Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Prywatna kwatera Głównodowodzącego
Autor Wiadomość
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-07-10, 00:02     

Widać Generał postanowił całkowicie się ogołocić z dodatków do imienia. Ciężko było to pojąć Inori, gdyż wiązało się to z równym traktowaniem, niczym kolegę. Po tym, jak wcześniej zaznaczył wyraźnie dzielącą ich granicę, nie mogła spojrzeć na niego, jak jednego z kapitanów. Wyraźnie ją przytemperował i szybko nie odzyska pewność siebie. Lepiej będzie, by się z tym nie spieszyła, bo znowu puszczą nerwy szefowi. Na chwilę musiała odwrócić wzrok w chmurki, gdziekolwiek by zebrać myśli. Spodziewała się bardziej oburzenia, jak powiedziała mu po imieniu z dodatkiem pan, a on jeszcze ten dodatek wyeliminował tak brutalnie. Stanęła właśnie przed dużym wyzwaniem. Musiała sobie szybko przeanalizować wszystkie za i przeciw. „Hmm... Jak będę dalej ciągnęła z tym pan, to wyjdzie, że go nie posłuchałam i znowu się spiekli. A jak pozostawię samo imię, to chyba mnie za to nie ścignie. Problem w tym, że chyba mi to nie przejdzie przez gardło. Cóż, zróbmy próbę.” Skupiła się patrząc nadal w niebo. – Tt... Ten... – Lekkie zakłopotanie jawiło się na jej twarzy, a może bardziej zmaganie się z trudnością. Nie potrafiła jakoś wydusić z siebie samego imienia. „To jakaś masakra! To ponad moje siły. Co ja w ogóle wyprawiam, weźmie mnie za niedorozwiniętą. Muszę szybko z tego wybrnąć.” Wzięła głęboki oddech zanim dokończyła rozpoczętą wypowiedź. – Ten zachód słońca jest wyjątkowo ujmujący. – Spuściła z ulgą z siebie powietrze. „Huh... Jakoś z tego wybrnęłam. Muszę wziąć się w garść, przecież to nie może być aż tak trudne. W połowie i tak już wykonałam to zadanie. Moment, mam pomysł. Wystarczy, że w myślach wypowiem to pan. He, he, jak zawsze jestem genialna.” Lekkość powróciła na jej twarz z subtelnym uśmiechem.
- Zaiste, ciężko coś na to poradzić. W zasadzie jest pewien wyjątek, który pozwala pominąć tytuł, a jest nim rodzina. Dlatego proszę nie tracić wiary...„Panie”Tenvisie. – Czuła, że powiedziała coś sensownego, chodź nic nie wiedziała o rodzinie generała. Gorzej, jak się okaże, że nie posiada takowej. Oby tylko w depresje nie wpadł z tego powodu, bo będzie ją to dręczyło. Do innych kapitanów zwracała się po imieniu, a nawet do zmarłej już pani kapitan dziesiątego oddziału mówiła Yuzuki-chan. Była poważniejsza od niej i wyższa trochę, ale to nie powstrzymało podchmielonej Irie. Niestety nie zdążyła zawiązać z nią przyjaźni przez tą inwazję arrancarów. Zemściłaby się na jej mordercy, ale nie wiedziała który to był. W takim wypadku wszyscy znaleźli się na jej liście. Sporo pracy przy tym będzie miała, dlatego musi obmyślić jakąś broń zagłady całego Hueco Mundo. Zleci jej na tym parę długich latek. Może Itaru zechce przyłączyć się do tego planu, to w duecie uwiną się szybciej. Chodź dwie naukowe głowy mogą się zakłócać wzajemnie. Cóż, teraz miała nieco inne sprawy do załatwienia w laboratorium.
Nie zwróciła u siebie zbytniej uwagi na starzenie się z powodu drugiego uwolnienia, no może troszkę zyskała na atrakcyjności. W sumie nigdy się nie zastanawiała nad starzeniem po śmierci. Chodź rozmówca zaznaczył, że tak było w jego przypadku, co nie musi być u innych. Myślała, że proces jest ten podobny, jak na ziemi, tylko bardzo spowolniony. Nie uważała, że możliwym byłoby dla niej wyglądać jeszcze lepiej, ale skoro szef tak twierdził, to musiało coś w tym być. Nie do końca zgadzała się z tym odnoszeniem ran, których obawia się ponieść kiedyś, bo jak dotąd żadnej nie nabyła.
- Dlaczego miałoby mi już nie grozić niebezpieczeństwo? Tyle rzeczy może się jeszcze wydarzyć, więc trudno przewidzieć przyszłość. Samo zejście na ziemię wiążę się z ryzykiem. Mamy nadal dziury na stanowiskach kapitańskich, więc nie zawsze mogę siedzieć w szpitalu i czekać na rannych. – Pierwszy raz chyba ukazała zatroskaną twarz. Miała czasem przejawy sporej empatii. Bywało, że bez natychmiastowej pomocy nie była wstanie uratować życia. Prawdę mówiąc była wdzięczna Generałowi i jego przyjacielowi, że powrócili do Społeczności Dusz z pomocą.
Od jakiegoś czasu już czuła jabłkową woń z fajki. Osobiście nie paliła i nie znosiła smrodu tytoniu, ale ten dymek był całkiem ciekawy. Gdy opróżniła filiżankę i odkładała ją na stolik zauważyła obok siebie szklanicę wypełnioną alkoholem. W pierwszej chwili pomyślała, że to rozmówcy, ale on trzymał naczynie z trunkiem. „To oznacza kłopoty. Sakume, ratuj! Jak wypiję ten alkohol to stracę nad sobą panowanie, a wiesz, że dużo mi nie trzeba.” Za niedługą chwilę usłyszała głos swego zabójcy dusz. „Budzisz mnie prosząc o ratunek w tak błahej sprawie. Nie masz za grosz taktu. Czy i ja mam zacząć cię pytać podczas twego snu nawet o przechadzkę do toalety? O właśnie, przydałoby się teraz wstąpić tam na chwilę.” Inori poczuła się lekko zdołowana słysząc owy sarkazm, na który nie raczyła odpowiedzieć. Teraz to musiała się napić, by poczuć się lepiej. Złapała za szklankę i skosztowała trunku, który był znacznie mocniejszy od tych co zazwyczaj pijała. Delektowała się w nieco szybszym tempie. Chała zapić tę złość. Powstrzymywała się od myślenia, by nie wdać się w konflikt z zabójcą dusz, starą babą, która potrafi zaleźć za skórę. Dlatego złotooka przeważnie unikała z nią rozmów, chodź w sprawach pracy dobrze się rozumiały.
Jednak to te zwierzęta pojmały Tenvisa, czyli było zupełnie inaczej, jak w jej przypadku. Upiła kolejny łyk bursztynowego trunku, który znikał szybciej, jak wcześniej pita herbata.
- Po tak długim czasie w niewoli, chyba bym się poddała, chodź świadomość zniewolenia przez arrancarów byłaby mobilizująca do ucieczki i zemsty. – Wyglądała na zamyśloną, jakby nieobecną, przypominając sobie obrazy z przeszłości. Jakoś nie miała jeszcze okazji wyrzucić z siebie tych przeżyć. Nie było jej z tym łatwo, ale szef musiał przejść od niej większe piekło. Inori jakoś czas zaczął szybciej upływać i nim się obejrzała, było już dość ciemno. Gospodarz udał się po nastrojowe oświetlenie i opowiadając o zanpakutou, za pomocą błyskawicy rozpalił efektownie świeczki. Była pod wrażeniem, dlatego odłożyła puste już szkło i usiadła bokiem do leżaka, by lepiej wszystko zaobserwować. Alkohol począł już krążyć w jej obiegu lekko ukazując się na policzkach.
- To dość ciekawe, by się tak połączyć z duchem zabójcy dusz. Skoro z taką łatwością wydobywają się ładunki elektryczne z ciała, to możliwe jest by przez dotyk doszło do przypadkowego kopnięcia prądem? – Pytając wpatrywała się z obawą na wyładowania okalające rękę rozmówcy. Wyobraziła sobie scenkę, jak Generał podaje jakiemuś kapitanowi dłoń na przywitanie, po czym wszystkie włosy mu stają i ulatuje dymek skopcenia. Nie chciałaby tak skończyć.
Po skończonej ciekawej prezentacji również się ułożyła na leżaku, by zaraz usłyszeć pytanie. Niechętnie mówiła o sobie, ale poruszony temat był bardziej ogólnikowy, więc nie miała większego problemu z odpowiedzią. – Myślę, że jak każdego trapią różne sprawy, chodź niepokojący jest ten brak obsadzonych stanowisk kapitańskich. Osobiście nie mogę narzekać, bo mam pracowitego porucznika, a reszta załogi dobrze sobie radzi. Dlatego znajduję trochę czasu na pracę w laboratorium. Zależy mi na odkryciu przydatnego leku, który regenerowałby reiatsu. – Ostatnio zbyt mało czasu na to poświęcała. Może przydałby się jakiś konkretniejszy wypoczynek, ale z tym byłoby ciężko kiedy kadra jest tak nieliczna.
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


 
 
     
Tenvis 
Generallo~


Dywizja: IX
Stanowisko: Soutaichou (tymczasowo)
Wiek: 37/500+
Wysłany: 2013-07-15, 17:21     

Popijając swój trunek, zdarzyło mu się zwrócić uwagę na jej zachowanie zaraz po tym, jak kazał jej zrzucić wszelkie formalności ze swojego imienia. Z transformacją przyszedł również trochę lepszy słuch, nie tylko wzrok i miotanie piorunami z dłoni, jeśli można to tak nazwać. Ten..? Kaminari, myślisz, że z naszą główną doktorką może być coś nie tak.? Powinienem się do tego jakoś odnieść, czy po prostu puścić mimo uszu? – w głowie usłyszał tylko westchnięcie, nie ze zmęczenia, a rezygnacji, co dobrze wiedział. – Tyś tępy Ten—visie. Tyle wśród kobiet przebywasz, a w ogóle ich nie rozumiesz.. Jesteś teraz generałem, musisz wiedzieć i rozumieć wszystko. Być najlepszym, a Ty co.. Tylko pijesz.. – mężczyzna lekko odchrząknął, co mogło trochę nastraszyć jego rozmówczynię, aczkolwiek to kierował do zabójcy dusz. – Wiesz, że mam do tego słabość, odkąd żyję zasadniczo. Pamiętasz, jak i ja. I dziękuję, że mi wytłumaczyłaś, chociaż jak zwykle musiałaś się ze mną przekomarzać. – jego wypowiedzi zawtórował tylko cichy chichot, a potem ich połączenie znów zostało zmniejszone do maksimum, a przez miecz przeszło małe wyładowanie elektryczne, gdzieś tam w kwaterach.
- Nie trać. – mrugnął do niej porozumiewawczo, jakby rozgryzł jej sposób mówienia, gdyż zaiste, został użyty zwrot do liczby mnogiej lub właśnie, grzecznościowy. – Rodziny nie mam. Tutaj, hmm.. Kiedyś miałem przyszywaną siostrę, którą się opiekowałem, później, cóż.. Zakochaliśmy się w sobie, ale nie zdołałem jej uchronić. Zmarła z ręki hollowa, dlatego po dziś dzień tracę panowanie w ich obecności. Azura potrafi mnie sprowadzić na ziemię. Dosłownie.. A mój ród na Ziemi.. Chyba też już wymarł. Więc poniekąd jestem sam. Zawsze mam swojego zabójcę dusz, chociaż tak lubi mnie wkurzać. – na jego twarz przywędrował lekki uśmiech, nie był smutny, chociaż radosny też nie. Ot, naturalny, podtrzymujący rozmowę, aczkolwiek w tym momencie wyglądał, jak przemiły staruszek. Już sięgał po kolejny łyk, gdy coś mu się przypomniało. – A. Jest jeszcze Azura. Przyjaciel i poniekąd rywal. Wierzę, że aktualnie tylko on potrafiłby mnie zatrzymać na moim drugim uwolnieniu. – spojrzał w niebo, zapatrując się na majestatyczny zachód słońca. Rozmyślał o tym, jak długo się już znają, ile razem przeszli, a ostatnio nawet musieli ratować razem społeczeństwo dusz. Cóż za duet. Chwilowo najlepszy, jaki istnieje.
Kończąc swoją herbatę, Inori zadała pewne pytanie, na które staruszek znał odpowiedź. Teraz mógł się zachować jak prawdziwy generał. Spojrzał na swoją rozmówczynię, dopalając fajkę oraz kończąc swój alkohol. – Dlaczego powinnaś czuć się bezpieczna? To bardzo proste. Ponieważ jestem tutaj ja i kapitan Kaminote. Poza tym, nie powrócą tutaj tak szybko, również są osłabieni, a ich walka zespołowa jest na dość niskim poziomie. Ostatnia sprawa to ta, że pracujemy nad tym, by takie zdarzenie nie miało już nigdy miejsca. Zostawimy po sobie coś dla potomnych, w tym i dla Ciebie. – uśmiechnął się do niej dość troskliwie, próbując zapewnić ją, że naprawdę nic już się nie stanie. Nie mogło, nie pozwoliłby na to. Tym razem nie wahał by się przy drugim uwolnieniu. Zmiótłby ich z białych posadzek społeczeństwa dusz. Pozostałoby tylko popiół. Na samą myśl o tym, w jego uzębieniu pokazały się małe kły, a twarz nabrała wilczego wyrazu. Szybko się, jednak opanował, lekko wzdychając.
Nalał sobie kolejną szklanicę, aczkolwiek nie miał nawet czasu zamoczyć ust, gdy znów czuł potrzebę odpowiedzenia swojemu gościowi. Po tym trunku zawsze stawał się dość gadatliwy, dlatego tylko wtedy uważany jest za duszę towarzystwa. – Jestem zbyt dumnym wilkiem, by się poddać temu ścierwu. Duża duma ze swojego pochodzenia i błękitnej krwi. Pamiętam jak dziś.. „Przecież dumny Bryton nie da się tym wymoczkom, walcz!”.. Widzisz.. Czasami to, co uważamy za wadę, ratuje życie. – wtem przyszła pora by odpowiedzieć na wszystkie pytania dotyczące jego zabójcy dusz, a to łączyło się z małym pokazem, przed którym pozwolił sobie dolać do pełna butlę z trunkiem, by znów nie ruszać się do kuchni. Pokazał błyskawice i inne zmiany. Swoim okiem rychło zauważył wypieki na twarzy Inori. W odpowiedzi na jej pytanie, zbliżył się, dotykając tamtą dłonią jej policzka, lekko ściskając go między palcami, jak dziadek, swojej wnuczki. – Nie, nie jest to możliwe. Kontroluję to, może się to zdarzyć tylko wtedy, jeśli Kaminari naprawdę naprze na moją psychikę, przejmując większość kontroli, aczkolwiek wcześniej się to nie zdarzyło. Chyba Cię nawet lubi, co jest rzadkością. – po wszystkim znów ułożył się wygodnie na leżaku, biorąc szklankę w dłoń i przyglądając się jej przed twarzą. Tak.. Nie nadążam nawet zwilżyć gardła. Za dużo gadam, starość nie radość, co wilczyco.?Tak, starzejesz się, dziadku.. – zaśmiał się do niej w duchu – Wiesz, że nigdy nie będzie mi dane usłyszeć tego z ust żadnego dziecka. No.. Chyba, że tego obok. – nie było kolejnej odpowiedzi, a on racząc się trunkiem, wysłuchał swojej rozmówczyni.
- Czekają nas pewne zmiany, ale o tym dowiesz się tak, jak inni, na zebraniu. Coś, co przywraca reiatsu było by przydatne, jeśli mogę coś poradzić, to skupiłbym się na jakiegoś rodzaju barierze, która potrafi pochłaniać reiatsu, oddając część użytkownikowi. To chyba łatwiejsze od jakiegoś rodzaju czystego rodzaju siły we flakonach. Ale.. Ja się niezbyt znam, jestem wojownikiem, nie naukowcem. – uśmiechnął się do niej pogodnie, a na jego policzkach również pokazały się już małe rumieńce. Przecież jemu też wolno się upić. Nie było to jego zamiarem, ale tak ustawione świeczki nadawały całej atmosferze pewnej dozy romantyzmu. Miał ochotę zapalić..
_________________
Stan Zdrowia: Zacny
Bazowe Rei: 45
Aktualne Rei: 10
Kolor Reiatsu: Granatowy z białymi przebłyskami
 
 
     
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-07-15, 22:45     

Odchrząkniecie rozmówcy faktycznie chwilowo ją wystraszyło, a chichot wzbudził przypuszczenie porażki. „Czyżby wyłapał prawdę?! To nie możliwe, przecież jest tylko facetem.” I tak nie dowierzała w możliwość odkrycia prawdy. Musiałby jej wprost udowodnić, dlatego dalej trzymała się swej wersji. Gdy ją poprawił niezbyt zrozumiała o co chodziło, po czym uznała, że musiała popełnić błąd gramatyczny w zdaniu. Nie cofała się zatem do tego, gdyż z rozmowy o rodzinie usłyszała wieść o powstałej miłości z relacji rodzeństwa, co skutkowało zakrztuszeniem się pitą herbatą. Automatycznie zasłoniła dłonią swe kasłanie. Ten hałas prawdopodobnie musiał przerwać wypowiedź rozmówcy, dlatego zaraz po zapanowaniu nad kaszlem lekko spięta zwróciła się do blondyna. – Przepraszam za przeszkodzenie, proszę opowiadać dalej. – Nie spodziewała się usłyszeć tak kontrowersyjnej wieści od generała. Chcąc, nie chcąc, wzięła go za zboczeńca. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak z relacji siostra-brat, mogli powstać kochankowie. Uważała to za niezdrowe i dziwne. To też z mieszanymi uczuciami spoglądała na rozmówcę. Gdy mówił o swoim przyjacielu Azura, nie mogła się powstrzymać by pomyśleć, że może ich łączyć coś więcej.
W końcu kończyła jej się herbatka, ale oczywiście nie rozmowa, którą kontynuowali.
- Skoro sam Generał zapewnia mnie o bezpieczeństwie, to nie pozostaje mi nic innego, jak zaufać. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, że puści mogliby ponownie wtargnąć do Seireitei. – Zaakcentowała ciężko spuszczając powietrze z ust, po czym sięgnęła po ciasteczko i schrupała delektując się słodkością. Szef przyznał o wrogości do pustych, co dało mu moc do uwolnienia się z ich sideł. Inori przytaknęła, jakby dobrze go rozumiała, chodź sama nic nie zrobiła by się uwolnić, gdy ją więziono.
Była zaciekawiona pokazem piorunów, a zarazem nie ukrywała swej obawy co do bezpieczeństwa. Dlatego zapytała wprost użytkownika wyładowań o ich kontrolę. Gdy ujrzała wyciąganą w swoją stronę dłoń mężczyzny, automatycznie skierowała w jej stronę wzrok i odchyliła się w tył. Nie chciała zostać porażona prądem, ale nie mogła dostatecznie się oddalić, gdyż siedziała na leżaku nie mając zatem prostej drogi wycofania. Miała mieszane uczucia, bo z jednej strony to był generał, obrońca swych ludzi. Z drugiej jednak prywatnej nie wiedziała czego może się po nim spodziewać. Po tym ostrym upomnieniu trochę się go obawiała, przypomniał jej o strachu. Dlatego w momencie pochwycenia jej policzka mimowolnie zacisnęła powieki, chowając złote oczy. Dobrze, że podwładni nie mogli zobaczyć jaka może być pani kapitan bojaźliwa. Zepsułaby sobie wypracowaną renomę stanowczej medyczki. Czując na policzku jedynie zaciśnięte palce Tenvisa, bez elektrycznych doznań, podniosła powieki spoglądając z lekko zmieszaną ulgą na rozmówcę, który właśnie mówił o przyjaznym nastawieniu jego zabójcy dusz. Inori lubiła mieć przyjaciółki, a ostatnio doskwierał jej ich brak. Niestety z Kaminari nie będzie mogła się zaprzyjaźnić, więc nie uradowała ją ta nowina. Plusem było, że nie przejęła kontroli nad piorunami, by podsmażyć brunetkę. Pozbawiłaby ją pięknej twarzyczki, ale i tak Irie zrzuciłaby wszystkie oskarżenia na blondyna. W końcu miałaby podstawy do wszczęcia wojny. Chociaż ten pognieciony policzek pewnie jest bardziej zaczerwieniony. Musiałaby to sprawdzić w lustrze, ale nie wiedziała gdzie znajduje się łazienka. Sekundy uciekały, a zaczerwienienie musiało zanikać, dlatego postanowiła uznać jego posiadanie.
- Jednak jest to możliwe, chodź w bardzo niewielkim stopniu, ale zaryzykowałeś„Panie”Tenvisie utratę mojego zdrowia. Gdyby jednak Kaminari nie żywiła do mnie sympatii, byłbyś wstanie ponieść za to odpowiedzialność? Cóż, ja na pewno nie mogłabym zaakceptować poparzonego policzka. – Wyraziła się z powagą przez płynące procenty w obiegu krwi, gdyby ich nie było, przemilczałaby temat tworząc jedynie przemyślenie. Nie łatwo byłoby jej wyleczyć bliznę, wymagałoby to sporego poświęcenia. Zapewne zdobyłaby się na celowe jej pozostawienie i eksponowanie oszpecenia, ukazując generała w złym świetle. To byłaby jedna z tych prostszych metod na zniszczenie mężczyzny.
Poruszony został również temat pracy, ale ten chyba nie sprawiający znużenia.
- W nauce wszystko jest możliwe, tyko trzeba znaleźć klucz. Czasem to zajmuje parę dni, ale przeważnie upływają na to lata poszukiwań i żmudnej pracy. Zapewne nad jakąś barierą pracuje kapitan Kensei, a ja myślałam jedynie o stworzeniu drobiazgu, który może okazać się kluczowy dla oszukania śmierci, albo być zwykłym wzmocnieniem do obniżonego poziomu reiatsu. – Miała mały bałagan w owych badaniach, dlatego trochę się jej przeciągały. Do tego pojawiła się chęć na leniuchowanie, chociażby jak w owym momencie. Było nastrojowo, dzięki palącym się świeczkom, które lekko rozświetlały ciemność. Leżała sobie tak wygodnie, że począł ją morzyć sen. Nie powinna nadużywać gościnności.
- Niebo okryło się już gwiazdami, więc i pora musi być już późna. Bardzo dziękuję za ciepłą gościnę. Mam nadzieję, że za dużo czasu nie zabrałam i wystarczy go na spokojny sen. – Uprzejmie uśmiechała się wstając z leżaka, wtedy to potrąciła swe szklane naczynie, które stoczyło się na taras. Po uderzeniu z podłożem pękło najpewniej na dwie części, które szybko Inori podniosła. „Mogłoby być to trwalsze. Jeden upadek i już do niczego się nie nadaje.” Po kilku sekundach na dłoniach ukazała się krew, gdyż za mocno trzymała za ostre krawędzie. Przez stan upojenia utraciła pewną wrażliwość. Widząc skaleczenie odłożyła kawałki szkła na stolik i odruchowo zacisnęła dłonie na swym odzieniu, którym było białe haori. Uczyniła w ten sposób, bo trochę ją szczypało i chciała szybko zatamować cieknące strużki krwi. – Przepraszam za stłuczenie naczynia. Proszę się nie martwić, na pewno je odkupię. – Nieco zakłopotała się i zdenerwowała zaistniałą sytuacją, co zwiększyło jej ciśnienie, więc z miejsca z nie zaciśniętej rany krew toczyła się trochę szybciej.
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


 
 
     
Tenvis 
Generallo~


Dywizja: IX
Stanowisko: Soutaichou (tymczasowo)
Wiek: 37/500+
Wysłany: 2013-07-16, 17:10     

- Tak, tak.. – zaśmiał się lekko, spoglądając na swoją rozmówczynię, gdy ta zakrztusiła się herbatą. – Jak by to nie brzmiało, tak to było. Opiekowałem się nią i wyszła z tego miłość, ale to już.. Długa i stara historia, tak stara, jak ja.. – spojrzał nostalgicznie w niebo, po czym zatoastował mu, kończąc swojego drinka. Dla kogo to robił, tylko jemu było wiadomo. Chociaż jego przyjaciel na pewno by się domyślił. Zdawał się specjalnie mówić dużymi ogólnikami, jakby nie chciał się tutaj w żaden sposób rozdrabniać. Po tej akcji, wrócił do poprzedniej pozycji, kontynuując zajmującą rozmowę. Brakowało mu tutaj towarzystwa, nie miał do kogo, jak to się mówi, „gęby otworzyć”. Oczywiście rozmawiał ze swoim zabójcą dusz, ale do tego akurat ust nie rozwiera. Dobrze było mieć kogoś przy sobie, zanim człowiek całkowicie zabije swój charakter na potrzeby stanowiska. Teraz będzie przyjmować tylko w sprawach formalnych.
- Jesteś, jesteś bezpieczna. Bohaterowie Soul Society nie dadzą was skrzywdzić. Trzeba dawać przykład, a przede wszystkim, zasłużyć na swoją reputację. – tutaj szeroko się uśmiechnął, omyłkowo ukazując znacznie bardziej zaostrzone kły niż u przeciętnych człekopodobnych, a było to jeszcze chwilę przed tym, jak przeprowadził całą rozprawę na temat swojego przypadku. Cech było więcej, ale nie miał zamiaru mówić jej o wszystkich. Mówiąc o połączeniu, troszkę minął się z prawdą. W tej sytuacji, owszem, byli połączeni, ale to ona powoli przejmowała jego ciało. Włosy powoli stają się ciemniejsze, drugie oko też powolutku zmieniało kolor na złoty. Kły zaczynają doskwierać. Wilkołakiem się nie stanie, po prostu zabójca przejmuje kontrolę. Jego reiatsu powoli się rozszczepia, na to zabójcy dusz i boga śmierci. Gdy całkowicie go wchłonie, on zapewne przestanie istnieć. Nie wiadomo, co dalej. Zdiagnozowano to szybko po tamtym eksperymencie, ale na swoje kapitańskie moce, zataił swoje papiery. Tak było najlepiej. Wie tylko Azura.
Jej reakcja na jego zbliżenie była dość dziwna. Nie spodziewał się, że pani kapitan będzie się go bać, co więcej, że tak to okaże. Miał ochotę trochę się z nią podroczyć, ale.. Nie wypadało mu, dlatego tylko pomuskał ją po policzku, lekko ściskając między środkowym segmentem palców. Przystanął na chwilę, gdy Inori tak śmiało mu odpowiedziała. Jakże inne było to od jej wcześniejszej postawy. Uśmiechnął się, odwracając się bokiem. – Nie ryzykowałem.. Znam swojego zabójcę dusz aż za dobrze. Kaminari nie próbowała nawet przejąć kontroli. Byłem pewien, że Cię nie skrzywdzę. Nic Ci nie zrobię, panuję nad elektrycznością. Poza tym.. – uśmiechnął się nieco szerzej, znów ukazując kły – Musiałbym się naprawdę skupić, żeby poparzyć tę piękną twarz. – mrugnął jednym oczkiem, znów układając się wygodnie na leżaku. Popijając kolejne łyki trunku, który powodował coraz to większe rumieńce i na jego twarzy. Wywodu na temat jej badań wysłuchał ze spokojem. Postanowił nawet przemilczał dalej ten temat, gdyż nie chciał szerzyć podejrzliwości wśród tego, małego, grona kapitanów. Nie ufał Kenseiowi, ale nie miał oręża, dlatego chwilowo postanowił się nim nie martwić.
Westchnął lekko, gdy jego rozmówczyni postanowiła się już zbierać. Począł powoli wstawać, gdy stłukło się naczynie, które ona postanowiła podnieść, jednocześnie troszkę się raniąc. Nie zdążyła złapać za szatę, co na pewno chciała uczynić, gdy Tenvis był już przy niej, trzymając ją za dłonie. Były miękkie, lekko lepkie od krwi, ale w porównaniu z jego, dość szorstkimi i twardymi, naprawdę przyjemne. – Pobrudzisz haori.. – uśmiechnął się lekko, a jej dłonie poczęły się robić cieplejsze, od zaklęcia, jakiego na niej używał. Prostota wyleczyć taką ranę, nie wymagało to znakomitego doktora, ale dopiero teraz Inori mogła zobaczyć, jak dobrze zbudowany jest blondyn i o dziwo, jak dobrze pachnie. – Liczyłem, że może zostaniesz jeszcze chwilę na drinka, ale Tobie chyba już wystarczy.. – powiedział żartobliwie. Gdy już skończył kurację, wyjął zza pazuchy bawełnianą szmatkę, którą wytarł ich dłonie. Odrzucił ją na stół, podnosząc stamtąd fajkę, ponownie ją nabijając i biorąc do ust. – Zatem chodź, odprowadzę Cię.
_________________
Stan Zdrowia: Zacny
Bazowe Rei: 45
Aktualne Rei: 10
Kolor Reiatsu: Granatowy z białymi przebłyskami
 
 
     
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-07-16, 20:42     

W pierwszej chwili była bardzo zaskoczona powstałą miłością z więzi rodzeństwa. Zaczęła to analizować i doszła do wniosku, że musieli naprawdę długo ze sobą przebywać, a któreś z nich wykonało ten pierwszy krok zakazany w relacji brata i siostry. Zastanawiała się, co to musiało być konkretnie, ale miała pustkę w głowie. W takim wypadku pozostawało się zapytać, chodź nie powinna rozgrzebywać starej miłości. Sama nigdy nie obdarowała nikogo tym pięknym uczuciem, dlatego tym bardziej była ciekawa informacji od rozmówcy. Wykorzystała moment, gdy nostalgicznie wpatrywał się w niebo.
- Co takiego się wydarzyło, że od tego momentu przestaliście patrzeć na siebie, jak na rodzeństwo? Czy to był pocałunek, którym była początkowo zaskoczona? A może to było coś innego? – Dawno nie wyglądała na tak zaciekawioną, jak w owej chwili. Niemal, jakby plotkowała z koleżanką, nie zwracając na jego przeciwną płeć. Lubiła słuchać o romantycznych opowiastkach, jak również tych mniej radosnych relacjach. Weszło jej w nawyk obserwowanie zachowań innych, postrzegając ich jako te myszy laboratoryjne. Przed sobą miała tę bardzo wiekową, od której mogła się sporo dowiedzieć i zamierzała z tego skorzystać.
Nic niepokojącego w wypowiedzi o bohaterach nie było, jednakże ukazał swe nad wyraz długie kły. Były nietypowe i zaznaczyły się w pamięci brunetki.
Faktycznie dość ostro wyszła z oskarżeniem, ale to było spowodowane pewną niechęcią do płci przeciwnej. Nie ufała im i często pogardzała, słabszymi od siebie, a było takich osób trochę na tym świecie. Za to do kobiet żywiła za dużo zaufania, ale na szczęście one nigdy jej nie zawiodły. W pierwszej chwili uwierzyła blondynowi, że nie ryzykował oszpeceniem jej twarzy. Później począł się droczyć, jakby nie traktując jej poważnie, więc dała się wciągnąć w tę grę. Lekko się zirytowała i zanim odezwała, uniosła kąciki ust ku górze. – W takim razie proszę się skupiać w innym miejscu, gdzie jest to konieczne. – Poszerzyła bardziej uśmiech. Była to pewnego rodzaju bezczelna zagadka, może odgadnie owe miejsce, które to musi odwiedzać codziennie.
Jak widać pani kapitan była troszkę niezdarna i pogubiła się będąc w towarzystwie generała, który prędko zareagował i znalazł się przy niej. „Ale on duży... A jaki zbudowany... I ma takie długie kły... Czy może być wampirem? Tak szybko pochwycił me zakrwawione dłonie, więc zaraz wyssie ze mnie wszystko!” Z lekką obawą spojrzała mu na zęby, po czym poczuła ciepło na dłoniach, na które przeniosła uwagę. Były takie drobne w porównaniu do jego. Podnosząc powoli wzrok dotarła do jej nozdrzy przyjemną woń od rozmówcy, która nieco dziwnie zakręciła jej w głowie. Spojrzenie zatrzymała na wysokości jego torsu, gdy mówił o dodatkowym drinku. Momentalnie zapaliła jej się lampka w umyśle i szybko zmanipulowała swą twarz na nieskazitelną. Czyli subtelne, acz wyraźne spojrzenie i delikatny uśmiech ukazały mu się, gdy tylko zakończył mówić. Patrzyła mu prosto w oczy i nawet na sekundę nie uciekła swym złotym wzrokiem. – Nie chciałam nadto się narzucać, ale skoro nie przeszkadzam, chętnie jeszcze zostanę. Byłam trochę nie ostrożna przy wstawaniu, ale podobno zbite szkło wróży szczęście. – Uśmiechała się wręcz promiennie, jakby emanowała właśnie owym szczęściem. „Słyszałam też, że zbite szkło to na wesele wróży. Ha, na pewno nie moje. W takim razie na kogo wypadnie?” Ciekawe w czym będzie piła, skoro swe naczynie zbiła. Może bezpośrednio pociągnie z butelki? Nie przypominała sobie by tak robiła kiedyś.
Po wyleczeniu dłoni i otarciu z krwi obejrzała je dokładnie nie znajdując żadnych śladów. – Nie przypuszczałabym, że otrzymam tak fachową pomoc, dziękuję. – Następnie podniosła spojrzenie na blondyna, który ponownie miał w ustach fajkę. Automatycznie spoważniała i bez namysłu zbliżyła się do mężczyzny. Prawą dłonią złapała za fajkę i wysunęła mu z ust, a drugą złapała się za bok w pasie. – To nie zdrowo tyle palić w tym wieku. – Wymierzyła mu ostre spojrzenie, za którym kryła się opiekuńczość pani doktor. – Tenvisie jesteś wojownikiem i chyba wolałbyś być sprawny jak najdłużej?! – Z tego wzburzenia zapomniała dodać w myśli pan. Cóż, chyba się przyzwyczaiła. Gorzej, jak poza kwaterami jej się wymsknie jego imię. Przez to całe zamieszanie z fajką nie mógł wypowiedzieć swej ostatniej kwestii o jej odprowadzeniu.
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


 
 
     
Tenvis 
Generallo~


Dywizja: IX
Stanowisko: Soutaichou (tymczasowo)
Wiek: 37/500+
Wysłany: 2013-07-17, 18:08     

Generał również jakby się trochę rozpromienił na myśl o tym, że jego towarzyszka jednak zostanie na kolejnego drinka. Alkohol nigdy nie marnuje się na gości, ale dobrze, że ta szklanka była pusta.. Kiedy przyjrzał się jej bliżej, rzeczywiście musiał stwierdzić, że bardzo ładna z niej dziewczyna, kobieta. Nadal miał problem z tym wiekiem. Z jednej strony on, wiekowy dowódca, z drugiej zaś nowa pani kapitan, która, jak sądził, liczyła sobie dopiero blisko 80 lat. Nie przyjrzał się dokładnie jej kartotece, stąd ten błąd, o czym nie miał pojęcia. Wpatrywał się chwilę w jej oczy, lecząc dłonie. Mówił nadal, oczywiście, ale zawsze wykorzystywał takie okazje. – Cieszę się, że jednak zmieniłaś zdanie Inori. Chętnie przechylę z Tobą jeszcze parę głębszych. Dawno nie miałem okazji z nikim wypić, dlatego ratujesz starego, poczciwego boga śmierci. – obdarował ją ciepłym uśmiechem, po czym odstąpił od niej, wycierając dłonie w szmatkę, którą później odrzucił obok stołu. Ujął fajkę w dłoń, nabił ją i wsadził do ust. Gdy już miał odpalać.. Zaskoczenie.
Kobiecie zaczynały powoli odpuszczać pewne „hamulce”. To normalne działanie dla alkoholu, aczkolwiek nie spodziewał się tego tak szybko. Od tak ujęła jego narzędzie uciech w dłoń, wyciągają mu z ust, po czym zbeształa go, co do jego nawyku. Zaśmiał się donośnym głosem, łapiąc się za boki. Nawet Kaminari zainteresowała sie całym zamieszaniem, zwiększając dozę ich połączenia. Tenvis tym czasem podszedł do Irie, kładąc jej dłoń z tyłu, na talii, przyciskając lekko do siebie, a drugą wędrując po fajkę. Jako, że pewnie nie będzie chciała od razu oddać, poniesie ją do góry, lecz to nie powinno być dla niego przeszkodą, gdyż górował wzrostem. Znów ujął jej dłoń w swoją, spojrzał w oczy oraz naparł swoim ciałem, robiąc parę kroków z walca angielskiego. – Pewnie tego nie wiesz, więc powiem Ci, że jesteś pierwszą osobą, jaka odebrała mi tę pamiątkę, poniekąd rodzinną. Tylko Ty ją dotknęłaś. Trzeba mieć dużo odwagi by mi to zrobić. Normalnie bym się pieklił, ale jeśli chodzi o Ciebie, to się nie gniewam. Ale.. Nie rób tego więcej. – postąpił jeszcze parę kroków, wodząc ją po tarasie. Tego tańca się nie zapomina, nawet przez setki lat. Zwłaszcza, jeśli wykonywało się go z samą królową Anglii swego czasu.
Odebrał fajkę, kładąc ją na nowo na stole. Wyglądało na to, że nie miał zamiaru jej teraz palić, pewnie przez wpływ pani kapitan. Zniknął na chwilę w swoich kwaterach, dając wytchnienie gościowi. Wrócił z czystą szklanką i drewnianym kubełkiem, które również stanęły na blacie. Gestem zaprosił ją, by znów się położyła, a on napełnił ich szkła lodem z wiaderka, zalał bursztynowym płynem i sam ułożył się na leżaku, ujmując drinka w dłoń. – Tak się to zwykle pijało w Anglii, Szkocji, Walii. Teraz.. Na całym świecie. Pomoc, której Ci udzieliłem wcale nie była fachowa, wiesz o tym. Ot, proste zaklęcie leczące. Wojownikowi nie zaszkodzi. – uśmiechnął się zza szklanicy, upijając parę łyków. Tylko nie wyląduj z nią w łóżku, Generale.. – ostatnie słówko wypowiedziane było przez nią z dużą dozą sarkazmu. – Wiesz, że to niemożliwe. Nawet, jak bym chciał, to moje dłonie potrafią trzymać tylko miecz, a nie kobietę. Co jesteś dziś taka zgryźliwa..?Bo musiałeś mi przypomnieć, że chcę, czy nie chcę.. Przejmuję Twoje ciało. Mieliśmy o tym nie rozmawiać dopóki symptomy się nie pogorszą. Spojrzał tylko w niebo, wzdychając lekko. Zdawał się być przez dłuższą chwilę naprawdę zamyślony.
Coś sprawiło, że wybudził się z transu, zwracając wzrok ku Inori. – Pytałaś wcześniej o poprzednią miłość.. Cóż.. Pierwszy pocałunek był zainicjowany przez nią. Darzyłem ją wielkim uczuciem, ale nie byłem pewien, czy ona też. Lub, czy u obojga było to romantyczne. Nie chciałem jej niszczyć tutaj życia, traktowaliśmy się jak rodzeństwo, lecz pewnego dnia to się po prostu stało. Od tamtej chwili byliśmy razem. Niestety.. Nie trwało to tak długo, jak bym chciał. – tutaj postanowił zakończyć, a minę miał dość nietęgą, przypominając sobie tamtą sytuację, która po dziś dzień nawiedza go w koszmarach. Była też wymiana zdań z Kaminarii, więc nie pozostało mu nic innego, jak wypić jeszcze parę łyków, zarumienić się od alkoholu oraz pocierać sygnet dla uspokojenia. Ze starości miał już nawet pewne tyki, nie tylko nałogi.
_________________
Stan Zdrowia: Zacny
Bazowe Rei: 45
Aktualne Rei: 10
Kolor Reiatsu: Granatowy z białymi przebłyskami
 
 
     
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-07-18, 19:37     

Trochę nie mogła pojąć, dlaczego osoba będąca generałem narzekała na brak towarzystwa. Przecież był najsławniejszy w Seireitei i nie tylko. Wielu chciałoby go poznać, a i w Rukongai znalazłby mnóstwo fanów. Ona zaś bardziej widziała w nim szefa, którego musi wypełniać polecenia. Ten fakt utrudniał jej spojrzeć na generała, jak na bohatera. Co innego byłoby, gdyby był kobietą, jak poprzedni dowódca pierwszego oddziału. Cóż, może Tenvis dałby się namówić na zmianę płci. Mogłaby przeprowadzić taki zabieg. Chodź ciężko byłoby zrobić z niego drobną kobietę. Zapewne to by mu nie przeszkadzało, bo nie wzbudzałby zbytniego zainteresowania wśród panów. Jeszcze do imienia dodałoby się na końcu ‘a’ i metamorfoza gotowa. W każdym bądź razie brunetka ucieszyła się z przedłużonego darmowego poczęstunku, a do tego stała się wręcz bohaterką, ratując go od samotnego picia. W duchu nie mogła się powstrzymać od triumfalnego śmiechu. – Proszę nie przesadzać, to dla mnie drobiazg, dlatego polecam się na przyszłość. – Ukazała nieco kuszący uśmiech. Powoli odzyskiwała swą pewność siebie, którą zabrał jej generał w swym gabinecie. Grunt powracał pod nogi, a prawdziwa natura budziła się z chwilowego uśpienia. Alkohol pomagał jej zniwelować strach, więc powinna się bawić przednio. Faktycznie nastało to stosunkowo szybko, gdyż pochodziła z grona osób o słabej głowie. Miała tego świadomość, dlatego pijała zawsze powoli i nie przekraczała wyznaczonej granicy. Dlatego nie doświadczyła czegoś takiego, jak ‘ucięty film’, czy mdłości. Niestety kac często występuje i czasem bóle głowy, ale to da się przeżyć.
Nie przypuszczała, że kradzież fajki sprowokuje rozmówcę do odtańczenia walca angielskiego. Zdawało jej się, ze była poważna, dlatego lekko się zdziwiła na jego głośny śmiech. Domyślała się, że będzie chciał odzyskać swą rzecz, dlatego nie uciekała, gdy objął ją w pasie. Przeszył ją mały dreszczyk. Oczywiście nie chciała zrobić na złość, czy celowo się droczyć, dlatego widząc, jak sięgał po swój przedmiot od razu podała mu do wyciągniętej ręki. Myślała, że na tym się skończy, ale towarzyszowi zachciało się tańczyć. Z początku nie wiedziała w ogóle o co chodzi i o mało nadepnęłaby na stopę blondyna. „Niech mnie kule biją, to musi mi się śnić.” Była tak zdziwiona, że niemal się śmiała. Nie umiała tańczyć, więc kroki ich nie były zgrane. Po niedługiej chwili wyjaśnił jej, jak bardzo cenny przedmiot mu zabrała, co wprawiło ją w jeszcze większe zdumienie i poniekąd dumę. „I jeszcze raz niech mnie kule biją, już dawno nie czułam się tak doceniona.” Zaiste nie wiedziała, że była to pamiątka, której nikt nie dotykał prócz niego samego. Jeśli chodziło o odwagę, to wcześniej zapewnił, że nie przysmaży jej twarzy. Dla niej wiedza, to władza, dlatego rozmówca może się spodziewać kolejnych pytań. Odpowiedziała zanim skończyli poruszać się po tarasie tanecznym krokiem. – Chciałam dobrze dla Twego zdrowia Tenvisie, a porwanie fajki miało tylko wzmocnić słowa. Przepraszam, że dotknęłam tak cenną rzecz i tym bardziej nie rozumiem, dlaczego się na mnie nie rozgniewałeś. Ale zapewniam, nie uczynię tego więcej„chyba.” Tajemniczo się uśmiechała, jakby chciała coś zataić. Może i nie zdenerwowała go, ale wolała dmuchać na zimne. Udało jej się odnieść pożądany efekt, gdyż nie włożył ponownie fajki do ust. Trochę jej dziwnie z tym było, bo czuła, że specjalnie będzie chciał się przed nią maskować, a i tak później samotnie będzie swoje kopcił. Zainteresowała się jego zdrowiem, bo jak go zabraknie, to może będą chcieli ją wypchnąć na stołek generała.
Gospodarz poszedł po szklankę i coś jeszcze. Inori w tym czasie oglądała posiadłość, a raczej ogród, spacerując powoli w kółko. Gdy powrócił spoczęła na leżaku i obserwowała, jak zalewał kostki lodu. „Niech to, muszę zdążyć opróżnić naczynie zanim lód się roztopi, bo rozwodniony alkohol jest beznadziejny. W takim tempie to za kilkanaście minut będę sztywna. A jednak, on chce się zemścić!” Wzięła swe naczynie i trochę upiła, ze dwa łyki. – Zimny trunek faktycznie jest smaczniejszy. A to zaklęcie leczące rzeczywiście nie jest nadto skomplikowane, ale nie każdy zareagowałby w ten sposób. W złości za zniszczenie mienia, niektórzy nie kiwnęliby palcem, a nawet zbesztali dodatkowo za czynienie plam krwi. – Oznajmiła z niesprawiedliwością jawiącą się na twarzy. Mówiąc ‘niektórzy’ przede wszystkim miała na myśli siebie. Oczywiście nie powie mu tego otwarcie, bo nakaże ją śledzić i kontrolować, a tego by nie zniosła.
„Czyli ona wykonała pierwszy krok. Sporo miał wątpliwości, zamiast zaryzykować i ujawnić uczucia. Hmm... To by wyjaśniało tą samotność generała. Może lepiej nie będę na razie tego drążyć, bo biedak wyraźnie się męczy. Dobrze, że ja nie miałam takich problemów.”
- Nic, tylko pozazdrościć takiej miłości. – Zwieńczyła gratulującym uśmiechem. Widziała, że przez poruszenie tego tematu rozmówca tonął w smutku. Dlatego musiała szybko coś z tym zrobić. Wypiła dwukrotnie więcej łuków i odstawiła szklankę na stół, by kostki lodu za szybko się nie rozpuściły. Policzki nabierały czerwieni, a ciało było coraz bardziej zrelaksowane. Prawą stopę zbliżyła do siebie, zginając nogę i unosząc kolano ku górze. Od razu zrobiło jej się swojsko. Chwilkę musiała się zastanowić, bo chciała się o coś zapytać, ale jakoś wcześniej jej to uciekło.
- Hmm... Nurtuje mnie pewna rzecz, a rozchodzi mi się o fajkę. Powiedziałeś Tenvisie, że jest ona pamiątką. To oznacza, że nie byłeś jej pierwszym właścicielem, więc ktoś wcześniej musiał jej używać. Mógłbyś opowiedzieć, dlaczego ma dla Ciebie tak duże znaczenie? – Ponownie się napiła i zagryzła ciastkiem, które było przyniesione do herbaty. W sumie to trochę była głodna, bo kolacji nie jadła, a alkohol wywołam tak zwane gastro.
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


Ostatnio zmieniony przez Inori Irie 2013-07-18, 19:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Tenvis 
Generallo~


Dywizja: IX
Stanowisko: Soutaichou (tymczasowo)
Wiek: 37/500+
Wysłany: 2013-07-19, 20:51     

Gdy wziął ją w obroty, wyglądała na zdziwioną. Kto by nie był. Nie miała zamiaru się z nim droczyć, oddając szybko fajkę w jego dłonie. To nie powstrzymało wcześniejszego impulsu. Ujął ją w tali, całkowicie profesjonalnie. Nawet serdeczny palec u jego dłoni nie zawadził w dół. Pozwolił jej nadal trzymać fajkę, ujmując jej drobną dłoń w swoją. Naparł w swoją dłoń i.. ruszyli. Generał zdawał się być przez chwilę w innym świecie, gdyż zaiste tak było. Przypomniał sobie ten pamiętny bal, gdy to przy pełnej Sali odtańczył ten stary taniec z królową. Tego się nie zapomina. Czuł się, jakby znów stał w świetle lamp. Ukłoniwszy się swojej ówczesnej partnerce, po jej odpowiedzi podszedł bliżej wyciągając dłoń. Był wtedy taki młody, tak się tym wszystkim stresował. Ujął ją w tej samej pozycji, co teraz Inori, tyle, że ona o wiele lepiej tańczyła. Nawet od niego. Uśmiechnął się nieco szerzej, przeganiając wspomnienia.
A spójrzcie teraz na mnie.. Bohater.. Ha.. Generał. Przywódca parotysięcznej armii. Brakuje tylko jakiegoś powodu by najechać Hueco Mundo. Wygląda na to, że historia zatacza koło. Szkoda, że na końcu ginę. – zaśmiał się w duchu dość radośnie – Chyba zapomniałeś, że tańczyłeś jeszcze ze mną..A tak..! Pamiętam, jak naoglądałaś się moich wspomnień i zatańczyłaś ze mną, jak Anna u schyłku swojego panowania. Byłaś taka urocza..Przynajmniej pamiętasz moje poświęcenie. Dużo czasu mi na to zeszło.. – warknęła zadowolona z siebie, niczym mały szczeniaczek, którego ktoś pogłaskał za dobry uczynek. – Mamy całą wieczność..Tak..
- Nie będę się denerwować, ale tak.. Nie rób tego więcej. Następnym razem mogę nie być tak przyjemny. – spojrzał na nią lekko srogo, by wiedziała, że jest to prawdziwe ostrzeżenie. Wykonał jeszcze kilka kroków, prowadząc ją po tarasie, a gdy już skończył, po prostu zabrał od niej fajkę, trzymając ją za dłonie i spoglądając w oczęta. – Chyba jesteś do tego nie przyzwyczajona. Ten taniec może Ci się przydać. Choćby na ślub. Ładnie wygląda. Jeśli chcesz mógłbym udzielić Ci paru lekcji. – uśmiechnął się do niej ciepło, jak to brodate dziadki mają w zwyczaju. Odłożył fajkę, po czym udał się po kubełek do lodu oraz kolejną szklankę. Po powrocie ustawił wszystko na stole, rozlał alkohol i ułożył się wygodnie na leżaku, popijając swojego drinka. – Mam zbyt dobre usposobienie, a tego zaklęcia nauczył mnie Azura. Czasami muszę się sam wyleczyć, aczkolwiek rzadko się to zdarza. Moim gościom nigdy nie dzieje się krzywda, a jeśli jakimś cudem to nastąpi, to niezwłocznie należy ulżyć ich cierpieniu. Tak mnie wychowano. – przytaknął rozmówczyni, lekko stukając swoją szklanką o jej, pokazując by również się napiła. Po tym, jak postanowił się trochę uwewnętrznić, wypadało kontynuować temat chociaż trochę skoro Irie go nie przemilczała. Te wspomnienia już go nie bolały, ale i nie cieszyły. Zadziwiająco, były dość neutralne, gdyż jego ukochana zabójczyni dusz pomogła mu się pogodzić z przeszłością. Już nie cierpiał i był za to bardzo wdzięczny.
- Nie skończyła się dobrze, więc nie ma czego zazdrościć moja droga. – na jego twarzy nie było widać żadnego smutku. Właściwie się nie zmieniła. Spojrzał jak kobieta układa się wygodniej, właściwie jakby czuła się, jak w domu. Tego chciał od początku, więc poniekąd go to ucieszyło. Zaczął gładzić się po brodzie w nawyku każdego brodacza, gdy usłyszał zadane pytanie. – Ta fajka to pamiątka po ojcu. Kiedy jeszcze żyłem oczywiście, bo tutaj nikogo nie miałem i nie mam. Za moich czasów często się to paliło. Taki nawyk. Dorastałem patrząc, jak robi to ojciec. Odziedziczyłem to po nim, jak i ten sygnet. – tu ukazał przedmiot na prawej dłoni, którą gładził się po brodzie – Moje przywiązanie do nich musiało być na tyle silne, że zmaterializowały się ze mną i w tym świecie. – to powiedziawszy, kontynuował poprzednią czynność. Zauważywszy wcześniej, że Inori nadal je ciastka do alkoholu, co nie jest standardowym posiłkiem do tego typu rzeczy, postanowił zapytać. – Może zechcesz zjeść jakąś kolację? Powinienem być w stanie przygotować coś w przeciągu 20-30 minut. Nic wielkiego, ale brzuch napełni.
_________________
Stan Zdrowia: Zacny
Bazowe Rei: 45
Aktualne Rei: 10
Kolor Reiatsu: Granatowy z białymi przebłyskami
 
 
     
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-07-20, 17:23     

Czy przypadkiem generał usłyszał wypowiedziane w jej myślach ‘chyba’? Wydawało się jej, że dostatecznie uspokoiła rozmówcę swym zapewnieniem. Okazało się jednak co innego i usłyszała kolejne ostrzeżenie z srogim spojrzeniem. Zapewne było to spowodowane tym jej tajemniczym uśmieszkiem, dlatego ukazała teraz niewinne spojrzenie i tylko przytaknęła twierdząco głową. „Twardy z niego orzech, ale lepiej nie będę go prowokować za bardzo, bo jeszcze mnie uszkodzi.” Była typem osoby lubiącej dokuczać, ale tylko wtedy, gdy nie zagrażało to jej bezpieczeństwu. Starała się jakoś w tańcu stawiać te stopy, ale tym bardziej się skupiała, tym gorzej wychodziło. Całe szczęście blondyn dość szybko zakończył walc, a Irie dyskretnie odsapnęła z ulgą. Miała przeprosić za nie dotrzymanie kroku, ale on zdążył pierwszy się odezwać. Do uszu kobiety dotarło coś bardzo kontrowersyjnego, na co wytrzeszczyła wręcz złote oczy. „Śśś... Ślub?!” Zamarła tak na kilka sekund, po czym zaczęła się śmiać, robiąc to coraz głośniej. Złapała się nawet za brzuch lekko się kuląc. „A to dopiero przedni dowcip.” Po kilkunastu sekundach podniosła głowę zerkając na rozmówcę, który zapewne nie wiedział co jej się stało. Zatem postarała się jak najszybciej uspokoić, by wyjaśnić swe zachowanie. Wyprostowała się całkowicie już tłumiąc śmiech, ale twarz pozostała szeroko uśmiechnięta. Odgarnęła kaskadę włosów do tyłu, która uprzednio opadła jej na twarz. – Proszę mi wybaczyć ten nietakt. Jestem przekonana, że ta umiejętność nie przyda mi się na coś, co się nigdy nie będzie. Nie oznacza to jednak, że nie chciałabym nauczyć się tego tańca. Hmm... – Ukazała przez moment twarz wielkiego myśliciela. – W sumie to żadnego nie umiem. – Rzadko kiedy ujawniała swe braki i była tak szczera. Za życia nie zdążyła zrobić wielu rzeczy, a w Społeczności Dusz egzystencja toczyła się całkiem inaczej. Nawet nie zdążyła się zatrzymać, by obwinić świat za swą śmierć.
Spoczywając ponownie na leżaku z drinkiem zastanawiała się jakie to ma dobre usposobienie gospodarz, który lubi karcić i srogo patrzyć. „Tak, należy im ulżyć w cierpieniu i dobić.” Komentowała sobie żartem usłyszaną wypowiedź, popijając bursztynowym trunkiem. Może i była czasem okrutna, ale rzadko kiedy sprawiała komuś prawdziwe cierpienie. Przynajmniej tak jej się wydawało. – Są pewne osoby, które nie dają się wychować. Mają dobry przykład, a czynią na przekór. Hmm... Może to z braku silnej ręki, rosną takie osoby? – Mówiąc zastanawiała się nad tym, próbując przypomnieć sobie, jak to było z nią na ziemi. Na szczęście nie kojarzyła jakiś buntów związanymi z rodzicami.
Chciała być miła, mówiąc o pozazdroszczeniu miłości, a wyszło to nijak. Dlatego już nic więcej nie dodawała, chodź była ciekawa co się stało z jego ukochaną. Czy zginęła w walce, albo ciężka choroba ją zmogła. Cóż, może kiedyś się czegoś więcej dowie. Tymczasem Tenvis opowiedział po kim posiadał pamiątkową fajkę oraz sygnet. To niebywałe, że aż dwa przedmioty po jego ojcu się z nim przeniosły do Społeczności Dusz. Irie nie posiadała żadnych pamiątek, więc nie miała się czym pochwalić.
- Wnioskuję, że musiałeś Tenvisie mieć bardzo dobry kontakt z ojcem. Hmm... Pewnie po tylu latach już nie pamiętasz, jak wyglądał. – Lekko się zamyśliła, próbując sobie przypomnieć twarz dziadka, ale była jakaś odległa, jakby w ogóle nie istniała. W sumie nie było się temu co dziwić, gdyż ostatni raz go widziała mając zaledwie dziesięć lat. Zanim umarł, skutecznie zaraził ją pasją do pracy w laboratorium. Gdy znalazła się w akademii shinigami wiedziała, że musi dołączyć do dwunastej dywizji. Nie znajdowała się w niej obecnie, gdyż musiała ratować resztki swej osobowości. Z roli szalonej pani naukowiec po prostu nie byłoby odwrotu.
Opróżniła już większą połowę szklanki przegryzając ciasteczkami, gdy padło hasło o kolacji. Z jednej strony nie chciała go kłopotać, bo słodka przegryzka była smaczna, chodź nie pasowała. Z drugiej jednak strony odczuwała lekki głód. – Chętnie bym zjadła malutką kolacyjkę. Oczywiście mogę pomóc w przygotowaniu, co pewnie skróci czas o połowę. – Upiła łyk z naczynia, po czym spojrzała ponownie na rozmówcę. – Co cztery dłonie, to nie dwie. – Odpowiedziała ochoczo uśmiechnięta z zaczerwionymi policzkami.
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


 
 
     
Tenvis 
Generallo~


Dywizja: IX
Stanowisko: Soutaichou (tymczasowo)
Wiek: 37/500+
Wysłany: 2013-07-22, 11:39     

Taniec został poniekąd brutalnie przerwany przez wybuch śmiechu u jego partnerki. Wyglądał na naprawdę zdziwionego, chwilowo przemilczając całą tę sytuację. Gdy już przeszła do wyjaśnień, cóż.. Nie poleszyło to jakoś całej sytuacji. Nadal był dość zdziwiony, ale jego mina znacząco złagodniała, ukazując coś na wzór.. „Jeszcze młoda jesteś, zrozumiesz”. Po czym, rzeczywiście, przeszedł do wyjaśnień. – Dlaczego miałoby się nigdy nie stać? Po ostatnich wydarzeniach kobiety w społeczeństwie właśnie do tego dążą. Pospiesza je to do decyzji by żyć szczęśliwie. To akurat pochwalam i udzielę tylu ślubów, o ile się mnie poprosi. Może znajdzie się ktoś, kto tak bardzo zawróci Ci w głowie, ze jednak się na to zdecydujesz. – uśmiechnął się do niej życzliwie, gdyż poczuł, że przekazał jej jakąś mądrość życiową, której nauczył się przez lata. – A z Tobą co..?Ze mną..? Żartujesz sobie? Wcześniej to może jeszcze, ale generał z żoną..? Tego jeszcze nie było i nie będzie.Szkoda, szkoda..Już widzę, jak nie byłabyś zaborcza.. – Kaminari lekko się zaśmiała – Też prawda.
Po tej krótkiej rozmowie, znów ułożył się wygodnie na leżaku, popijając swojego drinka. Inori wspomniała coś o złym wychowaniu. Cóż.. Na tym polu Tenvis nie był doświadczony. Jedynym dzieckiem z którym miał kontakt był książę, który raz.. Był już większy, a dwa.. Którego zawiódł. Dlatego dorzucił tylko to, czego nauczył się w swoim rodzinnym domu. – Nie potrzeba silnej ręki, a jedynie silnego charakteru. Trzeba nauczyć dziecko by szanowało rodziców, a wyjdzie na ludzi. Wszystkie ewenementy na ziemi nie miały odpowiedniego autorytetu w swoim życiu. Wydaje mi się, że to jest właśnie przepis na sukces. – przemyślał to wszystko jeszcze raz, ale wydawało mu się, że udzielił prawidłowiej odpowiedzi. Sam się nie przekona, nie zanosi się na żadne dzieci po jego stronie. Chyba, że sobie je uroi ze swoim zabójcą dusz.
Opowiedział jej o tych dwóch przedmiotach, jakie przeniosły się tutaj razem z nim. Nie wydawało mu się to w żaden sposób dziwne. Widział wielu shinigami, którzy mieli coś ze swojego poprzedniego życia, tyle, że nie każdy wiedział co takiego znaczą. On był jednym z tych szczęśliwców, którzy wiedzieli, co działo się z nim przed pojawieniem się tutaj. Poniekąd.. To też była zasługa Kaminari. Był jej dłużny i to dużo. Upił jeszcze parę łyków ze swojej szklanicy, spoglądając na gwiazdy, które były tak dobrze widoczne, gdyż nie było tutaj zbyt wiele światła. Bez wątpienia najlepsze miejsce do tego typu atrakcji. – Miałem dobry kontakt z całą rodziną. A te pamiątki po ojcu są mi bardzo drogie. Jest to właściwie ostatnia rzecz, jaka łączy mnie jeszcze ze światem żywych, gdyż zapewne cała moja dynastia już wymarła. – westchnął lekko pod nosem, ale może to i lepiej. Nie musi się tam o nikogo martwić.
Gdy kobieta zgodziła się na kolację, przyszła pora zabrać się do pracy. Dopił swojego drinka jednym łykiem, po czym wstał i spojrzał na gościa. – Pomagać mi nie trzeba, chyba, że bardzo chcesz. Przejść się ze mną, jednak możesz, porozmawiamy sobie w kuchni. – skierował się w tamtą stronę, po drodze ściągając generalskie haori, odwieszając je na wieszak przy wyjściu na taras. Zakasał rękawy, by mu nie przeszkadzały przy kuchence, a przedramiona nosiły już znamiona paru bitew. Wyjął sobie powoli Wok’a, stawiając go na kuchence. Dolał tam małą ilość oliwy. Schylił się również po garnek, który zalał wodą oraz dodał soli, stawiając go od razu na ogień. Zapalił również gaz pod patelnią, w między czasie krojąc kurczaka na delikatne, małe kawałki. Gdy już się nagrzała, od razu wrzucił tam mięso, mieszając. Pokroił szybciutko marchewkę oraz pietruszkę w paski, potem kiełki bambusa oraz paprykę. Wrzucił wszystko do mięsa, zmniejszając ogień i mieszając. Mając chwilę, wrzucił ryż do garnka, w którym woda zaczynała się już gotować. Otarł czoło, wyglądał na dość skupionego. Wtem, coś się stało. Jego reiatsu stało się nagle niestabilne, zmieniało się na tyle znacznie, że jego gość na pewno musiał to zauważyć. (10 – 20) Jego twarzy przybrała lekki grymas bólu, wziął parę głębszych oddechów, odruchowo próbował oprzeć się o blat, lecz lewa dłoń była na wysokości patelni, więc chcąc nie chcąc, dość boleśnie ją sparzył, lecz zabrał na tyle szybko, że zmiany nie są nieodwracalne. Po chwili wszystko się uspokoiło, westchnął lekko. Czuł, że połączenie z Kaminari znów się zwiększyło. Widział lepiej, ostrzej. – Akurat teraz, gdy naszym gościem jest dyrektorka szpitala..?Wiesz, że nad tym nie panuję.. Przepraszam..- brzmiała naprawdę smutno. Nigdy nie chciała sprawiać mu bólu, a teraz nie może nic na to poradzić. Oboje się już z tym pogodzili. – Jakoś się wymigam, teraz będziesz się musiała trochę pomęczyć ze mną, gdyż, jak mniemam widzisz wszystko, co ja. – nie musiała odpowiadać. Czuł zmiany.
- Przepraszam za to, chwilowa niedogodność – uśmiechnął się do niej, lecz oboje jego oczy były teraz koloru złotego i nie zmieniały się na powrót. Zdaje się, że ta zmiana będzie już nieodwracalna. Otarł czoło przedramieniem i kontynuował przygotowywanie posiłku. Pozostało mu tylko dodanie przypraw. W tym celu pokroił bazylię, dosypując na patelnię. Dodał sosu rybnego oraz homarowego. Dołożył parę innych ziół, mieszając wszystko i pozwalając by przeszło sobą nawzajem. Wyłączył ogień, odlał ryż, po czym rozłożył go na talerzach. Na to nałożył to, co wcześniej zamieszał w Woku. – Byłbym zapomniał! – szybko sięgnął po jeszcze jedną patelnię, smażąc na niej szybko jajka sadzone, które potem ułożył na wierzchu. Wyglądało na to, że już wszystko jest gotowe, gdyż wyjął i obok talerzy ułożył sztućce. – Weź proszę jeden talerz, ja sobie troszkę sparzyłem dłoń. – uśmiechnął się, chcąc ją zapewnić, że nic mu nie jest, po czym wziął jeden talerz, powędrował z powrotem na taras, układając się na leżaku. Począł zaleczać swoją ranę, a gdy Inori dołączyła życzył jej smacznego.
_________________
Stan Zdrowia: Zacny
Bazowe Rei: 45
Aktualne Rei: 10
Kolor Reiatsu: Granatowy z białymi przebłyskami
 
 
     
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-07-25, 22:09     

„Generał jako kapłan?!” Przeniosła się wyobraźnią do świata żywych, a mianowicie kościoła, gdzie w owe miejsce wstawiła Tenvisa, odziewając go w sutannę z koloratką. Do tego okolicznościowe odświętne łaszki, w których właśnie odprawiał ceremonię zaślubin dwojga zakochanych ‘gołąbków’. Wódz wyglądał jej w tym dość poważnie, co nawet zadziwiająco mu pasowało. Stwierdziła w skupieniu mierząc go wzrokiem. Temat ślubu był dość delikatny, a w zasadzie nie znajdował dla niej miejsca w życiu. Ciężko jej się słuchało optymistycznej wizji rozmówcy. Z słowem ślub kojarzyła niewolę, ciężką harówkę i małe potworki, które zrobią wszystko by uprzykrzyć życie starym. Była raczej wolnym strzelcem, nie pakującym się w taką kabałę. „A poza tym, nie dam się opętać. Hmm... Chyba, że to pójdzie w drugą stronę. Hi, hi... To nawet mogłoby być ciekawe.” Wymalował się jej na twarzy podstępny uśmieszek. Wykorzystywanie leżało w jej naturze, dlatego nie powinna mieć z tym problemów. – Zaiste mądre muszą być te kobiety, że czerpią szczęście ze związku i w następstwie rodzą potomstwo. – Starała się nie kipieć ironią, chodź i tak musiała być troszkę dostrzegalna za teatralną naturalnością. „Albo są tak głupie, że dają się wykorzystać, albo mają faktycznie jakieś ukryte cele. Chodź w sumie to i tak jestem za tym pierwszym.” Ubolewała nad słabością swej płci i zarazem chowała urazę do mężczyzn. Jeden taki odebrał brutalnie życie jej przyjaciółce i chyba nigdy nie będzie wstanie się z tym pogodzić, chodź dokonała już rewanżu. Owy shinigami obrócił jej świat do góry nogami, dlatego nie zapomni o tych krzywdach. Nie chciała być złośliwa wobec rozmówcy, dlatego uzupełniła jeszcze swą wypowiedź. – Jeśli w tym wszystkim mowa o mnie, to wolę zdecydowanie pozostać przy cotygodniowych imprezach. – To niebywałe, że kolejny raz wyjawiła coś szczerze z radością na twarzy. Była z niej bardzo młoda i jak trzeba, energiczna dusza. Bywała częstym gościem pubów, gdzie obracała sake w towarzystwie napotkanych tam osób. Lubiła ostatnio tak spędzać wolny czas.
Co do wychowywania dzieci, kształtowania ich charakteru, to zdecydowanie nie posiadała w tym praktyki. Trudno było wyciągać jakieś wnioski, bo i w swej okolicy nie miała jak tego zaobserwować. Przytaknęła tylko rozmówcy, bo coś kojarzyła z własnej młodości. Wolała nie kontynuować tego tematu, bo miała nieodparte wrażenie, że znowu będzie mówił na nią dziecko.
Poniekąd Irie poznała słaby punkt rozmówcy. Może to tylko dobro materialne, ale ma sporą wartość pamiątkową. Musi dopisać sobie fajkę i sygnet do listy. Nie jest wstanie przewidzieć, czy ta informacja jej się przyda, ale w razie potrzeby będzie miała co wykorzystać. Spojrzała w górę, a tam błyszczące kropeczki na ciemnym niebie. „Nie powinnam tu tak długo siedzieć, ale generał jest jakiś dziwny. Eee?! Może myśli o samobójstwie?” Spoważniała zastanawiając się nad stanem psychicznym szefa. Upiła bursztynowego trunku ze szklanicy i postanowiła zabawić się w psycholoszkę. – Pamiętasz może drogi Tenvisie kim byłeś za życia? Co robiłeś? – Zapytała intonując swe zaciekawienie, a opuszki delikatnie gładziły jej brodę.
Zaoferowała pomoc przy robieniu kolacji, jednakże została ona odrzucona. Zbytnio się tym nie zmartwiła, bo przynajmniej nie popełni jakiejś gafy. Za to z chęcią powędrowała za nim do kuchni, by sobie popatrzeć, jak wódz szykuje posiłek. Oczywiście nie spodziewała się po nim niczego więcej, jak kanapeczki. Tym większe było jej zdziwienie, jak począł niemal gotować obiad. W zasadzie, to był dla niej obiad. W milczeniu go podglądał, a raczej podziwiała, jak można się tak intensywnie poświęcać przygotowaniu posiłku. W pewnym momencie kucharz miał problem z reiatsu, po czym utracił kontrolę nad ciałem i się poparzył. Nie ukazał bólu, ale za to uśmiech i złote oczy. Wcześniej dowiedziała się, że były one jego ducha zanpakutou. Wydało jej się to dość dziwne. Nie chciała, by Kaminari ją znowu szpiegowała. Zanim gospodarz doprawił posiłek, Inori złapała za nadgarstek skaleczonej ręki i wymusiła siłą ukazanie wnętrza dłoni. – Zaraz się tego pozbędę. – Drugą rękę uniosła nad oparzeniem, gdzie ukazała się świetlista kula. Brunetka leczyła, aż ślad całkiem zanikł. – To jesteśmy kwita. – Spojrzała mu w oczy z uśmiechem wspominając sobie, jak on wyleczył jej pocięte dłonie. Teraz mógł ponieść też jej porcję. Gdy wrócili na taras z kolacją, Irie rozpoczęła od degustacji posiłku. – Bardzo smaczne. – Pochwaliła entuzjastycznie kucharza. Nie spieszyła się z konsumpcją, gdyż zastanawiała się nad zasłabnięciem silnego dowódcy. Niemal, jakby był zwykłym dywizjonistą, nie umiejącym kontrolować swojego reiatsu. Przerwała na moment jedzenie i zwróciła się podejrzliwie do rozmówcy. – Z medycznego punktu widzenia zaobserwowałam spadek kontroli nad reiatsu, co nie powinno się zdarzyć u tak silnego shinigami, jak Generał. Stan upojenia alkoholem też nie powinien wywołać takiej reakcji. Dlatego musi być tego inna przyczyna. Może jakaś niedoleczona, stara rana?
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


Ostatnio zmieniony przez Inori Irie 2013-07-25, 22:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Tenvis 
Generallo~


Dywizja: IX
Stanowisko: Soutaichou (tymczasowo)
Wiek: 37/500+
Wysłany: 2013-08-01, 15:34     

Podziękował Inori za uleczenie jego dłoni, miał zamiar zrobić to sam, ale go ubiegła. Najwyraźniej chciała wyrównać ten mały rachunek. Jak przystało na dowódcę czwratej dywizji, po tym oparzeniu nie pozostał nawet martwy naskórek. – Cieszę się, że Ci smakuje. – to powiedziawszy, dopił do końca swój drink a na jego policzki wstąpił większy rumieniec. Postanowił odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie. – Mam to szczęście, lub nieszczęście, że pamiętam. Pochodzę z Anglii, kiedyś mówiono o nas Brytowie. W moich żyłach płynie szlachetna krew, ale to nie specjalnie pomogło mi na Ziemi. Kiedyś poprowadziłem całą armię do boju, ale to już.. Stare dzieje. – gdy skończył, powoli uniósł się na równe nogi. – No, ale jak mówiłaś, na Ciebie już chyba pora. Lepiej żeby nikt nie widział, jak wychodzisz o takiej porze z moich kwater. Wzbudziło by to zbyt duże podejrzenia. Chodź, odporwadzę Cię.- pomógł jej wstać, po czym odprowadził ją do drzwi. Uśmiechnął się delikatnie, machając dłonią na pożegnanie. Wrócił na taras, by wypalić swoją fajkę. Teraz mógł już zrobić to w spokoju. Po tym, położył się i to miała być ostatnia noc w jego życiu po życiu. Reiatsu jego oraz zabójcy dusz całkowicie się zmieszały, a taki stan nie mógł utrzymać się dlugo. Umarł czując się dobrze, bez bólu. Rozmawiał z Kaminari aż obojga zabrakło. Do rana pozostała po nim tylko szata Boga śmierci, na wieszaku nadal wisiało generalskie haori..

<Sorry, że tak krótko, ale przynajmniej jesteś wolna.>
_________________
Stan Zdrowia: Zacny
Bazowe Rei: 45
Aktualne Rei: 10
Kolor Reiatsu: Granatowy z białymi przebłyskami
 
 
     
Inori Irie 


Dywizja: IV
Stanowisko: Kapitan
Wiek: 25/52
Zanpakutou: Sakume
Wysłany: 2013-08-02, 12:45     

Niebo było spowite błyszczącymi punktami, gdy Irie delektowała się smacznym posiłkiem przygotowanym przez samego generała. Jedzenie kolacji było zwyczajną czynnością, jednakże w towarzystwie Tenvisa nabierało nowego znaczenia. Nie na co dzień zdarzają się takowe rzeczy, a nawet był to pierwszy raz w jej dość krótkim żywocie w porównaniu do rozmówcy. Przez lekką ekscytację nieco szybciej przeżuwała kęsy, słuchając o historii blondyna, którą pamiętał za swego życia na ziemi. Pochodził z innego kraju od niej i bytował w całkiem innych czasach. Nawet ją to zaciekawiło, chodź nigdy nie przepadała za przedmiotem zwanym historią. „Ho, ho... Nawet prowadził całą armię do boju. Hmm... Ciekawe czy wygrał? Zapewne tak, bo by nawet o tym nie wspomniał. Heh... Trudno mówić o porażkach.” Od tego wypoczywania na leżaku, smacznego posiłku i procentowego trunku coś się rozleniwiła i zapomniała w jakim miejscu się znajdowała. Jednakże towarzysz wstając i oznajmiając o końcu imprezki przypomniał jej o tym. W pierwszej chwili była zdumiona, ale za chwilkę uprzejmie się uśmiechnęła. – Dziękuję za tak życzliwą gościnę. Było mi bardzo miło gościć u Ciebie Tenvisie. Będę bardzo ostrożna wracając do siebie, więc proszę się nie martwić o mnie. – Dała się grzecznie odprowadzić do drzwi i przed odejściem ukłoniła się. Tak jak obiecała dyskretnie przemierzała uliczki Seireitei używając do tego shunpo, by być niemal niewidzialną. W pewnym momencie przez nietrzeźwość zagapiła się melancholijnie na błyszczący księżyc i omal nie wpadła w ścianę. Całe szczęście w ostatniej chwili zrobiła zwinny unik i ocaliła śliczną buźkę.


[z/t]
_________________

Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Bazowe Reiatsu: 35 [+15][+25]
Utrzymywane Reiatsu: 10
Kolor Reiatsu: Purpurowy
Dodatkowa ranga: Zastępczyni Kierownika Instytutu Badawczego

Aktualny Ubiór: Avek + kapitańskie haori bez rękawów.


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową