Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Wrota bramy senkai
Autor Wiadomość
Raiku 
Shibata Hana


Dywizja: 10
Wysłany: 2013-05-30, 12:19     

Za członkami dywizji 11, niespodziewanie wybiegł blond włosy shinigami. Na pierwszy rzut oka, było widać, że to żółtodziób i dywizjonista.
Shibata, już nieco zdyszany biegł najszybciej jak mógł w stronę siedziby swojej dywizji. Wiadomość z centrali jaką odebrał była przerażająca. Soul Society zostało zaatakowane. Aż trudno w to uwierzyć bo kto jest na tyle głupi? Jednakże wszelkie zwątpienie minęło gdy wyczuł potężne złowrogie pokłady reiatsu w okolicy.
Przełknął ślinę. Z pewnością było to, to same reiatsu co wyczuł w świecie żywych. Należało do tych pustych, wyglądających jak shinigami. Przypominając sobie tamte spotkanie, ścisnął mocniej rękojeść ostrza. Nie miał szans z tymi istotami, sama ich obecność może go zadusić. Jednak, musiał wypełnić rozkaz, a rozkaz brzmiał by skupić się w swoich dywizjach.
Skupił się mocniej, na położeniu Arrów. Klnąc na głos, wyczuł źródło takiego w swojej dywizji, lecz różniło się od reszty. Może coś mu się stało, kto wie?
Z rosnącym strachem ujrzał też omdlałych dywizjonistów takich jak on, rozrzuconych po ścieżce do dziesiątki. Większość z nich była nieprzytomna, tylko nie którzy z trudem łapali oddech. Nie wiedział co począć. Nigdy w akademii nie uczyli go zbytnio o inwazji na SS i nie wiedział co robić, nie wiedział do czego ma być przydatny.
Starając się nie spanikować, zbliżał się szybkimi krokami do swojej dywizji, będąc pewien tylko jednego: Że to najgorszy pierwszy dzień w odziale w całym życiu.
[z/t]
_________________
Reiatsu Bazowe: 10
Reiatsu Aktualne: 10
Stan Zdrowia: W porządku
Kolor Reiatsu: Jaskrawa zieleń

Theme(zapisuje sobie ulubione kawałki póki co) http://www.youtube.com/wa...86790167704AE2A
http://www.youtube.com/wa...86790167704AE2A

KP
 
 
     
Inubis
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-30, 14:54     

Zaraz za kapitanem wyszedł Inubis, chłopak od razu poczuł, że coś jest nie tak. To miejsce, nie wyglądało tak samo, a przynajmniej tak nie pachniało, gdy schodził na Ziemię. Jego Hollow także zwietrzył tę atmosferę... Jednak odłożył to na moment. Kawałek maski pojawił się na prawej części twarzy, więc na oku, które było normalne lekko przykrywając. Demoniczne reiatsu (27) rozlało się po otoczeniu. Głos nie był podwójny, oddech także.
Słowa Taichou w sumie mógł uznać za jakiś afront na jego osobę, bądź też po prostu chciał sobie pożartować. Lekkie stuknięcie ramieniem Yanga, by zwrócić jego uwagę.
- Zamążpójście za jakiegoś cepa... - Powtórzył oznajmiając swoją obecność. W końcu Taichou powinien się domyślić do czego on pije. Dłoń błyskawicznie sięgnęła do rękojeści miecza, a nad Inubisem zebrały się opary fioletowego reiatsu. - Ban... - Powiedział z głupim uśmiechem na twarzy, Yang dobrze wiedział, co on miał na myśli, a także był świadom, że nie uwolni miecza w tym miejscu z takiego powodu. No cóż. - Spodziewałem się lepszej oceny mojej osoby. Taichou-sama. - Ręka spadła z tsuki miecza, tak jak i kawałek maski, który przed momentem zdobił twarz oficera.
Jednak gdzieś tam w głębi duszy Vaizard cieszył się, że ma pod kim służyć, że ma dla kogo służyć, że istnieje ta przystań do której może wrócić... Przystań, której spokój jest zagrożony.
- Kapitan chce powiedzieć, że miło cię widzieć Hiyori-chan. - Uśmiechnął się, nawet jeśli poprzednie "uśmiechy" były i pojawiały się, to dziewczyna nigdy nie widziała w nich szczerości. A teraz? Zmienił się tam na Ziemi może wcześniej nie zauważyła tego, ale właśnie dla niej mógł teraz przykleić na swoją twarz prawdziwy i szczery uśmiech. - Także się cieszę... - Powiedział w końcu, a czarnowłosa mogłaby przysiąc, że miał na końcu języka jeszcze jedno słowo, takie specialne i inne, lecz urwał? Dlaczego?
Oficer rozejrzał się dookoła i spróbował ocenić sytuację, faktycznie nie powinien opuszczać miecza, faktycznie czas luzu właśnie się skończył i zbijanie bąków. - Więc... - Nie zdążył powiedzieć nic więcej, gdyż właśnie sunął w jego kierunku piekielny motyl... Wiadomość z Instytutu Badań.
Itaru Kensei napisał/a:
Technologiczne centrum informacji zawiadamia:
- Społeczeństwo Dusz zostało zaatakowane. Każdy Shinigami ma obowiązek trzymać się bezpośrednio w pobliżu swojej dywizji i wykonywać polecenia przełożonych (osób najwyższych rangą)
- Należy zachować szczególną ostrożność. Wszystkie polecenia i komendy będą na bieżąco przekazywane, kiedy tylko dywizja I podejmie stosowne decyzje.
- Wszystkie dodatkowe informacje mogące pomóc w zidentyfikowaniu wrogów należy niezwłocznie przysyłać do Instytutu Badań. W tym celu należy wykorzystać metody telekomunikacji radiowej, a gdy taka droga komunikacji zawiedzie (lub zaistnieje realne ryzyko zawodności, np. przez podejrzenie podsłuchu) – należy wykorzystać urządzenia telegrafowe.
- Szczegółowe informacje będą rozsyłane indywidualnie.
- To nie są ćwiczenia.

Tak, powalająca na kolana informacja. Inubis mruknął coś do siebie. Za chwilę popatrzył po zebranych. Najsłabszy zdążył już zniknąć więc nie trzeba się przejmować. Oficer ścisnął rękojeść własnego miecza zbierając coraz większe pokłady energii duchowej, nieco innej niż ta, jaką zna Soul Society, niż ta, którą ma w bazie danych, jednak teraz nie miało to znaczenia. Vaizard wysunął miecz z sayi na plecach.
- Uchi kowasu... Nise-Golpe del Apocalipsis... - Powiedział całkiem spokojnie, choć oręż nie zmienił formy to moc wzrosła zauważalnie (42). Ostrze nie zniknęło w osłonie. Lecz zostało w jego obandażowanej ręce, która zdawała się zapłonąć fioletem przez chwilę. - Nasi goście nie wiedzą z kim zadarli... - Rzucił po czym spojrzał na swojego kapitana. - Jakie są twoje rozkazy? Taichou-sama? - Zapytał wreszcie, nadal nie odkładając miecza, jego poziom duchowy także nie zmalał i nie miał zmaleć.


__
*dla niewtajemniczonych, mój miecz nadal wygląda jak katana z łańcuszkiem przy rękojeści ale jest to jedna z technik shikai...
 
     
Hiyori 
Bitch, please!


Dywizja: XI, IX oficer
Stanowisko: IX oficer
Zanpakutou: Tenshi & Akuma
Ressurection: 285
Aspekt Śmierci: Shirosaki Hiyori
Wysłany: 2013-05-30, 15:27     

Całe szczęście zdołała pochłonąć ponad połowę tego, co zakupiła i jej mózg zaczął normalnie funkcjonować. Nie przygotowało jej to jednak na pojawienie się przed jej oczami nagiej, kapitańskiej klaty. Oczywiście, że od razu ją rozpoznała. Kto z jedenastki by tego nie zrobił kiedy musieli ją oglądać niemal codziennie od samego początku służby. Ona już to robiła od ponad dwustu lat. Niemniej jednak zaskoczona upuściła bułkę. Uniosła czarne oczy ku górze. Uczucie to nie odmalowało się na jej twarzy. Miała ochotę natomiast wybuchnąć śmiechem, gdy usłyszała pytanie Yanga. Nie zrobiła tego. Całe szczęście, bo pewnie zebrałaby jeszcze większe bęcki niż głupi opieprz. Wyprostowała się stosownie, wyrzucając za ciebie resztki jedzenia jakie jej zostały. Wbiła inteligentne spojrzenie w twarz dowódcy. Teraz to już jej wygląd był zabawny. Czemu? Gdyż zaspokoiwszy głód była całkowicie trzeźwa, jednak jej wygląd wciąż dawał wiele do życzenia. No i kolor jej skóry wrócił do normalności.
- Kapitanie, nie mam zamiaru bawić się w takie ceregiele jak śluby. - odparła, a jej spojrzenie było niemal tak samo twarde jak mięśnie stojącego przed nią mężczyzny. Pomimo trzeźwego spojrzenia, wciąż była zmęczona. Trzeba było coś z tym zrobić.
Zaraz, zaraz... Co takiego? Co Inubis właśnie powiedział? Omiotła go spojrzeniem. Znowu miał maskę na twarzy, trochę inną niż ostatnio ale jednak. Czy on próbował okazywać swoją dominację? Co to mało być do cholery jasnej?!
- Hei, nie wygłupiaj się. Nie ma czasu na takie zabawy. - mruknęła beznamiętnie, po czym coś sobie przypomniała. Bingo! - Wybacz Kapitanie. - mruknęła, bo przym wcisnęła rękę do kieszeni spodni Yanga i wyciągnęła z nich strzykawki, które dostał od tego sukinsyna w pracowni dwunastki. Do będzie dobre. Miała ich pięć. Czyli resztę zostawiła Kapitanowi.
Bez zastanowienia wbiła jedną w swoje przedramię i wcisnęła jej zawartość do organizmu. Natychmiast poczuła efekt. Jej serce zaczęło bić jak młot pneumatyczny, gdy przez ciało przepłynął ten niezidentyfikowany specyfik. Była jak na spidzie. Nie... Lepiej. Wepchnęła resztę dopingu jaki zwinęła kapitanowi do kieszeni swoich spodni.
- Będą mi potrzebne. - wyjaśniła po czym odwróciła się na pięcie. - Wystarczy mi pięć minut. - podsumowała i zniknęła.
Niesiona Migoczącymi Krokami skierowała się ku swoim kwaterom. Nie miała wątpliwości, że później uda jej się znaleźć Yanga. Jego obecność pewnie zdołała uspokoić większość ludzi znajdujących się w SS. Oprócz wroga oczywiście...
[z/t]
_________________
Stan Zdrowia - Na skraju załamania psychicznego. A tak to wszystko okej.
Reiatsu Bazowe - 23 + 15 shi-kai.
Aktualne Reiatsu - 23.
Kolor reiatsu - czarny


I'll let you believe...

Znaki szczególne - podłużna blizna na prawym boku, na szyi oraz prawej linii szczęki.
Strój Shinigami - przylegająca do ciała bluzka bez pleców i rękawów, zawiązana na karku, luźne spodnie od kimona pogniecione i nie prasowane od setek lat przewiązane na kostkach aby nie utrudniały poruszania się, a wszystko przewiązane na biodrach białym, cienkim pasem.
Poglądy są jak dupa, każdy jakieś ma, ale po co od razu pokazywać.


Ostatnio zmieniony przez Hiyori 2013-05-30, 17:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Itami 


Dywizja: X
Zanpakutou: Kaminari
Wysłany: 2013-05-30, 19:31     

Nim Itami postanowił łaskawie tu przyjść, przebiegł się wpierw do kolegów z czwartej dywizji, by wszczepili mu z powrotem palce utracone podczas ostatniego zlecenia. Tak, miał niewiarygodne szczęście. To była już trzecia misja pod rząd, którą otrzymał. Pierwsza z nich była totalną klapą, ot nieudany rekonesans, z którego ledwo uszedł z życiem... Jako drugi przypadł mu rutynowy patrol, podczas którego udało mu się pokonać dwójkę uciążliwych Pustych i stoczyć nierozstrzygnięty pojedynek z uciążliwą Arrancarzycą. Niby ta ostatnia sprowadziła dywizjonistę w łaski swego Zanpaktou. Obydwie miały być proste i bezproblemowe, jednak każda z nich okazała się o wiele trudniejsza, niż się tego spodziewał. Nie było po co ukrywać, że Shigekazu był raczej słabym osobnikiem, bardzo przywiązanym do świata żywych. Dawne dzieje... Teraz sama myśl o powrocie w to miejsce przepełniała go niesmakiem i obrzydzeniem.

Kiedyś płakałby nad własnym losem, teraz doskonale wiedział, że nic mu to nie da. Isao? Ten starzec już od kilku lat gryzł ziemię i po dłuższym czasie przestał go w ogóle obchodzić. Niby kiedyś okazał się przydatny, jednak teraz nie miało to większego znaczenia. Shigekazu od czasu pamiętnego patrolu w porcie zaczął asymilować się z rzeczywistością, toteż nie miał zamiaru tracić czasu na bzdury. Teraz miał do wykonania misję w Karakurze. Bez chwili dłuższego zastanowienia, wskoczył portal, by ostatecznie udać się do tamtejszego parku.
zt
_________________
Reiatsu: 12 + 15 (shikai)
utrzymywane reiatsu: 12

Stan zdrowia: bez zastrzeżeń
Stan psychiczny: spokojny

Cechy szczególne, blizna na prawym oku.
 
 
     
Ryoukou Sora 


Dywizja: XIII
Stanowisko: IV Oficer
Wiek: 16/27
Zanpakutou: Sora no Naku
Wysłany: 2013-05-30, 21:42     

- Taichou-san, Ryoukou Sora melduje się. Jestem gotowy do walki z intruzami, lub do jakiejkolwiek pomocy w sprawie inwazji. - Chłopak ukłonił się Kapitanowi Jedenastej Dywizji chwilę po tym, jak pojawił się przy Bramie Senkai. Energia jaką wydzielali członkowie tego oddziału była dosyć spora, lecz chłopak nie miał przez to większych problemów. Jeszce. Nie miał zbyt dużych oczekiwań co do swojej roli w tej batalii, ale nie mógł przegapić takiego wydarzenia, które raczej szybko się nie powtórzy. Ewentualnie wyląduje po raz kolejny w szpitalu, powoli się do tego przyzwyczajał. Ciekawe czemu nie ma O'Connor-Taichou ani Mizu-Fukutaichou... Czuł się trochę nieswojo wśród członków innej dywizji, ale ludzi z Trzynastki nie mógł nigdzie znaleźć.
- Jakie rozkazy Kapitanie?
_________________
Bazowe reiatsu - 19 + (15)
Utrzymywane reiatsu - 10
Kolor reiatsu - Żółte
Stan zdrowia - Dobry
Character Theme
Shikai Theme
 
 
     
Yin 
Yang... daisuki...?


Dywizja: XI
Stanowisko: fukutaicho
Zanpakutou: Tora No Yochi
Wysłany: 2013-05-31, 21:47     

Powrocili ponownie do SS. Działo się coś bardzo powaznego skoro ściągali wszystkich do walki. Yang zapewne bedzie dowodził, więc dla Yin wystarczy tylko jego spojrzenie. Jej poziom rei nieznacznie się podniósł by wybadac co sie dzieje. Dzieki temu mogła swobodnie sprawdzić przynajmniej w pewnej odległości położenie wroga. To co ją jednak zaciekawilo to to co zrobil Inu. Przygladala się jego rei. Było inne.
Teraz jednak ważniejsze były przyszłe rozkazy - z Inu może zawsze porozmawiaxc później.
Popatrzyla na Yanga. Czekala ra rozkazy. Gotowa by walczyć z nim ramie w ramie az odda za niego życie.

Rei: 27

/wiecej z komorki nie dam rady/
_________________

Rejatszu bazowe: 27
Nyan-Kai +15
Aktualne Rei: dostosowane - w poście
Zmęczona

dodatkowe:
Nikt w odległości 10 kroków się nie ukryje.

ubranie: ciuszki shinigami fukutaicho
//Mam mało wolnego czasu, więc nie zawsze wiem o każdej zmianie regulaminu czy "drobnego ogłoszenia".
Zanim dasz warna napisz PW. Ja pracuje!!
Czasem zaglądam z komórki więc wiadomo jakie są ograniczenia//
Ostatnio zmieniony przez Yin 2013-06-02, 01:31, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2015-03-01, 16:41     

Odzyskanie swojego zanpakutou nie należało do najtrudniejszych. W więzieniach martwi strażnicy, a depozyt więzienny wręcz stał przede mną otworem. Co miałem zrobić? Pochwyciłem swoją katanę i poszedłem przed siebie. Nie widziałem jej parę lat, ale jej wygląd wrył mi się w pamięć, a gdy już poszedłem jej szukać słyszałem jej smutne zawodzenie i lament najwyraźniej wśród płaczu innych. Czułem się jakbym odzyskał coś ważnego, Yogari też to czuł, staliśmy się jednością kontrastującą się ze sobą, jak Yin i Yang, a reszta mogła być tylko zazdrosna o naszą czerń i biel. Rozłąka wyszła nam na dobre, a teraz obaj staliśmy przed tą wielką bramą łączącą dwa różne na pozór światy, a dookoła leżeli tylko martwi strażnicy, jeszcze ciepli, nie zdążyli się zjednać ze strukturą Seiretei. Zlizałem krew z ostrej strony katany, jej metaliczny posmak sprawił, że odezwały się moje instynkty. Teraz wiedziałem, że jestem jedynym słusznym członkiem jedenastego oddziału i tylko ja zasługuję na miano jego kapitana. Jednakże, nie miałem nic do stracenia, bo wszystko odeszło razem z moim człowieczeństwem, jeszcze zanim Soul Society wyglądało jak opuszczony poligon wojenny. Stary, zmechacony płaszcz lekko powiewał na wietrze, a kaptur zakrywał moją twarz tworząc ze mnie fantoma, ba, i tak już byłem tylko cieniem przeszłości. Już nikt nie kojarzył nazwiska Arclight, swoją drogą, samo jego znaczenie sprawiło, że dostrzegłem światło w mroku i pozwoliłem sobie go okiełznać z tego tytułu. Nie interesowała mnie już zemsta na wymarłej społeczności, może na jednym shinigami, może. Wszedłem środka bramy, znów miałem okazję przejść przez ten tunel, czułem się jak zwierzak, który po latach siedzenia w klatce wraca do swojego środowiska i przypominały mi o tym blizny na ścięgnach achillesowych, przypominała mi o tym każda pojedyncza szrama na moim ciele.
z/t
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
Ostatnio zmieniony przez Martin 2015-03-01, 16:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2015-03-02, 18:51     

Marszałek skierował swe kroki w kierunku bramy senkai, skąd wyczuł pokaźne skupisko reiatsu. Z szablą w jednej dłoni i sztandarem w drugiej maszerował równym krokiem, posyłając swoje reiatsu we wszystkich kierunkach [25]. Nie zamierzał ukrywać swojej obecności, wręcz przeciwnie - chciał ją zasygnalizować tym, którzy mogli być ocalałymi shinigami. Szalony, samozwańczy władca przemierzał swoje włości w groteskowej masce pogwizdując wesoło. Mimo, że budynki nadal były w stanie dalekim od wzorowego, wojskowego porządku, to widać było, że ktoś próbował uprzątnąć gruz i chwasty zarastające Seireitei. Philippe dotarł w końcu do bramy senkai. Gwizdnął przeciągle zdziwiony, zdjął maskę, i zapytał samego siebie:
- Uhuhu, a co tu się stało?
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2015-03-02, 19:24     

MG

Krajobraz, który malował się przed oczami samozwańczego marszałka stanu straszył już od samego początku. Bezpańskie miecze zalegające na ziemi, gruzowiska, dzika flora porastająca bramę pospołu z mchem, którego nawet nikt nie kwapił się zdrapać z drzwi. Pośród tego całego bałaganu gdzieś z boku znajdował się usypany kopiec z ciał poległych shinigami, wierzchołek przyozdobiony był obnażonym ostrzem, wbitym w cielsko sporych gabarytów wojownika. Renaud nie zauważył tego od razu, ale po zdjęciu swojej maski spostrzegł, że jest otoczony przez bandę bogów śmierci. Właściwie to opryszków, którzy być może tak jak on mianowali się nimi zaraz po tym gdy ukradli uniformy i miecze z magazynów, albo po prostu grupkę zdewaluowanych dusz, które niegdyś strzegły tu porządku. Jaka była ich historia? Zapewne Bóg jeden wiedział, oni sami wyglądali tak, jakby zdążyli puścić całą swoją przeszłość w niepamięć. Bez domów, bez imion, ich twarze nie wyglądały na dotknięte myśleniem. Okrąg rozstąpił się, a do środka wkroczył byczy jegomość o aparycji bezdomnego. Przydługie, niezadbane paznokcie zdobiły dłoń zaciskającą się na czerwonej rękojeści. Niechlujna broda zdradzała, że chwilę temu najpewniej skończył posiłek, gdyż między włosami dostrzec można było nieśmiało ukrywające się okruchy chlebowe. Mężczyzna popatrzył tępym wzrokiem na przybysza, beknął donośnie i zarazem ordynarnie, i drapiąc się po tyłku zapytał:
- Eee, czego mi tu z tym mieczykiem i tą chorągiewką? – Tępy ton głosu od razu zdradzał z kim przyszło się spotkać zamaskowanemu maruderowi. Szabla, którą dzielnie dzierżył w dłoni od razu przykuła uwagę drapieżnego osobnika i jego stada. To, że inni stawali za nim murem nie dowodziło do końca temu, że jest ich przywódcą, świadczyło o tym przetarte, postrzępione haori zawiązane tak, by bardziej przypominało pelerynę niż szatę czy okrycie. Widniało na nim logo jednego z najbardziej krwawych oddziałów w historii Gotei 13, zresztą, nawet ktoś nie mający o tym pojęcia zorientowałby się, że wszedł między barbarzyńców, wygłodniałe wilki, które tylko czekały na ofiarę, na świeże mięso.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
Ostatnio zmieniony przez Martin 2015-03-02, 19:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2015-03-02, 21:42     

Marszałek zasmucił się. Potarł szorstki zarost na brodzie - trudno było ogolić się szablą. Banda nieumytych, zdezorganizowanych żołnierzy, chociaż trudno ich było takimi nazwać, z pewnością wydawała się wroga. Nie tak miał wyglądać oddział shinigami. Stare Gotei działało jak dobrze naoliwiona maszyna, to zaś co widział przed sobą, przypominało bandę oprychów. Największe rozczarowanie wywołał w nim ten, który wyglądał na ich przywódcę. Wielki niechluj raził wszystkie zmysły Philippa, gwałcił poczucie estetyki, opluwał wręcz zamiłowanie do dyscypliny i porządku. Nie był godny noszenia munduru, któremu okazywał tak rażący brak szacunku. I to haori...
Marszałek wbił sztandar w ziemię i chwycił mocniej szablę.
- Niechlujny wygląd, podszywanie się pod oficera, brak szacunku dla munduru i przede wszystkim karygodny brak etykiety w kontaktach z dowódcą...
Zamyślił się przez chwilę. Najwyraźniej ta banda dzikusów próbowała imitować oddział XI, znany z bezwzględności i zamiłowaniu do wojaczki. Wstyd. Kiedyś zostaliby od razu zdyscyplinowani za swoje zachowanie, jednak w tym smutnym świecie panowało bezprawie. Na razie. Rolą dowódcy było danie przykładu swoim żołnierzom.
- Jako, że instytucja sądu polowego chwilowo nie istnieje, jako marszałek Gotei wydaję zaoczny wyrok śmierci z natychmiastowym wykonaniem wyroku. Uznajcie to za przykład. Disparaître, Trompeur.
Do tej bandy przemówić mogła tylko siła, siłą więc postanowił posłużyć się marszałek Renaud. Wyzwolił część swojej mocy [Reiatsu 55] i przygotował się do ataku, przyjmując postawę szermierczą, z lewą dłonią za plecami, prawą stopą wysuniętą do przodu, a szablą celując w przeciwnika.
- Horreur.
Użyta technika pozwalała mu osłabić swojego przeciwnika. Zaszczepił w osiłku przerażenie, co pozwalało mu na celniejsze i skuteczniejsze ataki, oraz błyskawiczne reakcje. Wystrzelił do przodu z całą swoją mocą i prędkością, unosząc szablę nad głową i tnąc z wysoka. Celem jego jednak nie było cięcie przeciwnika, lecz sprowokowanie go do bloku. Sytuację tą chciał wykorzystać, uderzając lewą pięścią w jego brzuch i poprawiając ciosem kolanem w podbródek. Liczył na to, że jego atak oszołomi przeciwnika na tyle, że będzie mógł wyprowadzić potem skuteczne cięcie, kończąc pojedynek szybko. Nadchodzące ataki zdecydował się nie parować, lecz unikać, by nie wiązać swego ostrza w zwarciu.
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2015-03-02, 23:23     

[MG]

Podniosłeś poziom swojej energii a otaczający Cię wojownicy z łoskotem opadli na ziemię. Nie byli w stanie znieść presji miażdżącej każdą, nawet najmniejszą komórkę ich ciała, prawo grawitacji odwróciło się do nich plecami. Ten fakt jednak nie dotyczył niechluja stojącego tet-a-tet z Tobą i szczerzącego rząd pożółkłych, zepsutych zębów. Wyglądało na to, że nie odczuł skutków ubocznych atmosfery, którą zagęściłeś wręcz momentalnie. Zamiast tego przełożył miecz do prawej ręki i nieco nerwowo czekał na Twój pierwszy ruch. Wprowadziłeś swoją szablę w pierwszy etap uwolnienia. Spojrzałeś przeciwnikowi przenikliwie prosto w oczy i wydałeś komendę, a następnie bez ogródek natarłeś na oponenta w iście szermierczym stylu przygotowując się uprzednio do złożenia. Pierwszy atak wyprowadziłeś centralnie znad głowy, był to Twój najsilniejszy atak, gdyż mogłeś go wspomóc impetem z jakim ruszyłeś do boju. Mężczyzna używając klingi swojego miecza zbił Twój atak i przyjął go na prawy bark. Ostrze zagłębiło się w skórze i powędrowało przez chwilę ku dołowi, a krew chlusnęła w powietrzu zalewając przedramię jegomościa z kapitańskim haori. Twoja pięść powędrowała w stronę jego brzucha i zatrzymała się na mięśniach twardych jak stal, on sam nie zgiął się w pół tak jak przewidziałeś, nie byłeś więc w stanie wyprowadzić podbródkowego kolanem. Ostateczne cięcie także spaliłeś na panewce, cóż, w Twoim mniemaniu nie tak to miało wyglądać, ale przynajmniej wciąż było 1:0 dla Ciebie, w końcu to nie Twoja krew została utoczona na polu bitwy. Uzbrojony przeciwnik nie miał zamiaru czekać na moment, w którym łaskawie cofniesz swoją pięść. Złapał Cię za nadgarstek, pociągnął w bok, tak, by przesunąć za siebie i sprzedał Ci solidnego kopniaka w plecy. Poczułeś przez chwilę, że tracisz oddech, by za chwilę móc go odzyskać. Nie upadłeś na ziemię, natomiast gdy odwróciłeś się w stronę swojego przeciwnika, on przeszedł do kontrofensywy. Wystrzelił jak poparzony wyprowadzając kilka cięć na odlew mierzonych w Twój korpus. Nie była to jakaś wysublimowana technika walki, wyglądało to raczej tak, jakby ten osobnik nie dzierżył nigdy przedtem miecza. Gdy zobaczył, że sprawnie unikasz jego ataków nieco zmienił taktykę. Odskoczył na półtora metra do tyłu, stanął jakby pogrążony w chwilowej konsternacji i wypowiedziawszy dwa słowa, które ledwie usłyszałeś również poddał swój miecz uwolnieniu. Tak, to było prawdziwe zanpakutou, które w dodatku diametralnie zmieniło swój wygląd oraz właściwości, o czym miałeś się za chwilę przekonać. Klinga miała może ze dwa metry, wyłączając rękojeść, miecz był dużo większy od Twojego sparingpartnera,, to pierwsza rzecz która rzuciła Ci się w oko. Drugą był kolor pogromcy dusz, ostrze od góry do dołu mieniło się lazurową barwą, zaś zamiast standardowej gardy pojawiły się tam skrzydła, na wzór tych niebiańskich. W samym środku rękojeści otworzyło się oko, które łypało to raz w jedną, to w drugą stronę.
- Akinori Masaru, były kapitan XI dywizji, miło poznać. – Gdy tylko usłyszałeś to nazwisko skojarzyłeś plotki krążące o tym osobniku. Był kapitanem zanim jeszcze sam zostałeś shinigami. Ba, jeszcze przed tym zanim do oddziałów dołączyli kapitanowie, którzy zniknęli po Armagedonie. Ponoć został wysłany na przymusową emeryturę z powodu swojej niepoczytalności i braku konsekwencji swoich czynach. Z wierzchołka ostrza wycelowanego właśnie w Twoją stronę powoli zaczął ulatniać się pyłek koloru zielonego.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2015-03-03, 21:05     

Nie wszystko poszło jak po jego myśli, ale cóż, to dopiero początek walki. Przeciwnika należy poznać, przeanalizować styl jego walki, a następnie bezlitośnie wykorzystać błędy.
Marszałek stropił się z lekka, gdy usłyszał, że osiłek jest byłym kapitanem XI dywizji. Nazwisko mówiło mu niewiele, z resztą, jego pamięć była tak podziurawiona, że nie było nawet co w niej grzebać. W głowie Philippa zabrzmiała za to melodia dawno zapomnianej, zasłyszanej gdzieś kiedyś wojskowej przyśpiewki.
Przynależność do tej właśnie dywizji sprawiała pewne problemy, lecz nie takie, które byłyby do ominięcia. Znaczyło to, że przeciwnik polega zapewne główne na swojej kondycji i sile fizycznej. dlatego taktykę walki należało dobrać odpowiednio do sytuacji.
Widząc zielony pyłek marszałek instynktownie odskoczył do pyłu. Trucizna? Gaz paraliżujący? Nie znając właściwości substancji nie można było się narażać. Trzymając odpowiedni dystans, Renaud postanowił przejść do defensywy. Używając umiejętności jego ostrza, marchandage, zwiększył dwukrotnie swoją prędkość, jednak kosztem spadku siły fizycznej o połowę. Stojąc na lekko ugiętych nogach, utrzymując gardę, wyciągnął przed siebie rękę i wystrzelił z niej promieniem błękitnej energii.
- Soukatsui.
Kidou miało cel nie tylko ofensywny, ale i pozwolić miało na cofnięcie się kilka metrów do tyłu, by zwiększyć dystans między walczącymi. Pewny swej prędkości, marszałek zamierzał unikać ataków przeciwnika, blokując je tylko w ostateczności zbiciem ostrza przeciwnika na bok. Gdyby udało mu się je w ten sposób zbić, zamierzał odpowiedzieć kolejnym soukatsui. Przygotowany był na obserwowanie ruchów swojego przeciwnika, by poznać jego nawyki i zanalizować jego styl walki.
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
Ostatnio zmieniony przez Coburg Sax 2015-03-03, 21:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2015-03-04, 00:08     

MG

Być może marszałek podlegał jakiejś mocniejszej amnezji, ale z pewnością nie zapomniał jak zachowywać się w ogniu walki, dzięki czemu nie uległ kilku szaleńczym cięciom wyprowadzonym przez ex kapitana XI dywizji. Właściwie, było to starcie dwóch byłych kapitanów i to ten, który został zaatakowany miał przewagę w tej walce, operował szablą jak prawdziwy mistrz sztuki niosąc na swych ustach pieśń żołnierską, która ujrzała światło dzienne wygrzebana gdzieś z zakamarków ciemnych myśli Philippa, bowiem nie tylko rozbrzmiała ona w jego głowie, ale też niekontrolowanie sama wcisnęła się na jego usta. Nucona melodia z pewnością dodała mu animuszu, ale tym co naprawdę pozwoliło wdrapać mu się na wyżyny jego gracji była umiejętność zastosowana w przerwie między jednym a drugim atakiem, aby następnie oddalić się na bezpieczną odległość od zielonego pyłu, który wydobył się z ostrza jego przeciwnika. Drobinki jednak nie podążyły za nim, zgromadziły się w jednym miejscu, uformowały się w sporą wirującą kulę, wzniosły w powietrze i roztrysnęły z powrotem na tysiące małych fragmentów. Nie wyglądało na to, żeby jakakolwiek cząsteczka opadła na Twoje ręce, miecz, buty, spodnie czy tors. Postanowiłeś zwiększyć dystans między Wami dwoma, nie wyglądało jednak na to, żeby Masaru miał się przemieścić z aktualnej pozycji. Kiedy w jego stronę powędrowało kidou, zbił je z toru gołą dłonią. Wiązka energii z hukiem grzmotnęła w starą, zapyziałą bramę prowadzącą do świata żywych.
- To wszystko co masz do zaoferowania kundlu? – Niechluj splunął pod siebie uprzednio ordynarnie pociągając nosem. Mieszanka flegmy i śliny spadła wprost pod Twoje buty.
Philippe – Atak
Masaru – Obrona

Stany zdrowia:
Philippe – Nic Ci póki co nie dolega, nie licząc ugodzonej dumy.
Masaru – Jucha z pociętego ramienia przestała się już sączyć. Lekko przypalona dłoń od sparowania zaklęcia. Ubytki w zębach przez zaniedbanie higieny jamy ustnej.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
Coburg Sax 
Philippe Renaud


Dywizja: ?
Wiek: ?
Zanpakutou: Trompeur
Wysłany: 2015-03-04, 20:27     

Plan się nie udał. Tak jak myślał Philippe, przeciwnik był doświadczony w boju i nie zamierzał rzucać się w wir walki na oślep. Skontrował z łatwością naprędce rzucone kidou - z resztą, tego można było spodziewać się po kimś na poziomie kapitana. Umiejętności jego zanpaktou nadal nie były jasne, a był to czynnik, który mógł przesądzić o wygranej bądź przegranej. Takiego wroga nie należało lekceważyć pod żadnym względem.
Jednak gdy marszałek usłyszał pogardliwe określenie rzucone w jego kierunku, coś w nim pękło. Kundel?! Jak on śmie! Sam był niczym więcej niż wściekłym psem z XI dywizji, co prawda z wielkimi kłami, ale ciągle psem. Daleko mu było do strategicznego umysłu Renauda.
- S... sam jesteś kundlem! - odparł marszałek, rzucając błyskotliwą ripostę - Ban kai! Borreau Noir!
Skończyły się żarty. Reiatsu samozwańczego przywódcy shinigami skoczyło gwałtownie [80]. Gilotyna za jego plecami zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Czarny pył Les Yeux otoczył marszałka ochronną barierą. Jego obrona była teraz doskonała, pozwalając na reakcje wyprzedzające ciosy. Nic nie miało prawa się przez nią przedrzeć. Utrzymując podwojoną prędkość wyskakuje w kierunku przeciwnika we frontalnym ataku. Zamierza wejść w jak najbliższy kontakt z przeciwnikiem. Jego celem jest wciągnięcie go w sferę działania Les Yeux i spowolnienie jego reakcji, dodatkowo używając techniki Horreur. Gdy już znajdzie się wystarczająco blisko, zamierza złapać przeciwnika za rękę, która najprawdopodobniej wyprowadzi cios, lub szaty, jeżeli to się nie powiedzie, i cisnąć nim o ziemię z podwojoną siłą, którą zapewnią mu umiejętności jego zanpaktou. Zablokowanie swoim ostrzem ostrza przeciwnika będzie kolejnym krokiem, a kończącym walkę coupe de grace będzie wymierzone w klatkę piersiową osiłka hadou numer 88 - Hiryuu Gekizoku Shinten Raihou. W razie niepowodzenia planu, marszałek zamierza zasypać przeciwnika gradem sztychów, uprzednio normalizując swoją prędkość i siłę. Druga ręka pozostanie wtedy wolna, gotowa do chwycenia przeciwnika przy najbliższej okazji. Seria szybkich pchnięć mieczem ma za zadanie spowodować, by przeciwnik zaczął się cofać, by ostatecznie znalazł za plecami ścianę bądź inną przeszkodę. Wtedy będzie łatwym celem dla dewastującej techniki Ouragan. Utrzymywane cały czas Les Yeux pozwoli marszałkowi na szybkie reakcje i obronę oraz uniki z wyprzedzeniem.
Żarty się skończyły - wygra tylko prawdziwy wielki wojownik.
_________________
vae victis
reiatsu: baza 40 + shikai 15 + bankai 25
utrzymywane reiatsu: 80
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2015-03-04, 22:33     

[MG]

Obelga wymierzona w Renauda najwyraźniej mocno odcisnęła swe piętno zostawiając plamę na jego honorze. Zaczął poważnie traktować swojego przeciwnika, który w przeciwieństwie do niego, szanowanego i uznanego Marszałka był zwykłym barbarzyńcą z ulic, a jeszcze śmiał zarzucać mu skundlenie. Dałeś się ponieść emocjom, co można było wywnioskować z Twojego tonu głosu, którym odszczeknąłeś oponentowi jak i z faktu, że postanowiłeś by Akinori w pełni posmakował potęgi Twojego miecza. W momencie w którym gilotyna zniknęła zza Twoich pleców, Twoja sylwetka została otoczona przez niewiadomego pochodzenia czarną powłokę. Jej właściwości także nie były znane Masaru, co zresztą wprowadziło go w niewielką konfuzję. Wykorzystałeś chwilę nieuwagi ex kapitana i używając pełnej prędkości natarłeś frontalnie. Ostrze szabli cięło od prawej do lewej odsłonięty tors barbarzyńcy zostawiając całkiem głęboką ranę z której momentalnie zaczęła sączyć się szkarłatna posoka. Twój przeciwnik nie zdążył nawet się obronić przed tak błyskawicznie wyprowadzonym cięciem, stał nieco oszołomiony do momentu, w którym złapałeś go za jego pelerynę i cisnąłeś nim o ziemię jak kukłą. Cielsko Akinoriego grzmotnęło o podłożę a tumany kurzu wzbiły się w powietrze. Następnie wystawiłeś dłoń z zamiarem wystrzelenia jednego z potężniejszych zaklęć destrukcyjnych jakie gotei 13 widziało. Niebieski promień popędził w stronę obranego celu, nie sięgnął go jednak, gdyż Masaru wykorzystując zasłonę dymną i atut jego miecza, czyli niebiańskie skrzydła znajdujące się przy gardzie wzleciał w górę na tyle szybko, by w ostatniej chwili uchronić się przed śmiercionośnym wybuchem. W swym destruktywnym szale nawet nie zwróciłeś na to uwagi, kontynuowałeś ofensywę wyprowadzając grad pchnięć w miejsce. w którym docelowo znajdował się były kapitan. Dopiero gdy nieco ochłonąłeś i zaniechałeś dalszej furii zauważyłeś, że Twój oponent lewitował w górze, był ciężko ranny i bardzo zdyszany, krew spływała z niego i użyźniała glebę.
- Już dawno się tak świetnie nie bawiłem. Chyba trochę Cię nie doceniałem. Ban-Kai. – Ziemia pod jego stopami gwałtownie się rozstąpiła tworząc sporą szczelinę z której po chwili zaczęły buchać gargantuiczne płomienie, które nie omieszkały zacząć lizać swymi językami ciała Masaru. Zauważyłeś, że dłoń, która jeszcze przed chwilą tak kurczowo trzymała się rękojeści zwolniła swój uścisk, a jej właściciel spadł prosto w szczelinę. Z jej środka dobyło się głośne rżenie konia. Właściwie nawet zacząłeś się zastanawiać o co w tym wszystkim do kurwy nędzy chodzi? Właściwie, ale przestałeś w momencie, w którym ze środka piekielnej czeluści wyskoczył czarny rumak z płomienną grzywą, a dosiadał go ktoś na wzór samuraja w pełnej, czarnej zbroi charakterystycznej dla tych wojowników podczas wojen.W dłoni dzierżył naginatę, którą dynamicznie zakręcił kilka razy by stworzyć tornado pędzące wprost na Ciebie.
- Chuusei no Aki. - Zdaje się, że słowa te wyrażały pełne imię jego zanpakutou.
Tury:
Philippe – Obrona
Masaru – W trakcie ataku
Stany zdrowia:
Philippe – No raczej nic Ci nie jest.
Masaru – Teraz gdy ma na sobie zbroję trudno stwierdzić. Możesz przypuszczać, że odniósł spore obrażenia.
Stany Reiatsu:
Philippe – 76%
Masaru – 90%
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 1,11 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową