Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Manhattan
Autor Wiadomość
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-09-08, 21:24   Manhattan  


Nigdy nie mogłem być pewien tego, gdzie moje nogi mnie przywiodą. Tym razem los znów rzucił mnie w chłodne objęcia Nowego Jorku. Przywykłem już do tego, że spędzałem tu największą ilość czasu od czasów mojej banicji. Wracałem tu praktycznie zawsze, może sentyment? Byłem na tyle stary by oddawać się mu w pełni, czy po prostu miałem świra na punkcie tego miejsca? Tym razem zawitałem w centrum NY. Manhattan, stąd już była bliska droga do Broadwayu czy Wall Street, więc mogłem uciekać do stolicy kultury i show bądź zostać rekinem giełdowym, ale ze swoją duchową powłoką nie mogłem zrobić tak na prawdę nic, ponieważ zostawiłem swoje gigai w rezydencji Kensei'a. Byłem w stanie postawić swoją głowę, że Nowy Jork był mi przeznaczonym miejscem, już od dawna zapisanym w kartach tarota i w sumie nie tylko. Mogłem udać się do małej Italii albo odwiedzić Chinatown, w tym drugim może nawet poczułbym ten klimat który utrzymywał się w niektórych dzielnicach Rukongai. Możliwości było więcej niż sporo, były wręcz nieograniczone, a ja? Ja po prostu snułem się po chodniku idąc przed siebie, zupełnie bez celu. Czasem taki spacer potrafił wywołać u mnie niekontrolowane Katharsis, dlatego pewnie tak to kochałem. Kochałem patrzeć się na twarze ludzi, które pozbawione były jakiegokolwiek wyrazu. Tak się zazwyczaj działo, gdy kogoś przerastały obowiązki. Musieli porzucać swoje hobby, odstawiać rodziny na bok i poświęcać swoje życie by piąć się dalej w wyścigu szczurów. Głównie była to niedźwiedzia część populacji. Gdybym mógł im wszystkim powiedzieć, żeby się zajęli tym co jest na prawdę ważne może poczułbym się jeszcze lepiej? W końcu Nowy Jork aż ociekał sceptycznym nastawieniem do życia po życiu. Skąd takie wnioski? Zupełnie inaczej patrzy się na ludzi nie mając żadnych obowiązków, nie mając w zasadzie nic. Docenia się wtedy wartości które się utraciło, ale ma się także czystą perspektywę by móc ich oceniać. Trochę głupio się czułem z tym, że zostawiłem tę dwójkę walczącą ze sobą, ale miałem szczerą nadzieję, że zrozumieją moje krótkie zniknięcie. No cóż, może nie na początku, ale gdy przesiąkną mentalnością wyrzutków będą doskonale rozumieli moje różne odskocznie od normy. Póki co starałem się o tym nie myśleć i po prostu pochłaniać ciężkie powietrze wiszące nad Manhattanem. Nowy Jork był jedynym miastem którego puls betonowych arterii płynął tak samo jak mój, być może dlatego tak bardzo się z nim utożsamiałem. Tak na prawdę nie chciałem sobie odpowiadać na to pytanie, wolałem pozostawić je nierozwikłane, bez odpowiedzi. Cieszyłem się tym, że takie miejsce na ziemi istnieje, Identyfikowałem tu znane mi zapachy których nie umiałem określić. Gdybym był nienormalny stwierdziłbym nawet, że to stąd emanuje zapach rodzinnego ogniska. czy ja w ogóle miałem kiedyś rodzinę? A może to właśnie tu się urodziłem? Czy ja w ogóle byłem kiedyś człowiekiem? Informacje o życiu po śmierci nie mogły być błędne, nie raz tego doświadczyłem gdy odprawiałem błądzące dusze. Zatem co tak na prawdę kryło się za kulisami tego miasta?
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-09-08, 22:56     

MG Mode


Zaludnione ulice Manhattanu nigdy nie były zbyt przyjazne dla nowo przybyłych. Morze tysięcy osobistości sprawiało przytłaczające wrażenie. W Nowym Jorku trzeba było albo się urodzić, albo przywyknąć do jego osobliwego uroku – co zwykle wymagało sporo czasu. Teoria mówi, że od każdej reguły znajdzie się wyjątek – w tym przypadku odstępstwo stanowił pewien duchowy włóczęga, na którego specyficzna aura Manhattanu bynajmniej nie wpływała dołująco.
Martin Arclight – zbieg, dezerter, banita – wałęsał się ulicami zaludnionej dzielnicy, snując filozoficzne rozmyślenia. Nie byłoby się czemu dziwić, gdyby nie fakt, że w Społeczeństwie Dusz był jednym z najgorliwiej poszukiwanych uciekinierów. Widać nostalgia okazała się silniejsza od zdrowego rozsądku. Nawet Bogowie Śmierci mieli swoje słabości.
Nogi Martina powiodły go do krętego labiryntu węższych uliczek, odsłaniając przed nim także tę mniej reprezentacyjną stronę Manhattanu - pełną brudu i odurzonej narkotykami młodzieży. Dookoła panował niesamowity zgiełk, trzask rozbijanych butelek, niezidentyfikowane krzyki i śmiechy. Włóczęga nie potrafił określić, gdzie dokładnie się znalazł, ale jednego mógł być pewien – z pewnością nie trafił do dzielnicy bogaczy.
Kiedy Martin skręcał w kolejną uliczkę, usłyszał dźwięk gwałtownie otwieranych drzwi. Początkowo zignorował ten mało znaczący fakt i ruszył przed siebie, lecz wówczas do jego uszu dobiegł znajomy głos:
- Hej! Nie udawaj, że mnie nie poznajesz!
Potem rozbrzmiały szybkie kroki, a jak tylko Vaizard odwrócił głowę, ujrzał przed sobą znajomy widok.



Tych białych włosów i wiecznego grymasu na twarzy nie dało się zapomnieć. Oto przed nim stała dziewczyna, której zawdzięczał prawdopodobnie więcej, niż komukolwiek innemu. Nie musiał przetrząsać najciemniejszych zakamarków swej pamięci by przypomnieć sobie jej imię – w zasadzie to nawet go nie znał. Wiedział tylko, jak na nią wołają. Ćma. Wprawdzie nie miała na sobie tradycyjnego dla Bogów Śmierci shihakusho i nie czuć było od niej ani odrobiny duchowej energii, ale reszta się zgadzała. Wypalony do połowy papieros i szklanka whiskey w dłoni średnio pasowały do jej młodej aparycji, ale lubujący się w podobnych używkach uciekinier z całą pewnością nie był właściwą osobą do udzielenia Ćmie moralnej lekcji.
- Znowu wchodzisz mi w paradę – mruknęła niby niechętnie dziewczyna, po czym rozejrzała się, czy wokół nie ma ludzi. Nie było. – Może powinnam zacząć podejrzewać, że mnie śledzisz? Muszę cię zatem rozczarować. Nie ty jeden – zaśmiała się pod nosem. Zaraz potem na jej usta wpłynął łagodny uśmiech. – Co cię tu sprowadza? I do jasnej cholery, naucz się lepiej tłumić swoje Reiatsu!
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-09-09, 00:02     

Stawiając krok za krokiem przez nowojorskie ulice nie spostrzegłem się jak szybko zmieniło się moje otoczenie. Z wyścigu szczurów trafiłem wprost do ich gniazda. Wygląda na to, że z centrum zawędrowałem na blokowiska, potocznie nazywane ghettami. Narkotyzująca się młodzież, szumowiny, bezdomni i menele. Teraz jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że czuję się tu jak w domu. Co prawda nie miałem na to najmniejszego potwierdzenia, ale ufałem swojej naturze do końca. Chwilę później usłyszałem ten głos, trudno by go było zapomnieć, już wiedziałem na czyj ślad trafiłem zupełnie przez przypadek. Odwróciłem się i zobaczyłem białowłosą kobietę, z którą dane mi było przeżyć to i owo. To dzięki niej odkryłem prawdziwe możliwości swojego miecza i częściowo jej zawdzięczałem zachowanie swojego życia. Wyglądała zupełnie inaczej niż gdy ją poznałem. Nie była to zasługa zmiany ubrania, powiedziałbym że to dlatego iż na jej twarzy malowało się jakby zmęczenie, co zresztą podkreślał papieros i szklanka w której znajdował się bursztynowy alkohol, zapewne szkocka. Choćbym chciał, nie mógłbym się mylić, miałem większa pewność niż sto procent, to była Ćma. Dopiero jej głos był w stanie wyrwać mnie z transu, w którym bezmyślnie przemierzałem tylko kolejne lokacje. Na mojej twarzy od razu pojawił się delikatny uśmiech.
-Sporo minęło odkąd ostatnio się widzieliśmy. Szwendałem się po okolicy a tu proszę, taka niespodzianka!
Szczerze mówiąc Manhattan to jedno z miejsc, w których z pewnością bym nie szukał tak ostrożnej osoby jaką była Ćma. Z tego co pamiętałem, zawsze próbowała trzymać się na dystans od wszystkiego i każdego, cóż najwyraźniej pozory mnie po prostu zmyliły. Chociaż, nie mogłem wyczuć od niej żadnej energii duchowej, czyżby ukrywała się w Gigai? Wolałem odpuścić sobie to pytanie i nie wypowiadać go na głos, wydawało mi się po prostu trochę niestosowne.
-Znów wchodzę Ci w paradę? To zabawne, że tak sądzisz. Jeśli uważasz że Cię śledzę, to cóż, może nie będę zaprzeczał. Co Ty na to?
Subtelny uśmiech zamienił się właśnie w bezczelne szczerzenie kłów. Nie wiedziałem czy to po prostu była zwykła zaczepka słowna, czy osobowość tej kobiety skłaniała się ku statusowi "paranoidalna". W zasadzie cała jej osobowość stanowiła dla mnie nie lada zagadkę
-Co mnie tu sprowadza? Sentyment, przywiązanie, zapach, puls miasta, sam nie wiem. W Nowym Jorku jestem bardzo często i tak samo emanuję swoją energią. Mógłbym stwierdzić nawet, że to raczej Ty mnie śledzisz!
Ostatnie zdanie zostało specjalnie zaakcentowane by podkreślić wysoką wagę żartu wyplutego wprost z moich ust. Co oczywiście nie wykluczało tego, że może to być prawdą.
-Nie kładę dużego nacisku na tłumienie swojego reiatsu, jest zbyt dzikie by je okiełznać. Skąd wiesz, że nie przyszedłem do tak dużego miasta szukać przygody tylko lekko ukrywając energię?
Po części było to nawet prawdą. Nawet byli członkowie jedenastego oddziału musieli zaspokajać swoje chore potrzeby rozlewu krwi. Nie chciałem jej zadawać pytań, nie należałem do tego typu osób, dlatego póki co wszystkie zachowałem dla siebie. Oczywistą rzeczą natomiast było to, że gdy jakieś będę musiał zadać, zrobię to bez najmniejszego zawahania. Pozostawało tylko jedno, które raczej nie wadziło nikomu.
-A co u Ciebie? Dalej pomagasz banitom? Swoją drogą, musiałem nieźle narozrabiać swoją ucieczką, bo dowiedziałem się, że szuka mnie Soul Society. Nie pytał ktoś o mnie przy okazji?
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-09-09, 17:57     

MG Mode


Pomimo uroczej, sielankowej atmosfery, Ćma wydawała się dziwnie niespokojna. Nerwowo strzelała oczami na lewo i prawo, zupełnie jakby czegoś się obawiała. Starała się zachować niewzruszony wyraz twarzy, ale nie wychodziło jej to zbyt dobrze. Wyglądała na zmęczoną – nie było jednak wiadomo czym. Zaciągając się długim, cienkim papierosem wyglądała jak zbuntowana nastolatka, która desperacko próbuje zanegować rzeczywistość.
- Schlebiasz sobie, dupku – rzuciła cierpko białowłosa w odpowiedzi na podejrzenia włóczęgi. Na jej ustach przez cały czas igrał psotny uśmiech. – Uwierz mi, mam za dużo spraw na głowie, żeby bawić się w śledzenie pewnego kłopotliwego włóczykija.
Ćma nerwowo rozejrzała się dokoła, pociągając łyk whiskey. Przełknęła mocny alkohol bez krzywienia się – była to jedna z wielu umiejętności, których nabyła podczas pobytu na Manhattanie.
- Co u mnie, pytasz? – zadumała się na krótką chwilę. – Sporo się dzieje. Te przeklęte psy ze Społeczeństwa Dusz – mówiąc to, splunęła ostentacyjnie – jakimś cudem wpadły na mój trop. Gdyby nie Sakura… – przerwała raptem, spoglądając na Martina spod półprzymkniętych powiek. – Tylko ona o ciebie pytała. A także o parę innych osobistości, jak Crevan Takada czy Tayo Shisui.
Białowłosa spodziewała się, że ta informacja wywrze spore wrażenie włóczykiju. Był to jeden z wielu powodów, dla których uśmiech na jej ustach znacząco się poszerzył.
- Zaskoczony? – zapytała z przekąsem. – Chodź. Wszystko ci wyjaśnię.
Ćma odwróciła się plecami do Martina i ruszyła przed siebie, skręcając w tę uliczkę, z której wcześniej wybiegła. Zatrzymała się przed spróchniałymi, drewnianymi drzwiami, nad którymi wisiał rozpadający się szyld, ozdobiony karmazynowym napisem Final Heaven. Budynek przypominał ruderę i zdecydowanie nie zachęcał do tego, by go odwiedzić. Nim białowłosa nacisnęła klamkę, sięgnęła dłonią do kieszeni, wyciągając z niej małe papierowe zawiniątko. Rozwinęła je i zaprezentowała ukrytą w środku różową tabletkę wielkości ziarna kukurydzy.
- Masz – rzuciła krótko. – Nie patrz na mnie tak podejrzliwie. To cudo pozwoli ci całkowicie wyciszyć duchową energię na jakiś czas. Albo to połkniesz, albo zostajesz na zewnątrz.
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-09-09, 18:38     

Sakura, to imię powiedziało mi więcej niż jakikolwiek opis wyglądu jaki mogła podać mi Ćma. Wychodziło na to, że ta kobieta o włosach czarnych jak obsydian także uznała, że nasze rachunki są niedokończone i najwyraźniej nie można ich tak po prostu zostawić samym sobie. Jeśli jej nastawienie było takie jakie przychodziło mi na myśl, to nie mogłem zrobić nic więcej jak tylko oddać pokłon w jej stronę. Pozory które stwarzała nigdy by mi nie pozwoliły tak myśleć. Była kobietą która nie lubiła walczyć, ale jeśli już zaangażowała się w bitwę, skutki były zupełnie nieprzewidywalne dla przeciwnika, czego byłem nawet żywym dowodem. Białowłosa wspomniała także o Takadzie i Tayo, tego pierwszego nie widziałem od incydentu ze spadnięciem z ptaka Ćmy, ale skoro ktoś o niego pytał to znaczyło, że musiał przeżyć. W zasadzie to nie miał nawet wyboru, w końcu potrafimy zawisnąć w powietrzu korzystając z grawitacji jaką emanuje świat żywych. Ten drugi zaś pewnie znajdował się nadal w rezydencji Kenseia, o ile miałem na tyle aktualne informacje.
-Ta, kojarzę tę babeczkę.
Starałem się zachowywać zupełnie tak, jakby nie wywarło to na mnie najmniejszego wrażenia, lecz gdy tylko próbowałem sobie przypomnieć sytuację gdy spętały mnie jej płomienie podczas walki, moja twarz odruchowo zmieniała się w grymas bólu. W końcu jak ktoś kiedyś stwierdził, zły dotyk boli przez całe życie, jednakże w tym wypadku sytuacja była zupełnie inna. Ruszyłem w alejkę za znajomą kobietą jak tylko obiecała mi złożyć wyjaśnienia, przynajmniej nie musiałem pytać. Ostateczne Niebo? Brzmiało jak knajpa w której mieli mi zaraz zrobić kuku i to porządne. Moją niepewność pogłębiła tabletka zaoferowana przez Ćmę. Co prawda nie wyglądała jak GHB, chyba, że zaczęli je produkować różowe, ale instynkt sam bił na alarm. Spojrzałem niepewnie na jej dłoń i postanowiłem w sobie stłumić rozsądek, chwyciłem za pigułkę i wrzuciłem ją na język, zacisnąłem zęby i połknąłem. W końcu gdy tylko zaczęła ze mną rozmawiać twarzą w twarz nie zachowywała się jakby sobie żyła beztrosko, czego trudno było nie zauważyć.
-Ufam Ci bo najpewniej dzięki Tobie jeszcze żyję, ale jeśli sytuacja się zmieni i zaraz umrę, to wiedz, że i tak Cię znajdę i zrobię Ci krzywdę.
W tym zdanie nie było ani krzty logiki, dlatego jeśli ktokolwiek wziąłby je na poważnie, oznaczałoby to iż jego inteligencja na prawdę kuleje, należało je traktować jak żart, co zresztą podkreśliłem kolejnym uśmiechem. Spojrzałem jeszcze raz na szyld i drzwi baru, z zewnątrz wyglądał jak typowa mordownia. Bar w którym przesiadują największe męty a stali bywalcy wiedzą by nie wchodzić do niego bez chociażby noża. To właśnie takie knajpy darzyłem największą sympatią, przykładem tego był umiłowany Bar pod dzikim wężykiem w Rukongai, którego byłem stałym bywalcem. Jeśli stawałeś się w nich rozpoznawany mogłeś nauczyć się wielu ciekawych i przydatnych rzeczy. Zazwyczaj były to typowo barowe gry karciane, ciche sposoby uszkodzenia przeciwnika, kodeksy pewnych grup i ciekawostki o których nikt wcześniej nie słyszał, bądź nie rozmawiał. Kto stanowił społeczność przesiadującą w tych miejscach? Zależało głównie od kultury danego regionu. W Nowym Jorku byli to menele, czarni "gangsterzy", często wyłysiali geje, motocykliści i młodzież utożsamiająca się z muzyką rockową tudzież metalową. W tym wypadku zanosiło się na to, że tu poznajduję raczej zbrodniarzy shinigami, arrancarów bądź zbuntowanych quincy.
-Prowadź dalej białowłosa.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-09-10, 18:52     

MG Mode


Różowa pigułka była tak słodka, jak wskazywał na to jej kolor. Dla miłośnika łakoci byłoby pozytywne zaskoczenie, ale na kimś, kto przywykł do ostrego smaku mocnych alkoholi nie wywarło to wrażenia. Przełknięcie tabletki było niczym innym jak koniecznością. Badawcze spojrzenie, które Ćma od dłuższego czasu utrzymywała na Martinie, wypierało z tej czynności resztki przyjemności.
- Znasz Sakurę? – zapytała zdziwiona białowłosa, czekając aż tabletka zacznie działać. – Skąd, jeżeli wolno mi spytać?
Minęła chwila, nim Reiatsu Martina spadło do zera. W tym czasie Ćma z żywym zainteresowaniem oczekiwała na odpowiedź włóczykija. Kobieta nigdy nie była zbyt ufna, a po gwałtownej zmianie wyrazu twarzy wywnioskować było można, że nabrała kolejnych obaw. Cokolwiek chodziło po jej głowie, najwidoczniej postanowiła to zignorować i nie przejmować się bezzasadnymi podejrzeniami. W końcu nacisnęła klamkę, popychając spróchniałe drzwi.
Wpuściła Vaizarda do ciemnego, dusznego pomieszczenia, w którym jedyne źródło światła stanowiła łuna, przebijająca się przez zaryglowane deskami okna. Izba była nieduża, ale robiła wrażenie – wyjątkowo nędzne, można by dodać. W rogu stał zakurzony bar, przy którym ustawione były wysokie krzesła. Oparty o lewą ścianę kredens kiedyś z dumą prezentował przeróżne trunki, zaś teraz był ozdobiony wyłącznie rozbitym szkłem.
- Wróciłam! – zawołała Ćma, choć niemiłosiernie skrzypiąca podłoga z całą pewnością skutecznie powiadomiła innych o jej przybyciu. – Przyprowadziłam ze sobą gościa!
Raptem z ukrytych w rogu drzwi wyskoczyły cztery sylwetki, które błyskawicznie rzuciły się ku Martinowi. W mroku błysnęła obnażana stal. Różnie by się mogło to zakończyć, gdyby nie Ćma, która stanęła przed włóczykijem z rozpostartymi ramionami.
- Stop – powiedziała stanowczo. Chłód, jaki pobrzmiewał w jej głosie, był do niej całkowicie niepodobny. – Do reszty zgłupieliście?! Przyprowadziłam gościa, a nie intruza. Schowajcie te swoje śmieszne mieczyki. Natychmiast.
Ograniczone światło znacznie utrudniało przyjrzenie się szczegółom sylwetek, ale relatywnie łatwo można było określić, że w skład czteroosobowej szajki wchodzili dwaj mężczyźni i dwie kobiety. Wszyscy, jak jeden mąż, schowali swoje bronie na polecenie Ćmy.
Białowłosa minęła ich bez zainteresowania, zajmując miejsce na jednym z wysokich krzeseł. Płynnym ruchem dłoni dała Martinowi znać, by zrobił to samo. Sięgnęła dłonią pod ladę i wyciągnęła opróżnioną do połowy butelkę whiskey, którą uzupełniła braki w swej szklance. Chwilę później na blat trafiła również szklana popielniczka i paczka wąskich papierosów.
- Zawołajcie Sakurę. Chcę jej kogoś przedstawić.
W pomieszczeniu na moment zapadła grobowa cisza, którą przerwał ochrypły, niski głos:
- Niezwłocznie, Touga.
Ćma warknęła pod nosem, wyraźnie niepocieszona. Ostentacyjnie pociągnęła łyk bursztynowego trunku – jak zwykle, nie krzywiąc się ani trochę – i z hukiem odstawiła szklankę na blat. Cztery sylwetki szybko wróciły tam, skąd przyszły, zostawiając dwójkę starych znajomych sam na sam.
- Nigdy nie lubiłam swojego imienia – burknęła Ćma, wyciągając z paczki papierosa. Wsadziła go w usta i sięgnęła dłonią do kieszeni w poszukiwaniu zapalniczki. Jak tylko dobyła drobnego przedmiotu, przycisnęła go raz, drugi, trzeci. Pomimo wielu podejść, płomień nie chciał się pojawić. – Kurwa – zaklęła wściekle białowłosa.
Kobieta rozsiadła się wygodnie na swoim krześle, machając nogami w powietrzu. Rzuciła Martinowi przelotne spojrzenie i, pozornie bez zainteresowania, zagadnęła:
- Jak ci się podoba moje skromne lokum?
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-09-10, 21:08     

-Czy znam? Nie wiem, może kiedyś się spotkaliśmy.
W końcu weszliśmy do środka, pierwsze co zwróciło moją uwagę to nadmiernie skrzypiąca podłoga. Od zawsze miałem uraz do takich dźwięków. Czy to drapanie paznokciami po tablicach w akademii shinigami, czy też pisanie suchym flamastrem po kartce papieru. Samo przywołanie do siebie tych dźwięków z odmętów świadomości powodowało przemarsz ciarek po moich plecach. W pomieszczeniu panował piwniczny klimat. Było strasznie duszno i ciemno. Atmosfera ta wywołała u mnie poważne refleksje typu "Martin, tutaj z największa pewnością nikt nie znajdzie Twojego truchła". Ostrożnie stawiając krok za krokiem, niepewnym wzrokiem obserwowałem "melinę" do której zostałem ochoczo zaproszony. Błysk ostrzy przypomniał mi opowieści o tym, jak zazwyczaj kończyły się przechadzki w Nowym Jorku po tak zwanych ślepych zaułkach.
-Komitet powitalny?!
Drwina, właśnie tak określili moje pełne zaskoczenia zdanie kwitujące przezorną ostrożność czwórki stojącej w mroku. Szlajanie się po najgorszych barach w Rukongai pozwoliło mi skalkulować, że nim przeciwnicy by się do mnie dobrali zdążyłbym poszatkować ich w kilka sekund, opierając się na własnym doświadczeniu. Na całe szczęście murem stanęła za mną Ćma, która uspokoiła swoich towarzyszy. Dziarskim krokiem ruszyłem w stronę baru gdy tylko dała mi znak bym to zrobił. Zająłem krzesło zaraz obok niej i oparłem swoje łokcie na blacie. Siedziałem tak wyprostowany obserwując wszystko dookoła.
Touga? Czy to był jej pseudonim? A może to Ćma była pseudonimem? Wtedy nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia, jednak jej burknięcie zaowocowało weryfikacją tej hipotezy.
-Twoje lokum powiadasz? Piwnica w której się poznaliśmy widać była zbyt mało brudna i zasyfiała, ale lubię to miejsce. Sam wychowywałem się w dużo gorszych, tak czy siak, czuć tu duszę rock'n'roll'a, to przywołuje wiele wspomnień.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
Ostatnio zmieniony przez Martin 2012-09-12, 15:08, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-09-12, 16:38     

MG Mode


Zapalniczka w końcu uległa niezłomnej woli Ćmy, zapalając się małym płomykiem. Białowłosa z wprawą odpaliła papierosa i rzuciła drobny przedmiot na blat. Wolną dłonią przeczesała niesforne kosmyki, wzdychając przy tym ciężko. W ciemnym pomieszczeniu nawet słabe światło żarzącego się papierosa wydawało się nadzwyczaj ostre.
- Pieprzyć syf i duchotę – mruknęła pod nosem Ćma. – Tutaj nikt nas nie szuka. Nawet Bogowie Śmierci niechętnie odwiedzają to miejsce – urwała na moment, spoglądając znacząco na Martina. Na jej usta wpłynął subtelny uśmiech. – Chociaż, jak widać, od tej reguły istnieje wyjątek.
Przez cały czas trwania rozmowy Ćma wydawała się dziwnie zmęczona. Im dłużej włóczęga jej się przyglądał, tym więcej symptomów wyczerpania u niej dostrzegał. W błękitnych oczach próżno było szukać dawnego blasku, za to nie sposób było nie zauważyć widocznych cieni, które się pod nimi pojawiły – zapewne w wyniku braku snu. Już wcześniej była filigranowa, ale teraz stała się jeszcze drobniejsza. Cokolwiek robiła ze swym życiem, wydawało się, że nic dobrego z tego nie wynika.
Raptem drzwi w rogu pomieszczenia otworzyły się, a w progu stanęła rudowłosa kobieta w krzykliwie różowym i bardzo wyzywającym kimonie. Rozejrzała się dookoła i spostrzegłszy jedynych gości opustoszałego baru, uśmiechnęła się.
- No, no – zawołała z aprobatą, krocząc w stronę lady – więc jednak to prawda. Martin Arclight we własnej osobie! Minęło sporo czasu, szczeniaku. Prawie nic się nie zmieniłeś.
Włóczykij zapewne odpowiedziałby tym samym, lecz przeszkodził mu w tym pewien istotny fakt – nie znał tej kobiety. Mimo usilnych starań, nie potrafił sobie jej przypomnieć.
- To właśnie jest Sakura – podjęła Ćma. – Oczywiście, tak jak my wszyscy, nosi pseudonim. Jej prawdziwe imię do niczego nie jest potrzebne…
- Dobrze wiesz, Ćmo, że nie lubię, jak się o mnie mówi tak, jakby mnie tu nie było – przerwała jej rudowłosa kobieta, nie tracąc dobrego humoru. – Zresztą, jeżeli jest jakaś osoba, której nie trzeba przypominać mojego imienia, to z całą pewnością jest to Martin.
Sakura usadowiła się na jednym z wysokich krzeseł, po czym machnęła dłonią. Spojrzała wymownie na Ćmę i posłała jej szeroki i, jak się wydawało Vaizardowi, bynajmniej nie szczery uśmiech.
- Nalej mi trochę whiskey – rzuciła nieco lekceważąco do białowłosej. Ani na moment nie spuściła z Martina wzroku. – Co tam słychać w życiu, szczeniaku? – zagadnęła włóczykija wesoło.
Ćma mruknęła pod nosem i niechętnie wstała, podchodząc do kredensu i wyciągając z niego szklankę. Wróciła na swoje miejsce i napełniła naczynie bursztynowym trunkiem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że była to Ćma – kobieta, która nie zwykła ulegać nikomu.
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-09-16, 17:01     

-Nie zapominaj moja droga, że ja już nie jestem Shinigami.
Gorzkie słowa prawdy wypłynęły wprost z moich ust. Nie rozumiem dlaczego jako wyrzutek i pół hollow dalej byłem traktowany na równi z ludźmi, którzy nie przebierali w środkach by się mnie pozbyć. Byłem dla nich niewygodny, zupełnie jak prawda, prawda którą mogłem teraz spokojnie wyjawić komuś, kto chciałby zniszczyć Soul Society. W każdym bądź razie, rzeczy które wiedziałem na temat społeczności były u mnie bezpieczne, w końcu to ja chciałem sobie przypisać zasługę zrujnowania ich. W akcie dezaprobaty na stwierdzenie Ćmy tylko lekko schyliłem głowę ku blatowi baru, zupełnie jakby rozdrapała powoli zasklepiającą się ranę.
-Nie męczy Cię ciągłe ukrywanie się przed nimi?
Cóż, pytanie było co najmniej retoryczne. Z autopsji wiedziałem ile siły trzeba włożyć pozostanie nieuchwytnym. Istniała między nami tylko jedna różnica, ja często specjalnie obnosiłem się ze swoją energią duchową by celowo ściągnąć na siebie kłopoty. Tak radziłem sobie z rutyną w szarych miastach świata żywych. Na twarzy białowłosej wręcz malowało się wyczerpanie, dlaczego zatem musiałem o to spytać? Pewnie tylko po to by podtrzymać jakoś rozmowę. Na dźwięk obcego głosu obróciłem się na krześle by zobaczyć kto jest jego właścicielem. Rudowłosa kobieta w całkiem niezłym kimonie. Wszystkie znaki wskazywały na to, że kimkolwiek jest jakimś cudem mnie zna, znajomość nie działała niestety w obie strony. Zakłopotany sytuacją na zadane przez nią pytanie byłem w stanie wydukać tylko jedno zdanie, z ledwością.
-Nie jestem pewny płomiennowłosa czy my się w ogóle znamy, wybacz, ale nie mogę sobie przypomnieć Twojej osoby.
Oczekując na wyjaśnienia na mojej twarzy malował się uśmiech pełen bezradności. Za wszelką cenę próbowałem odświeżyć swoje wspomnienia, znaleźć pośród nich jakąś poszlakę która pozwoliłaby mi na skojarzenie Sakury, jednak nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie, dołująca pustka, która wskazywała na to, że jeszcze dziś ktoś się za to obrazi i raczej nie będę to ja. Kobiety nie lubiły, gdy się je zapominało, dobrze o tym wiedziałem, zatem szansę na spotkanie jej ręki z moją twarzą wzrastały z sekundy na sekundę. Jak zwykle mogłem oberwać nie ze swojej winy, życie.
-Nie jestem pewien czy to wina banicji, ale jeśli możesz, to proszę, odśwież trochę moją pamięć. Byłbym wdzięczny gdybyś przybliżyła mi okoliczności w których się poznaliśmy.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
Ostatnio zmieniony przez Martin 2012-09-16, 17:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-09-16, 20:11     

MG Mode


Popiół spadł prosto do kryształowej popielniczki. Ćma dopaliła papierosa i bezlitośnie wgniotła go w przezroczyste tworzywo. Otworzyła usta, by odpowiedzieć Martinowi na pytanie, lecz wówczas głos zabrała Sakura:
- Straszne rzeczy mnie spotykają na stare lata. – Poczęstowała się papierosem i kontynuowała myśl: - Widocznie piętno wygnańca wciąż na tobie ciąży. Nasza małej Ćmie też ciężko było sobie przypomnieć osobę, dzięki której udało jej się zbiec ze Społeczeństwa Dusz. Nie wiem, czy to kwestia mało charakterystycznej twarzy, ale zawsze sądziłam, że raczej niełatwo mnie zapomnieć.
Zachowanie rudowłosej było przekonujące i przesadnie pewne. Martin odniósł wrażenie, że było to zamierzone działanie, które miało odciągnąć jego uwagę od braku konkretnej odpowiedzi na postawione pytanie. Ćma przez cały czas wydawała się dziwnie spięta.
- Spędziliśmy parę miłych chwil „Pod Dzikim Wężykiem”, kiedy jeszcze oboje działaliśmy w szeregach Trzynastu Oddziałów Obronnych – podjęła po dłuższej chwili Sakura. – Byłeś jednym z niewielu, którzy nie padali po znikomej ilości trunku. Cóż, Bogowie Śmierci mają dryg do wojaczki, ale przyjaciele do kieliszka z nich żadni. Tak czy inaczej, stare dzieje.
Włóczęga ponownie sięgnął pamięcią wstecz, lecz i tym razem nie przyniosło to żadnych zaskakujących rezultatów. Gdyby miał pamiętać każdą osobę, która regularnie odwiedzała znany w Społeczeństwie Dusz bar, musiałby zaprzątać sobie głowę setką mało znaczących imion.
- Pozwoliłam sobie trochę o ciebie popytać tu i ówdzie – ciągnęła dalej rudowłosa. – Ciężko było zdobyć jakiekolwiek informacje. Dopiero Ćma była w stanie udzielić mi konkretnych odpowiedzi. Całkiem dobrze się złożyło, że przybyłeś na Manhattan. Zaoszczędziłeś mi sporo fatygi. – Sakura uśmiechnęła się szeroko, posyłając Martinowi znaczące spojrzenie. – Zamierzam złożyć ci pewną kuszącą ofertę, na którą przystało już kilka osób. W tym nasza mała Ćma.
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-09-19, 18:39     

Czasy gdy przesiadywałem w Barze Pod Dzikim Wężykiem już dawno upchałem do półki z napisem "wymazać z pamięci". Wiązało się z nimi zbyt wiele bolesnych wspomnień dotyczących radosnej, kolorowej i leniwej służby dla Gotei 13. Może dlatego nie pamiętałem Sakury? A może to po prostu był syndrom zerwanych filmów, skoro z jej relacji wynika, że musiałem sporo pić przy każdej okazji kiedy ją spotkałem. Nie rozumiałem tylko jednej rzeczy, skoro obie znały się z tego samego miejsca, zbiegły razem, to czy Ćmę też mogłem spotkać już dużo wcześniej? Wolałem nie grzebać w odmętach swojej pamięci, w końcu znajdowało się tam wiele innych, nieciekawych rzeczy które chciałem już dawno zostawić za sobą. Niektóre się udało, ale kilka z nich nadal ciągnęło się za mną. Poprawiłem kołnierz swojej koszuli i rozejrzałem się by tym razem dokładnie zapamiętać twarze tej dwójki. Twarz Tougi raczej było by trudno zapomnieć ze względu na to co jej zawdzięczałem, zatem swoją uwagę głównie skupiałem na rudowłosej. W powietrzu wisiało coś grubszego, skoro ta kobieta pofatygowała się by zrobić za mną research, w końcu nikt od tak sobie nie zbiera informacji o drugiej osobie.
-Zamierzasz? Lubię jak inni konkretnie określają swoje intencje, zatem proszę, przejdź do rzeczy.
Nie zarzucałem mojej rozmówczyni niczego, jej zamierzenie było usprawiedliwione tym, że nie wiedziała czego może oczekiwać po mojej odpowiedzi, pewnie dlatego nie chciała od razu wypalić z grubej rury. Niepotrzebnie, jeśli miałem już z kimś kolaborować, to na pewno z osobami które przeskrobały sobie u Społeczeństwa Dusz. Pomimo wielkiego ryzyka które niosły za sobą takie akcje wchodziłem w nie w ciemno. Lubiłem adrenalinę i nigdy tego specjalnie nie ukrywałem, byłem takim małym monstrum które się nią żywiło. A co tak dobrze dostarczy adrenaliny jak czyny karalne? Oczywiście, że rzeczy nagradzane surową karą! Miałem w tym niemałe doświadczenie, ale przeważnie się nim nie chwaliłem. Najważniejszym w byciu playerem było wiedzieć, jak grać w tę grę, w przeciwnym wypadku kończyło się to dla wielu w najlepszym wypadku śmiercią. W najlepszym, zatem wolałem nie myśleć o najgorszym. W każdym bądź razie, zaszedłem na tyle daleko, że nie mogłem się wycofać, nie pozwoliłaby mi duma.
-Zatem, co proponujesz? Wysadzimy coś? Zabijemy kogoś? Porwiemy? Zniszczymy? A może mała dywersja? Chociaż nie, w dywersjach nie jestem najlepszy, trzeba mieć do nich plan, a ja nie jestem najlepszy w myśleniu.
Obudziły się we mnie pierwotne instynkty, Jedyne co chciałem robić to demolować, lub odbierać komuś życie.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-09-22, 18:19     

MG Mode


Uśmiech, który wykwitł na ustach Sakury, miał w sobie coś niepokojącego. Był aż nadto czarowny, lecz rudowłosej trzeba było przyznać, że o wiele sympatyczniej wyglądała bez tego upiornego wyrazu zadowolenia.
- Wszystkie twoje propozycje są kuszące. Minęło sporo czasu odkąd po raz ostatni zrobiliśmy coś widowiskowego – rzuciła Sakura, a po chwili skrzywiła się. – Niestety, ryzyko, że Społeczeństwo Dusz wpadłoby na nasz ślad jest zbyt wysokie. Ewentualna nagroda byłaby niewspółmierna do kary śmierci, którą Bogowie Śmierci z całą pewnością nam sprezentują, jeżeli powinie nam się noga. – Dłoń rudowłosej energicznie uderzyła o blat stołu. Ćma aż podskoczyła. – Dlatego musimy działać precyzyjnie i, w miarę możliwości, bezszelestnie.
Sakura spauzowała, by pociągnąć łyk whiskey ze swojej szklanki. Jej opieszałość w przechodzeniu do sedna sprawy była irytująca, ale tajemnicza aura, jaką wokół siebie roztaczała, sprawiała, że Martinowi przez myśl nie przeszło, by ją popędzać.
- Jest pewna kobieta – cholera wie, jak jej na imię – która jakiś czas temu zaczęła węszyć w pobliżu naszej kryjówki – podjęła rudowłosa. – Gdyby nie fakt, że zawsze pojawia się z obstawą, to już dawno gryzłaby ziemię. Zazwyczaj towarzyszy jej kilku facetów – nigdy tych samych, więc nie mam pojęcia, ilu dokładnie ma pomocników. – Resztka długiego papierosa została brutalnie wtarta w kryształową popielnicę. – Naszej Ćmie udało się ustalić, że wszyscy – zarówno ta kobieta, jak i jej sługusy – są psami Społeczeństwa Dusz i chyba nie do końca wierzą, że taką rozpadającą się ruderę mogą zamieszkiwać ludzie. - Sakura opróżniła szklankę i westchnęła ciężko. – Muszę zabić tę sukę, zanim znajdzie jakiś dowód na potwierdzenie swojej teorii. Nie pogardzę żadną dodatkową parą rąk.
Ćma poruszyła się niespokojnie i wykorzystała milczenie Sakury, by w końcu zabrać głos:
- Jest nas zaledwie garstka, ale jeżeli zaatakujemy ich znienacka, zyskamy przewagę. Udało mi się wytropić, gdzie się ukrywają. Jak tylko Sakura uzna, że nadeszła odpowiednia pora, będziemy gotowi, by uderzyć.
Rudowłosa kobieta zaśmiała się wesoło i pokręciła głową. Była we wspaniałym i całkowicie nieadekwatnym do sytuacji nastroju.
- Jeżeli nasz szanowny gość zgodzi się nam pomóc – rzekła Sakura, spoglądając znacząco na włóczykija – uznam, że możemy przejść do działania.
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-10-02, 12:33     

Precyzja? To mogłem zagwarantować mimo tego, że nie byłem strzelcem wyborowym ani tym bardziej snajperem. Sytuacja pogorszyła się gdy do precyzji dołączyło też wyraz "bezszelestnie". Ja, architekt placów boju nie mogłem wykonać niczego bezszelestnie. Nie byłem cichym zabójcą, asasynem, hitmanem czy jak kto jeszcze woli. Wchodzę, robię bum niczym arabski terrorysta i pozostawiam za sobą tylko dymiące zgliszcza. Skoro nie mogłem nikogo posłać do piachu by to nie obiło się bez echa, musiałem to zrobić nadzwyczajnie szybko, tak szybko by nawet nikt się nie zorientował, bądź nie dać nikomu czasu do reakcji. Pojawić się, zgnieść oponenta na miazgę i nie pozostawić po sobie nawet błysku ostrza.
-Nie mogę Ci zagwarantować tego, że zabiję kogoś po cichu. Jeśli mnie znasz, powinnaś o tym wiedzieć.
Z rozmowy wynikało, że dokładniej rozchodzi się o jakąś kobietę. Zastanawiałem się czy chodziło o przezorną ostrożność czy po prostu o kobiecą zazdrość i zawiść. Było jeszcze wiele możliwości, ale te dwie najbardziej dopuszczałem do siebie. Ostatnie słowa które z siebie wydusiłem mogły brzmieć jak odmowa, nawet jeśli, nie takie było moje zamierzenie. Chciałem tylko uświadomić moją przyszłą zleceniodawczynię o ryzyku jakie stanowi wynajęcie do pracy takiej jednostki jak ja. W zamian tego mogłem zafundować im świetną zabawę, zarówno zleceniodawczyni jak i celom.
-Domyślasz się już pewnie, że jestem nieco destruktywną kartą w tej talii, zatem pozwolę Ci wybrać czy chcesz mnie użyć czy nie. Jeśli się zdecydujesz podaj mi od razu więcej informacji na temat działania, nie obiecuję, że zawsze będę grał zgodnie z Twoimi regułami.
Umiałem tańczyć jak mi zagrali, ale zawsze musiałem w ten taniec wplątać kilka swoich kroków. Taka już natura róży która wyrosła na betonie.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
[*]Saya 
Widmowa Tancerka


Dywizja: I
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Hakifuji
Ressurection: 27/ 800+
Aspekt Śmierci: Sayato Yurihana
Wysłany: 2012-10-09, 11:15     

MG Mode


Sakura wykrzywiła usta w leniwym, pełnym zadowolenia uśmiechu. Przypominała lwicę, która właśnie skończyła żywić się swoją ofiarą.
- Członkowie jedenastej dywizji nie są zbyt biegli w sztuce skrytobójstwa – zauważyła rudowłosa, lustrując włóczęgę wzrokiem. – Tak długo, jak nie obrócisz całego Manhattanu w pył, będziesz mile widziany jako członek honorowy naszej grupy.
Kobieta zwlokła się z wysokiego krzesła i westchnęła przeciągle, odgarniając niesforne kosmyki, które spłynęły jej na twarz. Przeciągnęła się jak kotka i odwróciła się do dwojga rozmówców plecami.
- Przygotujcie się – mruknęła. – Wyruszymy późnym wieczorem. Szczegóły planu zdradzę wam na miejscu.
Sakura ruszyła powłóczystym krokiem ku drzwiom i wkrótce tajemniczo za nimi zniknęła, zostawiając Martina i Ćmę w towarzystwie wielu pytań, na które nie znali odpowiedzi.

***


Chemiczne powietrze Nowego Jorku sprawiło, że Ćma co chwilę marszczyła nos. Niewiele ponad pół tuzina Bogów Śmierci mknęło wśród zgiełku pod osłoną nocy. Manhattan nie wiedział, co to sen, nie opuszczał powiek ani na moment.
- Jeżeli sądzisz, że kiedykolwiek zaznasz tu ciszy, to znaczy, że żyjesz na Manhattanie zdecydowanie zbyt krótko – odezwała się przewodząca grupie Sakura. Ze względów praktycznych zmieniła kimono na znacznie mniej wyzywające, choć wciąż krzykliwe. – Wszystko, co może odciągnąć uwagę przeciwnika, działa na naszą korzyść.
Ćma nachmurzyła się. Delikatnie zasugerowała, że wszechobecny hałas może okazać się najgorszym z możliwych przeciwników. Riposta Sakury wydała jej się logiczna, ale nie satysfakcjonująca. Przez resztę drogi Ćma milczała, co pewien czas zerkając na Martina, jakby obawiała się, że włóczęga nagle zmieni zdanie.
Sakura zawczasu wytłumaczyła Martinowi, jak działa tabletka, którą poczęstowała go białowłosa – całkowicie maskowała Reiatsu do czasu uwolnienia Zanpakuto. W żaden sposób nie kolidowało to z używaniem podstawowych technik, takich jak Migoczący Krok, dzięki czemu poruszali się szybko i sprawnie.
Raptem rudowłosa przystanęła, a razem z nią zatrzymał się cały jej niewielki oddział. Wolnym krokiem zbliżyła się do wysokiej, zakończonej szpikulcami bramy, która otaczała ogromny teren rezydencji, wyglądającej wyglądała na opustoszałą. Starą, wybrakowaną cegłę otaczał gęsty bluszcz, okna były tak brudne, że nie sposób było zajrzeć do środka, a rośliny na błoniach już dawno powiędły.
- Oto i jest – szepnęła Sakura, po czym odwróciła się twarzą do reszty. – Jesteśmy na miejscu. Podejdźcie bliżej.
Niewielki oddział zbliżył się na jej polecenie.
- Do środka prowadzą dwa wejścia – jedno od południa, a drugie od północy. Będziemy musieli się podzielić. – Sakura mówiła z charakterystycznym dla siebie spokojem, całkowicie nieadekwatnym do sytuacji. – Pamiętajcie, że tak długo, jak nie uwolnicie mieczy, wasza energia duchowa będzie całkowicie zamaskowana. Postarajcie się zrobić z tego użytek. Jeżeli jednak sytuacja zmusi was do sięgnięcia po cięższą artylerię, podnieście poziom Reiatsu do maksimum. Gdyby tak się stało, wszyscy – wszyscy! – gromadzimy się w jednym miejscu, i to czym prędzej. Pamiętacie plan?
Zabić przywódczynię tej tajemniczej organizacji. A jeżeli będzie potrzeba – nie wahać się położyć trupem także jej towarzyszy – tymi słowami Sakura przedstawiła istotę sprawy Martinowi. Akcja wydawała się barbarzyńska i dzika, ale nie było to nic, z czym były członek jedenastej dywizji nie miałby do czynienia.
- Jeżeli nie macie pytań, do dzieła. – Rudowłosa zbadała wzrokiem swoich towarzyszy. – Ichirou, Sentouyuki, Takashima. Wy idziecie ze mną. Cała reszta – zamilkła na krótką chwilę, posyłając dłuższe spojrzenie włóczędze – jest pod względnym dowództwem Ćmy. Wejdziecie od południa. Jeżeli wszystko jest jasne, przejdźmy do działania.
Atmosfera zgęstniała. Na obliczach niektórych malował się strach mieszany z niepewnością, co w efekcie tworzyło bardzo nieprzyjemną kombinację. Sakura cierpliwie czekała na potwierdzenie gotowości. Za chwilę wszystko miało się zacząć.

Adnotacja:

Perssacz, już Ci wczoraj na gg pisałam, że jestem chora i zarówno jakość, jak i częstotliwość moich odpisów nie jest najlepsza. Niemniej postaram się to jakoś ogarniać, na pewno nie będziesz musiał czekać tak długo na drugi raz. Ten post jest ostatnim z serii tych, jak to mówisz, „o niczym”, dlatego nie musisz dawać długiego odpisu. Forumowe minimum wystarczy, żeby przejść dalej – do, zakładam, znacznie ciekawszej części.
_________________



Bazowe Reiatsu: 60
Aktualne Reiatsu: ~20
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aktualny ubiór: KLIK!

Main Themes: The Deathbringer
Battle Themes: Phantom Dances | As The Blade Commands
Hakifuji Themes: Call Of The Abyss | Eternal Lullaby
Reminiscence Themes: Farewell, My Past | Mirror, Mirror... | Fairytale
Final Stage Theme: The Successor



Ostatnio zmieniony przez Saya 2012-11-26, 20:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-11-26, 21:54     

Nie obrócić Manhatanu w drobny mak? To była kolejna rzecz której nie mogłem zagwarantować rudowłosej która prosiła mnie o przysługę. Wojownicy nie przebierają w środkach, szczególnie gdy destruktywnie nastawiają się na swoje cele. Cóż, wojownik to i tak było zbyt subtelne określenie mojej osoby. Byłem wygłodniałym barbarzyńcą który nie patrzył co, gdzie i kogo gdy już wpadał w szał walki. Gdy już się rozkręcałem nie patrzyłem, czy moim przeciwnikiem jest inwalida, kobieta czy też dziecko. Może to świadczyło o mnie źle gdy jeszcze byłem członkiem jedenastego oddziału gdyż oni mieli swoje kodeksy walki, ale ja nigdy nie przestrzegałem jakichkolwiek kodeksów. Moralność i jakiekolwiek bariery to tylko jedna z dróg do śmierci. To dzięki temu, że brakowało mi jakichkolwiek oporów dalej żyłem i cóż, nie było to dobre życie, to i tak mogłem się nim w pełni cieszyć. Gdy Sakura już opuściła pomieszczenie, dynamicznie wstałem z krzesła i zacząłem leniwie słaniać się na nogach oglądając różne rzeczy które w się w nim znajdowały. Nie omieszkałem także zostawić w spokoju baru. Wszedłem za ladę, nachyliłem się nad nią i przybierając całkiem poważną minę rzuciłem standardowym pytaniem do Ćmy.
-Co podać, panienko?
Oczywiście było to pytanie retoryczne, co można było zauważyć chwilę potem gdy wyszedłem zza baru i dalej przechadzałem się przeglądając różne obiekty.
W końcu nastał wieczór i wybiła godzina zero mimo tego, iż do północy brakowało jeszcze trochę. Sakura, tym razem odziana w mniej odważne kimono najwidoczniej miała już przygotowany plan, co znacznie utrudniało mi działanie. Robienie czegoś pod czyjeś dyktando także nie zlewało się z moimi przekonaniami. Gdy kobieta skończyła nam tłumaczyć swoje zamiary nastało podzielenie na grupy. Ponieważ była nas piątka a trójka podążyła już swoim śladem, całą resztę stanowiłem ja i białowłosa. Nie przeszkadzało mi to ani trochę, bo lepiej walczyć u boku kogoś, kogo się już trochę zna aniżeli z kimś zupełnie nieznajomym. Oboje także wiedzieliśmy, czego możemy się po sobie mniej więcej spodziewać.
-Więc? Chcesz dowodzić naszą, w cudzysłowie, grupą, czy zostajesz pasywna?
Oczywiście pytanie było samo w sobie pułapką, gdyż nawet gdyby Ćma chciała wziąć sprawy w swoje ręce, nie wyszło by z tego zupełnie nic. W sumie zadałem to pytanie tylko i wyłącznie przez grzeczność, jak wtedy gdy pytasz kogoś czy nie chce się poczęstować powiedzmy krewetkami podczas gdy tak na prawdę nie chcesz mu jej dać.
-Masz jakiś pomysł, czy po prostu mamy tam wejść i zabić ich tak, by nie mogli być już bardziej martwi?
Miałem cholerną nadzieję, że to nie będzie nic skomplikowanego. Trudno jest myśleć gdy zupełnie oddajesz się swoim pierwotnym instynktom. Trudno jest robić wtedy cokolwiek innego niezwiązanego z walką. Cóż, jeśli Ćma nie miałaby jakiegokolwiek planu, zamierzałem po prostu przejść tamtędy jak huragan, zostawiając po sobie same zgliszcza.
Intensywnie myślałem o całej sytuacji, jednakże w mojej głowie zabłysnęła jeszcze jedna myśl. Dotyczyła ona dwójki banitów, których zostawiłem na bratobójczym treningu. Zerwałem się szybko z miejsca i bez wyjaśnień rzuciłem tylko cztery słowa.
-Wybacz! Zupełnie zapomniałem o nich!
O kogo mogło mi chodzić? Nie wytłumaczyłem tego. Po prostu niczym poparzony wybiegłem przez drzwi meliny.
[z/t]
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
Ostatnio zmieniony przez Martin 2012-12-11, 22:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową