Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Ateny - Akropol
Autor Wiadomość
Benvolio Borgia 
Destruerre


Stanowisko: Elitarny Fullbringer
Ressurection: 33
Wysłany: 2013-02-28, 02:54     

Borgia miał dosyć bezczynnego siedzenia w zapyziałej posiadłości do której przywleczono go tu mimo woli, gdy stracił przytomność.
Ten zamek duchów należący zapewne do jakiegoś pochrzanionego snoba o skrzywionych ambicjach irytował go tym, iż nie zastał w nim ani jednej żywej duszy, która byłaby w stanie usatysfakcjonować odpowiedziami na zadane przezeń pytania.
Jedyną osobą jaką tu spotkał była niewydarzona rudowłosa gówniara z warkoczem, która rzucając po raz enty "proszę się uspokoić", "wszystko się wyjaśni", "Pan i reszta niedługo tu wrócą" a także "To może ja zaparzę herbatki?" sprawiały, że miał ochotę zdzielić ją na odlew przez ryj identycznie jak onegdaj pewną dziewoję o inteligencji wytresowanej dżdżownicy.
Współczesne nastolatki grzeszyły brakiem jaj, ale na pewno nie rozumem.
Niepomny na oburzenie i lamenty małolaty poczęstował się co lepszymi trunkami ze znalezionego barku pociągając zdrowe łyki nałożył na siebie płaszcz i sprawdził posiadany ekwipunek.
Zabrał jeszcze leżącego na stole smartfona i od razu zarezerwował najbliższy lot do Europy.
Po krótkiej rozmowie z przedstawicielką Japanese Airlines odpalił jeszcze dla świętego spokoju szluga rzucając zużytą zapałkę na perski dywan w salonie, by ruszyć w stronę wyjścia.
- Ale... Ale... Nie wolno panu! Miał pan tu czekać! - zajęczała dziewczynka bezradnie odprowadzając Benvolia wzrokiem.




- Walcie się. - odwarknął ledwie unosząc przy tym kąciki ust.
To całe Stowarzyszenie Wzajemnej Adoracji Fullbringerów w Karakurze okazało się być jakimś cyrkiem w którym to Borgia nie miał zamiaru uczestniczyć.
Póki co miał ich już dosyć ledwo stykając się z nimi i pierwsze wrażenie mówiło, że szkoda marnować na nich czasu.

+++


Podróż powietrzna do rodzimych Włoch odbyła się bez żadnych przeszkód.
Benvolio skontaktował się z przełożonymi od których standardowo otrzymał zlecenia na kolejne cele do likwidacji i tym razem nie musiał ruszać tyłka aż tak daleko.
Grecja leżała w końcu po drugiej stronie Morza Jońskiego.
Będąc w antycznej stolicy płatny morderca wyczuł cholernie skondensowane skupiska energii duchowej opodal, co zwabiło go z wrodzonej ciekawości jak i tupetu oraz skłonności do interrupcji i płacenia pięknym za nadobne każdemu cholernemu umarlakowi, który ośmielił się wpadać z wizytą do Świata Żywych by robić tu burdel.
Wpierw przyczajony, aby dokonać odpowiedniego rekonesansu, z bezpiecznej odległości starał się omieść wzrokiem któż to tym razem odwiedził okolice Akropolu z pewnością nie w celach turystyczno-krajoznawczych.
Później, o ile dopisze szczęście, miał zamiar sprawić by tym pieprzonym nieumarłym odechciało się wreszcie panoszyć i zakłócać spokój w świecie nie należącym do nich.
_________________
Bazowe reiatsu: 15
Aktualne reiatsu: 15 (15 baza +20 aktywacja Fullbringa)
Stan Zdrowia: Cacy +.+
Benvolio Theme

And I'm the world's forgotten boy
The one who's searchin', searchin' to destroy



Ostatnio zmieniony przez Benvolio Borgia 2013-02-28, 02:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Silvio 


Stanowisko: Primera
Wiek: 36/805
Ressurection: Unoaccla Purificador
Wysłany: 2013-03-07, 22:57     

Ziewał sporadycznie i przeciągle, nim z jego dotychczasowego zajęcia wyrwało go przybycie nowego źródła energii duchowej, mniej więcej znajomego. De facto dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że jego Fraccion gdzieś się zwinął. Rozejrzał się dookoła leniwym wzrokiem, nim powrócił do zabawy trzymaną w prawej dłoni komórką. Uważny obserwator zauważył kilka znaków kanji na klapce telefonu, mówiących - dość ironicznie w porównaniu z właścicielem - jasno "własność Seireitei". Gdyby z kolei ktoś zajrzał przez jego ramię, zobaczyłby, że Arrancar pogrywa sobie w coś przypominającego tradycyjnego Bombermana, chociaż najwyraźniej jedynie z nudów, a nie zainteresowania. Jego palce dość zręcznie obsługiwały urządzenie, wykazując, że najwyraźniej ma je już od jakiegoś czasu i że używał go dość często.
Trudno było powiedzieć, by interesował się panującą wokół niego zawieruchą. Czasami - na przykład gdy jego czułe uszy wychwyciły komendę Zanpaktou - zerkał do góry z czystej ciekawości, a potem powracał do nieróbstwa. Jedyny znaczny ruch jaki wykonał to zaledwie półmetrowy krok w bok, postawiony, by uniknąć jakiegoś losowego pocisku, który przypadkiem został posłany w stronę Espady.
W pewnym momencie jego chwyt na komórce znacznie wzrósł na sile tak, że Pusty musiał powstrzymać się od zmiażdżenia urządzenia. W zamian burknął coś pod nosem i schował telefon do jednej z niewielu kieszeni, jakie pozostawały wolne w jego przepastnym uniformie. Postanowił zignorować wielki napis "GAME OVER" na ekranie. Popatrzył trzeźwym wzrokiem na pole bitwy, starając się zrozumieć, jak idzie potyczka i kto jest w jakim położeniu.
- Ciągle na nogach? - mruknął do siebie Forbirie, wypatrzywszy przywódcę Vizardów wśród całego chaosu. Skrzywił się lekko na widok jego nowego ubioru i odwrócił wzrok zupełnie w bok, gdzieś w okolice miejsca, w którym ukrywał się nowo przybyły Fullbringer. Być może nawet patrzył mu prosto w oczy, jednak po chwili najwyraźniej uznał, że nie chce nic zrobić z tym fantem i po prostu powrócił do oglądania rozgrywanego na scenie greckiej spektaklu. A ten wlókł się niemiłosiernie.
Jak tak dalej pójdzie, Silvio będzie musiał się zbierać do załatwienia kolejnej sprawy. Gdyby miał zegarek, to pewnie teatralnym gestem właśnie podwinąłby rękaw i spojrzał na ustawienie wskazówek z głośnym westchnięciem znużenia.
_________________



Bazowe Reiatsu: 55
Aktualne Reiatsu: ~10
Aspekt śmierci - poświęcenie
Stan zdrowia - bez zastrzeżeń
 
 
     
Shisui 
Mistrz Gry


Wysłany: 2013-03-16, 11:36     

MG

Martin siekał z wściekłością wszystkich atakujących go przeciwników. Części ciała latały na prawo i lewo, lecz dwójka oponentów najwyraźniej była nie do pokonania, co chwilę odnawiając sobie kończyny przy pomocy dziwnej bomblowatej substancji. Vizard popadł w taki szał, że jego oczy mimowolnie zaczęły zachodzić czernią. Moc Ban-kai wzmagała w nim siłę pustego, który powoli zaczął przejmować nad nim kontrolę. To był dobry moment na zadanie ciosu. Żyjący z braci wykonał szybkie shunpo zakończone potężnym cięciem, które pochłonęło byłego Porucznika. Całkowicie zniknęła presja jego energii, która dawała się trójce kobiet na tyłach walki we znaki. Wszystko ucichło pozostawiając jedynie kurz i zgliszcza. Dwójka martwych ciał ustawiła się w pozycji obronnej zasłaniając mężczyznę z irokezem i umożliwiając mu tym samym odwrót. Oficer korpusu natomiast otworzył bramę senkai, do której wskoczyły już pozostałe shinigami.
-Misja wykonana przy minimalnych stratach.
Rzuciła po czym również wkroczyła w jaśniejącą przestrzeń.

Coburg tymczasem zmagał się z nietypowym przeciwnikiem. W końcu jak często zdarza się walczyć z cudzym duchem zanpakutou, który w dodatku wydawał się całkiem dobrze obeznany z fechtunkiem. Wykonywał odpowiednie uniki i kontrował część zadanych ciosów z uśmiechem na twarzy obserwując poczynania swojego oponenta. Każde uderzenie zadawał z zabójczą precyzją kalkulując je jakoby i oceniając szansę powodzenia. Były kapitan oczywiście nie pozostawał dłużny i wręcz podręcznikowo wyprowadzał pchnięcia. Wydawało się, że będzie to trwało w nieskończoność, gdy nagle znacznie wzrosło stężenie reiatsu i w mgnieniu oka do świata wpadł Arclight. Wyglądał na nieco zdezorientowanego i jakby wyrwanego z czegoś bardzo ważnego. Następne co jednak zobaczył Sax było jasne światło. Czuł ze spada i po chwili uderzył plecami o cos twardego. Był z powrotem w swoim świecie, a przed oczami majaczyły mu tylko zamykające się wrota do Soul Society. Ciała martwych bogów śmierci opadły na ziemię tracąc jakoby kontakt ze źródłem swojego istnienia.

Koniec walki, chyba, że ktoś się uprze i spróbuje ich zatrzymać, to oczywiście dam wam szansę.

Obrażenia i Reiatsu bez zmian, uzupełnijcie podpisy jeśli chodzi o zdrowie, aczkolwiek chyba tylko Martin jakoś specjalnie oberwał.
_________________
Bazowe Reiatsu: 35
Aktualne Reiatsu: 20
Stan zdrowia: zdrowy
Limit maski: 2 posty.


Shisui Theme
Vizard Theme
Duch Zanpakutou
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2013-03-26, 10:36     

Poderwałem się na nogi i stanąłem w rozkroku rozglądając się dookoła i przyjmując pozycję obronną. Ledwo udało mi się uspokoić i ochłonąć po całym tym cyrku. Nie ma co tu dużo mówić - dał się podpuścić bandzie byle oficerów, czy tam poruczników, którzy omamili go paroma tanimi sztuczkami. To się z pewnością już nie powtórzy.
Dopiero teraz zauważyłem, że nigdzie nie było młodego blondyna, Martina. Pewnie dał się złapać. No cóż, jeżeli ktoś o jego możliwościach daje się uprowadzić takiej grupie to zapewne nie zasługuje na większą uwagę.
Omiotłem spojrzeniem pole walki, wytężyłem zmysły. Nie było tu już nikogo, prócz espady, z którym wcześniej pojedynkował się banita. Ciekawe czy czeka mnie kolejna walka...
Nie obniżałem poziomu swojego reiatsu, lecz stąpałem w kierunku przeciwnika bardzo powoli i ostrożnie. Nie popadłem nigdy w żaden konflikt z Las Noches, więc po cichu liczyłem na to, że uda mi się wygadać z całej tej sytuacji.
- Nie wiem, co to wszystko przed chwilą miało znaczyć, - zacząłem - ale nie szukam z tobą zwady, Espado. Jeżeli wiesz co tu się do diabła stało, byłbym wdzięczny za parę słów wyjaśnień.
Prośba być może była zuchwała, ale musiałem skądś zdobyć informacje, aby ocenić całe zajście i zaplanować kolejne posunięcia. Zachowanie arrancara nie wydawało się specjalnie wrogie cały ten czas, mogły to być jednak tylko pozory. Ostrożnie szedłem w jego kierunku, będąc jednak gotowym do walki.
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
Ostatnio zmieniony przez Coburg Sax 2013-03-29, 21:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Silvio 


Stanowisko: Primera
Wiek: 36/805
Ressurection: Unoaccla Purificador
Wysłany: 2013-03-28, 15:14     

- Widać już nie - westchnął zawiedziony Espada, obserwując, jak Vizard zostaje pojmany i zabrany z powrotem do swojego domu. Z niejaką niechęcią patrzył, jak Shinigami wycofują się z pola bitwy. Zdawał sobie jednak sprawę, że jakiekolwiek próby ratowania Arclighta - nawet jeśli udane - nie przyniosłyby zbytnich korzyści, biorąc pod uwagę niedawny pokaz słabości.
Zamiast tego zerknął w bok, na powoli nadchodzącego innego banitę, któremu udało się przetrwać łapankę. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od razu stał się weselszy.
- Wrogowie Seireitei to moi przyjaciele - rzucił pogodnie na powitanie. - Jeśli chodzi o wyjaśnienia... Cóż, obawiam się, że pan Arclight dał się złapać dokładnie w tę samą pułapkę, w którą ty chwilę wcześniej. Jakiś inny wymiar czy inne pierdoły, rozumiesz. Sęk w tym, że przyszli tu tylko po niego i uciekli niemal momentalnie, gdy już go dorwali. Nie wydaje mi się, żeby wrócili tu w najbliższym czasie.
Stojąc na jednym z dachów, Silvio miał niezły widok na całą okolicę. Nie sposób było nie zauważyć zbliżających się policyjnych samochodów i wozów strażackich. Gdzieś w oddali słychać było nadlatujący helikopter. Niedługo nadejdzie czas, by się stąd zbierać. Poziom energii duchowej Arrancara zaczął się powoli obniżać.
- Ach, i przy okazji - Przypomniał sobie Pusty, zdejmując rękawiczkę z prawej dłoni i wyciągając ową rękę do przodu. - Silvio Forbirie.
_________________



Bazowe Reiatsu: 55
Aktualne Reiatsu: ~10
Aspekt śmierci - poświęcenie
Stan zdrowia - bez zastrzeżeń
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2013-03-29, 21:09     

- Coburg Sax. Były kapitan piątki. - zdjąłem własną rękawiczkę i uścisnąłem dłoń Silvio. Arrancar czy nie, sam stwierdził, że mają wspólnego wroga. Póki co taka deklaracja mi wystarczyła. Co prawda całe życie w zaświatach spędziłem szkoląc się na zabójcę takich stworzeń, lecz teraz, gdy byłem uciekinierem i zdrajcą, nie miało to żadnego znaczenia. Ważne było to, że espada wydawał się niezwykle silny i mógł zostać cennym sojusznikiem. Musiałem to tylko odpowiednio rozegrać.
- Niezły burdel tu się zrobił. Nie miałem szczerze mówiąc zamiaru ingerować w wasz pojedynek, lecz pojawienie się tych psów z Seireitei sprowokowało mnie trochę. Czasami nie panuję nad sobą.
Miecz powoli powrócił do zapieczętowanej formy. Schowałem go do pochwy przypiętej do pasa i obniżyłem poziom mojego reiatsu [10].
- Nie sądzisz pan, panie Forbirie, że nie jest to odpowiednie miejsce na rozmowę? Lada chwila zrobi się tu dość tłoczno, i nie mówię tutaj o ludziach.
Odpowiedź Gotei na obecność dwóch tak silnych istot powinna być dość szybka i zdecydowana, nie chciałem więc niepotrzebnie zwracać na siebie więcej uwagi. Czekałem na odpowiedź espady gotowy natychmiast wynieść się stąd.
Wszędzie gruz. Cały Akropol rozwalony w drobny mak. Szkoda, lubiłem to miejsce.
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
 
 
     
Silvio 


Stanowisko: Primera
Wiek: 36/805
Ressurection: Unoaccla Purificador
Wysłany: 2013-04-07, 15:48     

- Trudno się nie zgodzić - odparł niespiesznie Silvio, rozglądając się dookoła. Gdzieniegdzie dostrzec można było już błyski fleszy i usłyszeć krzyki policji, która zaczęła odgradzać zagrożony teren.
- Chyba przyjdzie nam dokończyć te rozmowę kiedy indziej. Poza tym... - posłał krótkie, wymowne spojrzenie w stronę swojego białego uniformu, w wielu miejscach przypalonego lub całkowicie spalonego - odrobinę czasu zajmie mi doprowadzenie się do porządku.
Najwyraźniej pogrążony w swoich myślach, patrzył swoimi różnokolorowymi oczyma na resztki Akropolu. Po chwili westchnął ciężko i wykonał minimalny gest prawą ręką. Pozioma kreska za jego plecami stała się zauważalna i poczęła szybko się rozrastać.
- Trochę żal Arclighta - zauważył czekając na gargantę, chociaż mówił bardziej do siebie niż do rozmówcy. - Pozostawił całą resztę tych jego biednych wyrzutków z Seireitei samym sobie.
Spojrzał w twarz - a raczej coś, co miało ją imitować - Coburgowi, nim dodał zrezygnowany:
- Chyba nie wszystko okazuje się takie, jakie się wydawało. Też już chyba robię się na to za stary.
Zauważywszy, że przejście jest już gotowe, skinął banicie głową i odwrócił się w stronę czarnej paszczy.
- Miłego dnia życzę - rzucił na odchodne przez ramię, nim przekroczył próg portalu. - I powodzenia.
Był trochę rad, że już wraca. Nigdy nie przepadał za ludźmi w maskach, chociaż sam nosił ich niemało.

[zt]
_________________



Bazowe Reiatsu: 55
Aktualne Reiatsu: ~10
Aspekt śmierci - poświęcenie
Stan zdrowia - bez zastrzeżeń
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2013-04-09, 20:56     

Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Arrancar zniknął w czeluściach bramy. Rzuciłem tylko w jego kierunku zdawkowe "do zobaczenia" i odwróciłem się. Dzień pełen wrażeń. Więcej ich miałem dzisiaj niż przez te dekady wygnania.
Podsumowanie sytuacji nie zajęło mi długo. Po pierwsze: w Seireitei już pewnie wiedzą, że tu jestem. Trzeba zmienić miejsce pobytu, i to szybko. Uczyniłem to moim priorytetem, i chyłkiem opuszczając wzgórze snułem dalsze przemyślenia.
Kolejną rzeczą, jaką mogłem bezpiecznie założyć, był fakt, iż w tajemniczym espadzie mogłem szukać ewentualnego sojusznika. To jednak zbyt wiele mi nie dawało, gdyż znałem tylko jego imię. Nie miałem nawet sposobu, aby się z nim skontaktować. No cóż, do następnego spotkania zatem.
Z tego, co powiedział Silvio, w tym świecie działa więcej shinigami, którzy sprzeciwili się woli Centrali. Nie byłem zatem sam. To znaczy, nigdy nie podejrzewałem, że byłem sam - czasami słyszałem pogłoski o zdrajcach, jednak zwykle mówiono o nich, gdy dostarczano ich na wpół martwych i skutych z powrotem do Soul Society. Ci, którym udało się nadal działać w świecie żywych, musieli posiadać moc na tyle znaczącą, że mogli ją przeciwstawić ewentualnym pościgom. Lecz tutaj znowu pojawia się problem - nie wiedziałem nawet gdzie mogę zacząć szukać ewentualnych sprzymierzeńców.
Analizując nadal moją sytuację, skierowałem się w stronę mieszkania, w którym przebywałem podczas mojego pobytu tutaj. Tam przebrałem się i jak najszybciej wsiadłem na pokład pierwszego lepszego samolotu odlatujacego - o ironio - do Londynu.
[z/t]
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
Ostatnio zmieniony przez Coburg Sax 2013-04-09, 20:58, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2013-05-24, 13:46     

Street Brawl
Nieboskłon ponownie przykrył się czarnymi, wręcz gradowymi chmurami a w powietrzu aż zaiskrzyło. Nad ziemią niespokojnie zawisła brama senkai i nim jej drzwi rozchyliły się, przez małe okienka można było zobaczyć kilka szczupłych sylwetek, w tym jedną z lwią grzywą, która najwyraźniej dobrze się bawiła urządzając sobie rzeź niewiniątek. Właściwie wszystko było by w jak najlepszym porządku, jednakże nawet po kilku sekundach drzwi się nie otwierały, no, przynajmniej do momentu w którym osoba z lwią grzywą wręcz nie wyjechała na nich jak na desce surfingowej, ściskając za twarz młodą kobietę, absolutnie nagą i pozbawioną jakiejkolwiek broni. Bestia bezlitośnie cisnęła postacią o ziemię, przydeptała, chwyciła za szyję i wyrwała kawałek rdzenia kręgowego wraz z czaszką. Kawałki rozerwanej skóry niczym liście wirowały w powietrzu, a mózg rozlewał się po długości ateńskiej aglomeracji.
- Serio te młokosy myślały, że jedno pchnięcie mieczem zwali mnie z nóg? - Syczący i zachrypiały głos odezwał się sam do siebie i nie ukrywał zażenowania oraz irytacji.
- Pieprzyć to, mam tu jeszcze coś do załatwienia - Martin obrócił się na pięcie i zniknął szybciej, niż się pojawił, zabierając ze sobą kawałek rdzenia kręgowego wraz z czaszką w ramach trofeum, bądź zwykłej przestrogi dla innych. Zostawił za sobą tylko rozpadającą się białą maskę, obracającą się w pył.

//Szybki taktyczny i krótki wpis oznaczający mój powrót do gry. Pozwoliłem sobie na taką wariację ponieważ tak ustaliłem z Escobarem i nie zdążyli mnie donieść do SS. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to Esco mnie poprosił, bym go skierował do niego.//

[z/t]
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
Ostatnio zmieniony przez Martin 2013-05-27, 15:10, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Nadim 
Król Żebraków


Wysłany: 2013-05-27, 14:12     

Wielka moc powinna iść w parze z wielką odpowiedzialnością. To proste wydawać by się mogło twierdzenie nie zawsze jednak można było konsekwentnie powiązać z każdym osobnikiem posługującym się sprawnie energią duchową. Fullbringerzy mimo swoich mocy byli wciąż ludźmi. I jak niektórzy ludzie cierpieli na urazy psychiczne. Niebezpieczne warunki pracy, stres, walki na śmierć i życie. To wszystko powodowało, że niektórzy agenci potrzebowali stałej opieki psychologa. Jednakże nawet z odpowiednią opieką niektórzy miewali znaczące problemy psychiczne. To natomiast prowadzić mogło do niepożądanych incydentów. Najczęściej bardzo kosztownych incydentów. Nadim traktował poważnie swoje stanowisko w firmie. Mówiąc w skrócie jego obowiązek polegał na tym, żeby z funduszami firmy było git. Płacenie odszkodowań nie należało do przyjemnych rzeczy. Z tego powodu konieczne było ograniczanie potencjalnego niebezpieczeństwa. Jeden z ich agentów Benvolio Borgia po ostatniej walce nie przeszedł pozytywnie testów psychologicznych. Stanowił zagrożenie dla wizerunku i finansów korporacji. Trzeba było się tym zająć. Dzięki pomocy CIA udało się go namierzyć. Zarejestrowano go na lotnisku w Atenach. Tam ślad się urwał, ale zamieszanie na Akropolu, które nagłośniły media dawał bardzo solidny trop. Było oczywistym, że toczy się tam jakaś walka. Zgodnie z portretem psychologicznym Benvolia było bardzo prawdopodobne, że ten nie będzie mógł się powstrzymać i postanowi dołączyć do tego zamieszania.
Przypuszczenia Nadima okazały się słuszne. Chociaż walka dobiegła końca, gdy dyrektor ds. finansowych przybył na miejsce to agent 006 wciąż tu przebywał. Wyglądał źle, jak gdyby wpadł a marazm. Al-raja podszedł do niego zajadając się kebabem, a w drugiej ręce trzymając litrowy kubek Coca-coli. Trzeba było przyznać, że te dwa produkty podbiły całą Ziemię. To się nazywa właśnie dobry interes.
-Borgia słyszałem, że opuściłeś w pośpiechu organizację i bardzo brzydko potraktowałeś jedną z naszych pracownic. Odpowiadam, za sprawy pracownicze w firmie i byłem bardzo nie zadowolony gdy to usłyszałem. Mówiłem Ci przecież, że jeśli jesteś zestresowany to mamy agencję, która przysyła dziewczyny. W każdym razie cholerny upał. Nie jest Ci gorąco w tych czarnych ciuchach? Może chcesz czegoś chłodnego?
Mówiąc to wyciągnął w jego stronę kubek Coca-coli. W ostatnim momencie wykonał gwałtowny ruch nadgarstka połączony z wyrzuceniem ramiona w przód co spowodowało wylanie napoju na twarz i resztę ciała Bena. Prawdę mówiąc nie był to napój. No chyba, że dla wampira. Ciecz jak znajdowała się bowiem w pojemniku była krwią Nadima.
-Spokojnie bez nerwów mój drogi. Odwieziemy Cię na oddział, gdzie dobrzy ludzie się tobą zaopiekują - uspokajał go Al-raja gdy opuchlizna, którą wywołała krew odbierała fullbringerowi resztki powietrza. Gdyby ten wyrywał się lub próbował ucieczki Nadim choć niechętnie musiałby zastosować szybkie i silne kopnięcie w kolano a następnie założenie chwytu na szyję Borgii i podduszenie go aż ten straci przytomność.
Tak czy owak ostatecznie należało wrócić z nim do bazy w Japoni, gdzie Nadim miał już dla niego przygotowany program rehabilitacyjny.
[z/t ja i Benvolio ]
_________________
She is waiting to kiss my hand
But she will wait for my command
My chains and collar brought her to her knees
She now is free to please



Baza Reiatsu: 17 rei
Poziom Reiatsu: 15 rei
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową