Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Tunel wiodący do głównej sali zebrań
Autor Wiadomość
Masamune 
Czarodziej


Wysłany: 2012-12-30, 18:15   Tunel wiodący do głównej sali zebrań  

Szalejąca zamieć miotająca małymi, sypkimi odłamkami lodu wita każdego, kto przeprawia się przez sieć podziemnych korytarzy prowadzących do siedziby zakonu. Pomimo te niedogodności jest to i tak jedna z lepszych dróg, ponieważ dotkliwe zimno jakie panuje na powierzchni i nieustanne wichury przesłaniające wszystko absolutną bielą są znacznie bardziej zdradzieckie niż ścieżka, gdzie można skupić się na wyczuwaniu niezwykłej energii duchowej tego miejsca. Wprawny quincy, bez problemu może poruszać się tu z zamkniętymi oczyma i z całą pewności trafi w zmierzone miejsce, Ci jednak mniej doświadczeni mogą mieć z tym pewne problemy, gdyż niuanse reiatsu są naprawdę niewielkie co pokazuje tylko jakimi mistrzami kontroli reishi są niszczyciele.


Sign on Ice



Lód skupiający w sobie niewielkie cząsteczki duchowe zdaje się niemal świecić gdy łucznik przekrada się przez wąskie ostępy prowadzące głębiej, do samego wnętrza tunelu gdzie droga dzieli się na wiele pomniejszych ścieżek. Pomimo panującego tu mroku połyskujące kryształy błyszczą się mglistym srebrzysto-błękitnym światłem, na tyle intensywnie, że nawet istota nie wyczuwająca bijącej z nich potęgi mogła by docenić piękny widok jaki tworzą zamarznięte nacieki zawieszone na sklepieniu niczym przecudny niekończący się żyrandol. Zwabiony w te miejsce jak kilku innych został poinstruowany by jak najszybciej zjawić się do sali zebrań. Czeka przed pierwszym rozgałęzieniem dróg, zdaje się, że nie należy do elity łuczników ponieważ wyraźnie jest w rozterce, którą z dróg wybrać.


Quincy, którzy zjawią się w temacie usłyszeli przez komunikator następujące instrukcje:
Kod:
Jeśli mnie słyszysz. Zgłoś się natychmiast do sali zebrań w głównej siedzibie zakonu, sprawa jest poważna. Dalsze informacje uzyskasz na miejscu.
Ostatnio zmieniony przez Masamune 2012-12-30, 19:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Amras
[Usunięty]

Wysłany: 2012-12-31, 14:44     

Człap, człap, człap...
Przez śnieżne wichury i zaspy, dwoje wędrowców brnęło z wielkim zacięciem. Poprzez lodowe pustkowia królestwa Antarktydy dążyli do...
No gdzie to oni szli? Ach no, do zakonu. Siedziba ich organizacji znajdowała się właśnie na tym zimnym kontynęcie. Niestety mieli takiego pecha, że akurat padał śnieg. Co prawda tu prawie cały czas padało, ale zawsze można było trafić na ten moment kiedy był spokój. Po jakimś czasie jeden z nich wydarł się do drugiego. Wiatr prawie całkiem zagłuszył jego słowa. Potem chwilę się sprzeczali. Inglorion nie lubił tych tuneli, przez które to właśnie został zmuszony. Gdyby nie byli na Antarktydzie Amras na pewno zostawiłby Rushifiera i poszedł swoją drogą niestety nie było mu to dane. Musieli iść razem połączeni liną. Niektórzy zapytaliby, a po co ona? Aby dwoje podróżników nie zgubiło się w trakcie wyprawy. Na stopach mieli rakiety śnieżne, żeby się nie zapadli w śnieg. Po dłuższej wędrówce stanęli wreszcie u wejścia. Jeden łucznik zrobił krok za daleko. Nogi, w rakietach śnieżnych rozjechały mu się, a sam wyrżnął tyłkiem na lód. Do tego miał na ustach okrzyk z jakże przepięknym użyciem brukowej interpunkcji polskiej.
- Kurwaaa!
Wrzasnął. Towarzysz, mocno zirytowanego białowłosego, mężczyzny może i polskiego nie umiała, ale nie było trudnym zadaniem, domyślić się, o co tamtemu chodziło.
Gdy obydwoje zdjęli rakiety śnieżne, a zamiast nich założyli specjalne nagładki na obówie trzymające się lodu, zwane rakami. Mogli ruszyć dalej. Może jeszcze warto dodać, iż przezorny Quincy jakim był Amras wyposażył siebie i towarzysza w latarki zwane czołówkami. Myślał nad wzięciem noktowizorów. Zrezygnował z tego pomysłu, bo to już była przesada. Idąc przed siebie oprócz przyglądania się drodze można było się jeszcze pod denerwować i poużalać się nad sobą. Coś mniej więcej w tym guście robił ten łucznik. Pocierał nadgarstek lewej ręki we wspomnieniu jak tamten, niespełna rozumu Shinigami zamierzał zmiażdżyć mu rękę. Świeżo po zaoferowaniu sojuszu Quincym rasa bogów śmierci postanowiła go zerwać? To nielogiczne. Chyba, że to była podpucha. Może chcieli uśpić czujność zakonu, aby go unicestwić. Tak właśnie zaczynał myśleć Amras. Przeszedł od biadolenia nad sobą, a zarazem przysięgach zemsty do chorych teorii spiskowych.
W końcu doszli do rozstaja. Wcześniej jak i teraz samotny łucznik rozejrzał się. W sumie to go nie za bardzo obchodziło którędy mają iść. To jego towarzysz wybrał tą drrogę. Białowłosy był pewny że sam nie wie którędy, więc zdjął plecak. Wyjął zeń młotek i paczkę długich gwoździ. Przybił jednego po prawej od nich. Oczywiście nie wbił go do końca, tylko do połowy.
- To którędy teraz?
Zapytał, znużonym głosem, Rushifiera. Do tego na towarzyszu zawiesił swoje nieobecne spojrzenie. Ten wzrok można było to porównać jakby jakiś Zombie się na ciebie gapił.
Ostatnio zmieniony przez Amras 2013-01-03, 22:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Rushiferu
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-01, 17:41     

Kolejna, na pewno bardzo ciekawa i pełna zwrotów akcji przygoda znanej nam już dwójki Quincy - Lucyfera i Amrasa - miała odbyć się w dość interesującym miejscu, jakim jest Antarktyda. Lodowa kraina, poza byciem miejscem irytującym przez panujące tutaj, niskie temperatury, miała w sobie pewną specyficzną cechę. Cecha ta, związana konkretnie ze stowarzyszeniem Niszczycieli, była kolejnym czynnikiem stresogennym dla nauczyciela. Co go podkusiło, żeby wyjść z ciepłego domu i wybrać się do miejsca, gdzie może spotkać kilka mało przyjaźnie nastawionym indywiduów, wliczając w to jego ojca?
- Ogień, wrzątek, alkohol, bikini, plaża, miotacz płomieni... - blondyn najwidoczniej próbował się ogrzać, wymawiając przez zaciśnięte zęby słowa kojarzące się z gorącem.
Najchętniej to zacząłby rzucać jakimiś obelgami w Amrasa, używając jak najwięcej wulgaryzmów, bo podobno to działa znieczulająco. Wolał jednak, dla lepszego samopoczucia, pokazać swoją siłę woli i nie iść na łatwiznę. Choć dalej w głowie miał chęć żeby dorwać osobę odpowiedzialną za tę podróż i załatwić jej bilet w jedną stronę do miejsca (choć bardziej doznania), które zwane było "kwintesencją bólu".
Mogło być gorzej. Czarny płaszcz, nałożony na eleganckie ubranie Rushiferu, samo z siebie będące dość ciepłe, dodatkowo zwiększał odporność na zimno właściciela. Gdyby nie ta dodatkowa warstwa odzienia, złość blondyna osiągnęłaby szczyt szczytów. Niska temperatura dawała się łucznikowi wystarczająco we znaki, żeby ten miał gdzieś dobre rady kolegi. Nie miał zamiaru zakładać durnych rakiet, zamiast tego wspomagając się cząsteczkami energii duchowej pod stopami, by tworzyć sobie solidną, niewidzialną ścieżkę tuż nad powierzchnią śniegu. Na bycie przywiązanym do liny też się nie zgodził. Przecież Lucek i Amras idą do tego samego miejsca, więc jak się zgubią, to prędzej czy później się odnajdą. Albo nie. W sumie bohaterowi to było obojętne. Było zbyt zimno.
Zmiana obuwia? Nie w tych warunkach. Taktyka przy lodzie pozostała niezmienna jak ta przy śniegu. Latarka na czoło? Również bez szans. Blondyn miał troszkę lat, ale ślepy nie był. A nawet jakby był, to mógł spokojnie kierować się na wyczucie. Braki w umiejętnościach nadrabiał głupią pewnością siebie, która jakoś rzadko go zawodziła.
Było zbyt zimno. Rushiferu mógłby zapytać, co jego kompan robi, jednak nie miał na to weny. Nie tutaj, nie teraz. Może po wypiciu gorącego kakao, albo po spotkaniu równie gorącej laski. Podniósł wcześniej spuszczoną głowę, by rzucić okiem na ścieżki, które mogli obrać z polakiem. Skupił się na wyczuwaniu energii bijącej z każdej z dróg, by wybrać tę najbardziej obiecującą. Mając do czynienia z Quincy-sztuczkami, czasem lepiej mieć intuicje w głębokim poważaniu, skupiając się na innych, bardziej "duchowych" zmysłach.
- Bikini, bikini, bikini... - ponownie próbował się rozgrzać przez bezsensowne gadanie, idąc wybraną ścieżką i mając cichą nadzieję, że Amras pójdzie za nim, albo że spotka jakiegoś agresywnego idiotę, który będzie chciał nakopać blondynowi za zabawę niezależnego. Grunt to trafić do tej durnej sali i dowiedzieć się, o co "tym z góry" znowu chodzi.
 
     
Masamune 
Czarodziej


Wysłany: 2013-01-04, 00:13     

Wędrując śliskim, coraz to węższym ustępem, dwójka charakterystycznych niszczycieli trafiła do miejsca, gdzie opady stawały się coraz intensywniejsze. W krystalicznej alejce odbijającej od tej wzmaganej mroźnym wichrem drogi panowały zupełnie inne warunki, postanowili skorzystać z tej nadarzającej się okazji by chwilę odpocząć od trudnej przeprawy jaka ich jeszcze czekała. W przestrzeni pośród lodowych komnat znaleźli miejsce tłumaczące ten cały mikroklimat śnieżycy wewnątrz tunelu, głęboko pod powierzchnią. Stojąc w podziemnej zmarzlinie mieli teraz wgląd przez małą szczelinę na lodowe skały, piętrzące się wysoko w górę otaczając sklepienie, swymi filarami. W tym kręgu szamotała się właśnie uwięziona choć nieujarzmiona śnieżyca, szalejąca równie zawzięcie co wewnątrz przejścia. Najpewniej z pochodząca aż z powierzchni tego lodowego pustkowia, trafia tu odbijając się od jakiegoś ogromnego bloku białych skał, tworzących te gigantyczne schody prowadzące na powierzchnie. Rozsądek podpowiadał im jednak, że ścieżka ta jest zbyt wymagająca, a poza tym przejście powinno iść raczej w głąb jaskiń niż zmierzać z powrotem. Możliwe było także, iż to właśnie przez ten zwariowany żywioł, niegdysiejsze sfera podtrzymywana przez te filary pękła, a wiatr wyrył sobie tą drogę, być może nawet to było powodem wysłania tajemniczej wiadomości. Tylko czy ewentualnie odcięci od świata quincy nie poradzili by sobie z 'takim' problemem'? Czyżby, więc takich anomalii mogło być więcej? Myśli piętrzyły się w głowach mnichów zagłady jak bryły lodu, które obserwowali. Rushiferu szukając ścieżek naznaczonych reiatsu, nie wyczuwał jakichś anormalnych jego ilości na jakie przypuszczał natknąć się w tym miejscu - typowy poziom częstotliwości cząsteczek duchowych w przestrzeni jaka występuje w Świecie Żywych. Spostrzegł jednak coś znacznie ciekawszego... sposób w jaki rozchodziły się w przestrzeni wskazywał, że rozchodzą się wkrótce na dwie drogi...


Rozgałęzienie znajduje się za pięćdziesiąt metrów, a trasa do niego prowadzi lekkim zygzakiem. Reiatsu wydaje się przemieszczać z większą swobodą w prawą stronę. Masz pewne przypuszczenie, że być może jakiś quincy aktywnie korzysta ze swoich zdolności.




Kolejka :

- Rushiferu-san
- Amaras-san



***
 
 
     
Rushiferu
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-05, 18:17     

Nie ważne, o czym by Rushiferu nie myślał, w jaki sposób by nie szedł, jak bardzo skupiałby się na kontroli własnej czy wyczuwaniu czyjeś energii duchowej, to dalej było mu zimno. W duszy przeklinał projektantów mody, że nie potrafili stworzyć odzienia wyglądającego świetnie na nauczycielu, a zarazem dającego ciepło przy arktycznych mrozach. Wcześniej przeklinał ludzi z Zakonu, że sobie taką miejscówkę wybrali, ale już mu się to znudziło.
Mimo, że rejestrowanie przepływu reishi w otoczeniu nie pomagało bohaterowi w odczuwaniu ciepła, to i tak pozwoliło mu to zdobyć pewne informacje o otoczeniu. Te informacje niby też w żaden sposób go nie rozgrzewały, jednak może okażą się pomocne w podróży, na której krańcu, być może, znajduje się...sprawny kaloryfer. Albo jacuzzi. Szkoda, że sama nadzieja również nie potrafiła zmniejszyć uczucia zimna. Boże, czemu nic nie działa?
Rushiferu przypomniał sobie energii duchowej, którą zarejestrował. Wokół panowała zbyt niska temperatura, żeby dwa razy się zastanawiał nad obraną drogą. Miał zamiar pokonać te lekko zygzakowatą drogę, żeby następnie obrać ścieżkę prowadzącą do tego-czegoś-co-wydaje-się-być-Niszczycielem-używającym-swoich mocy, a co może okazać się zgoła czym innym. Czemu Rushiferu ryzykował? Bo natrafiając na jakiegoś Quincy w bojowym nastroju, albo jego przeciwnika, być może będzie mógł się poruszać i tym samym rozgrzać. Być może!
Temperatura była tutaj jednak największym przeciwnikiem, z którym nauczyciel się zmagał. Nie tylko go denerwowała, ale również zmniejszała podzielność uwagi. Jak teraz blondyn skupił się na podążaniu wybraną przez siebie ścieżką, tak w głębokim poważaniu miał nawet obecność Amrasa. Mimo, że któraś część umysłu jasno sugerowała, że Łucznik nie był sam, tak nie potrafił tego okazać czynami. Jakby w trakcie drogi został zaatakowany prawie z zaskoczenia, to dopiero po chwili przełączyłby się z trybu "idź do punktu X", na "skop frajerowi tyłek". Chyba jednak ten cały bajer z połączeniem się liną było całkiem niezłym rozwiązaniem. Rushiferu będzie mógł później żałować, że się na to nie zgodził. Jeśli przeżyje.
 
     
Amras
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-08, 23:12     

Wędrując tak za Rushifieru, drugi z wycieczkowiczów gapił mu się tępo w plecak. Co owocowało dokładnym oświetleniem, maszerują przed Amrasem, Quincy, przez lampę czołową. Taka wędrówka potrafiła być nużąca, a nawet bardzo. Najwidoczniej obecnemu tu Polakokowi naprawdę zbrzydło słuchanie trzeszczenia lodu pod jego specyficznymi butami. Nawet gdzie chwilami był śnieg nie zamierzał zmieniać nakładek na buty. Musiał by usiąść, a potem zmusić się do wstania. Jak widać lenistwo się opłaciło. Co jakiś czas dawało się usłyszeć lub wyczuć trzeszczenie lodu. Dźwięk różnił się trochę od tego jaki wydaje śnieg, więc w miarę łatwo byłoby to rozpoznać gdyby nie ten wiatr. Jednak na to też był sposób. Pod czapkę na jedno ucho nasz pechowiec miał założoną słuchawkę od swojego IPhone'a. Wyjął w marszu z kieszeni połączoną z tym urządzeniem, przez bluetooth'a, klawiaturę qwerty. Miał na niej panel od odtwarzacza muzyki, którą właśnie sobie puścił. On sobie słuchał Sabatonu, a Rushifieru zdychał z zimna i nudów. Jakby się ubrał tak jak Inglorion, w ubranie termo-izolacyjne i potem na siebie włożył gruby ciuch to wtedy zimno by mu tak nie dokuczało. No, ale jak się fail'uje to do końca. Plusem było, że chyba wiedział gdzie iść. Z resztą wszystko się zaraz okaże. W między czasie bez przewodowa klawiatura powędrował z powrotem do kieszeni, w której bezpiecznie umieszczona została zabezpieczona zapięciem zamka błyskawicznego. Można powiedzieć, że takie czary, ale jak kto sprytny to zadba o brak nudy, ciepło i... Dodatkowe towarzystwo? Amras właśnie wyczuł bardzo dziwne zjawisko cząsteczki duchowe z otoczenia zaczęły być przyciągane w jedno miejsce. Skoro kolega nauczyciel dalej prowadził to proszę bardzo. Przynajmniej jak coś źle wyjdzie to będzie na kogo zwalić winę.
 
     
Masamune 
Czarodziej


Wysłany: 2013-01-09, 19:56     

Osowiały Rushiferu podążał wąskimi, zagmatwanymi wirażami, coraz to powolniej i mniej energicznie. Powtarzał w myślach cokolwiek co mogło rozpalić choć trochę wewnętrznego ognia, podążając za kolejnym pływem energii duchowej zmierzającej wprost do miejsca, które wydawało się przybliżać podróżników do odpowiedzi, co zmusiło ich do tej wykańczającej przeprawy w to nieprzyjazne, bezwzględne miejsce. Podróżujący za nauczycielem uczeń, zdawał się cieszyć z takiego obrotu sprawy, mógł teraz spokojnie cieszyć się muzyką, która coraz wolniej i szumiała w jego uchu wydając przeraźliwie niskie piski co jakiś czas. Do tego stopnia nieprzyjemne, że pierwszy taki incydent niemal zakończył się bolesnym upadkiem na wieczną zmarzlinę, jednak udało mu się uniknąć tego kontaktu z podłożem dzięki szybkiej reakcji, otrzeźwiałego w sekundę umysłu i przezorności. Kolce buta, który nie chybił kroku stabilnie wbite w lód, umożliwiły mu powrót do poprzedniej pozycji. Rzucił ciałem w drugą stronę, na chwilę łapiąc równowagę. Tańczył tak kilka sekund kolcami w powietrzu nim dźgnął nimi ślizgawkę. Jego towarzysz sprawiał wrażenie do tego stopnia nie obecnego, że chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego co zaszło, ale i sam łucznik nie spostrzegł w całym tym harmidrze, iż jego ulubiona klawiatura nie jest tak odporna na zimno jak jej właściciel i czeka cierpliwie w kieszeni, aż jej Amras dostrzeże jej problem i czym prędzej ocalali ją od niechybnej zguby w tej lodowej krainie. Być może zazdrosny o tą rozgrzewkę blondyn, ospałym krokiem trafił nareszcie na większą otwartą przestrzeń gdzie temperatura zdawała się nie doskwierać tak bardzo, choć może to tylko kwestia złudzenia wywołanego przez zobojętniałe przemarznięciem ciało. Pośród lodowatych stalagnatów, które otaczały tą scenerię dostrzegł jasny błysk, który rozpalił nienasyconą potrzebę ciepła.


Błękitny płomień wił się wysoko. Dopiero teraz widać było wielkie sklepienie ogarniające całość tuneli prowadzących do tego sanktuarium. Wielki, chłodny, błękitny ogień stąpał przeskakującymi iskrami po symbolu ich zakonu, wyrytym w kamieniu, choć nie przynosił oczekiwanego ciepła w jakiś sposób koił wędrowców. Być może to szczególna właściwość tego miejsca, ale niszczyciele poczuli się nieco lepiej i trochę ich to ożywiło, jednakże możliwe, że jest to wyłącznie ich reakcja na to, że wszystko wskazuje na to, iż są na właściwej drodze. Zdawało się, że delikatne zawirowania reiatsu spowodowane były właśnie przez to niesamowite palenisko. Ogniki dumnie unosiły się teraz pod sam płytowy strop sufitu hali, jakby zwiększył się nieco od czasu ich przybycia. Teraz tam, tuż nad płomieniem jaśniał znak charakterystyczny dla łuczników. Błękitna energia, wypełniła już cienkie ramiona specyficznego krzyża delikatna aurą czystej, potężnej energii i zataczała właśnie krąg, który wkrótce się dopełnił. Przed nimi niemal w tym samym czasie rozpostarła się powiększająca wyrwa, tnąca na pół wnętrze skostniałej kryształowej ściany, rozrywając chropowatym dźwiękiem panującą tu absolutną ciszę.


Miejsce w którym jesteście otacza las wysokich i stromych filarów, znacznie różniących się pod względem budowy i wielkości, ale każdy z nich pnie się przynajmniej na kilka metrów w górę. Spośród niektórych z nich widać rozdarcie skalne czyli potencjalnie kilka przejść podobnych do tego, z którego i wy tu trafiliście. Te położone najwyżej zdaje się być olbrzymie, jednakże jest dla was niedostępne. Dwie szczeliny po lewej także znacznie górują nad wami, lecz można by spróbować wdrapać się po powalonej lodowej kolumnie, złamanej tak, że dosyć duży jej kawałek dalej połączony jest z sufitem komnaty, a reszta opadając zsunęła się po sąsiednich stalagnatach, aż zblokowała się koło wymienionych przejść. Alternatywnie po prawej jest jedna łatwo dostępna lecz ciasna i stroma ścieżka z mnóstwem najeżonych lodowych kolców. Przestrzeń za kryształową ścianą, przypomina to miejsce jedynie w monumentalnych rozmiarach pomieszczenia, które chłodną bielą wita podróżników. Droga ta otworzyła się prawie na wprost przed wami. Można dostrzec jakieś świeże ślady, na które wcześniej nie zwróciliście uwagi zmierzające do środka. Na pierwszy rzut oka wydają się pozostawione przez człowieka, ale nie macie pewności bo nie są zbyt wyraźne i bardziej jest to poszlaka niż dowód czyjejś obecności. Trop urywa się w nowo powstałej przestrzeni alabastrowej sali, która wydaje się całkowicie pusta. Ponad to wielkie wrota przerwanego bloku lodu delikatnie drżą i wibrują, gdy zbliżacie się w ich stronę.
Ostatnio zmieniony przez Masamune 2013-01-10, 12:08, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Rushiferu
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-13, 19:53     

Wtem coś zaczęło dokuczać blondasowi. Nie chodziło o zimno, które było po prostu irytujące. Jakieś dziwne, wewnętrzne uczucie, jak gdyby Rushiferu o czymś zapomniał, co było jednak istotne w jego obecnej sytuacji. Ta dziwna myśl miała jednak swoje plusy. Bohater mniej interesował się niską temperaturą wokół, wytężając swój umysł do znalezienia tego "czegoś". Zostawił włączone żelazko? Nie. Bał się o kończynę małpo-podobnego stworzenia? Leżała w zamrażalce, żeby się nie zepsuć. Zjadł obfite śniadanie? Zjadł. Miał do sprawdzenia jakieś kartkówki? Nie. Rushiferu szperał po wszystkich sferach swojego życia, szukając jakichś nieprawidłowości, które mogłyby mu po prostu mentalnie przeszkadzać. Nie wychodziło mu to zbytnio.
Wydawać by się mogło, że dość ryzykowane wybory blondasa okazywały się jak najbardziej trafne. Znaki napotykane na obranej ścieżce robiły wrażenie, że była jak najbardziej właściwa. Quincy nawet nie miał zamiaru się zastanawiać, czy ta podróż nie szła zbyt łatwo. Miał inne sprawy na głowie, jak denerwowanie się zimnem i zapomnieniem o czymś, o czym jeszcze nie wiedział. Westchnął, po czym zaplótł palce dłoni i wyprostował ramiona przed sobą, czemu towarzyszyło charakterystyczne strzelanie. Albo ta czynność, albo nagłe, rzekome podwyższenie temperatury otoczenia sprawiło, że Niszczyciel zaczął bardziej zwracać uwagę na otoczenie.
- Amras! - krzyknął nieco poddenerwowany, odwracając się gwałtownie.
Eureka! To nieprzyjemne uczucie, towarzyszące bohaterowi, poza poczuciem zimna, dotyczyło właśnie jego polskiego kolegi. Panujący chłód sprawił, że część umysłu odpowiadające za pamięć o kompanie zanikła, dając o sobie znać dopiero teraz. Nauczyciel szybko przyjął bardziej poważny wyraz twarzy, dostrzegając partnera, po czym odetchnął ulgą i odwrócił się z powrotem. Żeby przypadkiem polaczek nie pomyślał, że blondas się aż tak o niego martwi. Przecież Rushiferu to badass, który nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa.
Niebieskie oczęta z uwagą rozejrzały się po otoczeniu, skanując każdy lodowy filar od dołu po sam czubek. Do tego tu szczelina, tam szczelina. Quincy zaprzestał kontrolować reishi pod stopami, stając na twardym gruncie. Nie miał zamiaru się ruszać z miejsca przez najbliższa chwilę, więc zabawa cząsteczkami duchowymi była stratą czasu i energii. Zamiast tego wolał ponownie skupić się na analizie energii w otoczeniu. Być może dzięki temu ponownie uda mu się namierzyć odpowiednią drogę? Chyba raz się udało, więc czemu by znowu nie spróbować.
- Ci z Zakonu to leszcze. - stwierdził z lekkim uśmiechem, rozglądając się wokoło - Zamiast zrobić jedną, prostą drogę do głównej sali, to ze strachu przed intruzami zrobili istny labirynt. Wielcy, dumni Quincy. Bo na lodowym pustkowi jest mnóstwo zagrożeń, przed którymi się trzeba chronić.
Dziwne, że szydząc z Zakonu, Rushiferu poczuł się lepiej. Jakby takowy dobór słów ocieplał okolicę! Kaloryfer byłby dalej lepszym rozwiązaniem. Jak się nie ma, co się lubi...
- Co proponujesz? - blondas odwrócił głowę do kolegi, przymrużając oczy - Lecimy na łatwiznę, szukamy dobrej drogi czy po prostu zrobimy tutaj rozróbę, żeby ta banda głąbów uznała nas za wroga i sami po nas przyszli?
Wiadomym było, że ostatnia opcja była dla blondasa jak najbardziej odpowiednia. Rozwalenie tych kolumn nie będzie zbyt ambitnym zajęciem, jednak po przybyciu komitetu powitalnego można się jeszcze z nimi nieco pobawić. Oczywiście Rushiferu na to nie liczył. Bardziej liczył na logiczne i jasne myślenie swojego kolegi, gdyż sam miał z tym obecnie problem. Nie ważne, jakby przeklinał Zakon i tak będzie dla niego tutaj zbyt zimno.
 
     
Amras
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-13, 20:26     

Obydwoje łucznicy weszli do tej sali. Amrasowi przypominało to trochę krajobraz z pewnej gry komputerowej. Pełno kolumn, podniszczone struktury budynku, do tego wszystkiego w około nie było widać żadnego ducha w okolicy, oprócz głównych bohaterów tego zdarzenia. Rożnica od tej gry do której skojarzył to białowłosy, była taka, że tutaj raczej z nie wiadomo skąd, nie pojawią się tajemniczy napastnicy.
W każdym razie czas się ruszyć i ogarnąć całą sytuację.
Purpurowe oczy Quincy widziały pełno wysokich lodowych kolumn. Była jeszcze ścieżka prowadziła do ściany na której był wyryty znak zakonu, do którego oboje należeli.
Skrzyło się tam światło, przypominające ogień, a może raczej formujący się łuk, które powoli wypełniało cały krzyż quincy. Ciekawe było to widowisko dla oczu. Podziwianie go nie trwało zbyt długo. Ostatecznie dwójce podróżników ukazało się przejście dalej.
Białowłosy łucznik zaczął powoli podchodzić do owych "wrót". Jak zwykle była droga, a nawet dwie, dla zwykłych ludzi lub innych przedstawicieli "klubu łucznika" którzy lubili utrudniać sobie życie. Kolce na wąskiej ścieżce nie wskazywały na to, by ktokolwiek tamtędy przechodził. To samo tyczyło się śliskich kolumn. Aby po nich wleźć trzeba by je "lekko" uszkodzić, co jak widać się nie stało. Pozostał jeszcze jeden, najmniej utrudniający żywot sposób. Wskoczenie sobie na wybrane miejsce. Oczywiście nie byłby to zwykły skok, a dokładnie taki, jaki wykonują shinigami, gdy jeszcze nie umieją stać w powietrzu. Tak samo teraz zrobił Amras. Wylądował tuż przed przejściem. Począł badać ręką, oczywiście przez grubą rękawiczkę, alabastrową ścianę. Chodziło o sprawdzenie co się stanie jeśli dotknie przejścia. Wyczuł tylko jakieś drgania. Nic się nie zamykało ani nań nie rzuciło. Zastanowiło go to zjawisko, dzięki któremu te drzwi się rozsunęły. Uznał to za fajną sztuczkę, ale nic więcej. Potem jeśli nic się nie działo Amras powoli poszedł dalej.
 
     
Masamune 
Czarodziej


Wysłany: 2013-01-14, 11:44     

Blondyn dzięki swojej obserwacji świadomy był tego, że pobliskie bloki skalne przepełnione są energią, wszystkie poza jednym, który chwilę temu rozsunął się przed jego oczyma. Spostrzegł także, że jakaś niewielka część ich energii pochłaniana jest przez wielkie palenisko, jednakże w taki sposób, że ubytek jest prawie nie zauważalny, a samo reishi oddawane przez płomień jest jak gdyby wzmocnione o jakiś dodatkowy ładunek energetyczny powodujący to ciepło, które poczuł kiedy tylko odnalazł to miejsce. Gdy zbliżył odruchowo rękę w stronę ognia by ogrzać zziębnięte dłonie, odkrył, że reaguje on na obecność quincy - płomień ponownie zwiększył swe rozmiary - nieznacznie zwiększył się obwód paleniska a sam płomień ponownie poszybował pod samo sklepienie.

Analizując strukturę konstrukcji w alabastrowym przejściu fioletowooki po chwili zrozumiał mechanizm działania tego miejsca. Płomień reiatsu żarzący się bladym błękitem to w rzeczywistości reishi skupione do ogromnej gęstości. Oba znaki przewodzą jednym ramieniem te skondensowane cząsteczki duchowe w stronę pobliskich skał i gromadzą się one pomiędzy nimi rozpierając je od środka. Wystarczy tylko, że coś aktywuje oba symbole do przesłania dawki reishi i wrota stoją otworem. Amras zrozumiał także, że pobliskie skały jako jedyne nie zawierają niemal w ogóle cząsteczek duchowych, w które obfitowało otoczenie. Nasunęła się mu od razu myśl, że gdyby kierowali się wyłącznie poczuciem reiatsu, to zapewne wpadli by na te skały ponieważ dla nich dalej przed nimi ciągnęła by się prosta droga, jeszcze bogatsza w duchowe źródło niż dotąd. Cała posadzka zdawała się zawierać ogromnie wysokie stężenie cząsteczek ducha - takie, że niemal natychmiast jak się tu znalazł odczuł wyraźny wzrost mocy. Dodatkowo jasno stwierdzasz na podstawie swego wyczucia, że korytarz jest długi na około milę i bez żadnych rozwidleń czy wiraży.


Obaj na terenie zakonu możecie zaabsorbować więcej reishi niż wynika to z waszej rozpiski dotyczącej ŚŻ. Amras może przyswoić o 5 punktów więcej niż wg maksymalnej premii (+ 13), a Rushiferu może wykorzystać o 6 punktów więcej niż w skrajnym przypadku na ziemi (+ 21).


Kolejka:
- Rushiferu-san
- Amras-san


***
 
 
     
Rushiferu
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-31, 01:41     

[Ucz się na studiach, they said. Będzie fajnie, they said...]


Błękitny płomień odbijał się w równie błękitnych oczach nauczyciela, gdy ten mu się bacznie przyglądał podczas ogrzewania dłoni. Wszechogarniający chłód chyba zamroził końce nerwów, bo bohater miał problem z odczuwaniem znacznej zmiany swojej temperatury na lepsze. Widząc reakcję magicznych ogni na bliską obecność Quincy, w tym ich zwiększenie przez nieznaczne absorbowanie mocy gości, Rushiferu postanowił nieco bardziej na siłę "dokarmić" palenisko własną energią, używając jej umyślnie i w nieco większych ilościach niż tych, które były zabierane domyślnie. Chciał jeszcze bardziej "podkręcić" płomień, w twórczy sposób przekształcając swoją obecnie niewykorzystywaną siłę do czegoś przydatnego - zwiększenia temperatury otoczenia. Wtedy może wróci mu większa ochota na kontynuowanie wędrówki do głównej sali, jak również odzyska sprawność umysły i będzie pamiętał o obecności Amrasa. Na wszelki wypadek obejrzał się za kompanem.
- Rozłóżmy tu obóz i pooglądajmy telewizję, póki się nie rozgrzejemy. - stwierdził z lekkim uśmiechem na twarzy, pocierając dłońmi o siebie nad ogniem.
Był to oczywiście żart, choć w duchu Lucek z chęcią pozostałby tutaj na dłużej, jeśli rzeczywiście jego wcześniejsze działania skutkowałyby wzrostem ciepłoty jego ciała. Niczego więcej nie pragnął, tylko dobrego samopoczucia, żeby mieć motywację iść zająć się tę całą durną, Niszczycielską sprawą i - jeśli Bóg pozwoli - skopać kilku mnichom zadki, tak dla zasady. Nie żeby blondas chciał w ten sposób pielęgnować swój nieformalny status freelancera-degenerata...choć nie, on chciał w ten sposób go pielęgnować. Ktoś musiał grać rolę prawie-antagonisty, a nikt nie zrobi tego lepiej, niż sam Rushiferu.
Uśmiechnął się szerzej, wyszczerzając przy tym zęby. Nachylił się nieznacznie i wzdrygnął podczas krótkiego, cichego śmiechu. Najwidoczniej zbyt serio wziął bycie "tym prawie-złym".
- Postanowione. Jak trafimy na miejsce, to nawrzucam tym z góry ich idiotyczny wybór lokalizacji. - rzekł do siebie.
Tutaj stało się też coś dziwnego. Rushiferu wystarczył prosty i nieco chory plan, żeby od razu nabrał większej motywacji. Chwycił się lewą dłonią za prawy bark, by zacząć zataczać prawym ramieniem okrąg. Chyba postawił teraz na niewielką rozgrzewkę fizyczną. Musiał być w jak najlepszej formie, kiedy zacznie bluzgać do swoich "pseudo-przełożonych". Raczej nie będą przecież zachwyceni jego wypowiedziami, więc mądrym było się przygotować na wszelakie ewentualności, które uwzględniały branie nogi za pas i/lub ewentualne wejście w tryb "Ass-kickera". Niska temperatura tak nadwyrężyła jego sposób myślenia, że już zaczął planować coś "na wszelki wypadek". Zupełnie nie w jego stylu. Może mu się niebawem poprawi.
Nieco podreperowany bohater schował dłonie do kieszeni spodni i przybliżył się do swojego kompana, mając na twarzy zwykły, przyjacielski uśmiech.
- Co odkryłeś, Amras? - zapytał blondas, przymrużając oczy wpatrzone w partnera.
Rushiferu nie był głupi. Wiedział, że w obecnej sytuacji zajmował się i myślał o rzeczach, które nie powinny go obchodzić, jednak nie miał jak na nie poradzić bez pomocy jakiegoś super efektywnego kaloryfera w okolicy. Wiedział też, że towarzyszący mu łucznik nie miał takich kłopotów, koncentrując się na rzeczach naprawdę ważnych. Sytuacja nie był więc do końca przegrana, a jeśli wszystko poszło wcześniej w dobrym kierunku i temperatura w okolicy jakoś bardziej znacząco wzrosła, to Amras może się spodziewać jakiejś bardziej konkretnej współpracy, jak nauczyciel wróci kompletnie do zmysłów. Oby tylko chęć zrobienia jazdy głowom Zakonu nie napędziły go zbyt bardzo.
Rushiferu na razie da się prowadzić swojemu kompanowi, dla własnego dobra. Czas pokaże, czy ten stan rzeczy zmieni się na lepsze i czy Quincy będą mogli osiągnąć coś razem.
 
     
Amras
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-24, 18:14     

Gdyby nie poszukiwania Rushifiera za ciepłem, drugi z obecnych tu Quincy pewnie by nie wpadł na rozwiązanie ich problemu. Często przy zagadkach tego typu spędza się, albo dużo czasu, albo dzięki jakiemuś bodźcowi ktoś wpada na rozwiazanie...

...Purpowooki łucznik oglądał uważnie wrota, które przyszło im otworzyć. Badał je swoimi wszystkimi zmysłami. Oglądał, dotykał, a nawet osłuchiwał tą kryształową ścianę. Jednak najtrudniej przecież dostrzec coś czego nie ma. Wrota nie miały w sobie energii duchowej. Natomiast otoczenie posiadało jej nadmiar. Dlatego też trudno było wyczuć brak jakichkolwiek cząsteczek energii duchowej. Białowłosy oparł się teraz plecami o ścianę. Oglądał resztę obecnych w tym miejscu konstrukcji. Szukał jakiegoś sensownego pomysłu, który nie polegał na rozwaleniu całego otoczenia. Gdzieś w jego podświadomośći było rozwiązanie, jednak nie chciało się ujawnić.
Amras tępym wzrokiem spoglądał w przestrzeń koło Rushifiera i jego poczynań. Pół uchem przysłuchiwał się temu monologowi. Nic nie odpowiadał. W ogóle to Amras mało się ostatnio odzywał. Gdyby miał przyjaciół ich by to nie zdziwiło, jednak skoro takich nie posiadał, zostawał po prostu małomównym typem.
Właśnie w tej chwili uwagę bystrych purpurowych oczu zwróciła reakcja otoczenia na poczynania drugiego z łuczników. Wszystkie fakty potrzebne do otwarcia wrót.
Z punktu widzenia choćby Rushifiera wyglądało to niezbyt spektakularnie. Najpierw rzut oka na blądyna. Następnie zlustrowanie obydwu symboli ich zakonu. Na koniec znowu stanął na nogi, przestając opierać się o zamknięte wrota. Obrócił się przodem do nich i przyłożył prawą dłoń do kryształu.Prawie niedostrzegalnie uśmiechnął się, a potem powiedział po angielsku.
- Hej, kolego! Weź dwa swoje gintõ. Zawartość wylej na znaki naszego zakonu. Dałbym swoje, ale są puste a to niewiele nam pomoże.
- Ufam, że się pośpieszysz. No chyba, że wolisz marznąć dalej. - Zmotywował towarzysza.
 
     
Masamune 
Czarodziej


Wysłany: 2013-05-19, 18:42     

Iskry przesyconego energią quincy paleniska strzelały dookoła znikając po chwili wicia się i skwierczenia na wiecznej zmarzlinie. Płomień wyraźnie rósł z każdą chwilą, a powietrze stawało się odczuwalnie cieplejsze. Nasilający się wzrost temperatury i towarzyszące mu 'fajerwerki' stawały się wręcz nieznośne w pobliżu szalejących ogni. Coraz agresywniejsze płomienie i iskry sycząc odstraszająco zachęcały łucznika do delikatniejszego dawkowania swojej mocy.

Oględziny Amras'a przybliżały do odkrycia zadziwiająco wysokiej zawartości cząsteczek ducha w otoczeniu, szczególnie w ścieżce rozciągającej się za skałami, które otworzyły się wraz z ich obecnością. Można by nawet powiedzieć, że odczuwalny skok w nasyceniu otoczenia za bramą. Długi, wysoki i pusty korytarz lśnił bielą. Kamienne ściany zdawały się straszyć chłodną barwą, lecz w przeciwieństwie do otoczenia temperatura w tym pomieszczeniu była stała.


_________________________________________________________________


Dodawszy nieco szczegółów do waszej sytuacji, czekam na reakcję.

Kolejka:

Rushiferu-san, teraz twoja kolej ;J
Rushiferu - 85% rei. / premia maksymalna dalej pozostaje na tym samym poziomie (+ 21 za rei. z otoczenia) ponieważ to środowisko jest wyjątkowo bogate w cząsteczki ducha.
Amras-san, bez zmian.
_________________
Czemu, Magu, wracasz, uśmiech posławszy tą Ścieżką,
Przy projektach, co pieśń śpiewają, że powrócić twa wola? -
List twym liściem rozjaśniony i mieni się srebrem twa dola;
Rwie się tłum nasz i podnosi głosy...
Nastaną znów piękne czasy.

Ana S. i Masamune
Ostatnio zmieniony przez Masamune 2013-05-19, 18:44, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 28


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową