Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Miasto
Autor Wiadomość
#Yumi Yamura 
Administrator


Dywizja: XIII
Zanpakutou: Hazama
Ressurection: 20/700+
Wysłany: 2012-12-26, 00:23     

Weszły obie do cukierni i zajęły miejsce w jej najodleglejszym kącie, z daleka od wścibskich oczu mieszkańców Londynu. Dopiero po paru minutach do zmęczonej shinigami dotarło, że Zyta nie znajduje się w swojej materialnej formie i zamówienie dwóch filiżanek czekolady mijało się z celem. Westchnęła ciężko i ruchem lewej dłoni przeczesała krótkie, kruczoczarne włosy, zagarniając je do tyłu. Bycie banitą niosło za sobą wiele niespotykanych dotąd możliwości, jak na przykład w miarę spokojna i rzeczowa rozmowa z Pustym. Żadnego wymachiwania mieczem, pokazu siły i walki instynktu z chłodną kalkulacją i przeszkoleniem. Tylko słowa, broniące się same za siebie.
Nie przerywała swojej towarzyszce, chłonęła każdy strzępek informacji jak sucha gąbka wodę. Umiała zapamiętać bardzo wiele, tak było też tym razem. Każdy gest, słowo, ton a przede wszystkim barwa energii duchowej. Zazwyczaj właśnie dzięki temu nawet po wielu wiekach umiała rozpoznać spotkaną wcześniej osobę, skojarzyć ją i stwierdzić czy to wróg, a może sojusznik. Póki co nie miała żadnych podstaw by zaufać przybyłej nagle i w pośpiechu kobiecie, lecz również musiała przyznać, iż brak jej było argumentów zdolnych podważyć wersję Zyty. Shisui pojmany, Crevan też: jakkolwiek bardzo nieprawdopodobne, było to możliwe o ile ktoś w Społeczności Dusz nareszcie objął posadę generała i wziął się na poważnie za zwalczanie wyrzutków i zdrajców. Yamura zagryzła wargę, z trudem powstrzymując się przed rzuceniem głośnego przekleństwa. O ile sprawy rzeczywiście przyjęły taki obrót, to lekko mówiąc wszyscy potencjalni członkowie Szkoły Wyrzutków powiązani z SS mieli przewalone na starcie. Dwójkę już dorwano, kwestią czasu było nim uda się wytropić Martina, Itaru, w końcu i ją. Blade dłonie zacisnęły się delikatnie w pięści. Po dobroci jej nie wezmą.
- Jeśli jest tak jak mówisz… - zaczęła, ostrożnie obracając filiżankę uszkiem. Brązowe oczy spojrzały wprost w tęczówki Zyty, błysnął w nich blask nie zwiastujący niczego dobrego. Zaraz za nim na usta bladolicej wypłynął delikatny uśmiech – to będę musiała zawiadomić parę osób o zmianie planów. Choć wciąż ciekawi mnie ile może wiedzieć o mnie kapitan Shisui, skoro tak łatwo udało mi się przekonać go do bycia dywizjonistą podczas naszego pierwszego spotkania.
Uniosła z gracją porcelanowe naczynie i upiła z niego spory łyk gorącej, nie przesłodzonej czekolady. Ciepło błogo rozlało się po przełyku, trafiając wprost do żołądka. Dla jednych była to niewysłowiona przyjemność, lecz Yumi wprawiało w niewyobrażalny dyskomfort. Myślała, że zamówiła zimną wersję tego popularnego napoju, toteż odsunęła od siebie filiżankę, jakby ta zawierała najgorszej klasy rosół z proszku.
- W każdym razie znaj moje dobre serce, zaufam ci. Nie wydajesz się stanowić zagrożenia w razie gdybyś mnie zawiodła. – Szperając przez chwilę w torebce w końcu wyjęła poszukiwany przedmiot. Był to mały telefon komórkowy, nie najnowszej generacji ani niezbyt urodziwy. Przysunęła go po stoliku w stronę Zyty – Weź to, kanał komunikacyjny jest zamknięty i zaszyfrowany dla postronnych, będzie łatwiej przekazywać informację w razie czego. Nie znam się co prawda na tym, co właśnie od ciebie otrzymałam, niemniej jednak wiedz, że jestem wdzięczna.
Wstała od stolika i zapłaciła nadchodzącej kelnerce za napoje. Gdy młoda dziewczyna oddaliła się, spojrzała jeszcze raz na hollowa. Może gdy wypocznie jak należy, z daleka od kłopotów i rutyny życia w Społeczności Dusz skontaktuje się z nią ponownie. Na razie jednak musiała spasować.
- Prosiłabym o przekazywanie mi wszystkiego, czym zechcesz się podzielić. I proszę pozdrowić Shisuia. – Dodała po japońsku otwierając drzwi. Wychodząc z kawiarni na ruchliwą, londyńską ulicę nie obawiała się, czy nowo poznana znajdzie ją ponownie, gdyby Yamura nagle zmieniła miejsce pobytu. Skoro udało się jej to raz, pewnie jest w stanie powtórzyć ten wyczyn.
[z/t]
_________________


BAZA REIATSU 27 (+15) (+25)
STAN ZDROWIA Poparzenia na plecach zaleczone. Wraca do zdrowia
UTRZYMYWANE REIATSU 27
Ostatnio zmieniony przez Yumi Yamura 2012-12-26, 13:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Zyta 
Zapraszam na bal!


Aspekt Śmierci: Zita de Beauseant(Zyta Burgundzka)
Wysłany: 2012-12-28, 18:51     

- Bardzo dziękuje za zaufanie - Oznajmiła Zyta serdecznie się uśmiechając. Nie było w tym niczego obłędnego, szaleńczego co często przytrafiało się braciom z jej klanu. Ot zwykła kobieta, niczym nie różniąca się od ludzi znajdujących się w tym kramie. Może tylko klasą, gdyż Zyta uchodziła za kogoś z wyższych sfer. Wartości zupełnie zapomnianej wśród nijakiej kosmopolitycznej klasy jaka wytworzyła się obecnymi czasy. Pusty wyznający tradycyjne wartości - żywy oksymoron. Madame popatrzyła na dziwne urządzenie, widziała podobne w czyiś rękach. Uniosła lekko ręce.
- Bardzo dziękuje za to urządzenie, jednak nie będzie ono potrzebne - powiedziała oddając telefon Yumi. - Mam o wiele lepszy środek dzięki, któremu będziemy mogli nawiązać kontakt. Właściwie pani już go posiada. Jest to ten mały impuls jakim się z panią podzieliłam - oznajmiła. Następnie gestykulując pokazała na usta.
- Od teraz gdy tylko będzie Pani chciała, będzie mogła skontaktować się ze mną. Jest to o wiele lepszy sposób, gdyż rozmowę przez telefon nawet najlepiej szyfrowaną można podsłuchać, a gdy siedzimy sam na sam, zdradzić nas mogą tylko nasze usta. Również gdy będzie pani w tarapatach ta sama moc, pomoże Pani pokonać wszelkie trudności, wystarczy tylko przypomnieć sobie o tej mocy - pomimo, że te słowa były trochę jak z bajki, na twarzy Zyty była powaga jakby tłumaczyła instrukcje obsługi jakiegoś urządzenia. Było to wszystko co miała do powiedzenia. Potem obydwie kobiety zaczęły się zbierać. Zyta wstała ostatnia mówiąc.
- Jeszcze raz dziękuje za poświęcony czas i zaufanie. Do zobaczenia - powiedziała, niedługo potem obie kobiety rozdzieliły się niknąć pomiędzy uliczkami Londynu.
[zt]
_________________


Nieszczęscia chodzą parami

Poziom Reiatsu: 10 (Wyciszone)
Stan Zdrowia: Niezmienny
Ostatnio zmieniony przez Zyta 2012-12-28, 18:59, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
     
Ryuji
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-04, 18:06     

Łucznik pędził na oślep, pierwsze krople deszczu zdawały się już opadać i wsiąkać w jego ubranie. Smutny koncert jaki zafundowały uderzając o chodnik spowodował zatrzymanie się. Ryuji wsłuchiwał się myśląć o swoich błędach, przed oczami mając każdą chwilę ze swojego krótkiego życia, najczęściej jednak wracał do Asuki, tamtych dni i mordu dokonanego na wielkiej liczbie Pustych. Informatyk skrzywił się i skarcił w myślach za taki sentymentalizm. Zaprowadzi on go przecież do grobu prędzej niż się spodziewa... Powiedziała to ONA, mówi teraz także on sam. Chłopak nadal nie wiedział jak się zachować, co począć.
Spóźnił się... Jeśli była tutaj, to z pewnością zniknęła gdzieś, jak to planowała. Czy sama? Tego nie wiedział. Mógł tylko zgadywać, a w tym za dobry ostatnio nie był.
Siwowłosy łucznik nie potrafił teraz określić swojego celu. Przysiadł na ławce obok rozkoszując się deszczem, jakoś on teraz koił jego duszę i pozwalał wyciszyć się całkowicie. Wreszcie ubranie nasiąkło wodą dość obficie zmuszając go do ruchu. Zmuszając do powstania i skierowania się gdzieś w bezpieczne miejsce. Ale gdzie to jest? Mógłby zapytać samego siebie. Zlepione wodą włosy zasłaniały nieco wizję i utrudniały ruch. Jednak nie ruszył, nie poprawił grzywki, stan w jakim jego fryzura była teraz idealnie opisywał jego wnętrze. Ryuji westchnął głęboko starając się wyczuć wreszcie energię swojego ojca.
Jak zapowiadał, wrócił do hotelu. Tam więc teraz mógł się udać. Skupił się i przesłał nieco energii duchowej pod swoje stopy. Krótki rzut okiem, czy nikt go nie widzi. Bezpiecznie... Można znikać. Tak więc krok postawił i zaraz rozmył się w deszczu.


[z/t]
Ostatnio zmieniony przez 2013-01-04, 20:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Hallvard 


Stanowisko: Doppel-Ärger
Aspekt Śmierci: Hallvard Vebjornsson
Multikonta: Stier
Wysłany: 2013-03-18, 20:14     

Fotele były wygodne, wystrój sekcji przyjemny, obsługa bardzo miła. Hall już do tego przywykł, choć wolał unikać. 16 godzin lotu jest po prostu męczące, a do tego i kosztowne. Ściągnął marynarkę i poluzował krawat jak tylko stewardessa wskazała jemu i Uhinowi miejsca. Patrzył przez chwilę na towarzysza, gdy ten mocował się z męskim zwisem chcąc sobie ulżyć. Shinigami miał na sobie jeden z garniturów Norwega. Pasował jak ulał - w końcu byli podobnej postury.
Nudne procedury startowe samolotu i jedynie lekko odczuwalne przyspieszenie maszyny - już byli w powietrzu.
Klasa biznesowa, jak sama nazwa wskazuje, gościła różnego rodzaju majętnych ludzi. Wszyscy wyglądali jakoś podobnie. Te same wdzianka, znużone miny lub rozbiegane spojrzenia nerwowych pracoholików, którzy nawet teraz byli zajęci robieniem pieniędzy. Co poniektórzy już sięgnęli po oferowany przez personel alkohol.
Dwaj wojownicy trochę się wyróżniali w tłumie mimo biznesowego ubioru.

Quincy uruchomił tablet by poczytać jakieś newsy lub książkę. Niby nie wolno było używać tu urządzeń elektronicznych, ale gdyby to miało jakieś znaczenie, to by w ogóle zabronili ich wnoszenia. Poza tym - sam samolot miał całą gamę gadżetów multimedialnych do dyspozycji klientów. W świecie nie działo się nic ciekawego, o czym by już nie wiedział. Znudzony informacjami z internetu przeglądał swoje notatki, te bardziej tajne, ale nie na tyle tajne by stanowiły dla Kuroshino jakąkolwiek nowość. Musiał odświeżyć ogólną wiedzę na temat obecności Zakonu na wyspie, na którą lecieli. Po jakimś czasie myśli zaczęły mu trochę zbaczać z toru; cała ta sprawa z "zamachem" na jego życie oraz powiązane z tym tajemnice były trochę niepokojące.

Niespodziewany kuksaniec w żebra wybudził go z myślowej pętli przejęcia. Odwrócił się w stronę dręczyciela, lecz ten jedynie wskazał na coś poprzez charakterystyczny ruch podbródka. Blondyn odruchowo odwrócił się we wskazany przez towarzysza kierunek.

Stewardessa chyba nie była zadowolona ze swoich zarobków i widocznie liczyła na zainteresowanie obecnych tutaj, majętnych panów. Wywoływało to zniesmaczenie u obecnych tu pasażerek i skrytą uciechę u pasażerów.

Łucznik uśmiechnął się kręcąc głową z dezaprobatą, choć generalnie nie miał nic przeciwko takiemu pokazowi.

- Tak przy okazji... - zaczął Shinigami. - Jak tam twoje, hmmm... Życie romantyczne? - Ostatnie słowa wypowiedział z przekąsem, co by podkreślić brak powagi ze swojej strony.

- Przecież wiesz, że nie bardzo mam czas na zabawę w dom. - Blondyn starał się nie dać zirytować. - Ale przynajmniej mogę powyrywać jakieś świniaki na dyskotece, nie to co ty, klocu.

- Ałć! - Rzekł bez powagi Uhin. Zaiste nie miał zielonego pojęcia o tego typu rzeczach. Nie żeby się nie zdarzało, ale to musiało nadejść z jasnością ciosu patelnią w łeb. Może i był arcyszpiegiem i władcą (ż)aluzji, lecz taki rodzaj intryg go zwyczajnie przerastał. Och, potrafił uwodzić - niestety jedynie w ramach gry aktorskiej, koniecznej w jego zawodzie. Gdy był kimś faktycznie zainteresowany, to stawał się - jak to stwierdził Hall - klocem. - Czyli nie zamierzasz w najbliższym czasie stać się pantoflem? To dobrze. Nie miał bym z kim grzebać w piaskownicy.

- Myślę, że szybko bym padł ofiarą siły kobiecej dedukcji alogicznej.

- Hm?

- No wiesz... - tłumaczył Vebjornsson. - Ciągłe tajemnice, wymykanie się z domu, dziwne skaleczenia. Zaraz by było, że potajemnie jestem jakimś perwersem-zoofilem, czy coś.

- Zawsze możesz po prostu się przyznać, że chodzisz do Błękitnej Ostrygi. - Uhin wyszczerzył zęby w uśmiechu.

***

Lot przebiegał w miarę spokojnie, więc Norweg nie opierał się dłużej zmęczeniu i po prostu zasnął. W jego osnutych mgłą myślach pojawiała się pewna młoda dziewczyna. Wiedział kim jest, lecz nie mógł sobie tego uzmysłowić. To było jak węgorz w stawie, którego próbuje się schwytać gołymi rękoma; nawet jeżeli uda się go pochwycić, to i tak się wyślizgnie. Z początku zwyczajnie gdzieś biegła, może z 20 metrów przed nim. Wszystko wydawało się być w porządku.

Jakaś czarna ręka mignęła tuż za jej plecami. Nastoletni Hallvard myślał, że mu się wydawało. Znowu; tym razem dwie. Nie! Trzy. Przyśpieszył - coś jej definitywnie zagrażało, a ona o tym nie wiedziała. Smoliste ramiona pojawiały się co raz częściej i w co raz większej ilości, próbując pochwycić biegnącą dziewczynę. Próbował krzyknąć, lecz z jego gardła zamiast głosu wyleciały ćmy. Był przerażony i nie panował nad swoim ciałem. Biegł machinalnie, jakby to nie był jego wybór.

Czarne szpony rozdrapywały plecy osoby przed nim. Było ich już tak dużo, że ledwo co ją widział. Usłyszał krótki krzyk bólu.

- No co robisz, niezdaro! - Wrzasnął jakiś starszy pan, który miał koszulę i spodnie poplamione syropem czekoladowym. Wystraszona stewardessa zaczęła się kajać, chcąc załagodzić gniew pasażera.

Quincy był przez chwilę zdezorientowany, znajdując się gdzieś pomiędzy snem a jawą. Przetarł twarz dłońmi i rzucił okiem na Uhina. Spał jak zabity z otwartymi ustami, pochrapując cicho.
Wstał i udał się do toalety. Przemył twarz zimną wodą i wszystko stało się jasne. Przypomniał sobie to imię, które mu ciągle umykało podczas snu. Ogarnął go smutek i gniew. Tak, definitywnie gniew.

Miał ochotę ukatrupić jakiegoś wielkiego Hollowa. Albo dziesięciu.

***

Dwaj wojacy przebijali się przez tłum ludzi, jaki zastali na lotnisku w Londynie. Nim dopchali się do taśmy ze swoim bagażem, jakkolwiek niewielki by on nie był, minęło trochę czasu. Na szczęście ich postury ułatwiały im to zadanie. Ludzie schodzili im z drogi, bo choć ubrania mieli eleganckie, to miny nietęgie.
Obaj wiedzieli, że teraz czas zabrać się do roboty. Kto wie, co się mogło wydarzyć? Przeciwnik - o ile miał zamiar się ukazać - mógł zaatakować równie dobrze tu i teraz. Ale teraz to oni polowali na niego, prawda?

Powietrze europejskiej wyspy było inne, niż "rodzime" strony blondyna. Pogoda też trochę nie teges. Zatrzymali się przy głównym wejściu do lotniska, Norweg odpalił papierosa. Wymienili spojrzenia. Nie było trzeba wielu słów.

Ale wpierw hotel. Nie będzie się ino z walizami w Rutkowskiego bawił.
_________________
avatar by akhirah



Bazowe Reiatsu: 35
Gyaaza Reiatsu: +17 (w ŚŻ) / +35 (w HM/SS)
Utrzymywane Reiatsu: 1

Stier
Story of my life.
Ostatnio zmieniony przez Hallvard 2013-03-25, 20:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Inubis
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-09, 22:07     

Podróż jeśli nie była uciążliwa nadto nie przysporzyła Hallvardowi okazji do spokojnego snu i ogarnięcia własnych myśli. W głowie mu huczało, ten sen był aż nazbyt wyraźny. Łucznik dotarł w końcu do Londynu, teraz wypadałoby znaleźć jakiś hotel, przecież z walizami nie będzie ganiał po okolicy, tylko po to, by się dowiedzieć, że sprawa nie była tego warta?
W każdym razie, jego towarzysz zwrócił się do niego.
- Nooo... - Mruknął poprawiając się w garniturze, wyglądał jak małpa w małpim stroju. Uhinowi wcale nie było to na rękę. Czuł się okropnie i marzył o zrzuceniu Gigai. - Chłopaki kopnęli się w raporcie, czuć tu waszymi... I pustakami. - Hollowy dodał z dość dużym niesmakiem, nie uśmiechało mu się nic, właściwie cała ta historia po prostu śmierdziała. Czemu się za to wziął? Choćby temu, żeby balans został zachowany, a ostatnio za dużo ludzi znika bez śladu. Jeśli strażnicy balansu nie kontrolują może tu w końcu dojść do zlania się światów... Więc końca wszystkiego.
Obaj panowie ruszyli w kierunku najbliższej stacji metra. Okolice jakie zaproponował brązowowłosy Shinigami to granice Hyde Park'u. A więc najbliższy był Prince William Hotel, czyli obecny "posterunek" jaki zamierzali zająć obaj panowie.
Podróż metrem wcale nie była nieprzyjemna, nawet znośna jak na standardy i ten tłok. Mężczyźni przez ten czas porównywali swoje informacje, Zakon i Społeczeństwo nawet jeśli się nie lubiło do końca, ze względów prywatnych... To jednak ci dwaj współpracowali. Ciekawe połączenie, miecz i strzała.
Dwójkowicz raz jeszcze starał się analizować wszystkie te ślady. Przecież ludzie nie mogli tak znikać, jak i zaginiony oficer Vilyian. On był kluczem, a raczej jego notatki i dokumentacja tej sprawy.
Dwóch panów cały czas nie mogło oprzeć się wrażeniu, że ktoś ich obserwuje, był/była tutaj z nimi w metrze, choćby próbowali nie mogli go ani wyczuć ani zauważyć. To spojrzenie nie było wrogie, lecz po prostu takie... Inne dla Kuroshino, a znajome dla Norwega, jakby po prostu spotkał dawnego kumpla od picia.
Metro zatrzymało się, a panowie wysiedli i ruszyli w kierunku hotelu. Kto by pomyślał, że tam wyjaśni się wszystko, walizy pełne i oni zmęczeni, gdy Hallward zamawiał miejsce do budynku wszedł jeszcze jeden osobnik, którego energia duchowa była zbyt wyczuwalna teraz. Zrobił to celowo?
- Kopę lat, Vebjornsson-san. - Odpowiedział głos starszego mężczyzny. Jeśli Norweg jeszcze nie stuknął sam siebie w głowę za to "zaćmienie" w metrze, to mógł to zrobić teraz. Gdy tylko się odwrócił ujrzał siwego faceta w prochowcu, jego dłoni w geście przywitania, celowo była to lewa. Na rękawie leżał sobie zdobiony krzyżyk Niszczyciela, jednego z bardziej doświadczonych. Człowieka trudniącego się poszukiwaniem poszlak. Więc detektywa, tak. Z zawodu i oficjalnie, Kagetsuki Yoshito był płatnym detektywem, węszycielem, który pracował i często wspomagał "tajniaków" na Karakurze, jego wiedza na temat miejsc, osób i zdarzeń była ceniona w Zakonie. A dla Hallvarda? Stary przyjaciel od picia i rozróby, młodzieńcze lata swoje robiły. Cóż, później pojawiła się kobieta... I wiadomo jak się to skończyło, chociaż... Gdyby Verbjornsson zastanowił się, to jednak na piwo czy mocniejszy trunek zawsze z chęcią się wybierał, gdy miał czas. Staruszek pod tym względem nic a nic się nie zmienił. Rezerwacja została dokonana.
- Więc... Panowie pewnie mnie szukali? - Zapytał Yoshito z uśmiechem na twarzy. Była to sugestia by oboje ruszyli za nim do pokoju zamówionego przez niego. Mężczyzna wyminął ich i zniknął na górze.
- Stary Detektyw... Nigdy nie poznałem go osobiście... Jak kojarzę doniesienia to pewna Bogini Śmierci miała obserwować jego rodzinę... Zbierali dane na temat Quincy i padło na Ród Kagetsuki. Cóż, to wasza sprawa, ja muszę się jeszcze rozejrzeć... - Rzucił niemal na jednym dechu Dwójkowicz, Mężczyzna nie marnował czasu i zwyczajnie wyszedł z hotelu, przez szparę zamykających się drzwi Hallvard dostrzegł jak Uhin używa shunpou, migoczący krok Shinigami mogący być niemal tak prędki jak ich własna technika. Hirenkyaku...



____

//Gomene za zwłokę!
Zapraszam tutaj, możesz opisać jakieś wspominki z Yoshito za młodzieńczych lat waszej znajomości(chociaz i tak był starszy do ciebie xD), wchodzisz na górę, znaczy wiadomo wybierz jaki to pokój jest twój i potem idziesz do niego. Możesz zagadać to wiadomo.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,56 sekundy. Zapytań do SQL: 28


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową