Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Park wiśni
Autor Wiadomość
Hanou
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-12, 19:05     

Part 2 - Punishment for Exasperation


Jak oczekiwałem, Kugyoo pojawiła się niedługo po tym jak zasiadłem do picia mojej ulubionej herbaty. Wszechogarniające uczucie rozluźnienia jednak nie było takie jak zazwyczaj, działo się coś dziwnego, zaś ma mentorka odznaczała się nadzwyczajnym jak dla niej rozdrażnieniem. Pomimo tego iż piła herbatę w ciszy odczuwałem pewien dysonans w stosunku do tego co zazwyczaj się działo gdy przebywałem w Shokuzai no Sekai. Niebo zazwyczaj było pełne złocistych chmur, przez które przebijały się eteryczne promienie nieistniejącego słońca. Dzisiaj zaś kolor chmur przybrał odcień karmazynowy jak przy zachodzie, a perliste światło przypominało demoniczne płomienie.
Gdy Kugyoo wstała poczułem nagły nacisk, lecz nie reagowałem. Wiedziałem, że ma mi coś do powiedzenia, dlatego też nie powstawałem z poduszek popijając dalej herbatę. Obeszła okrągły stolik i stanęła za mną kładąc dłoń na moim ramieniu.
-
Kugyoo-sensei? - zapytałem zdziwiony.
-
Sporo razem przeszliśmy, tyle cię nauczyłam. Zawsze tu byłam w trudnych dla ciebie czasach… Jednak ty tak mi się odpłacasz, Hanou-kun. - wyrzekła moja zanpakutou. Nie widziałem tego, że otworzyła oczy, choć pamiętałem, że wokół stolika szła z zamkniętymi.
Poczułem nacisk jej dłoni na moim barku i poczułem lekki dyskomfort. Nigdy się tak nie zachowywała, nawet gdy toczyliśmy kolejne pojedynki była niezwykle delikatna i miła. Tym razem jednak w jej głosie było słychać coś na kształt poirytowania, zaś jej zwyczajna aura uspokojenia została zastąpiona przez wszechogarniające uczucie przytłoczenia.
-
Nie rozumiem o co chodzi, Okaa-san - powiedziałem marszcząc brwi i odwracając głowę w jej kierunku, tak że nasze twarze były niecałe dziesięć centymetrów od siebie.
-
Zawsze się cieszyłam gdy tu przychodziłeś, czekałem z gratulacjami gdy coś osiągnąłeś albo z otwartymi ramionami gdy było ci smutno. Zawszę miałam dla ciebie jakąś radę, z chęcią chciałam cię jeszcze czegoś nauczyć…. Lecz kiedy tylko tu przybyłeś czułam się skrępowana… Coś zaczęło ograniczać moją siłę i wolę, to coś miało mnie zmusić do poddaństwa… Myślałam że relacje między nami są zupełnie inne, chyba się myliłam… Zawiodłeś mnie Hanou - wysyczała niemalże Kugyoo.
Brzmiało to źle, bardzo źle. Nie przypominałem sobie kilku faktów o których wspomniała. Zawsze żyłem z nią w idealnej harmonii i kochałem ją niczym matkę i siostrę. Każdorazowo dziękowałem jej za wsparcie gdy tylko osiągnąłem swój cel.
Gdy opuściłem dwunastą dywizję po tym gdy słuch o Kamao zaginął, zaś mą duszę spowijał całun smutku - to ona była światłem, które prowadziło mnie ku lepszemu.
Mój umysł wskoczył na poziom wielotorowego myślenia i zacząłem się zastanawiać o co mogło jej chodzić. Co tak bardzo mogło rozjuszyć tą ostoję spokoju?
Aparatura?
Pierwsze co nasunęło mi się na myśl to aparatura, do której zostałem podłączony. Czyżby wpływała jakoś na mojego ducha zanpakutou? Chcą go zniewolić?
-
Ku... - Nie skończyłem zdania, albowiem poczułem jak jej paznokcie przebijają moją, skórę. Zaś cała reszta rozmyta została na przestrzeni kilku sekund.
Widziałem tylko, jak z niezwykłą siłą jestem wyrzucany z tarasu i lecę w przestworzach w dół wierzy. Obróciłem się w powietrzu i dostrzegłem jak w dłoni mej mentorki pojawia się kostur, który w blasku złocistego światła przekształca się w wyzwoloną formę Shi-kai - wygięty w dziwny sposób yatlass. Wzbiła się w powietrza i wykorzystując grawitację poczęła pikować w moją stronę.
Obliczyłem szybko w głowie ile czasu zajmie jej dotarcie do mnie zważywszy na to, że oboje spadaliśmy. Nabrałem powietrza w płuca i wystawiłem prawą dłoń przed siebie, zgiąłem kciuk, oraz serdeczny i mały palec, po czym pod nosem począłem niezwykle szybko wymawiać słowa zaklęcia.
-
Bakudou no nanajuuichi: Hasshou Myorou! - rzekłem cicho, zaś moja mentorka będąc niemalże dwa metry przede mną została zatrzymana w powietrzu przez Osiem Prętów Wiążącego Cienia (działa analogicznie do Bakudou #61, lecz z dużo większą siłą niźli tamto i oplata w nieco inny sposób, albowiem prętów jest tak naprawdę szesnaście, lecz każdy z nich jest połówką, wiążą kolejno krzyżowo szyję, ramiona, korpus na wysokości splotu słonecznego i biodra - całości dopełnia efekt paraliżu taki sam jak w Bakudou #61). Wyciągam natychmiast lewą dłoń i wystawiając dwa pierwsze palce, oraz kciuk w kierunku Kugyoo rzucam kolejne zaklęcie.
-
Bakudou no kyu: Hourin - rzekłem, zaś z mych trzech palców wystrzeliła złota lina, która owinęła Kugyoo w miejscach, w których czarne pręty nie łączyły się ze sobą.
-
Mogę rzucać tak wszystkie kolejne zaklęcia drogi wiązania, dlatego proszę cię Okaa-sama nie stawiaj oporu i wyjaśnij mi o co ci chodzi. Mniemam, że to jest związane z tym, iż pojawiłem się tutaj w sposób niezależny od siebie, albowiem otrzymałem rozkazy pochodzące z góry, które skierowały mnie na eksperyment. Podpięty zostałem do aparatury, która wprowadziła mnie w swego rodzaju trans i nie mogę opuścić tego miejsca dobrowolnie. Lecz nie miałem pojęcia, że owa aparatura będzie wpływać ograniczająco na ciebie... - westchnąłem i nadal przytrzymywałem oba zaklęcia.
Jeśli jednak pierwotny manewr z siedemdziesiątym pierwszym bakudou by mi się nie udał, w momencie gdy Kugyoo ma mnie trafić używam shunpo i odbijam się poziomo od powietrza, po czym kilkanaście metrów dalej zatrzymuję się w powietrzu i wpierw rzucam Bakudou numer 73 - Touzanshou, które otacza mnie niebieskim kryształem górskim. Wtedy już bez inkantacji, rzucam Bakudou numer 71, po czym wypowiadam jego inkantację dodając mu siły już po rzuceniu. Zaś wtedy mówię to co miałem zamiar powiedzieć wcześniej.
-
Kugyoo-dono, wybacz mi to, że cię związałem, lecz obawiałem się, że kieruje tobą nadpobudliwa reakcja na sytuację, której nie rozumiesz, oraz której ja do końca nie ogarniam. Wybacz mi to wtargnięcie do twojego świata siłą, wiesz dobrze, że potrafię odiwedzać to miejsce bez potrzeby mechanicznego penetrowania go. Spróbuj ze mną rozwikłać tę zagadkę. Chciałbym opuścić to miejsce w pokoju i w ogóle chciałbym je potrafić opuścić, lecz czuję że coś mnie tutaj trzyma, zaś na dodatek wydaje mi się, że jesteśmy obserwowani. Znasz zasady panujące w dwunastym oddziale. - mówiłem cicho i uspokajająco. Ciągle w pogotowiu miałem kolejne z zaklęć - mianowicie Enkosen, lecz użyłem go dopiero wtedy gdy ma zanpakutou uwolniłaby się z podtrzymującego ją bakudou i chciałaby mnie zaatakować. Dodatkowo obawiałem się jednej z naszych umiejętności, dlatego też otoczyłem się chroniącym przed nim dostatecznie Touzanshou - choć kto wie? Może nie do końca znałem swoje zdolności, a tym bardziej nie wiedziałem jak korzysta z nich sama Kugyoo.
-
Okaa-sama. Proszę zaniechaj atakowania mnie i wróć do jasnego myślenia - powiedziawszy to zastygłem w oczekiwaniu, będąc przygotowanym rzucenie kolejnego zaklęcia. Przysięgałem sobie bowiem, że nie wyciągnę miecza przeciwko Kugyoo w celu innym niż trening.
 
     
Isamu
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-15, 00:29     

Ehh... I w końcu Isamu go znalazł, a raczej to on znalazł jego. Złoty feniks wyleciał z gwiazdy jak wystrzelony z działa pocisk i począł krążyć pomiędzy blokami wyrażając swoje zdanie na temat shinigamiego. Cholerny ptak zawsze musiał wiedzieć jak mu srogo dopiec i wyprowadzić z równowagi. To był jeden z powodów, a właściwie główny powód dla którego Suzume, gdy nie musiał, nie rozmawiał ze swoim mieczem. Tak było lepiej, spokojniej, a przede wszystkim wygodniej.

Cieszę się, że jesteś w dobrym nastroju - Rzucił ironicznie. Chciał by ten cały eksperyment już się zakończył, los jednak zarządził inaczej. Po chwili ciszy przerywanej tylko odgłosem trzepotu dość pokaźnych skrzydeł porucznik wyjął z kieszeni komunikator by wezwać doktorka sprawującego nad wszystkim pieczę z pytaniem o jakieś instrukcje. Wydarzenia jednak go uprzedziły. Ptak obniżył lot i wylądował na drugim końcu tego samego bloku na którym stał Isamu. Następnie stała się rzecz której porucznik jeszcze nie widział za swojego "nie-żywota", duch miecza począł się zmieniać. Można nawet użyć pojęcia "przepoczwarzać" w dorosłego człowieka. Porucznik nigdy nie miał okazji ujrzeć ludzkiej formy ducha swojego miecza co właśnie w tej chwili nadrabiał. Genshu przybrał postać mężczyzny ubranego w złoty garnitur i nie do końca zapiętą białą koszule. Nawet buty, tzw "laczki" były koloru złotego. Osoba postronna z pewnością mogłaby pomylić ducha miecza z odnoszącym sukcesy biznesmenem średniego wieku gdyby nie fakt iż z pleców wyrastały złote skrzydła dość pokaźnych rozmiarów. Innym wyróżniającym się faktem była katana, którą mężczyzna trzymał w dłoniach. Miecz był dokładną kopią zapieczętowanego Genshu z tą różnicą iż był cały koloru złotego. Wszystko od rękojeści poprzez tsubę aż do ostrza było złote.

Isamu spoglądał w kierunku swojego pogromcy będąc w niejakim szoku. Nigdy nie widział go w takiej postaci. Co mu znowu strzeliło do tego ptasiego łba? Nie zdążył się jednak nad tym dłużej zastanowić gdyż mężczyzna tylko się do niego uśmiechnął i zrobił krok w jego kierunku. Jednak jego stopa nawet nie zdążyła dotknąć podłoża gdy zniknął on z oczu shinigamiego, a następnym co ów bóg śmierci poczuł był ból w okolicach żeber spowodowany kopnięciem wyprowadzonym przez zanpaktou. Kopnięcie było na tyle potężne by wysłać porucznika poza granice bloku sprawiając iż ten począł spadać po łuku. Na szczęście bloki w jego wewnętrznym świecie były usytuowane dość gęsto obok siebie, nie było więc problemem dla porucznika odbicie się dłońmi od bocznej ściany jednego z nich i wykonanie obrotu w powietrzu z zamiarem wylądowania. Jednak jego stopy nie zdążyły nawet dotknąć powierzchni bloku gdy przed nim jak z podziemi wyrósł duch jego miecza trzymając w dłoni katanę gotową do pchnięcia. Tylko niewiarygodne szczęście i refleks pozwoliły porucznikowi uniknąć ostrza skierowanego wprost w jego twarz. To jednak nie był koniec gdyż skrzydlaty biznesmen po chwili wyprowadził serię cięć , których jednak shinigami mógł już bez trudu uniknąć. Nie wynikało to jednak z refleksu porucznika bądź tym bardziej z nieudolności ducha. Te parę prostych cięć miało uśpić jego czujność przygotowując się jednocześnie do większej ofensywy. I rzeczywiście ostatnie cięcie skierowane na korpus porucznika było tak szybkie i silne iż ten musiał ratować się shunpo by uniknąć obrażeń, zwiększając tym samym dystans i lądując na drugim końcu bloku.

Nie rozumiesz? Jeżeli nie zaczniesz się bronić, zginiesz. - chłodny, męski głos zza pleców shinigamiego oraz brak żywej duszy w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał duch jego miecza świadczył tylko o jednym. Przeciwnik znajdował się tuż za nim. Pomimo, że ciało Isamu zareagowało natychmiast nie miało ono szans powstrzymać potężne uderzenie pięścią w mostek porucznika, które sprawiło iż ten został dosłownie odrzucony, szorując sandałami o podłoże, na drugi koniec skały na której się znajdowali. Shinigami stał przez chwilę próbując jakoś sobie to wszystko poukładać w swojej głowie. Wiedział że on i jego miecz nie przepadają za sobą chociaż nie zawsze tak było, jednak w najgorszych snach nie wyobrażał sobie iż Genshu mógłby kiedykolwiek go zaatakować. Nigdy nie słyszał choćby o podobnych przypadkach czy to w akademii shinigami czy to już podczas swojej oficerskiej kariery. Spoglądając w kierunku przeciwnika mógł ujrzeć wyprostowanego, pewnego siebie mężczyznę którego klinka skąpana była w niebieskim świetle gwiazdy, biznesmen uśmiechał się do niego szyderczo. Jakby chciał powiedzieć "zabawie się z tobą zanim Cie zabiję". Isamu w końcu zrozumiał przesłanie swojego miecza. Miał rację, zresztą patrząc wstecz wszystkie rady i opinie jakie kiedykolwiek wygłosił były trafne. Teraz jednak skończył się czas słów, który to został przecięty ostrym ostrzem katany i zmiażdżony silnym ciosem pięści.

Jedyne co pozostało to walka, toteż Isamu dobył powoli swojej katany. Nie śpieszył się, nie musiał, wiedział że Genshu go nie zaatakuje. W końcu miecz rodził się z duszy shinigami więc powinni być do siebie podobni. Następnie zamknął oczy rozmyślając jeszcze ostatni raz nad sytuacją w jakiej się znalazł. Nie chciał walczyć, nie ze swoim własnym mieczem. Pamiętał gdy jeszcze był w akademii jak sobie wyobrażał relacje z duchem miecza. Zawsze wydawąło mu się że będą przyjaciółmi. Wzajemnie się wspierającymi kompanami idącymi przez życie. Kaciki ust shinigamiego mimowolnie się wykrzywiły gdy umysł wspominał tamte chwile. Jaki to los potrafi być przewrotny i okrutny, nie możemy jednak poddawać się jemu. Trzeba walczyć, choćbyśmy mieli ostatnim tchnieniem wydrzeć skrawek władzy nad sobą z jego rąk. Nie wolno się poddawać. Shinigami westchnął ciężko i po tej krótkiej chwili energicznie otworzył oczy by spoglądały śledząc ruchy przeciwnika. Wyciągnął miecz do przodu by skąpane w błękicie ostrze dosięgło jego przeciwnika. Cofnięta lewa noga i ugięte kolana tylko czekały by wykonać unik bądź skorzystać z shunpo uciekając przed atakiem. Nie było też sensu ukrywać swojego reiatsu, Genshu i tak znał jego wszystkie sztuczki i techniki. Z pewnością będzie to trudna walka. Może nawet najtrudniejsza jaką kiedykolwiek przyszło stoczyć młodemu shinigami o bujnej czuprynie.


// post obronny. W skrócie bloki plus uniki, ewentualnie shunpo na inny blok jak będzie gorąco.
 
     
[*]Hanami 
Narakuchou


Dywizja: X
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Jigokuhime
Ressurection: 21/422
Aspekt Śmierci: Tokugawa Hanami
Wysłany: 2011-08-16, 18:12     

Jigokuhime. Księżniczka Piekieł. A chociaż świat Zanpakuto Hanami bynajmniej nie przypominał ognistych czeluści, sama kapitan wiedziała, jak złudne jest to wrażenie. Piekło nie musiało goreć płomieniami, spluwać lawą, aby starannie dopełniać atmosfery grozy. Hanami sięgnęła pamięcią do momentu, kiedy pojawiła się tu po raz pierwszy. A było to bez mała trzysta lat temu. Wówczas drżała jak osika, kiedy przemierzała przez tę deszczową krainę. Z ostrożnością stawiała każdy jeden krok, niepewnie brała oddech. Zupełnie jakby miała lada moment zginąć pod kaskadą rzewnej ulewy. Bała się niewyobrażalnie, ale jej strach rozrósł się do pełnego wymiaru dopiero wtedy, kiedy ujrzała ją.
Smutną, milczącą i jakże piękną Jigokuhime.
Nie potrzebowała broni, aby wyglądać groźnie. Wystarczyło, że Hanami spostrzegła jej chód, wyniosłe spojrzenie, dłonie – pozornie kruche, a w rzeczywistości będące w stanie rozszarpać gardziel. To napawało ją ogromnym przerażeniem i długo zwalczała to trudne uczucie.
Mimo to udało jej się. Strach przeminął wraz z ilością czasu, jaką spędziła na rozmowach z Jigokuhime, z litrami jej krwi, jakie przetoczyła, starając się osiągnąć Ostateczne Uwolnienie.
Ale wspomnienie tamtej bezbronnej Hanami, jeszcze bardziej kruchej i niepozornej, niż teraz, powróciło ze zdwojonym impetem, kiedy kapitan usłyszała głos swojego ducha. Na chwilę zamarła, sparaliżowana przez złe przeczucie, ale potem rozluźniła się i zmiażdżyła wspomnienia teraźniejszością. Uniosła podbródek i spojrzała na Jigokuhime – piękną i smutną jak zawsze – równie dumnie.
-Moje uszanowanie, Jigokuhime – odpowiedziała córka Shoguna, chyląc swoją głowę w powitalnym geście. Pełna była obaw, ale tłumiła je, nim ogarnęły ją całkowicie. I wychodziło jej to przyzwoicie.
Hanami ściągnęła brwi, zastanawiając się, dlaczego Jigokuhime mówiła tak zagadkowo. Wprawdzie pani kapitan zawsze obawiała się potęgi swojego ducha, która wymagała niemałej precyzji, by odpowiednio z niej korzystać, ale już dawno przestała się lękać samej Jigokuhime.
Córka shoguna powiodła wzrokiem za ognikami, kiedy te uformowały parasol w dłoni ducha. Instynktownie nabrała czujności i zmrużyła oczy, chłodząc przenikliwym wzrokiem część siebie, swojej duszy.
- Jigokuhime, dlaczego ty… – urwała raptownie, zauważając, że smutnej kobiety nie ma już przed jej oczyma.
Był za to ból, który ugodził jej ramię w ułamku sekundy. Hanami syknęła i spojrzała na rozcięte kimono. Biel jej skóry mieszała się ze szkarłatem krwi. Stróżka lała się gęsto, a rana zasadniczo nawet nie piekła, ale córkę shoguna ubódł inny fakt.
Fakt, że deszcz zmywał jej krew z ostrza Jigokuhime.
Zaskoczenie zamieniło się wpierw w niezrozumienie, a potem we wściekłość. Hanami odwróciła się gwałtownie, spoglądając na ducha swojego Zanpakuto bezlitośnie chłodnym wzrokiem, na widok którego każdy rozsądny osobnik padłby na kolana i błagał o wybaczenie.
- Cóż to, Jigokuhime? – rzekła z pozornym spokojem, choć jej głos drżał. I bynajmniej nie był to pozytywny znak – Unosisz na mnie rękę? Na tę, która o niemal nie pozbawiła cię twojej własnej, kiedy pokonała cię, zmuszając do posłuszeństwa? Podnosisz rękę NA MNIE? – dwa ostatnie słowa zaakcentowała z naciskiem, a następnie posłała napastniczce pełen pogardy uśmiech: - Doprawdy godna podziwu odwaga. Czy może lekkomyślność?
Mówiąc to, córka shoguna pociągnęła za rękojeść miecza i uwolniła go z parasolki. Spojrzała na piękne ostrze, a potem znowu przeniosła wzrok na przerażająco smutną Jigokuhime. Mimo imitujących łzy kropli deszczu, które spływały po jej policzkach, Hanami wiedziała, że jej duchowi bynajmniej nie jest smutno. Jigokuhime wpadała stopniowo w bojowy szał, w złość, we wściekłość. W kwintesencję swej natury.
- Pozwól mi powiedzieć sobie jedno, Jigokuhime – podjęła Hanami, spoglądając na milczące oblicze swojego ducha – Walka nie jest moim żywiołem. Nigdy nie będę tak zacięta w boju, jak ty. Nigdy nie przeleję krwi na darmo i nigdy nie wyrządzę komuś krzywdy bezpodstawnie – oznajmiła, a jej twarz przypominała tradycyjną japońską maskę, chłodną w swej urodzie – Ale tutaj zrodził się problem. I tutaj go rozwiążemy. Nikt nie będzie na mnie unosił MOJEGO miecza – rzuciła, kładąc nacisk na przedostatnie słowo. Wiedziała, że rozzłości ono Jigokuhime.
W ułamku sekundy Hanami uniosła dłoń z mieczem przed siebie.
- Bakudou no Rokujuuichi: Rikujou Kourou! – wypowiedziała słowa zaklęcia wiążącego.
Wszystko sobie obmyśliła. Zamierzała zmusić Jigokuhime do ruchu – a taki musiał nastąpić, by nie została złapana w sześć słupów światła. Hanami nie czekała, by obejrzeć rezultaty. Nie było na to czasu. Użyła Shunpo aby stanąć parę metrów za plecami swojego ducha i ponownie skorzystała z dłoni, która dzierżyła miecz.
- Hadou no Nanajuusan: Souren Soukatsui!
Przez ostrze przeszła wielka, błękitną flara. Hanami zrobiła to bynajmniej nie bezmyślnie. Specjalnie użyła zaklęcia wysokiego poziomu, by ogarnąć jego zasięgiem jak największą część terenu – jeżeli Jigokuhime odskakiwałaby przed pierwszym zaklęciem, to z odparciem drugiego z pewnością miałaby większy problem.
Po wszystkim użyła Migoczącego Kroku, aby znaleźć się bliżej swojego ducha i wylądować metr przed nim.
- Tutaj wszystko się zaczęło, i tu wszystko się skończy – rzuciła, unosząc w górę rękę - Hashire* - dodała szybko, a potem opuściła ramię, wykonując silne cięcie, przechodzące przez całą klatkę piersiową Jigokuhime.


*Hashire(jap.) - Biegnij, uciekaj. ^^
_________________

Bazowe Reiatsu: 40
Aktualne Reiatsu: 40 + 15
Stan zdrowia: płytka rana w dolnej części pleców, poparzone lewe biodro i część lewej nogi na całej jej długości. Nadwyrężona lewa ręka.

The Wingless Butterfly (Main Theme)
Blood-Stained Yukata (Battle Theme)
Wings Broken By Past (Memories Theme)
The Wordless Agony (Jigokuhime Theme)
The Final Sword (Kusanagi Theme)



Tygrysie, błysku w gąszczach mroku
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

- William Blake, "Tygrys"
Ostatnio zmieniony przez Hanami 2011-08-22, 07:27, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
     
Isaka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-09-10, 22:26     

MG MODE



Isamu:

-Tch! Jak ktoś tak leniwy jak ty może być tak uparty?! Nie uważasz mnie za godnego oponenta? Nie jestem godzien byś mnie uderzył… Oi oi nie powinieneś mnie tak wkurzać, za chwilę zaczniesz uciekać jak panienka do tych macek w głębi oceanu…Haaaeeeee!!!!

Widać był już znudzony a dokładniej zirytowany zachowaniem swojego partnera, nie miał najmniejszego zamiaru walczyć z nim na zasadzie że on bije a ten się broni. Z tego powodu aktywował shikai, jego reiatsu podniosłą swój poziom przez co Isamu odczuwał dreszcze na całym ciele. Po chwili transformacja miecza się zakończyła, skrzydła Kyuuten’a się rozpięły po czym machnął mieczem w kierunku porucznika.

-Iginiiiis!!!

Złota kula poleciała w kierunku Isamu, mimo iż uskoczył to jednak siła eksplozji i odłamki trochę go poraniły. Jednak jak się po chwili okazało się że ta część walki w której mógł pozwolić se na wzięcie oddechu minęła, będąc jeszcze w locie Isamu poczuł silnego kopniaka w plecy które posłały go na blok kamienny znajdujący się powyżej. Porucznik wyrżnął całym ciałem w litą skałę, jednak na tym się to nie skończyło mimo iż to co miało nadejść po tym Isamu nie mógł zobaczyć ani usłyszeć.

-Nie wiem jak długo będę się musiał z tobą bawić…. Ale sprawie że zaczniesz walczyć na poważnie! Iiiinaaazuumaaaaa!!!

Nagle blok kamienny w który był wbity porucznik zaczął pękać i wydobywać się z niego złote światło, po chwili cały eksplodował a shinigami ponownie odleciał będąc raniony odłamkami. No i ponownie ani sekundy wytchnienia, duch zanpaktuo zjawił się nad nim i wymierzył mu kopniaka w brzuch przez co upadł na blok poniżej.

-To twoja ostatnia szansa draniu! Zacznij walczyć poważnie albo ja przestanę się z tobą patyczkować!

Isamu był ostro poobijany, w wielu miejscach na ciele miał zadrapania od pomniejszych kamieni, gdzieniegdzie nawet sączyła się krew. Jeśli chce wyjść żywy z tego musi przemyśleć swoje zachowanie w tej walce.


Hanami:

Nikt się nie spodziewał takiego obrotu akcji, a Hanami nie była tyle co zaskoczona co rozjuszona zachowaniem ducha jej zanpaktuo. Mimo iż zawszę się jej obawiała to jednak nie mogła puścić takiej zniewagi płazem, żadnego patyczkowania się. Oczywiście Jigokuhime nie zamierzała stać jak kołek, wyskoczyła do przodu próbując ponownie przeciąć Hanami tym razem w brzuch. Jednak zniknęła jej sprzed oczu przy pomocy shunpo, Jigokuhime to zauważyła i nie zamierzała się patyczkować.

-Zamień w popiół. Nakabe.

Katana Jigokuhime przeszła do formy shikai po czym została ona otoczona płomieniami poprzez użycie techniki Nakabe, chwilę po tym uderzyło drugie zaklęcie Kapitan X oddziału czyli souren soukatsui. Uderzenie niebieskiej fali w kopułę ognia wywołało nie małą eksplozje i sporo dymu, jednak mimo to taicho wskoczyła tam przy pomocy migoczących kroków w celu poważnego zranienia swojej partnerki. Na jej nieszczęście udało jej się przeciąć tylko dym, nie jest mądre stracić z oczu przeciwnika. Zawsze w ten sposób shinigami stawał się łatwym celem, teraz nie było inaczej.

-Tutaj jestem. Idiotko.

Hanami ledwo co odwróciła głowę za siebie po czym poczuła silne uderzenie w policzek, to była parasolka Jigokuhime. W formie shikai jest znacznie wytrzymalsza więc i uderzenie bardziej boli, przeleciałaś metr po czym przetoczyłaś się jeszcze z 4 metry. Gdy wstałaś zauważyłaś że to uderzenie wybiło ci lewą dolną czwórkę, jednak to było twoim najmniejszym zmartwieniem.

-Nenshodori.

Zauważyłaś że było wokół niej 4 ogniska z których zaczęły się wyłaniać ptaki, dobrze znałaś tą technikę i wiedziałaś co nadchodzi. W sumie wyleciało 7 ptaków które utworzyły v otwarte w twoim kierunku.

-Jesteś słaba. I tchórzliwa. Słaba strachliwa córka cesarza.

Po tych słowach Jigokuhime wycelowała kataną w kierunku Hanami po czym ogniste ptaki zaczęły na nią lecieć, sytuacja byłą co najmniej nieciekawa.

Isamu:


Hanou:

Kugyoo leciała za swoim podopiecznym, jednak będąc 4 metry przed nim zatrzymała się w powietrzu. Dalej patrzyła się tym swoim gniewnym wzrokiem, po czym zaczęła kręcić mieczem w prawej ręce.

-Doprawdy Hanou… Że wszystkich istnień nie spodziewałam się że to ty podniósłbyś na mnie rękę… I na dodatek nie zrobiłeś to bezpośrednio. Tak było dla ciebie wygodniej? W takim razie nie widzę sensu w tym bym ja musiała się fatygować do ciebie by ci wymierzyć karę, Bassaru…

Jej gladius zaczął zmieniać formę, z prostej broni przemieniła się w miecz pełen gracji. Jednak dla przystojnego oficera Korpusu Kidou nie był to dobry znak, od razu przeszedł do używania bakudou w celu skrępowania swej mentorki. Jednak w jednej sekundzie rozpłynęła się w powietrzu, niestety ona dopadła go pierwsza. Ostry ból przeszył ciało oficera, on znał tą technikę

-Keibatsu: Itami - Penalty: Pain....Doprawdy… Pomimo mojej delikatnej natury udało ci się stworzyć taką technikę…. Bardzo wygodnicka nie uważasz? Nie trzeba się zbliżyć do przeciwnik aby pogrążyć go w bólu, może to jednak jest moja prawdziwa natura?

Pojawiła się ona tuż obok ciebie wypowiadając te słowa, patrzyła z lekkim uśmieszkiem na twarzy gdy łapałeś się za głowę. Mimo iż to było tylko w twojej głowię to trudno ci było wytrzymać ten ból, po chwili Kugyoo przerzuciła swój miecz do lewej ręki i się nią zamachnęła. Jej otwartą dłoń spowiła niebieska aura reiatsu, po czym wymierzyła ci plaskacza prosto w twarz. Uderzyłeś głową w mury wieży i to spowodowało że zaczęła się lać krew, na szczęście po tym Kugyoo z dezaktywowała tą technikę.

-Wstawaj sy… Hanou, jeszcze nie skończyliśmy. Chce żebyś poczuł mój ból… Ból kiedy to własny syn cię zdradza z jakiegoś błahego powodu…. To co teraz doświadczyłeś to była zaledwie małą cząstka bólu jaki ja czuje…

Po policzku Kugyoo poleciała łza, po chwili przetarła oko. Walnąłeś w mur na ¾ jego wysokości licząc od dołu, duch twego zana stał w odległości 6 metrów od ciebie.
Ostatnio zmieniony przez Isaka 2011-09-10, 22:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Isamu
[Usunięty]

Wysłany: 2011-09-20, 18:41     

Porucznik z pewnością nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Dostawał ciężkie baty i to tak szybko iż nie mógł nawet zareagować. Co tu dużo mówić, latał jak szmaciana lalka. Jak w ogóle mógł do tego doprowadzić by jego własny miecz tak go obijał? Czy istniała aż taka różnica sił pomiędzy nimi? Czy pomimo wielu lat spędzonych na treningach nie mógł nic zrobić by powstrzymać tego rozdętego bufona ze skrzydłami na plecach? Mężczyzna podniósł się powoli i stanął w niewielkim kraterze jaki zrobił on sam podczas uderzenia w ziemie. Oddychanie przychodziło mu z niejakim trudem mając na uwadze to, co przed chwila przeszedł oraz zwiększoną presję reiatsu dochodzącą od przeciwnika. Po chwili jednak skoncentrował się i uspokoił oddech. Był nieźle poobijany i czuł że poszło mu kilka żeber. Na szczęście chyba żadne nie przebiło płuc gdyż nie miał dużych problemów z oddychaniem.

Draniu? I kto tu jest draniem? Zdradziłeś mnie i jeszcze masz czelność obrażać? Zapłacisz za to. – Oczy porucznika emanowały gniewem jednak umysł pozostawał chłodny. Wiele razy wpajano mu iż nieprzemyślany atak w furii szybko może skończyć walkę z nim jako przegranym. Musiał obmyślić jakiś plan i to szybko. Na szczęście gęstość reishi w jego świecie była dość wysoka więc postanowił to wykorzystać. Używając shunpo i koncentrując niewielka ilość reishi pod stopami mógł wytworzyć coś na kształt twardej powierzchni na której można stanąć bądź się odbić w razie zagrożenia. Dzięki temu mógł nieco zniwelować przewagę swojego zana z faktu posiadania skrzydeł. Wiedział jednak iż duch nie jest głupi i w mgnieniu oka obmyśli jakąś taktykę kontrującą toteż postanowił działać szybko.

Porucznik używa shunpo by znaleźć się z lewej strony przeciwnika po czym wykonuje ukośne cięcie na jego lewe skrzydło. W zamyśle, atak ma pozbawić oponenta możliwości latania jednak ma też swój drugi cel. Isamu odkąd ujrzał owe skrzydła podejrzewał iż nie służą one tylko do wytworzenia siły nośnej, teraz natrafiała się okazja by to sprawdzić. Niezależnie od wyniku ataku porucznik dzięki wytworzonej powierzchni z reishi używa shunpo by odskoczyć na pobliski blok. Tam z pewnością stanie się celem kontrataku, który to postanowi wykorzystać w zastawieniu małej pułapki. W momencie gdy przeciwnik znajdzie się dostatecznie blisko porucznik używa Bakudou #21 – Sekienton by zmylić przeciwnika oraz shunpo by znaleźć się w znacznej odległości od wytworzonego dymu. Gdy już I etap zostanie wykonany shinigami przystępuje do wykonania kolejnej części planu. Suzume kolejny raz korzysta z szerokiego wachlarza kidou by wystrzelić w kierunku swojego przeciwnika Hadou #31 Shukkahou Hadou #32. Ōkasen oraz Hadou #33 Soukatsui za każdym razem zmieniając pozycję dzięki shunpo by atak nastąpił z trzech różnych stron.


//suchar suchara sucharem pogania :/
Ostatnio zmieniony przez Isamu 2011-09-26, 15:55, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Kannabi Ryou
[Usunięty]

Wysłany: 2011-10-08, 16:46     

MG MODE

Las, gdzieś daleko w odległych okręgach rukongai. Właśnie to miejsce stało się ostatnio polowym laboratorium eksperymentalnym. Shinigami każdej rangi i stanu, zebrali się tutaj, by uczestniczyć w badaniu więzi pomiędzy nimi, a ich Zanpakutou. Zadanie zostało przydzielone bezpośrednio przez XII dywizję. Miało na celu zwiększenie wartości bojowej Gotei XIII poprzez poszerzenie umiejętności, jej witalnych punktów. Można by powiedzieć, że spora część naukowców przybyła na wezwanie, lecz co drugi, dowiedział się o pogódkach tego spotkania dopiero na miejscu. Nie inaczej było wraz z uczestnikami. Nawet kapitanowie i porucznicy nie byli poinformowani. Całe zdarzenie było trzymane w ścisłej tajemnicy. Eksperyment, jak każdy, prowadzony przez inteligentów z naukowego oddziału, okazał się być bardzo niebezpieczny. Duchy nie były zachwycone ingerencją w ich prywatny świat, przez co uprzykrzały życie swoim właścicielom. Często zagrażając ich dobru mentalnemu. Nie wszystko, jednak poszło po myśli zwariowanych mózgowców. Maszyna, którą wynaleźli, odmówiła posłuszeństwa, a wiedza i moc, jaką w nią wprowadzili, sprowadziła niestworzone rzeczy do świata Shinigami. Przy pierwszej grupie były to Zanpakutou, druga jednak posunęła się dalej i przywołała ułamki z wewnętrznych światów, każdego z uczestników, oraz duchy. Porucznikowi Onizuce udało się uciec, podczas, gdy pozostali zajmowali się opanowaniem sytuacji. Wiele istnień zostało straconych, dlatego oficer postanowił przerwać cały eksperyment u ostatnich królików doświadczalnych. W tym celu posłał jednego ze swoich ludzi na miejsce, o dużym skupieniu energii.

Tak oto, na terenie parku wiśni pojawił się posłaniec. Natychmiast podbiegł do najwyższego rangą, wzbudzając przy tym nie lada zdziwienie ze strony swoich pobratymców. Nikt nie oczekiwał takiej postaci, jak on w tym miejscu. Bowiem, ów zaufany shinigami został kiedyś wygnany z dwunastego oddziału obronnego za niesubordynację i przeprowadzanie eksperymentów na własną rękę. Wiadomo było, że przebywa gdzieś w rukongai, ale był nieuchwytny, jak to przystało na tak zwariowanego człowieka. Wszelkie wynalazki, które wyszły spod jego rąk zostały zarekwirowane i zapieczętowane głęboko w piwnicach jego ówczesnej dywizji. Nikt nie ważył się jednak go tknąć, towarzyszyła mu zbyt zła sława. Ustępowano mu drogi, więc szybko znalazł się przy oficerze.
-Przynoszę wieści od Onizuki, cały eksperyment musi być natychmiast przerwany, nie chcemy powtórki z dwóch poprzednich grup. Wiem, że mi nie wierzycie, ale macie świadomość tego, że tylko porucznikowi ufałem. On zdołał się uratować, a jako dowód mam wam pokazać to..-wyciągnął zza pazuchy małe zawiniątko. Odpakował je na oczach zgromadzonych, a ukazała im się elipsa, przypominająca do złudzenia oko ludzkie. Z tym, że posiadało dwa nietoperze skrzydła i diabelski ogonek, do kontroli lotu.-Urządzenie podarowałem mu na urodziny, dobrze, że miał je wtedy ze sobą. Patrzcie..-przyrząd wzleciał ponad głowy tłumu i rzucił światło na jedną ze ścianek namiotu. Po krótkiej chwili zaczęły przelatywać tam różne obrazy. Stawały się coraz wyraźniejsze, aż wreszcie można było dostrzec, wspomnianego wcześniej porucznika, walczącego z jakiegoś rodzaju demonem, członków dwunastego dywizjonu zwisających z drzew i wykrwawiających się oraz meteoryty spadające z nieba. Na tym transmisja się zakończyła.-Teraz mi wierzycie, lepiej-nie zdążył nic dopowiedzieć, gdy wszyscy tutaj obecni zaczęli gorączkowo pakować sprzęt w panice, na ich twarzach wymalował się strach o własne życie. Zapanował totalny chaos, którego nikt nie mógł ogarnąć. Jakiekolwiek rozkazy przestały się liczyć. Nie zajęło to więcej niż 15 minut, gdy w parku zapanowała cisza, a pozostało tylko pięć osób. Trójka uczestników i dwójka odważnych naukowców. Prowadzący cały eksperyment podszedł powoli do pudełka, starannie je oglądając. Wyciągnął trzęsącą się rękę i delikatnie ułożył ją na przedmiocie. Nastąpiła cisza, obydwoje wstrzymali oddech. Nic jednak się nie stało. Urządzenie przestało się powoli jarzyć i opadło na ziemię, odłączając pozostałe Trio.
Wszystko w umysłach uczestników zaczęło się powoli walić, a oni spadali z wieloma elementami w ciemną otchłań. Nękały ich jakieś głosy w oddali, a świadomość stopniowo im powracała. Obudzili się w namiocie, a pierwsze, co zobaczyli to jego blade ściany. Falowały na lekkim wietrze. Wracała reszta zmysłów. Zapach, smak, na końcu poczuli ból wszystkich kończyn, chwilowy, przeszywający. Potem wszystko wróciło do normy. Ktoś już na nich czekał z powitaniem.

-Witam ponownie. Przepraszam, że przerwaliśmy wam te ciepłe momenty z waszymi duchami, jednak dobiegły nas słuchy, że eksperyment był skazany na porażkę.-odwrócił się, by pokazać posłańca, ten jednak postanowił się ulotnić, więc zastał tylko pustą przestrzeń. Lekko zmieszany powrócił do wytłumaczenia-Widzicie, poza wami były również inne grupy, które skończyły wcześniej. Wyniki.. Nie są zadowalające. Na szczęście udało się nam was w porę odłączyć. Serdecznie dziękujemy za współpracę i przepraszamy za wszelkie straty moralne.. Możecie się rozejść.-profesor starał się zachować twarz, nawet w tak krytycznej sytuacji, lecz czekał tylko na wrzaski i kłótnie. Postanowił to wszystko przyjąć z pokorą, nie miał innego wyboru..

//Przepraszam za zwłokę. Wiem, że post miał być wczoraj, ale przyznam się bez bicia, że przysnęło mi się, więc nie dałem rady. Jesteście teraz fabularnie wolni, możecie się wydzierać na biednego naukowca. Ja osobiście przepraszam, że tyle tutaj siedzieliście i nie miał wam kto tego poprowadzić. Ubolewam nad tym, ale mam nadzieję, że przy następnym evencie administracja bardziej się postara. Przyznaję, że nie jesteśmy doskonali. Nie chowajcie urazy.//
Ostatnio zmieniony przez Kannabi Ryou 2011-10-12, 17:25, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
[*]Hanami 
Narakuchou


Dywizja: X
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Jigokuhime
Ressurection: 21/422
Aspekt Śmierci: Tokugawa Hanami
Wysłany: 2011-10-12, 20:34     

Wszystko działo się szybko. Zbyt szybko. Oczy Hanami, choć czujne i bystre, nie zdążyły zarejestrować wiele. Nagle bowiem ogarnęła ją ciemność – nieprzenikniona i gęsta. Nienawistne spojrzenie Jigokuhime przepadło gdzieś w mroku, a wraz z nim posypał się cały świat. Czerwone kwiaty wirowały wokół Hanami, niewidzialny deszcz spływał po jej kimonie. Szarpnęło nią z całej siły. Przyklękła, pchnięta impetem i upuściła zarówno miecz, jak i parasol. Nieświadoma tego, co się dzieje, zasłoniła twarz rękoma.
Spod półprzymkniętych powiek obserwowała błądzące w ciemności ogniki, poruszające się szybko i chaotycznie. Opuściła jedną z rąk i wymacała rękojeść miecza, chwyciwszy zań mocno. Wstrzymała oddech i przecięła ciemność jaśniejącym ostrzem. Ogniki rozproszyły się i okrążyły ją zewsząd, stopniowo osiadając na jej ciele, jeden po drugim. Zdezorientowana córka Shoguna usiłowała je strącić, lecz poniosła klęskę – było ich zbyt wiele, zbyt tłumnie nadchodziły.
Miecz, będący przedłużeniem jej ramienia, nie zatrzymał się ani na moment. Ciął wszystko, nie porzucając nadziei. Ani na moment.
Raptem ręka Hanami zamarła w bezruchu. Kruczowłosa wytężyła słuch, objęta oślepiającą jasnością. Echo szumiących liści i opadających kropli deszczu ucichło, kiedy przebiły się przez nie śpiewane szeptem słowa. Wysoki, kobiecy głos, przepełniony smutkiem i żalem, podjął kojącą i spokojną melodię.
Hanami wstrzymała oddech. Całe jej ciało zesztywniało, każdy mięsień napiął się mimowolnie, dotknięty szokiem. Minęło wiele lat, odkąd po raz ostatni dane było jej usłyszeć tę gamę dźwięków. Była to jednak melodia, którą rozpoznałaby bez względu na sytuację i czas. Bez względu na wszystko. Towarzyszyła jej bowiem, kiedy po raz pierwszy wkroczyła w świat ducha, zaklętego w jej mieczu.
Tak wówczas, jak i teraz – Jigokuhime śpiewała.
Obraz zaczął rozmywać się przed oczyma Hanami, obwiedzione ciemną linią rzęs oczy opadły pod ciężarem powiek, a karminowe usta wygięły się w łagodnym uśmiechu. Słuchała tej pięknej kompozycji, czując uścisk w okolicach serca. Raptem przez dopadły ją wspomnienia, których nie przywoływała od długiego czasu.
Ale nigdy nie zapomniała.
Sayonara, watakushi no kaonajimi-san…
Usłyszawszy ten głos – zwykle wyprany z emocji i uczuć, lecz teraz przepełniony żalem – otworzyła oczy, lecz ogarnęła ją oślepiająca jasność. Nie widziała Jigokuhime, ale czuła jej obecność. Głos księżniczki piekieł, mimo że odległy i stłumiony, trafił do Hanami z wyjątkową siłą.
Gomenasai…
Córka Shoguna otworzyła usta, by powiedzieć coś – cokolwiek – lecz nie było jej to dane. Obraz zawirował ponownie, jasność przeplotła się z ciemnością. Wiatr, który znikąd rozwiał jej włosy, przewiał ją do szpiku kości. Zasłoniła oczy ręką, a kiedy aura się uspokoiła, opuściła ją.
Minęła chwila, nim dotarło do niej, co się stało. Nie była już w świecie swojego ducha, lecz w namiocie, gdzie to wszystko się zaczęło. Lekko oszołomiona rozejrzała się wokół. Nieopodal siedział Hanou, a także Isamu. Nieco dalej znajdowali się naukowcy. Kruczowłosa ściągnęła brwi i podniosła leżący w trawie parasol, wciąż mokry od deszczu. Prędkim ruchem ukryła w nim ostrze i powstała z wolna. Drżała na całym ciele, lecz tylko po części z zimna. Starając się zachować kamienną twarz, spojrzała na naukowców. W jej bezwzględnych, chłodnych niczym stal oczach zatlił się gniew.
Wysłuchała krótkiej powitalnej przemowy w milczeniu, choć miała ogromną ochotę uwolnić zebrane w środku emocje i krzyknąć. Przez cały czas starała się uregulować oddech i bicie serca, które nie ukrywało zamiaru wyskoczenia z jej piersi.
- Ośmielę się zwrócić uwagę na jedną, jakże istotną sprawę – podjęła, kiedy w namiocie zapanowała cisza – Dwunasta dywizja słynie ze swych eksperymentów i owocnych wyników tychże. Również ja pochylam głowę przed jej geniuszem. Jednakże… – pomimo słodyczy słów, chłód emanował z tonu głosu Hanami – upraszam się o poszukiwanie obiektów badań wśród sztucznych tworów. Nie akceptuję zabawy cudzym kosztem. A tym, czego nie akceptuję, zwykłam zajmować się osobiście.
Niełatwo było określić, które z dwojga było bardziej przejmujące – powaga w głosie kruczowłosej, czy dłoń, zaciśnięta na rękojeści ukrytego w parasolu miecza.
Hanami wolno sunęła w kierunku wyjścia, przemoczona do suchej nitki i bledsza niż zwykle, ale tak samo dumnie. Zatrzymała się na krótką chwilę i bez odwracania wzroku dodała:
- Przez dbałość o waszą przyszłość skromnie doradzam, aby moja prośba została rozpatrzona pozytywnie.
Opuściła namiot, wychodząc na polanę. Stanęła i zaczerpnęła świeżego powietrza. Myśli wirowały w jej głowie, niedalekie wspomnienia głośno krzyczały i nijak nie dawały wyprzeć się z pamięci. Hanami spojrzała na ukryty w parasolu miecz i ściągnęła brwi. Płynnym ruchem obnażyła cienkie ostrze i uniosła je w stronę nieba.
- Jigokuhime? – szepnęła pod nosem.
…tak?
To jedno słowo sprawiło, że na pochmurne oblicze pani kapitan rozpogodził subtelny uśmiech.
Jak nigdy dotąd chciała wyznać księżniczce piekieł, jak wielką radością jest jej obecność, lecz żadne słowo nie opuściło jej ust. Przymknęła oczy i ukryła miecz w parasolu. Czerwona, ozdobiona parą czarnych smoków tarcza zawisła nad jej ciemnowłosą głową, kiedy skierowała kroki w niesprecyzowanym kierunku. Nieśmiało przebijające się przez korony drzew słońce sprawiło, że troski Hanami odeszły w niepamięć, a wiara w lepsze jutro rozpaliła się słabym płomykiem.
…Dziękuję.


[z/t]

// Wyszło jak wyszło, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Doszukując się pozytywów: tak długa przerwa w pisaniu sprawiła, że spłodziłam całkiem niegłupiego posta. Tak więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ne?
_________________

Bazowe Reiatsu: 40
Aktualne Reiatsu: 40 + 15
Stan zdrowia: płytka rana w dolnej części pleców, poparzone lewe biodro i część lewej nogi na całej jej długości. Nadwyrężona lewa ręka.

The Wingless Butterfly (Main Theme)
Blood-Stained Yukata (Battle Theme)
Wings Broken By Past (Memories Theme)
The Wordless Agony (Jigokuhime Theme)
The Final Sword (Kusanagi Theme)



Tygrysie, błysku w gąszczach mroku
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

- William Blake, "Tygrys"
 
 
     
Isamu
[Usunięty]

Wysłany: 2011-10-19, 21:30     

Pułapka wydawała się być dobrze zaplanowana. Pomimo iż atak na lewe skrzydło się nie powiódł, co tylko potwierdziło przypuszczenia porucznika, to reszta planu przebiegała zgodnie z zamierzeniami. Shinigami użył Sekienton by zmylić przeciwnika oraz shunpo by znaleźć się w znacznej odległości od wytworzonego dymu. Następnie Suzume kolejny raz wykorzystał szeroki wachlarz kidou by wystrzelić w kierunku swojego przeciwnika Hadou #31 Shukkahou Hadou #32. Ōkasen oraz Hadou #33 Soukatsui za każdym razem zmieniając pozycję dzięki shunpo by atak nastąpił z trzech różnych stron. Wszystkie trzy zaklęcia trafiły w cel i chociaż ostatnie uderzyło z lekkim opóźnieniem to atak można było uznać za udany.

Dorwałem go? - rzucił dysząc ciężko, jak się okazało wykonanie takiej kombinacji było dla niego trudniejsze niż przypuszczał. Nieco przecenił swoje możliwości na tym polu, pomimo iż zawsze uważał iż shunpo oraz kidou są jego koronnymi dziedzinami, to ta kombinacja mocno nadszarpnęła jego zasobami reiatsu. Starając uspokoić oddech wypatrywał choćby najmniejszych śladów aktywności zanpaktou. Czy jest ranny? Jeżeli tak to w jakim stopniu? Jeżeli nie to ile musiał zużyć reiatsu na efektywną obronę? Odpowiedź na te pytania mogła rozstrzygnąć losy tego pojedynku i zaważyć na przyszłości młodego shinigami. Ten nie musiał długo na nią czekać gdyż po chwili dym przeszyły cztery pociski w kształcie piór lecące wprost na Isamu. Taktyka uniku w stylu matrixa była dobrym pomysłem do czasu gdy przelatujące wprost o centymetry ostrza nie zaczęły jarzyć się złotym światłem. Nauczony doświadczeniem Suzume natychmiast ewakuował się dzięki shunpo na pobliski blok unikając czterech dość sporych eksplozji i z pewnością rozległych oparzeń ciała. Chwilę potem zauważył lecącego ku niemu skrzydlatego oponenta z mieczem przygotowanym do ataku. Nagle jednak wszystko pociemniało a on sam został jakby wessane wewnątrz siebie. Było to podobne uczucie, które towarzyszyło mu podczas podróży do tego świata, z tą drobną różnicą iż wszystko czuł intensywniej, mocniej, jakby ktoś w pociągu włączył hamulec awaryjny.

Gdy kilka chwil później otworzył oczy i ujrzał ściany namiotu, wiedział iż z powrotem znajduje się w Soul Society. Przez moment bił się z myślami starając się analizować całe zajście, próbował dociec jak mogło dojść do tego iż jego własny zanpaktou chciał go zabić. Krótkie spojrzenie na naukowca powiedziało mu iż najprawdopodobniej nikt nie zauważył co się działo w jego świecie wewnętrznym. Sam wolał o tym nikomu nie mówić, będąc w niejakim szoku musiał się wpierw uspokoić i wszystko przemyśleć na zimno. Dialog pani kapitan i naukowców z XII przepłynął przez jego uszy jak przelatująca strzała przez otwarte okno, shinigami przez moment sprawiał wrażenie wręcz autystycznego dziecka siedzącego i spoglądającego na podłoże, jakby było jakimś bóstwem bądź innym nadnaturalnym fenomenem. Jednak gdy tylko rozmowa dobiegła końca porucznik wyleciał jak z procy nie oglądając się nawet na Hanou i naukowców pozostających dalej w namiocie. Musiał dogłębnie przemyśleć całą tą sytuację, sprawa wymagała podjęcia zdecydowanych kroków.


[zt]
 
     
Enma
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-11, 11:37     

Wieczór. Słońce delikatnie zsuwało się po horyzoncie, zasypując obolicę swymi czerwonymi promieniami. Cała okolica zalana była szkarłatem, podkreślonym opadającymi różowymi płatkami wiśni. Cały krajobraz niemal odzwierciedlał jej wewnętrzny, ten co skrywała się wewnątrz jej głowy. Wszystko było by tak samo gdyby nie jeden fakt, brak uginających się pod ciężarem zwłok gałęzi, oraz śmiejącej się dorimu, oblizującej zakrwawione ręce. Enma usiadła sobie pod drzewem i kuląc się zakrywała swoją głowę rękoma, próbując wyrzucić z niej parszywe słowa swojego ducha, który cały czas szepczał jej.
-Zabij, zabij ich wszystkich. Każdego jednego. Zobaczysz jak będzie fajnie.-
Jej słowom cały czas towarzyszył obłędny śmiech, mogący przerazić niejednego śmiałka. Mijały kolejne godziny, a Dziewczyna cały czas siedziała skryta przed całym światem, próbując zapomnieć o istnieniu tego wszystkiego. Momentami ulegała jej słowom, ale cały czas miała coś co ratowało ją przed całkowitym popadnięciu w obłęd. Były to myśli skupione wokół osób które dały jej odrobinę szczęścia.
Ostatnio zmieniony przez Enma 2013-02-11, 11:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
#Yumi Yamura 
Administrator


Dywizja: XIII
Zanpakutou: Hazama
Ressurection: 20/700+
Wysłany: 2013-02-27, 22:20     

MG MODE: ON

    Pogoda była piękna, wczesnowiosenne słońce chyliło się z wolna ku zachodowi, lecz miało jeszcze na pewno ponad dwie, może trzy godziny na nieboskłonie. Okoliczni mieszkańcy jak zwykle o tej porze przemierzali licznie żwirowe alejki obserwując budzącą się do życia przyrodę lub po prostu spiesząc się gdzieś. Było już na tyle ciepło, że nawet nerwowi członkowie bardziej lub mniej zamożnych pomniejszych rodów szlacheckich, biegnący cholera wie dokąd i za czym zdawali się być dziwnie spowolnieni. Czas płynął wolniej, jakby również zaabsorbował go proces rozwijających się liści na drzewach i wschodzenia młodych źdźbeł trawy ponad czarną glebę. Jedynie ruda jednoręka bandytka, siedząca pod drzewem, zdawała się posiadać odmienne zdanie. Właściwie to trochę straszyła swoim zachowaniem wszystkich obecnych tego pięknego popołudnia w parku.
    Poza jednym mężczyzną, który usilnie przyglądał się Enmie i ani trochę się z tym nie krył. Bezczelnie stał jakieś trzydzieści metrów dalej, oparty o najbardziej rozłożystą wiśnię w całej okolicy, jakby swą postawą chciał powiedzieć ‘tak, tu jestem. Przeszkadza ci to?’. Nie wtrącał się jednak, przez co tym bardziej każdy na miejscu rudowłosej kobiety drżałby z irytacji. Miał przy tym delikatny uśmiech, nie świadczący o niczym dobrym. W notatniku, który nonszalancko trzymał w lewej ręce pisał od czasu do czasu jakieś krótkie zdania nieznanej treści. Jego aparycja była zupełnie nie do zapamiętania, boleśnie przeciętna. Tak bardzo, iż zdawał się nie istnieć dla przechodzących raz za razem obok niego osób, w grupach lub pojedynczo.
_________________


BAZA REIATSU 27 (+15) (+25)
STAN ZDROWIA Poparzenia na plecach zaleczone. Wraca do zdrowia
UTRZYMYWANE REIATSU 27
Ostatnio zmieniony przez Yumi Yamura 2013-02-27, 22:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową