję, skoro i tak aktualnie jesteś nieobecny. Zaraz będzie po wszystkim – Zanpakutou pociągnął Martina za fraki tak, aby przysunąć go do siebie. Szkarłatna krew spłynęła po złotej klindze znajdującej się w tym samym miejscu, w którym umiejscowione było serce boga śmierci.
- To wszystko dzieje się tylko w Twojej głowie – Szepnął Yogari. Świat dookoła Arclighta pociemniał, zaś jego cielsko zwaliło się na ziemię. Jasne promienie słońca wpadły przez szczeliny w budynku ogrzewając twarz śpiącego mężczyzny, ten mimowolnie jeszcze przez sen próbował się przed nimi uchronić, za chwilę jednak poddał się, gdyż przebudzony ze swego snu zdał sobie sprawę, że ta walka i tak byłaby bezcelowa.
- O matko, ile ja przespałem? Gorączka chyba już spadła – Dotknął swojego czoła, faktycznie, jego czoło nie było już rozgrzane tak jak poprzedniego dnia. Ex porucznik zebrał się w sobie i stanął na równe nogi, obok jego nóg upadła biała maska, która uprzednio spoczywała w spokoju na jego korpusie.
- Dziwne – Wzruszył ramionami i opuścił budynek.

***


- Cholera, spudłowałem – Tak brzmiała pierwsza myśl, która mnie naszła podczas gdy sam zatykając usta i nos rękawem zasłaniałem się przed kurzem, który wzbił się w powietrze w postaci jednego wielkiego tumanu. Natychmiastowo namierzyłem swojego rywala na drugim końcu stadionu, stojącego obok jeszcze jednego arrancara i osobnika nieznanego mi pochodzenia. Czyżby ponownie zabrał ze sobą świtę? Dopiero kiedy uwolnił swój pełen potencjał bitewny nazywany przez wszystkich zmartwychwstaniem wiedziałem, że jego koledzy przyszli tylko na małe show związane z naszą walką, zapewne w Hueco Mundo musiała panować nuda adekwatna do tej na ziemskim padole. Pierwszy raz miałem okazję podziwiać pełną formą Oscuridada, Majestatyczna dzikość jaką odznaczał się teraz Arrancar jeszcze bardziej pozwalała działać adrenalinie, moja krew wręcz zmieniła się we wrzątek płynący po moich żyłach, dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę z powagi naszego spotkania. Nie minęła chwila a Ryuuzaki znalazł się kilkanaście metrów ode mnie mierząc dłonią w kierunku mojej klatki piersiowej by użyć jednej z najbardziej niszczycielskich technik o jakiej słyszały niematerialne światy, cero. Również potrafiłem się nim posługiwać, jednak ja znałem tylko to typowe dla osobników pokroju pustych i arrancarów, to natomiast różniło się pod każdym kątem. W przypadku normalnego cero odbiłbym je po prostu bądź przyjął na siebie jednakże próba zmierzenia się z tą siłą była co najmniej głupia, nieroztropna i samobójcza. Bez dłuższego zastanowienia staram się użyć najszybszego shunpo, aby znaleźć się kilkanaście metrów poza zasięgiem wiązki energii i przy okazji nieco bliżej Oscuridada, a następnie użyć zaklęcia hadou Sho wycelowanego w bark arrancara tak, aby zmienić trajektorię lotu cero. Gdybym jednak był narażony na działanie techniki Ryuuzakiego, staram się kupić trochę czasu za pomocą Danku i jak najszybciej ewakuować spoza pola rażenia.
  Temat: Wrota bramy senkai
Martin

Odpowiedzi: 239
Wyświetleń: 20692

PostForum: Brama Senkai   Wysłany: 2015-03-04, 22:33   Temat: Wrota bramy senkai
[MG]

Obelga wymierzona w Renauda najwyraźniej mocno odcisnęła swe piętno zostawiając plamę na jego honorze. Zaczął poważnie traktować swojego przeciwnika, który w przeciwieństwie do niego, szanowanego i uznanego Marszałka był zwykłym barbarzyńcą z ulic, a jeszcze śmiał zarzucać mu skundlenie. Dałeś się ponieść emocjom, co można było wywnioskować z Twojego tonu głosu, którym odszczeknąłeś oponentowi jak i z faktu, że postanowiłeś by Akinori w pełni posmakował potęgi Twojego miecza. W momencie w którym gilotyna zniknęła zza Twoich pleców, Twoja sylwetka została otoczona przez niewiadomego pochodzenia czarną powłokę. Jej właściwości także nie były znane Masaru, co zresztą wprowadziło go w niewielką konfuzję. Wykorzystałeś chwilę nieuwagi ex kapitana i używając pełnej prędkości natarłeś frontalnie. Ostrze szabli cięło od prawej do lewej odsłonięty tors barbarzyńcy zostawiając całkiem głęboką ranę z której momentalnie zaczęła sączyć się szkarłatna posoka. Twój przeciwnik nie zdążył nawet się obronić przed tak błyskawicznie wyprowadzonym cięciem, stał nieco oszołomiony do momentu, w którym złapałeś go za jego pelerynę i cisnąłeś nim o ziemię jak kukłą. Cielsko Akinoriego grzmotnęło o podłożę a tumany kurzu wzbiły się w powietrze. Następnie wystawiłeś dłoń z zamiarem wystrzelenia jednego z potężniejszych zaklęć destrukcyjnych jakie gotei 13 widziało. Niebieski promień popędził w stronę obranego celu, nie sięgnął go jednak, gdyż Masaru wykorzystując zasłonę dymną i atut jego miecza, czyli niebiańskie skrzydła znajdujące się przy gardzie wzleciał w górę na tyle szybko, by w ostatniej chwili uchronić się przed śmiercionośnym wybuchem. W swym destruktywnym szale nawet nie zwróciłeś na to uwagi, kontynuowałeś ofensywę wyprowadzając grad pchnięć w miejsce. w którym docelowo znajdował się były kapitan. Dopiero gdy nieco ochłonąłeś i zaniechałeś dalszej furii zauważyłeś, że Twój oponent lewitował w górze, był ciężko ranny i bardzo zdyszany, krew spływała z niego i użyźniała glebę.
- Już dawno się tak świetnie nie bawiłem. Chyba trochę Cię nie doceniałem. Ban-Kai. – Ziemia pod jego stopami gwałtownie się rozstąpiła tworząc sporą szczelinę z której po chwili zaczęły buchać gargantuiczne płomienie, które nie omieszkały zacząć lizać swymi językami ciała Masaru. Zauważyłeś, że dłoń, która jeszcze przed chwilą tak kurczowo trzymała się rękojeści zwolniła swój uścisk, a jej właściciel spadł prosto w szczelinę. Z jej środka dobyło się głośne rżenie konia. Właściwie nawet zacząłeś się zastanawiać o co w tym wszystkim do kurwy nędzy chodzi? Właściwie, ale przestałeś w momencie, w którym ze środka piekielnej czeluści wyskoczył czarny rumak z płomienną grzywą, a dosiadał go ktoś na wzór samuraja w pełnej, czarnej zbroi charakterystycznej dla tych wojowników podczas wojen.W dłoni dzierżył naginatę, którą dynamicznie zakręcił kilka razy by stworzyć tornado pędzące wprost na Ciebie.
- Chuusei no Aki. - Zdaje się, że słowa te wyrażały pełne imię jego zanpakutou.
Tury:
Philippe – Obrona
Masaru – W trakcie ataku
Stany zdrowia:
Philippe – No raczej nic Ci nie jest.
Masaru – Teraz gdy ma na sobie zbroję trudno stwierdzić. Możesz przypuszczać, że odniósł spore obrażenia.
Stany Reiatsu:
Philippe – 76%
Masaru – 90%
  Temat: Wrota bramy senkai
Martin

Odpowiedzi: 239
Wyświetleń: 20692

PostForum: Brama Senkai   Wysłany: 2015-03-04, 00:08   Temat: Wrota bramy senkai
MG

Być może marszałek podlegał jakiejś mocniejszej amnezji, ale z pewnością nie zapomniał jak zachowywać się w ogniu walki, dzięki czemu nie uległ kilku szaleńczym cięciom wyprowadzonym przez ex kapitana XI dywizji. Właściwie, było to starcie dwóch byłych kapitanów i to ten, który został zaatakowany miał przewagę w tej walce, operował szablą jak prawdziwy mistrz sztuki niosąc na swych ustach pieśń żołnierską, która ujrzała światło dzienne wygrzebana gdzieś z zakamarków ciemnych myśli Philippa, bowiem nie tylko rozbrzmiała ona w jego głowie, ale też niekontrolowanie sama wcisnęła się na jego usta. Nucona melodia z pewnością dodała mu animuszu, ale tym co naprawdę pozwoliło wdrapać mu się na wyżyny jego gracji była umiejętność zastosowana w przerwie między jednym a drugim atakiem, aby następnie oddalić się na bezpieczną odległość od zielonego pyłu, który wydobył się z ostrza jego przeciwnika. Drobinki jednak nie podążyły za nim, zgromadziły się w jednym miejscu, uformowały się w sporą wirującą kulę, wzniosły w powietrze i roztrysnęły z powrotem na tysiące małych fragmentów. Nie wyglądało na to, żeby jakakolwiek cząsteczka opadła na Twoje ręce, miecz, buty, spodnie czy tors. Postanowiłeś zwiększyć dystans między Wami dwoma, nie wyglądało jednak na to, żeby Masaru miał się przemieścić z aktualnej pozycji. Kiedy w jego stronę powędrowało kidou, zbił je z toru gołą dłonią. Wiązka energii z hukiem grzmotnęła w starą, zapyziałą bramę prowadzącą do świata żywych.
- To wszystko co masz do zaoferowania kundlu? – Niechluj splunął pod siebie uprzednio ordynarnie pociągając nosem. Mieszanka flegmy i śliny spadła wprost pod Twoje buty.
Philippe – Atak
Masaru – Obrona

Stany zdrowia:
Philippe – Nic Ci póki co nie dolega, nie licząc ugodzonej dumy.
Masaru – Jucha z pociętego ramienia przestała się już sączyć. Lekko przypalona dłoń od sparowania zaklęcia. Ubytki w zębach przez zaniedbanie higieny jamy ustnej.
  Temat: [Realia] Timeskip - pytania
Martin

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 1063

PostForum: Propozycje & Pytania   Wysłany: 2015-03-03, 20:19   Temat: [Realia] Timeskip - pytania
1. Jest życie poza Seiretei. Rukongai jak zwykle przypomina slumsy, ale widać, że zostało dotknięte katastrofą, jest trochę terenów zrównanych z ziemią, ale nie widać tego za bardzo, bo nie były aż tak zabudowane jak tereny Gotei 13.

2.Tak, tam i tak była tylko pustynia i jałowy las.

3. Co do tego to mam pewien pomysł rozwiązania kwestii świata żywych i niedługo wcielę ją w życie.
  Temat: Stadion drużyny "Karakura Dragons"
Martin

Odpowiedzi: 61
Wyświetleń: 10540

PostForum: Karakura Town   Wysłany: 2015-03-03, 17:09   Temat: Stadion drużyny "Karakura Dragons"
Sposób w jaki arrancar odpowiedział na moje słowa był lakoniczny, ale moją szczególną uwagę przykuł nieco chłodny ton, który nadał tej wypowiedzi. Przez chwilę na myśl przyszło mi nawet, że przez desperację stracił cały swój zawadiacki sznyt. Dopiero w momencie, w którym przyjął prowokującą mnie do ataku postawę a na jego ustach wymalował się cwaniacki uśmieszek wiedziałem, że odniosłem mylne wrażenie. Niegrzecznie byłoby kazać mu czekać, ale jeszcze bardziej bolałby mnie fakt powstrzymywania się przed tym, czego pragnęliśmy obaj. Jednym zamachnięciem zrzuciłem pochwę z zanpakutou trzymanego przeze mnie w lewej dłoni, ostrze dzierżone w prawej było nagie odkąd tylko wyciągnąłem je z czyichś zwłok. Nie potrzebowałem rozgrzewki, miałem zamiar od razu uderzyć z całą swoją siłą.
- Ban-Kai. – Ryuuzaki mógł zaobserwować jak nad stadionem kumulują się czarne, burzowe chmury. Deja Vu? Nie, to był stały element, który towarzyszył pełnemu uwolnieniu mojej katany. Nie był to jednak koniec anomalii jakie towarzyszyły wyzwoleniu mojej mocy, bowiem nad moją sylwetką zakręciła się niewielka trąba powietrzna, która zgarnęła z otoczenia wszelakie mroczne obłoki i zlepiła je ze sobą. Po chwili zaobserwować można było, że zjawisko to przeobraziło się w piorun kulisty szalejący parę metrów nad moją głową. Skrzyżowałem ostrza moich broni i uniosłem je ku górze tworząc swoisty przewodnik. Piorun błyskawicznie spłynął na mnie z góry zostawiając drobne wyładowania na moim ciele. Skórzany kapelusz brązowego koloru w parze z płaszczem tej samej barwy na nowo przyodział skromną personę banity. Czarne wzory zdobiące złote ostrze mojego pogromcy dusz przeniosły się na moje przedramię, by niczym tatuaż przyozdobić je i w efekcie końcowym zaiskrzyć czerwonym blaskiem.
- Srebrna Gwiazda, Nocny Łowca, Yogari. – Energia zewnętrzna, która przez czas mojej przemiany zawisła w powietrzu, teraz najzwyczajniej w świecie eksplodowała tworząc potężną falę uderzeniową, tak silną, że zdołała dosięgnąć nawet siedzeń na trybunach zamieniając je w pomięty plastik.
[Aktualne reiatsu 75]
Wykorzystując swoją nadludzką prędkość przeniosłem się przed obliczę mojego rywala za pomocą jednego shunpo i wykorzystując przychylność pędu wyprowadziłem pierwszy, najmocniejszy atak z góry, po przekątnej od lewej strony, wycelowany w tors Oscuridada. Zaraz za nim poszybowało drugie cięcie, tym razem wykonane z użyciem zanpakutou, w którym zdążyłem już skumulować energię potrzebną na użycie symfonii destrukcji. Rezonans miał uwolnić się w momencie, gdy ostrze mojej właściwej katany zetknie się z hierro, bądź ostrzem Ryuuzakiego. Atak ten w przeciwieństwie do pierwszego nadszedł z dołu, tak, by moje ciało mogło zakręcić się dookoła własnej osi i bym mógł pełną akcję zakończyć stojąc znów tet-a-tet z arrancarem.
  Temat: Wrota bramy senkai
Martin

Odpowiedzi: 239
Wyświetleń: 20692

PostForum: Brama Senkai   Wysłany: 2015-03-02, 23:23   Temat: Wrota bramy senkai
[MG]

Podniosłeś poziom swojej energii a otaczający Cię wojownicy z łoskotem opadli na ziemię. Nie byli w stanie znieść presji miażdżącej każdą, nawet najmniejszą komórkę ich ciała, prawo grawitacji odwróciło się do nich plecami. Ten fakt jednak nie dotyczył niechluja stojącego tet-a-tet z Tobą i szczerzącego rząd pożółkłych, zepsutych zębów. Wyglądało na to, że nie odczuł skutków ubocznych atmosfery, którą zagęściłeś wręcz momentalnie. Zamiast tego przełożył miecz do prawej ręki i nieco nerwowo czekał na Twój pierwszy ruch. Wprowadziłeś swoją szablę w pierwszy etap uwolnienia. Spojrzałeś przeciwnikowi przenikliwie prosto w oczy i wydałeś komendę, a następnie bez ogródek natarłeś na oponenta w iście szermierczym stylu przygotowując się uprzednio do złożenia. Pierwszy atak wyprowadziłeś centralnie znad głowy, był to Twój najsilniejszy atak, gdyż mogłeś go wspomóc impetem z jakim ruszyłeś do boju. Mężczyzna używając klingi swojego miecza zbił Twój atak i przyjął go na prawy bark. Ostrze zagłębiło się w skórze i powędrowało przez chwilę ku dołowi, a krew chlusnęła w powietrzu zalewając przedramię jegomościa z kapitańskim haori. Twoja pięść powędrowała w stronę jego brzucha i zatrzymała się na mięśniach twardych jak stal, on sam nie zgiął się w pół tak jak przewidziałeś, nie byłeś więc w stanie wyprowadzić podbródkowego kolanem. Ostateczne cięcie także spaliłeś na panewce, cóż, w Twoim mniemaniu nie tak to miało wyglądać, ale przynajmniej wciąż było 1:0 dla Ciebie, w końcu to nie Twoja krew została utoczona na polu bitwy. Uzbrojony przeciwnik nie miał zamiaru czekać na moment, w którym łaskawie cofniesz swoją pięść. Złapał Cię za nadgarstek, pociągnął w bok, tak, by przesunąć za siebie i sprzedał Ci solidnego kopniaka w plecy. Poczułeś przez chwilę, że tracisz oddech, by za chwilę móc go odzyskać. Nie upadłeś na ziemię, natomiast gdy odwróciłeś się w stronę swojego przeciwnika, on przeszedł do kontrofensywy. Wystrzelił jak poparzony wyprowadzając kilka cięć na odlew mierzonych w Twój korpus. Nie była to jakaś wysublimowana technika walki, wyglądało to raczej tak, jakby ten osobnik nie dzierżył nigdy przedtem miecza. Gdy zobaczył, że sprawnie unikasz jego ataków nieco zmienił taktykę. Odskoczył na półtora metra do tyłu, stanął jakby pogrążony w chwilowej konsternacji i wypowiedziawszy dwa słowa, które ledwie usłyszałeś również poddał swój miecz uwolnieniu. Tak, to było prawdziwe zanpakutou, które w dodatku diametralnie zmieniło swój wygląd oraz właściwości, o czym miałeś się za chwilę przekonać. Klinga miała może ze dwa metry, wyłączając rękojeść, miecz był dużo większy od Twojego sparingpartnera,, to pierwsza rzecz która rzuciła Ci się w oko. Drugą był kolor pogromcy dusz, ostrze od góry do dołu mieniło się lazurową barwą, zaś zamiast standardowej gardy pojawiły się tam skrzydła, na wzór tych niebiańskich. W samym środku rękojeści otworzyło się oko, które łypało to raz w jedną, to w drugą stronę.
- Akinori Masaru, były kapitan XI dywizji, miło poznać. – Gdy tylko usłyszałeś to nazwisko skojarzyłeś plotki krążące o tym osobniku. Był kapitanem zanim jeszcze sam zostałeś shinigami. Ba, jeszcze przed tym zanim do oddziałów dołączyli kapitanowie, którzy zniknęli po Armagedonie. Ponoć został wysłany na przymusową emeryturę z powodu swojej niepoczytalności i braku konsekwencji swoich czynach. Z wierzchołka ostrza wycelowanego właśnie w Twoją stronę powoli zaczął ulatniać się pyłek koloru zielonego.
  Temat: Coburg Sax
Martin

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 1534

PostForum: Gotowe Karty Postaci   Wysłany: 2015-03-02, 22:32   Temat: Coburg Sax
Ja tu po skille.
  Temat: Wrota bramy senkai
Martin

Odpowiedzi: 239
Wyświetleń: 20692

PostForum: Brama Senkai   Wysłany: 2015-03-02, 19:24   Temat: Wrota bramy senkai
MG

Krajobraz, który malował się przed oczami samozwańczego marszałka stanu straszył już od samego początku. Bezpańskie miecze zalegające na ziemi, gruzowiska, dzika flora porastająca bramę pospołu z mchem, którego nawet nikt nie kwapił się zdrapać z drzwi. Pośród tego całego bałaganu gdzieś z boku znajdował się usypany kopiec z ciał poległych shinigami, wierzchołek przyozdobiony był obnażonym ostrzem, wbitym w cielsko sporych gabarytów wojownika. Renaud nie zauważył tego od razu, ale po zdjęciu swojej maski spostrzegł, że jest otoczony przez bandę bogów śmierci. Właściwie to opryszków, którzy być może tak jak on mianowali się nimi zaraz po tym gdy ukradli uniformy i miecze z magazynów, albo po prostu grupkę zdewaluowanych dusz, które niegdyś strzegły tu porządku. Jaka była ich historia? Zapewne Bóg jeden wiedział, oni sami wyglądali tak, jakby zdążyli puścić całą swoją przeszłość w niepamięć. Bez domów, bez imion, ich twarze nie wyglądały na dotknięte myśleniem. Okrąg rozstąpił się, a do środka wkroczył byczy jegomość o aparycji bezdomnego. Przydługie, niezadbane paznokcie zdobiły dłoń zaciskającą się na czerwonej rękojeści. Niechlujna broda zdradzała, że chwilę temu najpewniej skończył posiłek, gdyż między włosami dostrzec można było nieśmiało ukrywające się okruchy chlebowe. Mężczyzna popatrzył tępym wzrokiem na przybysza, beknął donośnie i zarazem ordynarnie, i drapiąc się po tyłku zapytał:
- Eee, czego mi tu z tym mieczykiem i tą chorągiewką? – Tępy ton głosu od razu zdradzał z kim przyszło się spotkać zamaskowanemu maruderowi. Szabla, którą dzielnie dzierżył w dłoni od razu przykuła uwagę drapieżnego osobnika i jego stada. To, że inni stawali za nim murem nie dowodziło do końca temu, że jest ich przywódcą, świadczyło o tym przetarte, postrzępione haori zawiązane tak, by bardziej przypominało pelerynę niż szatę czy okrycie. Widniało na nim logo jednego z najbardziej krwawych oddziałów w historii Gotei 13, zresztą, nawet ktoś nie mający o tym pojęcia zorientowałby się, że wszedł między barbarzyńców, wygłodniałe wilki, które tylko czekały na ofiarę, na świeże mięso.
  Temat: Time Skip 2015
Martin

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 2041

PostForum: Ogłoszenia   Wysłany: 2015-03-02, 11:48   Temat: Time Skip 2015
2053 A.D, czarne macki będące głęboko zakorzenione w piekle, które wzięły w swe objęcia Soul Society, oraz ciemność pochłaniająca Las Noches były tylko zwiastunem nieuniknionego. Zaledwie parę dni później wybuchł prawdziwy Armagedon we wszystkich trzech krainach, wliczając w to świat żywych, który doszczętnie stanął w płomieniach i obrócił się niemalże w popiół. Niewiele jednostek przeżyło nieznany kataklizm a Ci, którym się udało zapadli w letarg. Będący wtedy na samobójczej misji odzyskania zanpakutou Martin Arclight, były porucznik XI dywizji należał do ocalałych, nie zdawał sobie jednak sprawy z obecnej sytuacji, cały czas był przekonany, że dostał w tył głowy zawalającą się belką i stracił przytomność zaledwie na parę godzin. Sprawa zaczęła nabierać dla niego sensu dopiero gdy wygrzebał się spod gruzu a przy bramie prowadzącej do ludzkiego świata powitała go zaledwie garstka zdziczałych shinigami i jak zdawało się, nie polegali na rozkazach a instynkcie przetrwania. W tym samym momencie ze swojego „snu” przebudził się jeden z wysoko postawionych arrancarów, drugi z Dziesięciu Mieczy, Ryuuzaki Oscuridad. Stojąc na gruzach pałacu, w którym niegdyś zamieszkiwał razem z resztą swoich pobratymców postanowił przenieść się za pomocą garganty do miasta Karakura w poszukiwaniu rozrywek. Podobnie poczynił jego dobry przyjaciel a zarazem kompan wielu wypraw Escobar Atracador, również członek Espady, który zachowując odpowiedni dystans postanowił podglądać segundę. Obaj mogli się przekonać, że niegdyś obfite w zieleń, piękne tereny niczym nie różniły się od jałowych pustyni wykreowanych przez nuklearne głowice. Ten opustoszały krajobraz na własne oczy mógł ujrzeć także wcześniej wspomniany Martin Arclight, który docelowo wybrał stadion baseballowy na początek swego nowego życia. Sentyment wygrał z rozsądkiem jak się okazało nie tylko w przypadku Vaizarda, ale także Ryuuzakiego, gdyż żaden z nich przez lata nie zapomniał o jednej nierozstrzygniętej nigdy walce. Tymczasem w Hueco Mundo pojedyncza dłoń przebiła się przez gruzy Las Noches jakby desperacko chciała chwycić się powietrza. Nadszedł czas, by zbudzić się z wieloletniego snu.
  Temat: Stadion drużyny "Karakura Dragons"
Martin

Odpowiedzi: 61
Wyświetleń: 10540

PostForum: Karakura Town   Wysłany: 2015-03-01, 17:51   Temat: Stadion drużyny "Karakura Dragons"

Staromodne stylizowane na japoński wzór drzwi rozsunęły się gdzieś pośrodku stadionu miejscowej drużyny baseballowej wypuszczając mnie wreszcie w dzicz. Co prawda, dla takich jak ja powinny się raczej otwierać drzwi miejscowych mordowni, melin i przydrożnych barów, na które nawet nie warto splunąć, i tak by było, gdybym tylko ja się zajmował designem bramy senkai. Dokładnie w tym miejscu kiedyś prawie wdeptałem w ziemię głowę jakiejś rudowłosej piękności, w końcu świta segundy musiała robić swoje. Flashbacki, urywki z przeszłości wracały, tak samo jak twarze, dowodem tego było, że sam teraz stałem przed jedną.
- Myślałem, że się zakurzę w tym więzieniu, tyle czasu pod nadzorem. Rany, rany. – Przyłożyłem teatralnie dłoń do twarzy nakręcając ten cały komediodramat zupełnie tak, jakbym użalał się nad sobą.
- Nie wiedziałem, że rola banity może być taka trudna. Inaczej bym się na to nie pisał, głupi ja. – Żarty nie miały końca, nie miały mieć, tak jak ja nie miałem mieć teraz przed sobą twarzy mojego rywala. Tak, rywala, nie był moim wrogiem, traktowałem go raczej z szacunkiem od pierwszego naszego spotkania. Jeszcze wtedy byłem shinigami na służbie i gdyby tylko ktokolwiek się dowiedział, że darzę jakąś tam sympatią arrancara, nie byliby raczej ze mnie dumni. Zawsze szanowałem silne osobniki, które miały jakieś zasady, on zaliczał się właśnie do takich. Poza tym, stoczyłem z nim jedną z najlepszych walk w moim życiu, nie licząc tej płomiennej pani kapitan gdzieś na Antarktydzie. Nasze zamiary wobec siebie były jawne, ja w jednej dłoni trzymałem zwykłą katanę, w drugiej swój zanpakutou, on też nie był bezbronny. Czułem, że żyję. Endorfiny buzowały w każdym pojedynczym skrawku mojego ciała, serotonina gdyby miała wskaźnik, wyszła by poza skalę zamykając ją. Zdjąłem kaptur swojego starego, postrzępionego, czarnego płaszcza odsłaniając twarz. Niechlujnie ułożone, przydługie włosy poddały się podmuchowi wiatru, ja sam zaciągnąłem się rześkim powietrzem, to był mój drugi oddech od czasu narodzin.
- Ta, Yin i Yang. – Wspomniałem swoją myśl sprzed bramy gdy tylko dostrzegłem, że jego płaszcz jest koloru białego, zabawna sytuacja. Ten gość był podobny do mnie, znudzony ale przy tym ciekawy, nie łaknął krwi, pragnął tylko zastrzyku adrenaliny podawanego wtedy, gdy jego miecz krzyżował się z klingą kogoś wartego uwagi. Nie poczuwał się do przynależności w swoich kręgach, był wyrzutkiem, outsiderem, zupełnie jak ja.
-Ahh, chciałbym Ci tyle opowiedzieć i posłuchać Twoich historii, ale może dopiero po tym jak skończymy? Podejrzewam, że pierw musimy coś dokończyć, o ile obaj ujdziemy z życiem. Wierzysz w przeznaczenie? Ja też nie, ale coś musiało nas pchnąć w tym kierunku i nie stawiam na przypadek. Wiesz, nigdy nie uznawałem Cię za swojego wroga, miałeś okazję się nawet o tym przekonać. Ty mnie pewnie też nie, inaczej nie wyciągnąłbyś do mnie pomocnej dłoni, kiedy tylko społeczeństwo dusz się ode mnie odwróciło i uznało za jednostkę do wyeliminowania. Jestem Ci oczywiście za to wdzięczny, pomijając już to, że w najważniejszym momencie ulotniłeś się zostawiając nas w dziczy. Od naszego ostatniego spotkania natknąłem się na wiele osób, rozmaitych, ale nigdy nie miałem przyjaciół. Moje znajomości zazwyczaj kończyły się tym, że zostawałem zdradzony przez drugą osobę, raz nawet tak wpadłem, że ledwo uszedłem z życiem. Kto by pomyślał, że ktoś zupełnie z innego i odległego świata będzie mógł w moich oczach obrosnąć tym tytułem. – Sam nie wiem dlaczego postanowiłem się tak rozwinąć na swój temat, ale jedno było pewne, dźwigaliśmy to samo brzemię na barkach, ten sam krzyż.
- Long time no see, Oscuridad. – Nowojorski akcent rozbrzmiał w pustce, pomiędzy moim monologiem a następną chwilą. I ten pusty we mnie, i w nim, i w każdym z nas po trochu. Nigdy bym nie powiedział, że taki pasożyt mógłby tyle nauczyć drugą osobę. W tym tkwiła cała istota tej groteski.
  Temat: Wrota bramy senkai
Martin

Odpowiedzi: 239
Wyświetleń: 20692

PostForum: Brama Senkai   Wysłany: 2015-03-01, 16:41   Temat: Wrota bramy senkai
Odzyskanie swojego zanpakutou nie należało do najtrudniejszych. W więzieniach martwi strażnicy, a depozyt więzienny wręcz stał przede mną otworem. Co miałem zrobić? Pochwyciłem swoją katanę i poszedłem przed siebie. Nie widziałem jej parę lat, ale jej wygląd wrył mi się w pamięć, a gdy już poszedłem jej szukać słyszałem jej smutne zawodzenie i lament najwyraźniej wśród płaczu innych. Czułem się jakbym odzyskał coś ważnego, Yogari też to czuł, staliśmy się jednością kontrastującą się ze sobą, jak Yin i Yang, a reszta mogła być tylko zazdrosna o naszą czerń i biel. Rozłąka wyszła nam na dobre, a teraz obaj staliśmy przed tą wielką bramą łączącą dwa różne na pozór światy, a dookoła leżeli tylko martwi strażnicy, jeszcze ciepli, nie zdążyli się zjednać ze strukturą Seiretei. Zlizałem krew z ostrej strony katany, jej metaliczny posmak sprawił, że odezwały się moje instynkty. Teraz wiedziałem, że jestem jedynym słusznym członkiem jedenastego oddziału i tylko ja zasługuję na miano jego kapitana. Jednakże, nie miałem nic do stracenia, bo wszystko odeszło razem z moim człowieczeństwem, jeszcze zanim Soul Society wyglądało jak opuszczony poligon wojenny. Stary, zmechacony płaszcz lekko powiewał na wietrze, a kaptur zakrywał moją twarz tworząc ze mnie fantoma, ba, i tak już byłem tylko cieniem przeszłości. Już nikt nie kojarzył nazwiska Arclight, swoją drogą, samo jego znaczenie sprawiło, że dostrzegłem światło w mroku i pozwoliłem sobie go okiełznać z tego tytułu. Nie interesowała mnie już zemsta na wymarłej społeczności, może na jednym shinigami, może. Wszedłem środka bramy, znów miałem okazję przejść przez ten tunel, czułem się jak zwierzak, który po latach siedzenia w klatce wraca do swojego środowiska i przypominały mi o tym blizny na ścięgnach achillesowych, przypominała mi o tym każda pojedyncza szrama na moim ciele.
z/t
  Temat: Bar pod "Dzikim Wężykiem"
Martin

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 13471

PostForum: Rukongai   Wysłany: 2015-03-01, 16:17   Temat: Bar pod "Dzikim Wężykiem"
- Pij, na zdrowie, nie będę Ci przecież zabraniał siedzenia tutaj. - Rzuciłem od niechcenia i zebrałem swój zadek do dalszej drogi. Nie potrzebowałem jej pomocy by odzyskać swój miecz, mogłem to zrobić po swojemu, szczególnie teraz gdy dookoła panował wyłącznie wielki chaos, wystarczyło zrobić małe rozpoznanie sytuacji i trzymać rękę na pulsie, nie mniej, nie więcej. Poprawiłem katanę, która najzwyklej w świecie zwisała na moich plecach przepasana szarfą i opuściłem lokal. To był najwyższy czas by spotkać się ze swoim przeznaczeniem, a ja czułem to w kościach, coś jak reumatyzm, wykluczając tylko ból, który nie był fizyczny a godził jakby w serce paradoksalnie wypełnione pustką.
- Módl się paniusiu aby nasze szlaki się już nigdy nie przecięły, inaczej ja przetnę Cię w pół. Nie interesują mnie Twoje intrygi, ale na słowo musisz uwierzyć, że mam teraz lot swojego życia, w którym przestałem widzieć jakiekolwiek przeszkody. Po tym co przeszedłem nie mam już oporów moralnych przed czymkolwiek, od nowa zdefiniowała mnie wyłącznie nieuzasadniona przemoc. Tym samym więc będę płacił wszystkim, którzy będą chcieli się do mnie zbliżyć, nieważne w jaki sposób. - Ten krótki monolog zakończył nasze spotkanie gdy jeszcze stałem w progu i rozliczałem się z barmanem. Jeszcze, czyli dokładnie chwilę temu nim trzasnąłem drewnianymi drzwiami knajpy przykuwając tym uwagę ludzi przemierzających drogę.
z/t
  Temat: Bar pod "Dzikim Wężykiem"
Martin

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 13471

PostForum: Rukongai   Wysłany: 2013-11-12, 18:45   Temat: Bar pod "Dzikim Wężykiem"
Gdy było już po wszystkim opuściłem poziom swojego reiatsu, jednakże nie spuszczałem ręki z rękojeści katany. Energia duchowa powróciła do poprzedniego stanu(10 reiatsu), by dać wytchnąć wszystkim dookoła i kobiecie, która z kokieterii przeszła do psychologicznych gierek. Nie miałem pojęcia jak to jest być niewolnikiem? O nie, co to, to się nie zgadzałem.
- Nie wiem paniusiu kim jesteś i nie chcę tego wiedzieć, ale owszem, wiem jak to jest być niewolnikiem. Harować całe życie i przy okazji narażając je, dla chorego seiretei, które jest w stanie się ciebie pozbyć mimo tego, że do Twojego organizmu wkradł się jeden defekt, czyniąc cię mocniejszym. Czuję się gorzej jak niewolnik, jak śmieć. - Zastanawiałem się, czy tę kobietę dopadł ten sam los. Jasnym już dla mnie było, że ma wspólnego z shinigami dużo więcej niż ja na obecną chwilę. Mimo tego, że presja położyła ją na kolana, również musiała należeć do któregoś z dywizjonów, co przy okazji udowodniła chwilę później mówiąc o Yamurze i moim mieczu.
- Ka, ka, ka! - Nie wiedziałem czy dla niej to bardziej umowa czy szantaż, ale na miejscu było zadrwienie z rozmówczyni. Zastanawiałem się, czy Yamura również dostała, bądź dostanie zlecenie na moją głowę i czy to wszystko nie jest jakąś akcją wymyśloną przez społeczność dusz, mająca na celu sprowokowanie nas do powybijania się nawzajem i pozbycia problemu bez brudzenia sobie swoich "niewinnych" rączek. I choć nie ufałem jej jak i sobie aktualnie, nie miałem zamiaru pozbawić jej życia. Nie miałem ku temu konkretnego powodu, a odzyskanie zanpaktou nie było dla mnie priorytetem. Nawet jeśli byłoby inaczej, zażegnałbym problem na własną rękę, bez działania na czyichś usługach i łasce.
- Zapomnij, że złożyłaś mi tę propozycję, albo ty padniesz trupem. - Tylko tyle miałem do powiedzenia. Nic więcej.
  Temat: Nieobecności
Martin

Odpowiedzi: 731
Wyświetleń: 43498

PostForum: Ogłoszenia   Wysłany: 2013-11-07, 23:25   Temat: Nieobecności
Jadem na falkon, wracam w poniedziałek.
  Temat: Bar pod "Dzikim Wężykiem"
Martin

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 13471

PostForum: Rukongai   Wysłany: 2013-11-07, 23:23   Temat: Bar pod "Dzikim Wężykiem"
...
Pieprzenie za pierzeniem, kolejny typ kobiety który zatrzymał mnie przy stwierdzeniu, że potrafią tylko kłapać językiem. Nie chciało się słuchać tak samo jak i żyć. Jeśli chciała sobie czytać autobiografię o niepowodzeniach, to przecież sama mogła stworzyć coś na podobieństwo, w końcu my sami jesteśmy kośćmi, które się wyrzucają i decydują o swoim losie, przeznaczenie owszem, może i istniało, ale tylko w niektórych momentach, a pojęcie fatum wyplenione zostało przez nasze poczynania tysiące lat temu. Kobieta dosiadła się do mojego stolika, odgarnąłem zmierzwioną i lekko przetłuszczoną, brązową grzywkę, by baczniej przyjrzeć się jej buźce. Fakt, ktoś taki nie mógł potrafić nic więcej, jak tylko memłać jadaczką. Nie zwracałem uwagi nawet na to, że powoli zaczęła mnie obłapiać, mało subtelnie raczej, ale takie sytuacje nie były nowością ani dla mnie, ani zebranych w tym pomieszczeniu. Jej ciepły oddech spoczął na moim karku, przetrawiony zapachem tutejszej whisky i ktokolwiek by jej nie pił mógłby uwierzyć, że nie należał do przyjemnych. Piersi na plus, ale nadal starałem się nie zwracać na nią uwagi. Mechanizmem który zagwarantował jej zwrot akcji z pewnością zaistniał wtedy, gdy bezmyślnie wypowiedziała moje nazwisko. Nim krew zdążyła się wzburzyć w moich żyłach, poziom reiatsu jakim dysponowałem wzniósł się na wyżyny(35 reiatsu). Gwałtownie złapałem ją za dłoń spoczywającą na moim ramieniu i wykręciłem tak, by mieć pole do manewru. Zerwałem się na równe nogi, odwróciłem do niej twarzą, a drugą ręką sięgnąłem po katanę otrzymaną od barmana. Zastanawiałem się jak będzie grać z ostrzem przystawionym do mostka.
- Gdybym powiedział, że mnie z kimś pomyliłaś bardzo bym skłamał, a ja nie lubię kłamstwa, brzydzę się nim. - Dusze znajdujące się w pomieszczeniu już dawno zdążyły zrównać się z parterem i tylko nieliczni byli w stanie odchylić głowy do góry, by poddać kalkulacji zaistniałą sytuację.
- Kimkolwiek jesteś i cokolwiek wiesz, wiedz, że informacje które posiadasz są nieaktualne. - Puściłem rękę kobiety by sprawdzić, czy osunie się na ziemie, czy jednak da radę utrzymać fason, chciałem zmierzyć jak wysokim poziomem mocy dysponuje.
 
Strona 1 z 64
Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową