Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Wzgórze Soukyoku
Autor Wiadomość
Maul 


Dywizja: ex. II
Wiek: ~26/500+
Zanpakutou: Death Magnetic
Multikonta: Vermillon
Wysłany: 2013-06-15, 00:35     

MG Mode: ON
Standin’ tall



Soukyoku. Bliźniacza Kaźń. Miejsce, które nazwą, wyglądem i – co najważniejsze – historią wzbudzało grozę. W objęciach pochmurnego poranka wzgórze wyglądało posępnie i tajemniczo, a wezbrana wokół grobowa cisza dopełniała nastroju grozy. Atmosfera przypominała spokój przed burzą – względny bezgłos budził obawy, gęste powietrze pachniało nadchodzącą walką.
Widoczna na horyzoncie dumna sylwetka Drugiego Espady stanowiła nijako potwierdzenie złych przypuszczeń. Podczas gdy Społeczeństwo Dusz podnosiło alarm, Salvatore niespiesznie kontynuował swą krajoznawczą wycieczkę po kraju Bogów Śmierci. Z kunsztem zawodowego alpinisty (i przy użyciu drobnych sztuczek, takich jak Sonido) wspiął się na szczyt wzgórza i zatrzymał się w bezruchu. Czekał, nie podejmując żadnej akcji, podczas gdy osoby, które mu towarzyszyły, ginęły jedna po drugiej.
Odpowiedź ze strony Społeczeństwa Dusz nadeszła relatywnie szybko i zobrazowała się w postaci dziewczynki o włosach w barwie płomieni. Popisując się nienagannymi manierami, przedstawiła się Arrancarowi, choć powód całego precedensu był niewiadomy – martwi nie pamiętają imion, tak samo jak nikt nie dba o imiona martwych. A pewnym było, że co najmniej jedna osoba nie wyjdzie z nadchodzącego starcia żywa.
Salvatore i Minase zmierzyli się spojrzeniami i po kilku chwilach bezproduktywnej konwersacji ruszyli na siebie, rozpoczynając taniec krwi, śmierci i zniszczenia. Pędzili ku sobie z zatrważającą szybkością, zwarli się w pół drogi. Dłoń Segundy wystrzeliła w powietrze, zmuszając małą Boginkę do odskoku. Zwinna kapitan drugiej dywizji wykonała manewr bez najmniejszego problemu, lecz chwilę później coś zawiodło. Wątpliwy czas reakcji, dobyty przez Salvatore miecz – przyczyny mogły być różne, a ich skutek okazał się lepszy, niż zapewne sam Alessio mógł przypuszczać.
Pięć czerwonych pocisków uderzyło w twarz kapitan Minase, zamieniając ją w krwawą miazgę kości, krwi i mięśni. Miecz Espady bezlitośnie przebił truchło Beatrice. Nogi dziewczynki ugięły się bezwładnie, a zmasakrowane oblicze ciężko opadło na ramię Salvatore, zostawiając na nim paskudny czerwony ślad. Reiatsu Soushireikan zniknęło, podczas gdy energia Alessio przyćmiła wszystko inne, potwierdzając jego niezaprzeczalny tryumf nad dziewczynką.
Cisza ponownie zarzuciła swój całun na Wzgórze Soukyoku, a wiatr zawył żałośnie, jakby opłakiwał śmierć jednej z niewielu nadziei na ocalenie Społeczeństwa Dusz.

Stan zdrowia:
Alessio – nietknięty niczym dziewica.
Beatrice – R.I.P. [*]

Stan Reiatsu:
Alessio – ubytek tak nieznaczny, że nawet nie ma sensu o nim wspominać.
Beatrice – anyone cares? I tak nie żyjesz.

Sytuacja:
Alessio stoi z mieczem w ciele Beatrice. Krwawa miazga, która kiedyś była uroczą buźką naszej pani kapitan spoczywa na twoim ramieniu – szans na doprowadzenie ubrań do czystości nie przewiduję, chyba że chemia w Hueco Mundo jest wybitnie zaawansowana. Reiatsu Salvatore jest wyczuwalne w sporej okolicy – jeżeli ktoś cię nie wyczuwa, to albo dlatego, że jest bardzo daleko, albo dlatego, że nie żyje.
_________________
 
 
     
Maul 


Dywizja: ex. II
Wiek: ~26/500+
Zanpakutou: Death Magnetic
Multikonta: Vermillon
Wysłany: 2013-08-04, 13:52     

MG Mode: ON
Forged in hatred


W dniu, kiedy tworzył się posępny obraz wzgórza Soukyoku, Deus Artifex albo cierpiał na niedobór weny, albo w jego palecie zabrakło żywych barw. Przygnębiająca gama szarości malowała się niewyraźnie w objęciach pochmurnego popołudnia, przypominając ogromną plamę, na której ciążyło mokre piętno niedawno rozpętanej ulewy. Zwykło się wierzyć, że to nie deszcz, lecz łzy straconych nawadniają wzgórze, lecz była to jedna z wielu bajek, które krążyły wokół tego miejsca.
Zaklęcie absolutnej ciszy przerwał cichy świst, przypominający zamaszyste cięcie ostrzem. Niewidzialny palec narysował wąską czarną linię, dzielącą horyzont na dwie części i zostawił to niecodzienne zjawisko w spokoju na kilka sekund. Atmosfera zgęstniała, nasączona plugawą energią, która gromadziła się w okolicach niepokojącej rysy; nieznana moc przybierała na sile, miarowo i rytmicznie. Energia zogniskowała się w jednym punkcie, czekając na uwolnienie.
W oddali rozbrzmiał trzask łamanego szkła. Ciemna linia zaczęła kruszeć, stopniowo powiększając się i rozciągając, aż w końcu zaczęła przypominać wykrzywioną w groteskowym półuśmiechu paszczę. Kocioł energii wylał się na całe Społeczeństwo Dusz, zaglądając w najmniejsze zakamarki domu Bogów Śmierci. W tajemniczej czeluści błysło czerwone światło; zdeformowany, ukryty w cieniu kształt poruszył się niezgrabnie, sycząc niczym wściekły kot.
Z wyrwy wydostała się owinięta łańcuchem dłoń o wrzecionowatych palcach.


_________________
Ostatnio zmieniony przez Maul 2013-08-04, 13:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Itami 


Dywizja: X
Zanpakutou: Kaminari
Wysłany: 2013-08-04, 22:37     

Bardzo pożyteczny dywizjonista akurat kończył sprzątać korytarz dziesiątej dywizji i już miał wracać do baraku, by jak zwykle marnować czas, kiedy nagle wyczuł impuls bardzo dużego reiatsu bijącego niewątpliwie z wzgórza Soukyoku. Jeśli stąd było po prostu spore, lepiej nie wiedzieć, jakie było u źródła... Niby nie miał w tym żadnego interesu, ale skoro już grzecznie pracował jako bóg, złapał za swojego Kaminari i pobiegł tam czym prędzej - kto wie, może ktoś go za to wynagrodzi? No i dobiegł na to wzgórze, ku swojemu zaskoczeniu, stwierdził, że energia, jaką wyczuł wcale nie była taka ogromna, jak się spodziewał, mimo to powodowała u niego lekką trudność z oddychaniem, taki drobny dyskomfort. Ajaj Tam była jakaś szczelina i wiła się w niej czyjaś łapka! Ten widok tak go skołował, że nie za bardzo wiedział, co z tym fantem zrobić. Uwolnić miecz? Nie. Przecież prawo tego zabraniało, chyba że w sytuacji wyjątkowej. Niby mógł zdać raport generałowi i uzyskać pozwolenie, ale nie było zbytniej potrzeby... Czasu też nie było warto ryzykować, bo byłoby niefajnie, gdyby ta łapka stamtąd wypełzła. Aj, co robić? Przecież skoro już tu przylazł, musiał jakoś zareagować, bo gdyby wyszło na jaw, że tu był, a nic nie zrobił, mógł liczyć na proces, a nie nagrodę.

Zapieczętowany miecz nie mógł mu się tutaj przydać, wypadało go więc uwolnić. Konsekwencje prawne? A kto się nimi przejmował? To coś doskonale usprawiedliwiało podobne wykroczenie. Chociaż... Czy nie byłoby lepiej najpierw sprawdzić co to w ogóle jest? Tak oto bożek podszedł do wierzgającej łapki trzymając miecz w pogotowiu.
- Dźgnę cię w oko, utnę szyję, tak czy owak cię zabiję... - wydał z siebie krótki zaśpiew zapamiętany sprzed pięciu lat.
_________________
Reiatsu: 12 + 15 (shikai)
utrzymywane reiatsu: 12

Stan zdrowia: bez zastrzeżeń
Stan psychiczny: spokojny

Cechy szczególne, blizna na prawym oku.
 
 
     
Nester 
Mr. Nickname


Dywizja: X
Stanowisko: Czwarty Oficer
Wiek: 113 lat
Zanpakutou: Mokushiroku
Wysłany: 2013-08-06, 16:48     

Plugawe reiatsu w okolicy Wzgórza Soukyoku wskazywało na to, że ten dzień dla Bogów śmierci będzie dość ciekawy. Prawdopodobnie wielu Shinigami nie chciało zbliżać się do tajemniczej energii przed decyzją z góry, ale jak zawsze było kilku porywczych, którzy się udali w tym kierunku - wliczając właśnie wybiegającego z koszar dziesiątego oddziału Nestera. Jeżeli było to coś błahego, nie było potrzeby na działania Kapitanów, a jeśli było to coś gorszego, to w przyszłości mogły się przydać informacje zebrane podczas pierwszej fali. Kiedy oczom Aochiego ukazało się coś, co przypomina bramę, lub paszczę, jego pierwszym skojarzeniem oczywiście była Garganta i inwazja Arrancarów, jednak to nie bardzo wchodziło w grę, ze względu na reiatsu, które wyczuwał. Nieważne co, lub kto to był trzeba było to wyeliminować. Na miejscu okazało się, że nie przybył tam pierwszy. Nester sobie nie przypominał, by tak wyglądał jakiś porucznik, lub jeden z wyższych stołkiem oficerów, jednak stojący tam Shinigami wydawał się dziwnie znajomy. Gość był odważny, ale swoim działaniem mógł doprowadzić do własnej śmierci.

-Radziłbym ci uważać.- Aochi poinformował spokojnym tonem o swoim przybyciu stanąwszy kilka metrów od dywizjonisty z ręką na swoich Zanpakutou - Wakizashi w celu ubezpieczania go. Sam żadnej akcji na razie nie podejmował, czekał na rozwój wydarzeń, ale gdyby życie jego tymczasowego towarzysza miałoby być w jakiś sposób zagrożone - używając Shunpo chwyciłby go, i odskoczył z nim na bezpieczną odległość. Nie zapowiadało się, aby było to konieczne, ale grunt to zawsze mieć plan awaryjny.
_________________
Ilość Reiatsu: (20) [+15]
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Utrzymywane Reiatsu: 20
Kolor Reiatsu:
Turkusowo-biały




 
 
     
Maul 


Dywizja: ex. II
Wiek: ~26/500+
Zanpakutou: Death Magnetic
Multikonta: Vermillon
Wysłany: 2013-08-07, 09:48     

MG Mode: ON
Seek and ye shall find


Ktokolwiek ujrzałby, kogo siły Społeczeństwa Dusz wystawiły do walki z nieznanym, zapewne wybuchłby gromkim śmiechem. Ujmujący w swym tragizmie okazał się fakt, że nie był to zamierzony ruch, taktyka Bogów Śmierci; zaalarmowany niepokojącą sytuacją dywizjonista wykazał się większą trzeźwością umysłu niż kapitanowie, stawiając spory znak zapytania nad ich kompetencjami. Złego wrażenia bynajmniej nie zatarła obecność oficera, choć dodatkowy miecz zawsze zwiększa szanse na wygraną. Bezpieczeństwo Społeczeństwa Dusz spoczęło na niepewnych barkach pary śmiałków.
Poezja Itamiego nie została najcieplej przyjęta przez odbiorcę – wielka łapa ze świstem przecięła powietrze i niczym wielka kotwica wbiła się pazurami w ziemię. Minęła dywizjonistę o parę cali, z niewyjaśnionego powodu zostawiając go bez szwanku. Z paszczy, oprócz złowieszczego syczenia, zaczął pobrzmiewać szczęk łańcuchów. Śmiałkowie zauważyli, że miejsce, które wcześniej przypominało jarzącą się plamę czerwieni pokazało swą prawdziwą formę – nie było po prostu wielkim, nieregularnym kształtem, lecz mnogością drobnych, żarzących się punktów. Dziesiątkami. Może setką.
Niespodziewanie paszcza wypluła kolejne łańcuchy, które pomknęły w stronę przytwierdzonej do ziemi łapy. Ostro zakończone żelazo bezlitośnie wbiło się w rękę, upuszczając zielonej toksycznej krwi. Z wyrwy wyskoczyły cztery zdeformowane twory i rozciągając za sobą czarną smugę wskoczyły na łapę, po której pokracznie, ale zaskakująco szybko próbowały zejść.
Panowie mieli dosłownie chwilę, by przyjrzeć się przeciwnikom; napastnicy przypominali wykrzywione ludzkie ciała ukryte pod ciężkimi kilogramami stali i żelaza. W miejscu, gdzie powinny być oczy, złowieszczo błyskały dwa czerwone punkty.
A w czeluści świeciło się ich sto razy tyle.

Sytuacja:
Łapa jest wbita w ziemię, jakieś dwa metry od Itamiego. Z paszczy, po łapie, schodzi czterech przeciwników. Nester stoi ~pięć metrów za dywizjonistą. Obaj macie wyciągnięte miecze.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Maul 2013-08-07, 09:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Hiro Tanaka 


Dywizja: IV
Stanowisko: Porucznik
Wiek: 35/150
Zanpakutou: Kumoriyaiba
Wysłany: 2013-08-07, 20:09     

Odcienie szarości znacząco przeważały w kolorystyce nieba, kiedy Tanaka wybrał się na rutynowy patrol po Seireitei. Zastanawiał się od dłuższego czasu, gdzie podziała się jego przełożona, z którą Hiro nie miał kontaktu już od kilku tygodni. Mężczyzna wiedział jednak, iż wracała ona do swojego gabinetu, gdyż z jej biurka znikały odkładane regularnie raporty, a nikt nie byłby tak głupi i lekkomyślny, aby podjąć się ich kradzieży. Czas zdawał się stanąć w miejscu, a błoga, acz ponura cisza wygoniła z umysłu porucznika czwórki wszystkie zbędne myśli.
I wtedy coś się w nim przełamało, skierował się w stronę wzgórza Soukyoku. Zwykłe przeczucie? A może wykształcony po kilkusetletniej służbie szósty zmysł? Nie sposób, było się domyśleć, ale cokolwiek to było, wkrótce znalazło swe potwierdzenie. Białowłosy nie zdążył nawet zawrócić na pięcie, a poczuł na swoim ciele bardzo dużą presję reiatsu, której źródło znajdowało się na wspomnianym już wzgórzu. Fukutaicho niezwłocznie ruszył w kierunku monstrualnej skarpy, od czasu do czasu pomagając sobie migoczącym krokiem.
Jako, iż znajdował się stosunkowo niedaleko od ów wyczuwalnej w całym Seireitei energii, to dotarł na miejsce zaledwie po kilku chwilach. Widok, jaki zastał był zarówno zatrważający, jak i wielce komiczny. Nieznana istota wystarczająco potężna, aby przerwać barierę chroniącą Soul Soicety przez intruzami, oraz dwójka niedoświadczonych shinigami, wystawionych na walkę z ów monstrum. Mężczyzna wysunął daleko idące wnioski - kolejna inwazja, jednakże tym razem ze strony nieznanego adwersarza.
Kojarzył gotowych do starcia bogów śmierci - jeden był którymś z wyższych rangą oficerów dziesiątce, a jego towarzysz broni zdawał się być jego podwładnym, którego znał z widzenia. Ciarki przeszły po plecach porucznika, aczkolwiek wiedział on, iż musiał zachować zimną krew do czasu pojawienia się przynajmniej jednego kapitana. Za pomocą shunpo przemieścił się na odległość około dziesięciu metrów od dużej ręki i wyjął swego zabójcę dusz.
- Kretyni, nie podchodźcie do tego! Nie wiemy nawet co to jest, więc należy zachować bezpieczny dystans! Te dziwne potwory atakujcie przy pomocy kido, unikajcie starć wręcz. - Od razu po pojawieniu się wydał pierwsze rozkazy, był wszak najwyższy rangą spośród śmiesznego wręcz towarzystwa. Pomimo dobycia swego oręża, Tanaka zwlekał z jego uwolnieniem celem oszczędzania reiryoku. Sam mógł zapewne zaatakować przeciwników za pomocą kido, ale użycie nawet zaklęcia niskopoziomowego mogłoby skończyć się zranieniem dywizjonisty z dziesiątego oddziału, a ludzi do walki potrzebowali jak najwięcej. Zamiast tego postanowił przemieścić się w dogodne miejsce i zaatakować samą łapę, która to niczym ociężały filar spadła z nieba.
- Hadou no Sanjuuichi: Shakkahou! - ryknął celując ognistym pociskiem jak w najwyżej położone części ręki - aby sprawdzić jej wytrzymałość i nie zranić przez przypadek dywizjonisty. W razie ewentualnego zagrożenia Tanaka był gotów wycofać się za pomocą shunpo. Przed załadowaniem pocisku zwiększył jednak wydzielaną przez siebie presję do maksimum swoich możliwości, aby zwiększyć efektywność ataku.
_________________
Baza Reiatsu 25
Shikai +15
Bankai +20
Aktualne Reiatsu: 25
Maksymalne Reiatsu: 60
Stan Zdrowia: Dobry
Stan Psychiczny : Dobry

Fight Theme
Bankai Theme
Ostatnio zmieniony przez Hiro Tanaka 2013-08-08, 11:33, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Jerry O'Connor 
True Irish


Dywizja: XIII
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Fhealltóir
Ressurection: 23/112
Aspekt Śmierci: Jerry O'Connor
Wysłany: 2013-08-08, 13:19     

Zanim przejdziemy do późniejszych wydarzeń, warto wspomnieć, co się działo z Jerrym przez ostatnie miesiące.
Otóż przez pewien czas był on bardzo aktywnym kapitanem, ogólnie rzecz biorąc latał na wiele misji, przez co nie miał nawet chwili wytchnienia. Dlatego z wdzięcznością przyjął okres, w którym został kompletnie olany. Z tego powodu po krótkim okresie aktywności nastąpił długi okres bezczynności.
Tyle słowem wstępu, przejdźmy więc do wydarzeń bardziej aktualnych.
Jerry obudził się o godzinie dosyć późnej. Było już grubo po południu, jednakże kapitanowi to nie przeszkadzało. Nie otrzymał również z tego powodu żadnego ostrzeżenia, więc nie widział powodów, aby się martwić. Wstając postanowił trochę się napić. Polewając swój ulubiony trunek poczuł dziwny niepokój. Nie musiał długo czekać, by odczuć ogromne źródło reiatsu.
-Co do kurwy...-rzucił pod nosem. Z doświadczenia Irlandczyk wiedział, że dzień zaczęty od przekleństwa to pracowity dzień. Żałując, że nie zdoła napić się whiskey, zaczął się szybko ubierać. Niezbyt uśmiechała mu się walka, ponieważ nie miał ochoty na kolejne mordobicie. W łóżku, tuż obok niego, wciąż spała jedna z jego ostatnich kochanek.
-Przynajmniej nie mam takiej posuchy- pomyślał. Po chwili był już w pełni ubrany w swój zwyczajowy strój. Chlusnął zimną wodą po twarzy, co spowodowało u niego natychmiastowe orzeźwienie. Przypiął swą broń do pasa i nie zwlekając ruszył przed siebie. Z terenów dywizji praktycznie wybiegł. Wciąż poruszał się zbyt wolno. Użył shunpo i skierował się w stronę źródła reiatsu, czyli na Wzgórze Soukyoku.
-Czyżby jakiś kretyn znów zaczął jakieś swoje zabawy? Mam dość kurwa tych akcji, buntów, ucieczek i pokazów siły- pomyślał. Fhealltóir już pojawił się w ręce kapitana XIII. Mimo sporej przerwy od walki mięśnie nie zapomniały ćwiczonych przez lata ruchów.
Zbliżając się do swego celu wyczuł trzy mniejsze źródła rei. Wiedział, że wymusi to na nim, przynajmniej tymczasowo, nie wykorzystywanie swojego pełnego potencjału bojowego.
Po chwili mężczyzna znalazł się na szczycie wzgórza. To, co tam ujrzał, nie napawało go optymizmem.
-Co to kurwa jest? Arrancary zatrudniły pierdolniętego kowala to tworzenia takiego ohydztwa?- pomyślał Jerry. Nie zdążył jednak zareagować, a już jakiś chłopak rzucał kidou. Irlandczyk postanowił nie reagować i utrzymać dystans. Nie miał pojęcia, z jakim wrogiem się mierzą i co może się wydarzyć. Gdyby jednak kidou porucznika dało efekt, Irlandczyk miał świadomość, że za pomocą shunpo może w ciągu sekundy znaleźć się w odpowiednim miejscu i wykonać potrzebne działanie.
_________________
Stan zdrowia: Wyśmienity
Stan psychiczny: Spokojny
Bazowe rei: 35+1(walka w Rzymie)
Utrzymywane rei:10
 
 
     
Itami 


Dywizja: X
Zanpakutou: Kaminari
Wysłany: 2013-08-08, 19:58     

Na wzgórze zaczęły się zbiegać coraz to znakomitsze osobiści. Czwarty oficer. Porucznik. Taichou... Każdy, a szczególnie ten ostatni mógł zadać mu jedno, bardzo proste pytanie... Po co tu w ogóle przyszedł? Przecież szary dywizjonista na jego poziomie nie miał najmniejszych szans wyeliminować zagrożenia. Czyżby szukał zastrzyku adrenaliny? A może życie było mu niemiłe i uznał zaistniałą sytuację za świetny pretekst, by się go pozbyć?

Cóż... Przez wiele lat koledzy po fachu mieli go za psychopatę, a jeśli któryś z obecnych tu przełożonych usłyszał o tym - mógł mieć wątpliwości co do intencji dywizjonisty. Co mógł zrobić psychopata z takiej okazji, jeśli nie sprzymierzyć wierzgającą się łapką i wykorzystać ją do zaatakowania niewygodnych przełożonych?... No...?

Nikt jednak nie miał pojęcia, jak Shigekazu zmienił się przez ostatnie lata... Porzucił plany utworzenia między - wymiarowego imperium na rzecz ciężkiej pracy i treningu. Zadziwiające jeszcze niedawno planował inwazję na Dwór, a teraz jedynym celem było działanie na jego korzyść... Wpatrując się przez cały czas w łapkę nie zauważył nadejścia porucznika i kapitana. Wiedział za to, iż osłaniał go oficer oddziału Czwartego. Cóż... Przełożonym należało okazać szacunek, toteż zasalutował im, może i od niechcenia, ale gest był gestem i zapewne robił dobre wrażenie.
- Dywizjonista Itami melduje się do służby! - ot zwykła wymiana grzeczności między popychadłem, a popychającymi... O tak sytuacja była wręcz komiczna wielka łapka wierzgała sobie w otworze złudnie przypominającym Gargantę, Rąsia wyskoczyła z otworu minęła ich, a potem wróciła na miejsce, z którego zaczęły wyłaniać się toksyny. Otwór nieznanego pochodzenia wypluł też łańcuchy, które ją oplotły i nowych przeciwników. W tym właśnie momencie on ni stąd, ni zowąd zaczął salutować. Na widok nowych przeciwników na twarzy dywizjonisty wymalował się paskudny uśmiech.
- Kapitanie, pozwolisz, że wyzwolę swego Zabójcę? - jego głos niespodziewanie zaczął wyrażać szczere zadowolenie i lekki sarkazm.
Wszyscy tu zebrani przez chwilę wyglądali jakby mieli wybuchnąć śmiechem. On? Ktoś taki mówił o uwolnieniu miecza? Dobre sobie. Pewnie wydawało im się, że to był żart i to jeszcze nieśmieszny. Dywizjonista jednak nie żartował i w tym samym momencie zaczął emitować średniej klasy reiatsu, otoczyła go czarno - fioletowa aura. Wyciągnął swe Zanbatou z pochwy na plecach i skupił nań całą energię. Wyzwolił je. Drewniana płytka będąca jelcem zmieniła swój kształt w błyskawicę połączoną z ostrzem, a rękojeść została owinięta bandażami.
- Błyszcz, Kaminari.
Na terenie Dworu zakazane było uwalnianie Zanpaktou, ale w zaistniałej sytuacji miał pretekst do złamania tego zakazu. Skoro miał taką niepowtarzalną okazję, by zrobić dobre wrażenie na jednym z kapitanów, oficerze i poruczniku - czemu miałby z niej nie skorzystać?...

Na dobry początek puścił rękojeść miecza i złapał za jeden z bandaży, by zacząć kręcić swoim Zabójcą nad głową. Ostrze musiało nabrać impetu, zanim miałby nim rzucić, toteż w odpowiednim momencie rzucił w jedną z pokrak pochodzących ze szczeliny z zamiarem sparaliżowania jej. Jeśli trafił - powinna przez jakiś czas zamrzeć w miejscu, a jeśli umiejętność nie podziałała - otrzymać ranę. Nawet płytka mogła wystarczyć. Na wypadek, gdyby poczwara miała ochotę mu się odegrać - był gotowy do szybkiego uniku i kontrataku, ach - jak młode ciało było przydatne... Może i to, co robił było lekkomyślne, ale nie przejmował się tym - musiał (albo chciał) obronić Dwór przed niebezpieczeństwem i zdobyć przy okazji przychylność przełożonych.
_________________
Reiatsu: 12 + 15 (shikai)
utrzymywane reiatsu: 12

Stan zdrowia: bez zastrzeżeń
Stan psychiczny: spokojny

Cechy szczególne, blizna na prawym oku.
Ostatnio zmieniony przez Itami 2013-08-08, 20:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Nester 
Mr. Nickname


Dywizja: X
Stanowisko: Czwarty Oficer
Wiek: 113 lat
Zanpakutou: Mokushiroku
Wysłany: 2013-08-08, 21:04     

Przeciwnicy w łańcuchach zdawali się wyłaniać z paszczy, z której wychodzili po dobrze znanej już wszystkim zebranym łapie. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że inwazja, czy jakkolwiek inaczej nazwać ten atak, nie jest prowadzona przez Arrancarów. Więc kto? Nester trochę się zamyślił nad tym, ocknął się dopiero gdy wyczuł dwa nowe ośrodki Reiatsu. Zjawił się porucznik czwartego oddziału, a zaraz za nim trzynasty kapitan - wsparcie z wysokiej półki, Aochi podarował sobie salutowanie i te wszystkie oficjalne sprawy, przyzwyczaił się, że podczas wojny większości dowódców nie zależy na takich sprawach. Wciąż nie wiadomo jednak jakimi motywami kierują się najeźdźcy, a nie wyglądali na takich, którzy chętnie odpowiedzą. Pytanie dywizjonisty go nieco zaskoczyło. Nie żeby wątpił w to, że ten nie opanował jeszcze Shikai, tylko że walka "na całego" z przeciwnikiem, na temat którego zdolności nie posiada się informacji jest ryzykowna. Ale skoro podjął taką decyzję, musi być pewny swoich umiejętności. Nester jak na razie nie zrobił dużo, w jego głowie szykował się dopiero plan działania. Nie można jednak stać w bezruchu - trzeba atakować tak, by odnaleźć słabość przeciwnika, a później ją wykorzystać. W swojej prawej ręce trzymał Zanpakutou zapieczętowany w Wakizashi, a otwartą lewą dłoń wycelował w tego z "łańcuchowych gości", który był najbliżej.
- Władco wszechrzeczy! Ty, który nosisz ludzkie imię i maskę z ciała i krwi! Który przybywasz pośród trzepotu skrzydeł! Ty, który jesteś palącym chaosem wojny! Przetocz się gwałtowną falą poprzez krańce mórz i skieruj swe kroki ku południu! Hadō numer 31... Shakkahō! - Wypowiadanie inkantacji było jego przyzwyczajeniem wyniesionym z Akademii. Dawniej nie było dobry w te klocki, ale po wielu treningach z Yorokobi zaczął odnosić lepsze rezultaty w nauce Kidou. Czerwonym pociskiem starał się przez przypadek nie trafić pozostałych Shinigami, gdyż za zaatakowanie Kapitana, czy porucznika mógł dostać niezły ochrzan. Teraz pozostało tylko czekać na efekty ataków i rozwój akcji. Aochi miał nadzieję, że to załatwi sprawę i nie trzeba będzie uwalniać Zanpakutou w walce z kilkoma pokrakami w łańcuchach. Po wykorzystaniu czerwonej kuli cofnął się trochę, jakby spodziewał się ataku dystansowego z zaskoczenia.
_________________
Ilość Reiatsu: (20) [+15]
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Utrzymywane Reiatsu: 20
Kolor Reiatsu:
Turkusowo-biały




Ostatnio zmieniony przez Nester 2013-08-08, 21:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Maul 


Dywizja: ex. II
Wiek: ~26/500+
Zanpakutou: Death Magnetic
Multikonta: Vermillon
Wysłany: 2013-08-23, 10:45     

MG Mode: ON
Nice to meet you, I will beat you


Wzgórze Soukyoku prędko zaczęło przypominać kocioł, w którym mieszała się ciężka, toksyczna zawiesina. Mnogość źródeł energii działała niczym ogromny głaz, który niespodziewanie opadł na klatki piersiowe wszystkich tych, co mieli nieszczęście pojawić się w pobliżu. Efekty nagłej inwazji nieznanych sił najciężej odczuwały słabsze jednostki, których organizmy z każdą sekundą coraz gorzej radziły sobie w tych niełatwych warunkach – oddech stawał się płytszy, a ruchy wolniejsze, jakby ciało skrępowane zostało niewidzialną liną.
W tak trudnej i, co gorsza, niepewnej sytuacji należało sięgać po sprawdzone, niezawodne metody. Nawet, jeżeli nie były zgodne z obowiązującym prawem. Itami, młody dywizjonista, najwyraźniej uznał, że ewentualne konsekwencje, które mogłoby pociągnąć za sobą wyzwolenie miecza na terenie Społeczeństwa Dusz są lepsze, niż wysokie ryzyko śmierci. Po krótkiej i zupełnie niepotrzebnej wymianie uprzejmości z kapitanem uwolnił swojego Pogromcę.
W tym szaleństwie brakowało jednak metody – kiedy Itami beztrosko witał się z kapitanem, zawisło na nim złowrogie spojrzenie jednego z potworów. Gruby łańcuch przeciął ze świstem powietrze i owinął się wokół nadgarstka dywizjonisty. Rozległ się głośny, przeszywający wrzask zwiastujący nadchodzące niebezpieczeństwo. Demon gwałtownie oderwał się od łapy i szybując w powietrzu śladem łańcucha, który łączył go z Itamim, pojawił się przy nieszczęsnym dywizjoniście, górując nad nim i sycząc jak wściekły kot.
Abordaż wprawdzie nie trwał długo, lecz opieszałość Bogów Śmierci znacznie ułatwiła sprawę. Rzucone przez Hiro Kidou – ku wielkiemu zaskoczeniu – okazało się niewystarczające, by przepędzić ogromną łapę, ale przynajmniej sięgnęło celu. Czerwona kula płomieni wypaliła niewielki obszar, choć nie wyglądało na to, by kolosalna ręka w jakikolwiek sposób to odczuła. Pozostałe trzy potwory bez przeszkód wylądowały na wzgórzu, pełznąc niezgrabnie ku reszcie z zaskakującą prędkością. Wtedy powietrze przecięło inkantowane przez Nestera Shakkahou, które trafiło idealnie w demona znajdującego się najbliżej niego. Zaklęcie odepchnęło bezkształtną sylwetkę nieco w tył, opóźniając jej atak, ale na tym koniec. Jeżeli wiązka energii zraniła bestię, to nie było to widoczne.
Pierwsza runda przebiegła pomyślnie dla napastników, co postawiło duży znak zapytania nad tym, czy w drugiej turze Bogowie Śmierci w ogóle dojdą do głosu.

Sytuacja:
Itami stoi w tym samym miejscu, a tuż przy nim stoi potwór, z którym łączy go łańcuch obwiązany wokół nadgarstka (lewego). Reszta potworów sunie ku pozostałym – każdy w stronę innego. Ten, który zbliża się do Nestera jest lekko wytrącony z równowagi.

Stan zdrowia i Reiatsu:
Póki co wszyscy bez większych ubytków.

Kolejka:
Wedle waszego uznania. Póki co.

Sorries za opóźnienia, brainlags a.k.a. choroba.
_________________
 
 
     
Itami 


Dywizja: X
Zanpakutou: Kaminari
Wysłany: 2013-08-23, 20:39     

Zanim uwolnił miecz, stracił czas na salutowanie - to był największy błąd, jaki mógł teraz popełnić. Podczas wymiany zupełnie niepotrzebnych grzeczności z kapitanem - jedna z pokrak uczepiła się łańcuchem do jego lewego nadgarstka i skoczyła w powietrze. Zabolało. Bardzo zabolało... Zupełnie jakby ta pokraka złamała mu rękę... O nie! Czegoś takiego nie mógł wybaczyć! Wyciągnął lewą rękę w stronę maszkary i wystrzelił Soukatsui bez inkantacji, zaraz po tym został przytłoczony ogromnym reiatsu. Zrobiło mu się gorąco i słabo, każdy oddech był dla niego niewiarygodnym wysiłkiem. Czuł się jakby jego ciało oplotły setki węży i starały się go udusić. O tak, bał się. Potwornie się bał... Mimo to umysł pozostał na tyle trzeźwy, że odnalazł deskę ratunku. Obmyślił plan na odwrócenie ról. Musiał to przekazać przełożonym. Musiał... Tylko czy starczy mu na to sił?...
- Niech ktoś sprowokuje to coś i zapieczętuje szczelinę , z której wydostają się opary i energia! - krzyknął, prawie wrzasnął.
Zaschło mu w gardle

Cały czas tracił siły, ale dzielnie trzymał się na nogach. Mógł jeszcze coś zrobić. Musiał. O ile jego Kidou trafiło w przeciwnika, teraz rzucił mieczem w kolejnego wroga, by go sparaliżować. Jeśli nie - rzucił nim w tego pierwszego. Co jeszcze wypadało mu zrobić - pozbyć się łańcucha z nadgarstka, o ile starczyło mu siły - zerwał go. Wcale, a wcale nie podobała mu się sytuacja. Z otworu na wzór Garganty tryskały toksyczne opary i reiatsu, a wśród nich wiła się czyjaś łapka wzywająca pomagierów. Czym ona była? Tego najpewniej dowiedzą się po bitwie, albo nie dowiedzą się wcale. Ktoś rzekłby, że obecny tu dywizjonista był kompletnym wariatem, bo wymachiwał mieczem w promieniu półtora metra, by atakować także nie swoich przeciwników. Nie będę ukrywał, iż dywizjonista miał nadzieję, że któryś z panów zaproponuje mu trening zauważywszy fakt o osiągnięciu przez niego poziomu oficerskiego. Byłby wówczas wniebowzięty. Wracając do sposobu walki, przygotował sobie jeszcze Enkousen na wypadek, gdyby któryś z przeciwników miał zamiar go zaatakować. Wtedy zasłoniwszy się nim, odwdzięczyłby się pokrace lewym sierpowym.

Kto wie, może podczas tej walki jego miecz znowu postanowi skontaktować się z nim i zdradzić mu kolejny sekret władania swoimi mocami? Byłoby to przydatne. Niby mógł od teraz konsultować się z nim bezproblemowo, ale w zaistniałej sytuacji nie miał jak i nawet nie wypadało mu rozpocząć medytacji. Nie byłoby za dobrze, gdyby podczas pobytu we własnej duszy jedno z brzydactw ucięło mu łeb albo dźgnęło w serce... Oj nie.

//Przepraszam, że tak krótko, ale zabrakło mi weny...//
_________________
Reiatsu: 12 + 15 (shikai)
utrzymywane reiatsu: 12

Stan zdrowia: bez zastrzeżeń
Stan psychiczny: spokojny

Cechy szczególne, blizna na prawym oku.
 
 
     
Jerry O'Connor 
True Irish


Dywizja: XIII
Stanowisko: Kapitan
Zanpakutou: Fhealltóir
Ressurection: 23/112
Aspekt Śmierci: Jerry O'Connor
Wysłany: 2013-08-26, 18:13     

Cała sytuacja nie była zbyt ciekawa, aczkolwiek niesamowicie zaskakująca. Jerry poczuł się trochę oszołomiony, lecz dobrze wiedział, że trzeba zacząć działać.
Shinigami z każdą sekundą znajdowali się w coraz gorszej sytuacji. Kapitan doskonale wiedział, że należy przejąć inicjatywę.
Całej tej sytuacji nie ułatwiał fakt, że tak naprawdę nie miał żadnego pojęcia na temat intruzów. Mógł jedynie podejrzewać, że są jakimś nowym, bądź zmodyfikowanym typem pustych. Dowodziło to też pewnej luki w ich obronie. Nie po raz pierwszy komuś udawało się wedrzeć do ich społeczności.
Zamiast przejść do ofensywy, Irlandczyk musiał podjąć defensywne akcje. Otóż jeden z dywizjonistów znalazł się w sytuacji niebezpiecznej, a utrata któregoś z sojuszników mogła być niebezpieczna. Zastanawiająca była mała ilość shinigami na wzgórzu w końcu emitowali niesamowicie duże ilości reiatsu.
Nie zwlekając dłużej blondyn zwrócił się w kierunku stwora, który zaatakował Itamiego. Kapitan nie miał zbyt wielkiego wyboru. Bezpośredni atak był zbyt ryzykowny, a każde hadou miało szansę zabicia dywizjonisty. Jedyną opcją było użycie bakudou.
-Bakudou no rokujuusan - Sajo sabaku!- krzyknął, używając przy tym defensywnego kidou nr 63-Uwolnij się od tego pierdolca - rzucił jeszcze w kierunku dywizjonisty.
Doskonale zdając sobie sprawę, że również w jego kierunku mknie jeden ze stworów za pomocą shunpo błyskawicznie przemieścił się na otwartą przestrzeń. Zależało mu, aby mieć czystą linię w kierunku ogromnej łąpy.
Nie zwlekając i nie tracąc czasu na długą inkantację Jerry wystrzelił w kierunku łapy hadou nr 73.
Obrał sobie za priorytet zniszczenia "mostu" pomiędzy stworami a Soul Society. Nie mógł być pewien, że nie przybędzie ich więcej. Należało również zając się aktualnym zagrożeniem, jakie stanowił potwór ewidentnie skupiający się na jego osobie. Błyskawicznie wystrzelił w jego kierunku hadou nr 54.
Przez cały czas powstrzymywał się od uwalniania swego zana, wciąż oceniając możliwości przeciwnika i nie ukazując mu wszystkich swych atutów.
_________________
Stan zdrowia: Wyśmienity
Stan psychiczny: Spokojny
Bazowe rei: 35+1(walka w Rzymie)
Utrzymywane rei:10
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 28


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową