Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
Kaminote Azura
Autor Wiadomość
Kaminote Azura 
Inkwizytor bez celu...


Dywizja: Taichou Kidou Shuu
Stanowisko: Taichou
Wiek: 28/628
Zanpakutou: Kugyoo
Wysłany: 2012-04-08, 17:38   Kaminote Azura  

Imię i nazwisko postaci:Kaminote Azura/Akarui
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Rasa: Shinigami
Wiek: 28/142
Ranga: Taichou (ew. Ex- Taichou)
Dywizja: Korpus Kidou
Wygląd:
Hanou jest wysokim, jasnowłosym mężczyzną o głębokich srebrzysto niebieskich oczach jarzących się żółtym, przywodzącym na myśl pustych, blaskiem. Po jego smukłym, nieco szczupłym ciele ciągną się dziwne szramy, które wyglądają jakby przeżył walkę z tygrysem, bądź innym dużym kotem. Ma dziwną, elfią twarz - ostatnimi czasy jego rysy się wyostrzyły i nabrały mrocznego charakteru. Oczy nieco skośne, a kąciki dziwnie uniesione ku górze, usta pełne aczkolwiek ściśnięte i zwężone. Włosy sięgają po bokach nieco za ramiona, zaś z tyłu po łopatk Na brodzie pobłyskuje kilka włosków tworzących charakterystyczny zarost. Sylwetkę wojownika podkreślają; wyrzeźbiony brzuch i klatka, oraz szerokie ramiona. Zazwyczaj nie nosi charakterystycznego kimono odpowiadającego shinigami, gdyż woli inne odzienie w mrocznych kolorach - brunatnego brązu kimono, półzbroję z opalizującego, czarnego metalu.
Wzrost: 179cm
Waga: 74kg
Charakter:
Kiedyś altruistyczny i ciepły, teraz ziejący chłodem i aurą przyprawiającą o dreszczyk. To strach czy zaintrygowanie jego postacią? Przejawia dziwną ekscentryczność i niezdrowy egocentryzm. Raczej nie wdaje się w bójki i kłótnie, ignoruje takie sytuacje lub sięga po swój miecz ukracając życia napastników. Jest ostrożny i buntowniczy, aczkolwiek nie ma skłonności do dezercji. Potrafi jasno i boleśnie skrytykować zachowania przełożonych, gdy uważa iż ich plan ma błędy. Jednocześnie ma tendencję do kwestionowania poleceń, dlatego dołączył do Korpusu Kidou, albowiem dzięki temu nie musi być podkomendnym Soutaichou.
Historia postaci:

”Powitajmy Rukongai”

Kim był na ziemi? Nie pamięta. Nie pamięta swojej śmierci i pojawienia się w Soul Society. Pierwszym odczuciem był głód. Potworny głód jaki trawił jego wnętrzności. Otworzył oczy i poczuł dziwną woń. Podniósł się, okazało się, że znajduje się w drewnianym domku, którego okna zostały zakryte płóciennymi płachtami, a przez wąskie szpary wpadało przytłumione pomarańczowe światło, a w jego wątłej smudze tańczyły miliony drobinek kurzu.
Westchnął i podszedł do drzwi, które tak samo jak okna zakryte były płóciennymi płachtami. Odwrócił głowę i rozejrzał się po izbie. Okazało się, że chałupina w której się obudził posiada tylko jedno pomieszczenie i jakby małą wnękę w ścianie północnej. We wnęce leżało kilka lnianych szmat. Spojrzał po sobie i zauważył, że sam odziany jest w takie „ciuchy”. Wokół pasa miał przewiązany sznur, a na stopach proste skórzane sandały. Odzienie było jednoczęściowe i sięgało do połowy ud.
Usłyszał stuknięcie o futrynę i nagle do pomieszczenia wpadło więcej światła. Do środka weszła czarnowłosa dziewczyna.
- Obudziłeś się – burknęła i minęła go, po czym podeszła do zakamuflowanego w kącie izby stolika i wzięła z niego dzban, po czym do drewnianego kubka nalała nieco zawartości i wepchnęła mu w dłonie.
- Pij i wychodź. – Słowa były jednoznaczne, miał się wynosić.
- Przepraszam, kim jesteś? – zapytał podnosząc do ust kubek. Zawartość przypominała kompot, choć jakby nieco jałowy w smaku, jak gdyby na kilogramie owoców ugotowano dwadzieścia `litrów wywaru.
- Ach… Takemawa. – Dziewczyna westchnęła i widząc, że skończył pić wzięła kubek i odstawiła go na stolik. Obeszła go i pchnęła w plecy ku drzwiom – Musimy iść.
- Takemawa to twoje nazwisko? – zapytał mężczyzna i ruszył ku drzwiom.
- Rozgadany jesteś… – westchnęła i wyszła pierwsza. Zielonowłosy ruszył za nią. W jego oczy uderzyła fala niezwykle jasnego, jaskrawego złotego światła. Był ranek, a słońce stało nad dzielnicą Rukongai.
- Gdzie ja jestem? – zapytał.
- To Rukongai. Dzielnica w której mieszkają wszystkie dusze – rzekła dziewka i przysiadła na ławce.
- Dusze? – Zdziwienie chłopaka było naprawdę ogromne, uniósł prawą brew tak, że jego czoło pokryły zmarszczki zaniepokojenia.
- Nie rozumiesz? – zapytała teraz ona patrząc mu głęboko w oczy.
- Nie do wiary… – Zakręciło mu się w głowie i opadł obok dziewczyny – Czy to oznacza, że nie żyję? – zapytał zszokowany.
- Tak. – Dziewczyna spojrzała na niego, a jej twarz złagodniała i nabrała ciepła – Mam na imię Kamao, a ty? – zapytała teraz zupełnie innym tonem wyrażającym ciepło jakie posiadała.
- Hanou. – Kanashimi nie miał na razie siły rozmawiać, jedyne co czuł to strach i dezorientację. Otworzył szeroko oczy i dotknął swego policzka, klatki piersiowej, pomacał włosy. Wszystko było takie jak zawsze – Ale dlaczego wyglądam tak? Dlaczego mam ciało? – zapytał pospiesznie z szokiem w głosie.
- Bo nie stajemy się obłoczkami jak wszyscy żywi myślą, a przyjmujemy określony kształt, taki jaki mieliśmy za życia na ziemi. Kiedy cię wybiorą byś mógł ponownie żyć, zapomnisz co działo się tutaj i będziesz żyć ponownie. – Jej słowa wydały mu się dziwnie logiczne, jakby to co mówiła była prawdą, którą znają wszyscy i nie ma się co do niej spierać. Wstał i puknął w drewniane ściany chałupiny.
- Mieszkasz tutaj z kimś? – zapytał.
- Teraz z tobą. – Uśmiechnęła się do niego i wstała – Nie odpowiada ci? – Na jej twarz wpłynął cień i jakby smutek.
- Nie. I tobie też nie powinno, chodź! Znajdziemy dom, a ty powiesz mi coś więcej o tym świecie. – Kanashimi złapał ją za rękę i ruszył przed siebie.
- Czekaj! – Szarpnęła i wyrwała się spod jego uścisku i wbiegła do domu – Możemy się przejść, ale domu tak łatwo nie znajdziesz – krzyknęła z mieszkania – Masz. – Wychodząc z domu rzuciła mu drewnianą atrapę miecza.
- Po co nam to?
- W okolicy kręci się pełno zbirów, to zawsze jakaś broń i ochrona – odparła uśmiechając się.
- To teraz opowiadaj. – Kanashimi zarzucił sobie broń na ramię i ruszył przed siebie.
- Jesteśmy jak już mówiłam w Rukongai. To dzielnica tych dusz, które nie posiadają ponadprzeciętnych zdolności i nie mają wstępu do Seireitei. Rukongai i Seireitei oraz wszystko co jest wokół tworzą Soul Society – Społeczność Dusz, w której przebywają wszystkie dusze nie będące w ciałach żywych ludzi. – Przerwała na chwilę i spojrzała na Kanashimiego.
- Czym jest Seireitei? – Wiedziała, że zada to pytanie. Była tego pewna. Wybuchła śmiechem i spojrzała na niego.
- To miejsce w którym mieszkają Shinigami. Shinigami to bogowie śmierci, strażnicy ładu w świecie żywych, chronią nas i ich przed pustymi istotami, jakimi stają się dusze ludzi po śmierci. Martwa istota wyrzuca z siebie duszę. Dusza, która nie jest przywiązana do czegoś przyziemnego od razu trafia do Soul Society, lecz są takie, które łańcuch przeznaczenia przywiązuje do danej osoby, miejsca lub rzeczy. Wtedy takim osobom pomagają bogowie śmierci, wykonując pogrzeb duszy na nich i sprowadzając ich do Rukongai. – Odetchnęła na chwilę. Kanashimiego zdziwiło to, że teraz jakby zmieniło się otoczenie. Budynki wyglądały na stabilniejsze i o mocniejszej architekturze.
- Mówiłaś coś o pustych. – Kanashimi wyłapał z jej słów coś o mrocznych, pustych duszach.
- Ach tak. Puści – hollow – to istoty, które kiedyś były normalnymi ludźmi, a raczej ich duszami i zatraciły się w swym cierpieniu. Cierpieniu, żądzy, tęsknocie, smutku – wszystkich tych ludzkich emocjach, które towarzyszom duszą ludzi po śmierci. Zapadły się w siebie i opustoszały, czują jedynie pragnienie napełnienia swej pustki. – Zamknęła oczy i otworzyła je szybko – Padnij! – krzyknęła.
Kanashimi szybko się schylił i usłyszał ciche łupnięcie, a potem łomot. Spojrzał w górę, a Kamao stała z wyprostowanym kijem, którym przed chwilą powaliła napastnika. Trzymał w ręce kamień zaostrzony jak sztylet, uderzenie Takemawy sprawiło, że uderzył o ścianę pobliskiego domu i wbił sobie go całego w udo.
- Mówiłam ci o tych łajdakach. Zawsze chcą mi coś zrobić, chcą się mnie pozbyć. – W oczach dziewczyny zobaczył ogień, siłę i potęgę.
- Ale dlaczego? – zapytał Kanashimi podnosząc się i otrzepując kolana.
- Dlatego, że posiadam ponadprzeciętne zdolności i mogę być łakomym kąskiem dla shinigami. Nie lubimy ich tutaj dlatego, że nam nie pomagają. Wiele osób cierpi i nie ma gdzie się podziać, lecz oni patrzą na to obojętnie. A ci tutaj widzą we mnie jedną z nich.
- Ponadprzeciętne zdolności? – Temu Kanashimi nie mógł się nadziwić.
- Czujesz coś? Dziwne pulsowanie lub coś podobnego? – zapytała.
Skupił się, lecz nie czuł nic. Cisza wokół, wszystko było najzupełniej normalne.
- Nie, nie wyczuwam nic paranormalnego.
- Skup się. Każdy, kto choćby posiada krztę energii duchowej jest w stanie wyczuć tę małą, pulsującą we mnie siłę.
- Ale może ja takiej nie posiadam? – zapytał patrząc na dziewczynę. Teraz było mu już wszystko jedno. Kiedyś nie uwierzyłby, że istnieje magia, dziwne demony i duchy, ale teraz?
- Pleciesz. Ja czuję twoją utajoną energię. Jest bardzo maleńka, ale ma potencjał. – Te słowa coś znaczyły, lecz nie wiedział co. Teraz przyjrzał się jej i dostrzegł, że nie wygląda jak większość mijanych przezeń ludzi. Miała czyste włosy i skórę, jej dłonie były delikatne.
- Kamao-san. – Wiedziała, że ją odczytał, zrozumiała – Jesteś shinigami prawda? – zapytał.
- Szybko poszło. – Uśmiechnęła się i zrzuciła szarą togę, a pod nią kryło się czarne kimono z białymi wykończeniami oraz jasnoniebieskim pasem obi. U pasa zwisał miecz, nie byle jaki, w czarnej saya, z pięknymi złotymi wykończeniami i czarną, zdobioną rękojeścią – Takemawa Kamao to moshimasu. Gotei Juuni Bantai Fukutaichou – rzekła związując włosy czerwonym rzemykiem.
- Fukutaichou? Porucznik? – Kanashimi zrozumiał, że całe to Seireitei to koszary w którym urzędowały wojska. Wojska, które miały przydzielone dywizje, a kobieta która przed nim stała była porucznikiem dywizji dwunastej. Ile ich było? Nie wiedział. Ważne, że coś się kroiło.
- Tak, porucznik. Tak jak powiedziałam jestem łakomym kąskiem dla shinigami. Ty także. – Uśmiechnęła się i odwróciła – Miło się rozmawiało, a teraz musisz sobie radzić sam. Dałam ci broń. Masz. – Rzuciła mu jabłko, które mimowolnie złapał – Masz energię więc będziesz głodny, zobaczymy się jutro o świcie. – I już jej nie było. A turkusowo-włosy chłopak zamiast analizować całą sytuację wgryzł się w jabłko. Usłyszał szmer i pojął, że to on był wcześniej celem ataku. Wszyscy musieli wiedzieć, że posiada energię duchową i dlatego ona po niego przybyła. Może w tamtym miejscu wcale nie był bezpieczny.
Obok jego głowy przemknął kamień. Duży kamień o średnicy dziesięciu, piętnastu centymetrów.
- Hej ty… co tutaj robisz? Wynoś się! – Krzyk mężczyzny mierzącego dobrze ponad dwa metry sprawił, że Hanou zadziałał instynktownie – począł… uciekać. Przebiegł dobre dwie dzielnice i zatrzymał się. Już można by pomyśleć, że wszystko dobrze się skończyło, gdy nagle poczuł silne uderzenie w tył głowy i upadł na ziemię. Nic nie zdziałał, jego miecz i jedyne pożywienie jakie posiadał zniknęły, zabrane przez bandę dzieciaków. Podniósł się i w długą, za nimi. Złapał ostatniego i szarpnął nim.
- Zostaw mnie! – Krzyk chłopca wcale nie przeszkodził jego „przyjaciołom” w ucieczce – Zaczekajcie! Pomocy! – krzyczał chłopak, ale nic nie pomogło.
- Oferma! – Kanashimiego i chłopaka dobiegł krzyk – Nie jesteś nam potrzebny łajzo.
Hanou zrobiło się żal chłopaka. Zauważył, że to on zwędził mu atrapę i zabrał mu ją z ręki.
- Jeśli będziesz grzeczny to cię puszczę, zrozumiano? – zapytał.
Chłopak nie odpowiedział, w oczach stały mu łzy. Zostawili go, ci którym ufał i dzięki którym miał co ze sobą zrobić zostawili go samego.
- Mały, jak się nazywasz? – zapytał.
- Rezoshi. – Chłopiec odpowiedział i spojrzał w oczy mężczyzny – Nie rób mi krzywdy – poprosił.
- Nie zrobię, nie wolno kraść, ani napadać – rzekł facet i postawił go na ziemi.
- Przepraszam. Hishi jest chory, więc chciałem dla niego zdobyć jedzenie, teraz pewnie chłopaki go zostawili i będzie z nim coraz gorzej – powiedział Rezoshi i spojrzał w dal za nimi.
- Kim jest Hishi? – Mężczyzna zapytał chłopca z powagą i zainteresowaniem.
- To mój mały brat. Tak naprawdę to nie mój brat, ale jest jedyną osobą, którą tak naprawdę tutaj znam. – Słowa te uderzyły w Hanou. Taki mały chłopak nie ma tutaj opiekunów?
- A twoja mama? Twój tata? Ktokolwiek?
- Taty nie mieliśmy, a mamę zabiło trzech mężczyzn, którzy chcieli sobie ulżyć i zdobyć trochę pożywienia. Mama wymknęła się z domu by znaleźć dla mnie jedzenie i wtedy to się stało… – Urwał. Nie był w stanie więcej mówić. Po jego dziecięcych, wychudzonych policzkach popłynęły łzy. Uwadze Hanou nie uszło to, że chłopak musiał się żywić. To oznaczało, że posiadał energię duchową, ponadprzeciętną energię duchową, bo chyba każda istota posiada reiatsu.
- Zaprowadź mnie do brata. – Słowa Kanashimiego w dziwny sposób sprawiły, że w oczach malca rozbłysnął ogień. Uśmiechnął się blado i biorąc starszego za rękę skierował się ku pierwszej uliczce. Przez kilkanaście długich minut, które ciągnęły się w nieskończoność przemykali przez labirynty Rukongai i dotarli w końcu do drewnianej chatki, której dach się zapadał. O ile Rezoshi miał ciemne, czarne wręcz włosy i hebanowe oczy, o tyle jego brat był białowłosym blondynem o zielonych oczach. Wyglądał na naprawdę wycieńczonego. Leżał przykryty płóciennym kocem, jego czoło błyszczało od kropli potu.
- Rezo-kun? – zapytał w ciemno. Dopiero gdy podeszli bliżej Kanashimi zauważył, że jego oczy przykrywa biała mgła. Był niewidomy.
- On od zawsze? – Kanashimi szepnął Rezo do ucha pytanie, ten pokręcił głową i zmarkotniał.
Gorączka. To ona sprawiła, że chłopak oślepł, zbyt długo się utrzymywała i wynosiła zapewne ponad czterdzieści stopni. Teraz zapewne była niższa, ale o ile?
- Rezo? Rezo? – Głos chłopca wyrażał strach.
- Nie bój się braciszku, jestem tutaj. – Teraz, gdy starszy przytulił Hishi’ego, Hanou zauważył, że w stosunku do pierwszego, drugi jest niezwykle chudy. Nie szczupły, a wychudzony. Skóra naciągnięta na kości – Przyprowadziłem przyjaciela. Pomoże nam – powiedział chłopak.
- Przyjaciel?
- Jestem Hanou – rzekł mężczyzna, tylko na tyle było go teraz stać.
- Witaj, dziękuję. – Z kącików zamglonych oczu popłynęły żywe łzy, takie które roniła osoba wdzięczna za samą chęć pomocy. Kanashimi złapał Rezoshiego za ramię i kiwnął, żeby wyszli przed dom.
- On jest bardzo chory, ja tutaj nie pomogę. Znasz jakiegoś lekarza? – zapytał Hanou.
- Medyków spotkasz tylko w Seireitei u shinigami. Boję się tam pójść – odpowiedział Rezo.
- Bierzemy go ze sobą i idziemy – rzekł Kanashimi i wszedł do domu – Wezmę cię na plecy, zaufaj mi. – Słowa te chyba trafiły do młodego chłopaka bo zaplótł ręce wokół szyi mężczyzny – Rezoshi-kun, prowadź.
Szli dłużej niż godzinę, a Hanou raz po raz musiał przystawać by zaczerpnąć tchu. Potrzebował jedzenia, był niewiarygodnie zmęczony, a do bram Seireitei było jeszcze daleko. W połowie drogi zdarzyło się coś co zdarzyć się musiało. Zostali zaatakowani, a raczej Kanashimi został zaatakowany. Przez tych co wcześniej – nienawidzących shinigami mieszkańców Rukongai. W porę zorientował się, że przeprawa przez tą dzielnicę będzie wyjątkowo niebezpieczna i przekazał Hishi’ego bratu.
- Idź dookoła, spotkamy się o tam. – Wskazał drugą stronę dzielnicy. Chłopak jak nikt inny znał boczne przejścia, a Hanou musiał sam sobie poradzić z kilkoma zbirami.
Nie mieli zamiaru rozmawiać, było ich trzech. Jeden wyższy, trzymał w ręku coś co można byłoby nazwać pałką. Rzucili się na turkusowowłosego, a ten w dziwny sposób nieznany sobie powalił ich obu, choć przy tym zarobił kilka potężnych ciosów w nos. Wpierw zamachnął się potężnie drewnianym mieczem w brzuch jednego z nich i perfekcyjnie powalił go na ziemię zostawiając bez tchu. Drugi był cięższy. Dopadł go i uderzył z pięści w twarz rozcinając mu wargę i zahaczając o nos. Coś chrupnęło i chrząstka pękła. Po jego twarzy spłynęła krew ze złamanego nosa.
- Jesteś inny niż reszta. Aż z przyjemnością cię załatwię. – Osiłek rzucił się na niego próbując wymierzyć cios z góry, lecz Hanou w ostatniej chwili go uniknął i natychmiastowo spróbował skontrować cios. Skończyło się na tym, że olbrzym dostał drewnianym kijem w czoło i na chwilę go zamroczyło. Hanou odwrócił się i pognał przed siebie. Wiedział, że już go nie dogonią, po czym zwolnił. Rezoshi z bratem czekał już na niego w ustalonym miejscu.
- Co ci się stało?! – To pierwsze słowa jakie usłyszał Hanou od swoich nowych podopiecznych, a raczej od tego, który widział na oczy. Sam musiał się zorientować, że po jego brodzie kapie krew i plami swe jedyne ubranie. Na szczęście, krew już przestała lecieć.
- Chyba złamali mi nos – rzekł i dotknął swojej twarzy, chrząstka była pogruchotana, a nos opuchnięty. Złapał go kciukiem i palcem wskazującym i nastawił z głośnym chrupnięciem. Zabolało, ale nie było wyjścia.
- Chodźmy, już blisko – powiedział, ponieważ dalej była lekka przerwa w budynkach, a za nią wyrastały na planie ogromnego okręgu błękitno białe, drewniano-kamienne mury – To tutaj jest Seireitei? – zapytał patrząc na chłopaka. Ten przytaknął i oddał mu brata, a sam odsapnął chwilę
Przeszli kilkanaście metrów i nagle pojawiło się przed nim z nikąd dwóch mężczyzn w czarnych szatach.
- Dalej nie ma wstępu, to teren shinigami. Zawróć wieśniaku. – Słowa te wypowiedział z pogardą wyższy z dwójki. Widać było, że czuje wyższość nad innymi, może od zawsze był shinigami?
- Przepraszam, ten dzieciak jest bardzo chory! Musicie mu pomóc! Proszę! – Kanashimi podszedł bliżej wskazując na chłopaka. Pierwsze co go spotkało to mocne uderzenie.
- Czyżbyś się przesłyszał? – zapytał niższy z shinigami.
- Ja chcę tylko pomocy – rzekł Hanou, który mimowolnie zablokował cios pięścią przeciwnika. Spojrzał w brązowe oczy boga śmierci, ale nie znalazł w nich ni krzty ciepła. Widocznie ten już zawsze miał pozostać taki jaki jest. Bez uczuć, bez serca.
- Takich jak ty się tutaj eksterminuje. – To drugi z nich się ponownie odezwał i wyciągnął z pochwy swą katanę. Machnął nią i wskazał na Hanou – Wynoś się stąd dopóki możesz – warknął tym razem.
- Jesteście strażnikami ładu i nie pomożecie temu chłopcu? – krzyknął wściekły Hanou. Mężczyzna nie miał zamiaru się z nim patyczkować, natarł nań mieczem z góry, a Hanou odskoczył w ostatniej chwili. Teraz w oczach turkusowowłosego można było wyczytać strach mieszający się z poświęceniem – Tak działa shinigami? Tylko zabija?! – warknął i kopnął mężczyznę. Drugi tylko się przyglądał. Zaskoczyło go wcześniejsze zablokowanie ciosu i chyba nie miał zamiaru tak naprawdę robić krzywdy tej trójce. Nie mniej nie reagował na czyny swojego przyjaciela, który starał się jak najszybciej zakończyć nie-życie trójki dusz. Cios z lewej strony został zablokowany oburącz drewnianym mieczem Kanashimiego, a na jego powierzchni pojawiło się pęknięcie. Dodatkowo uderzenie wyprowadziło Hanou z równowagi.
- Zamierzasz mnie zabić podła świnio? – krzyknął Kanashimi i rzucił złamanym mieczem w przeciwnika. Ta chwila wystarczyła mu na doskoczenie do niego i uderzenie w twarz. Cios może nie był silny, lecz trafił w nos. Shinigami zatoczył się, a Hanou złapał go za prawą rękę i wykręcił ją tak, że ten wypuścił miecz. Hanou podniósł go i wyrzucił za mur.
- Poradzisz sobie bez miecz głupku? – Kolejny cios wylądował na twarzy wyższego, prawie jego wzrostu boga śmierci.
- Nie będę tolerować takich zwyrodnialców jak ty bandyto. Napadłeś oficera Gotei. Czeka cię za to śmierć. – Shinigami odsunął się i wyprostował rękę wskazując na Kanashimi’ego dwoma placami – Hadou no youn: Byakurai! – Z palców wystrzelił biały promień, który uderzył Hanou w brzuch i przebił go na wylot trafiając Rezo w głowę. Ten osunął się na ziemię.
- Reichi-san dość! Zabiłeś tego chłopca! – wrzasnął drugi z shinigami i uderzył pierwszego w twarz.
- Rezo-kun? Rezo-kun? – Hishi począł rozglądać się wokół swymi niewidzącymi oczyma. Doszedł na czworaka do martwego jak się okazało brata i zaczął głośno łkać powtarzając imię chłopca.
- Co… ty zrobiłeś… draniu? – Leżący na ziemi Hanou zwijał się z bólu, lecz teraz pojawiło się coś innego niż ból – chęć zemsty silniejsza niż wszystkie doznania. Niestety jego zemsta nie miała się dopełnić w najbliższym czasie ponieważ stracił przytomność.

”Wytyczenie celu”

Hanou obudził się i poczuł, że boli go brzuch. Ból nie był ostry, po prostu był wyczuwalny. Złapał się z niego i zauważył, że ma obwiązany jedwabnym bandażem bok. Podniósł się i rozejrzał. Był w pomieszczeniu, lecz zupełnie innym niż to w którym przebudził się po raz pierwszy. Dodatkowo miał na sobie dziwne, białe kimono.
- Halo. Jest tu kto? – zawołał. Przez drzwi weszła znana mu postać – Kamao.
- Witaj chłopcze. Już się obudziłeś? Twój przyjaciel ma się dobrze, nasi medycy już się nim zajęli. Wzrok powinien mu wrócić, ale rekonwalescencja organizmu będzie trwała jeszcze bardzo długo. - Słowa płynęły, a Hanou przypominał sobie wszystko od początku. Walkę z osiłkami i spotkanie shinigami. Tego podłego shinigami, który chciał go zabić bo ten szukał pomocy dla swojego chorego przyjaciela. I nagle go olśniło, bandaż i ból… został zaatakowany jakimś dziwnym zaklęciem. I oberwał w brzuch. Przebiło go i trafiło w Rezo.
- Rezoshi – powiedział cicho i podniósł wzrok na panią porucznik – Gdzie jest Rezoshi?
Milczała. Uciekła wzrokiem, po czym spuściła głowę.
- Przykro mi, zachowanie tego…
- Chuj mnie obchodzi jakie było zachowanie tego shinigami! Przez niego niewinny dzieciak stracił życie! – wrzasnął jak oszalały podrywając się na równe nogi.
- Wybacz nam Kanashimi, niestety…
- Gówno mnie obchodzi wasze tłumaczenie, nie zwróci życia temu biednemu dziecku. Co macie na swoje usprawiedliwienie?! – warknął patrząc w jej oczy.
- Gdybyś dał mi dojść do głosu to byłoby łatwiej. – Ton głosu fukutaichou wywarł na Kanashimim chyba odpowiednie wrażenie bo w jego oczach pojawiło się lekkie wahanie. Nie mówiła agresywnie, ale stanowczo i z siłą w głosie wywierającą na słuchającym przymusowy szacunek i strach przed mówcą – Chciałam powiedzieć, że dywizjonista, który zabił chłopca trafił do więzienia i spędzi tam długie lata. Dekady bym powiedziała, jako że jest nieśmiertelny kilkadziesiąt lat za kratkami to tak naprawdę łagodny wyrok – powiedziała już normalnym głosem.
- Zabiję go… – wysapał Hanou.
- Droga wolna, tylko zastanów się czy dasz mu radę i czy sam chcesz zginąć. Nic nie jest takie łatwe na jakie wygląda. Ale ułatwię ci to. Ułatwię ci wszystko. Masz na sobie strój adepta shinigami. Jeśli będziesz ćwiczyć i przystąpisz do akademii to zostając jednym z nas, otrzymasz swojego własnego zabójcę dusz i nabędziesz prawa jakie posiadamy my. Może osiągniesz taka rangę, że zabicie jednego z nas nie będzie dla ciebie czymś co sprowadzi ten sam los na ciebie. Daję ci wolną rękę, tylko czy się na to zgodzisz? – zapytała wystawiając przed siebie dłoń w którym znajdował się świstek. Ujął go w ręce i przeczytał formułkę, że jako Kanashimi Hanou zgadza się przystąpić do akademii by zostać jednym z członków Gotei Bantai i godnie reprezentować oddział do którego go przydzielą, na chwałę Seireitei i całego Soul Society. Podrapał się w głowę i kiwnął głową. Zrozumiał, że od teraz jego jedynym celem jest zostać shinigami i wspiąć się po szczeblach kariery tak by nikczemny zabójca Rezoshi’ego usłyszał o nim i bał się jego nadejścia. Na twarzy Kamao zagościł tajemniczy uśmiech i skłaniając się wycofała się ku drzwiom.
- Ach, jeszcze jedno. Pojutrze lub nawet i jutro zakończy się twoja kuracja i będziesz mógł zacząć zajęcia w akademii. Uważaj na siebie. – Podniosła go trochę na duchu swoją wypowiedzią. Poczuł się senny. Położył się na łożu i zasnął.[…]
Kolejny cholerny dzień budził się do życia. A Hanou od dawna był na nogach. Nie zdążył dojeść gdy wybił gong oznaczający rozpoczęcie treningu shinigami. Zbliżała się najgorsza z jego lekcji – technika walki mieczem. Nie lubił tego, gdyż najzwyczajniej w świecie nie był asem szermierki. Wszedł do dojo w którym co poniektórzy już ćwiczyli. Do tej pory nie pojawił się sensei, więc nie miał otrzymać nagany za spóźnienie. Westchnął i zdjął z pleców swój drewniany miecz. Wybrał inny niż większość, wyważony i leżący pewniej w dłoni niż atrapa katany. Był natomiast krótszy, przywodził na myśl rzymskie gladiusy. Zamachnął się nim kilka razy, po czym obrócił go w dłoni i wykonał pojedyncze pchnięcie. Jeden obrót i ponownie przeciął powietrze. Podsycony pchnął dwa razy, po czym zamaszyście ciął poziomo.
- Chłopcze, opanuj się. Miło widzieć u ciebie postępy i taki zapał do treningu – powiedział sensei, który wszedł i o mało nie otrzymał bolesnego ciosu w twarz. Odsunął miecz Kanashimi’ego od swojego nosa palcem i uśmiechnął się ciepło – Witaj Hanou-san.
- Gomenna sai Kenryuu-sensei! – krzyknał Hanou skłaniając się w przepraszającym geście. Zniżył głowę i spojrzał na sensei, ale ten tylko się uśmiechnął i stanął tam gdzie zwykle. Lekcja jak zwykle, najpierw długa rozgrzewka w której nie zabrakło licznych okrzyków kiai. Potem przyszedł czas na poznanie nowych ciosów i dodanie ich do starych kombinacji. Na tym się nie skończyło, nowe sekwencje, nowe style walki. Trzy godziny treningu mieczem to dużo, naprawdę dużo i wielu odpadało już po drugiej. Ale Hanou do nich nie należał, walczył zaparcie o swoje stanowisko i szedł przed siebie z oczami utkwionymi w jednym celu – posada porucznika oddziału. W międzyczasie poszerzył strasznie swoją wiedzę na temat Gotei i zrozumiał, że to trzynaście zbrojnych oddziałów, których zadaniem jest nie tylko sprowadzanie dusz do Soul Society i walka z pustymi, ale także odpieranie ataków ich wroga – Hueco Mundo.
Trening dobiegał ku końcowi, lecz wtedy pozostawała najgorsza z możliwych części jakie były w całym treningu – walki jeden na jeden. Jako, że na macie pozostało około dwudziestu z osiemdziesięciu adeptów sensei wymyślił nagrodę dla każdego, który zwycięży swój pojedynek. Tak odbywało się kolejno dziesięć pojedynków, w których brali udział shinigami w różnym stopniu zaawansowania zanjutsu i o różnych preferencjach fizycznych. Hanou miał walczyć jako ósmy. I tak po siedmiu kolejnych pojedynkach sensei wskazał na niego i stojącego w rogu, rudowłosego chłopaka wyglądającego na śmiertelne siedemnaście lat.
- Kanashimi-san, zmierzysz się z Jun-san – rzekł Kenryuu i unosząc rękę w górę dał sygnał by obaj się przygotowali. Weszli na środek maty i skłonili się, po czym każdy dobył miecza.
- Hajimeru! – To słowo rozpoczęło pojedynek. Hanou wiedział jak walczy Funshii, wiedział że aby dać sobie z nim radę będzie musiał stawiać na szybkość, a nie siłę ataku. Chłopak natarł atakując swoim mieczem z góry, a zielonowłosy wiedział, że blokada tego ciosu będzie tym co zrobi ostatnie, tak więc uskoczył, lecz nie w tył, a w bok i szybko uderzył dwa razy w ramię chłopaka. Niestety nie zreflektował się w porę i otrzymał porządne uderzenie mieczem w przegub lewej ręki, gdyż to nią zasłonił się przed uderzeniem w głowę. Odskoczył i utrzymał pozycję defensywną. Jun nie zastanawiał się długo i ciął z lewej strony. Ten cios był naturalnie prostszy do odparowania i nieco słabszy niż inne i Hanou to wykorzystał. Sparował cięcie mieczem i od razu natarł swą własną bronią tnąc kilka centymetrów od brzucha chłopaka. Poczuł uderzenie w brzuch. Lecz nie był to brzuch, a kolano przeciwnika.
- Jun-san, zabraniam stosować chwytów hakudy w walkach zanjutsu. Tutaj uczymy się jak walczyć sprawnie mieczem, a nie jak łączyć wszystkie znane nam style. Wracajcie do pojedynku.
Hanou skorzystał z rozproszenia jakie sensei sprezentował Jun’owi i zamachnął się potężnie tym razem mieczem w prawą łydkę. Czarnowłosy chłopak za późno zrozumiał, że opuścił gardę i przyblokował tylko część ataku zielonowłosego. Coś chrupnęło i Funshii padł na jedno kolano.
- Poddajesz się? – zapytał sensei.
- Nie. – Te słowa zwiastowały dalszy ciąg męczącej walki.
Hanou poczuł uderzenie w bok i zgiął się, lecz zamiast zwinąć się z bólu odskoczył i natarł szybko tnąc trzykrotnie. Dwa ciosy zostały sparowane i zblokowane, lecz trzeci przełamał obronę i uderzył prosto w klatkę piersiową Jun’a. Zaczerpnął głośno powietrza i ściągnął miecz ku ziemi. Odskoczył w tył i odbijając się tylnią stopą natarł unosząc broń po skosie, potem z góry, ciął pod innym kątem, tak że broń znalazła się na wysokości jego klatki piersiowej po prawej stronie. To nie był bynajmniej koniec, zamachnął się bardziej wykręcając korpus w prawo i wykonał piruet z mieczem wystawionym przed siebie, po czym ciął krzyżowo trzy razy mieczem, a sekwencję zakończył pchnięciem. Pierwsze cięcie Hanou po prostu sparował, a drugie jako że dość przewidywalnie zblokował odbijając miecz. Nie spodziewał się jednak piruetu i w ostatniej chwili wygiął się w tył tak, że koniec miecza rozciął jego kimono na piersi, zostawiając na torsie płytką krwawiącą rysę. Skoczył w tył i szczęśliwie uniknął pierwszego ciosu krzyżowego, lecz drugi trafił w bark sprawiając, że jego ciało pochyliło się w prawo, tak że ostatnie pchnięcie chybiło. Rozjuszony wykorzystał swoje położenie i doprowadził upadek do końca po czym zginając rękę w łokciu zamachnął się z lewej strony i wykorzystując całe swe ciało i miecz podciął nogi przeciwnika. Funshii runął na ziemię, a Hanou wstał i przydeptał jego miecz płazem, po czym drugą nogą nakierował na dłoń trzymającą miecz i przycisnął ją.
- Nieuwaga doprowadza do takiego stanu rzeczy. Możesz być dobrym szermierzem i perfekcyjnie posługiwać się bronią, ale niedocenianie przeciwnika i luki w obronie zostaną zauważone. Tego uczył nas sensei i każdy nauczyciel w tej akademii – rzekł Hanou i uśmiechnął się do Funshii’ego. Kanashimi zdjął stopę z jego dłoni i odskoczył by kontynuować walkę. Na twarzy senseia pojawił się uśmiech, tkwił tam tylko ułamek sekundy, ale dobry obserwator na pewno by go nie przeoczył. Hanou wziął miecz za plecy i lewą dłonią zaprosił Jun’a do walki.
Chłopak podniósł się i wziął miecz do ręki. Skłonił się i ponownie natarł. Tym razem jego ciosy były niby słabsze, ale jakby bardziej skoncentrowane i przemyślane niż jakikolwiek poprzedni. Zamachnął się i ciął z prawej strony w brzuch Hanou, ten mimowolnie zablokował, a tutaj spotkała go niespodzianka, bo drewniane ostrze zmieniło swą trajektorię i zamiast uderzyć w korpus trafiło nieco wyżej – kark. Coś łupnęło i Hanou leżał na ziemi. Podniósł się szybko wybijając się poznanym na zajęciach hakudy sposobem i złapał się za miejsce w które uderzył Jun, ten wydawał się być jak posąg, stał nieruchomo z wystawionym przed siebie mieczem i po prostu patrzył z kamienną twarzą na przeciwnika.
- Brawo – powiedział sensei.
- Nadal stoisz po takim ciosie? Niewielu by go przetrwało. – W słowach Funshii’ego było słychać prawdziwe zaskoczenie spowodowane nie tyle co zbytnią pewnością siebie o ile faktycznym stanem Hanou w stosunku do uderzenia, który tak naprawdę powinien go powalić. Kanashimiemu szumiało w głowi i trochę widział jakby przez mgłę, ale poza tym nie dostrzegł żadnych symptomów utraty przytomności w najbliższym czasie. Westchnął i złapał miecz oburącz. Nie był do tego stworzony, ale długa rękojeść pozwalała na dwuręczne dzierżenie go. Natarł szybko i pewnie atakując z góry. W cios włożył całą siłę swych mięśni jaką mógł z nich wydobyć i poszczęściło mu się, Jun teraz zlekceważył go i postarał się po prostu sparować uderzenie. W ten sposób otrzymał cios mieczem w czoło. Zatoczył się i machnął by utrzymać równowagę, przy tym zdzielił Hanou płazem miecza w głowę i padł. Turkusowowłosemu zawróciło się w głowie i podparł się przez chwilę na mieczu, po czym sam padł obok nieprzytomny.
- Oj biedaki… ale przed chwilą widzieliście jedną z lepszych walk, które oglądało to Dojo. Tuszę, że wiele wyciągnęliście z tego swoistego pokazu walki. Rozejść się, a wasza czwórka zaniesie ich do Czwórki. – Sensei dopilnował, aby dwójka chłopaków została pomyślnie odeskortowana do miejsca, które wskazał po czym udał się na spoczynek.
Kanashimi ocknął się na szpitalnym łóżku z zabandażowaną głową i westchnął. Wiedział, że walka nie skończy się dla niego dobrze. Nigdy się nie kończyła. Spojrzał na godzinę i ze smutkiem doszedł do wniosku, że leżał tutaj tak długo, że ominęły go nie tylko obiad i sjesta, ale także trening hakudy. Zbliżał się wieczór, choć słońce było jeszcze wysoko w górze. Zostało mu niecałe piętnaście minut i zaczynały się jego ulubione zajęcia – Podstawy Demonicznych Ścieżek – czyli po prostu nauka podstawowych zaklęć kidou. Można by dojść do wniosku, że skoro ktoś zginął przez zaklęcia kidou, to Kanashimi nigdy nie będzie chciał mieć z tym nic wspólnego. Nic bardziej mylnego. Doszedł do wniosku, że unicestwi oprawcę Rezoshi’ego w ten sam sposób jak mężczyzna zabił chłopca. Przyłożył się do zaklęć i szybko wyszło na jaw, że ma smykałkę do operowania demoniczną magią. Kamao nie podejrzewała, że będzie w tym taki dobry, bowiem początkowo nawet nie potrafił wyczuć pulsującej w niej energii, ale cóż – pozory mylą.
Wstał i z lekkim bólem głowy ruszył ku miejscowej „Izbie przyjęć”.
- Mogę już wyjść? Spieszy mi się na zajęcia. – Dziewczyna spojrzała na niego zza okularów połówek i westchnęła.
- Jakiego typu zajęcia? – zapytała.
- Podstawy Kidou – odpowiedział bez zastanowienia.
- Ach… tak… tak… możesz. Jutro nie możesz brać udziału w żadnych zajęciach związanych z walką wręcz czy też mieczem. Doznałeś lekkiego wstrząśnienia mózgu, uważaj na głowę, masz ją tylko jedną. – Uśmiechnęła się ciepło i wróciła do swojej pracy. Pożegnał się i wyszedł na słońce. Ciepłe pomarańczowe promienie padły na jego twarz i ogrzały go. Pomknął szybko na plac za akademią.
- Hadou no sanjuuichi: Shakkahou! – Usłyszał grupowy okrzyk, po czym kilka małych pyknięć.
Zaklęcie ognistej kuli, którego tak nie lubił, albowiem było jednym z niewielu, które były dość trudne do opanowania. To znaczy do opanowania przez niego. Kula była zwykle tak niestabilna, że wybuchała zaraz po wystrzeleniu lub eksplodowała we wszystkich kierunkach niszcząc wszystko w pobliżu.
- Hanou-kun! Mój najlepszy uczeń! Pokaż tym ciamajdom jak to powinno się robić – krzyknęła Kamao. Westchnął. Nie chciał się zbłaźnić, ale nie chciał też stracić miana najpojętniejszego ucznia jeśli chodzi o demoniczne ścieżki magii.
- Kamao-sensei… naprawdę muszę? Jestem po wstrząsie mózgu i nie wiem czy mi wyjdzie. – Bronił się w sposób, który nie mógł wskazać na to, że po prostu boi się tego zaklęcia.
- Nie pieprz. Tam jest tarcza. Strzelaj – warknęła wręcz Kamao i krzyżując ręce na piersi rzekła do uczniów – Patrzcie i podziwiajcie, tak powinno wyglądać dobre zaklęcie trzydzieste pierwsze. – Spojrzała mu prosto w oczy i zmrużyła odcinając wszystkie drogi ucieczki, był zobligowany do rzucenia zaklęcia, czy tego chciał czy nie.
- Kunrinsha. – spokojnie zaczął inkantować zaklęcie, powoli przypomniał sobie pełną formułę, która miał nadzieję uchroniła go przed złym skupieniem reiatsu i sprawi, że zaklęcie będzie stabilne – Chiniku no kamen, banshou, habataki. Hito no na wo kansu mono yo. – Wstrzymał oddech. Na jego czole pojawił się pot, teraz nie mógł się pomylić, bowiem inkantacja zaklęcia trzydziestego pierwszego, do tej pory była taka sama jak trzydziestego trzeciego, zaczerpnął powietrza i inkantował dalej z nadzieją, że się nie pomyli – Shounetsu to souran. Umihedate sakamaki. Wazuka ni tsume wo tate yo! – Kamao rozszerzyła oczy i wydała z siebie ciche jęknięcie – Hadou no sanjuuichi: Shakkahou! – Dziwna czerwona kula wystrzeliła z ręki Kanashimi’ego i pomknęła ku tarczom, w które miał strzelić, nie była jednak taka jaka powinna. Ciągnął się za nią warkocz jak u komety. Uderzyła w tarcze i wybuchła posyłając mniejsze języki ognia wszędzie wkoło. Zapłonęło kilka kimon i daszek ciągnący się wokół patio, którym był plac treningowy – GOMENNE! – krzyknął, a Kamao tylko westchnęła.
- Chyba miałeś rację z tym wstrząsem mózgu… kompletnie ci się wszystko poprzestawiało… podejdź tutaj to CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM! – Kamao rzuciła się za nim, a ten nagle dostał dziwnego zastrzyku energii i począł uciekać w przeciwną stronę. Kamao biegła za nim i bluźnierstwami obrzucała uciekającego ucznia, jednak nie użyła shunpo by go ukarać.
- Naprawdę nie chciałem! – krzyknął uciekając przed rozwścieczoną porucznik.
- Ja naprawdę cię nie chcę uszkodzić! Tylko troszeczkę! – odkrzyknęła i biegła nadal. Ten zawył głośno i wbiegł do budynku akademii wpadając na Kenryuu-sensei’a. Pierwsze co zobaczył to błyszczące, wściekłe oczy starca.
- Hanou… gdzieś ci się spieszy? – zapytał z drgającą brwią podnosząc się z desek.
- JAK CIĘ DORWĘ TO CI... – Dobiegł ich krzyk rozwścieczonej Takemawy.
- Ach tak… biegnij. Zajmę ją. – Uśmiechnął się starzec i zdzielił go po bolącej łepetynie pałką. Kanashimiemu zebrało się na wymioty, ale podniósł się i biegł dalej. W budynku akademii miał chwilę na wybranie drogi ucieczki.
- GDZIE TO PODŁE BYDLE?! – Usłyszał krzyk Kamao.
- Jakie bydle Ka-chan? – zapytał Ken-sensei.
- Zejdź mi z drogi Kenruu-kun, albo i tobie się zarobi. Podpalił daszek wokół mojego placu treningowego i zdewastował wszystkie pomoce. NOGI MU Z DUPY POWYRYWAM! – Wrzasnęła przy ostatnim zdaniu.
- Tłumaczył się jakoś?
- Jakimś wstrząsem mózgu! Też mi wymówkę sobie znalazł! – warknęła do Ken’a.
- Oj to bardzo prawdopodobne. Dzisiaj urządził prawdziwie epicki pojedynek i niestety kilka razy oberwał w głowę od dość silnego ucznia. Potem padł nieprzytomny i leżał tak w budynku Czwórki ponad siedem godzin – powiedział Kenryuu.
- Musiał walczyć?
- Tak, to był mój pomysł.
- A więc to wszystko to twoja wina?! – Głos Kamao skoczył o oktawę i nabrał sykliwego wydźwięku.
- Eee… Kamao…chan? – Nagle coś łupnęło, a Kenryuu zawył od uderzenia.
- Hanou-kun, wyjdź. Skoro to wina tego padalca to tobie nic nie zrobię. – Kamao zawołała przyjaźnie. Ten wyszedł, lecz trzymał przy sobie swój drewniany miecz by w razie niespodziewanego ataku chociaż dać pozory tego, że się broni.
- Kamao-sensie. Gomenne, naprawę nie chciałem tego zrobić. – Kanashimi tłumaczył się, w czasie gdy Kenryuu dochodził do siebie masując czubek swojej głowy. Kamao była ponoć jedną z najbardziej przerażających shinigami w Seireitei, nie ze względu na swą siłę, a swój wybuchowy temperament.
- Wróćmy do akademii i pokażesz im każde inne zaklęcie. – Kamao wyszła nie tolerując słowa sprzeciwu. Hanou wyszedł za nią z opuszczoną głową, a Kenryuu pokiwał przepraszająco za wszystko.
Doszli do ogarniętego już przez uczniów placu treningowego i zatrzymali się.
- Teraz liczymy na to, iż Hanou nie pomyli się przy inkantacji.
- Tak… oferma pewnie spali całe Soul Society… – Usłyszał komentarz jednego z adeptów, skierował na niego wzrok i poznał w nim Funshii’ego.
- To twoja wina… Oferma się teraz naprawdę pomyli. – Kanashimi wskazał w niego ręką i wypowiedział pospiesznie słowa zaklęcia – Bakudou no kyuu: Hourin – W ręce Hanou pojawiła się złocista lina, która oplotła Jun’a. Zielonowłosy pociągnął go ku sobie i sprawił, że ten znalazł się dwa metry przed nim.
- Oferma zna także inne zaklęcia. Hadou no Ichi: Shou! – Tym zaklęciem pchnął Jun’a i sprawił, że ten ze związanymi rękami przeleciał jakieś dwa metry i upadł na ziemię.
- Kanashimi! Dość! – warknęła Kamao i podeszła do niego – Co ty sobie wyobrażasz?
- Hadou no Sanjuuichi: Shakkahou! – Rozległ się głos Funshii’ego, a w Kamao i Hanou uderzyła kula czerwonej energii, która wybuchła i osmoliła całą porucznik, a chłopaka odrzuciła w tył.
- Funshii... – wycedziła przez zęby.
- Bakudou no sanjuu: Shitotsu Sansen! – Złoty trójkąt energii uderzył w Funshii’ego i przygwoździł go trzema dziobami energii wbitymi w ciało do ściany akademii. Kanashimi podbiegł do niego i zaczął cichą inkantację następnego zaklęcia – Hadou no youn: Byakurai! – krzyknął i posłał błyskawicę. Jun zacisnął oczy i spodziewał się bólu, ale poczuł tylko ciepło i spalony materiał.
- Nie irytuj mnie więcej swoimi głupimi docinkami dzieciaku, który w sztuce kidou jest tym kim ja w zanjutsu… Nie atakuj zaklęciami jeśli nie wiesz jak będą działać. To… – Kanashimi wskazał na spaloną, przedziurawioną szatę – Mogła być twoja głowa lub ręka… głupcze. Kidou to nie zabawa. – Trzasnął go w twarz i odwrócił się na pięcie, po czym zniknął za rogiem. Przypomniał sobie, że tak samo nierozważny shinigami zabił Rezoshi’go i zaczął zastanawiać się, czy to naprawdę było jego celem. Czy po prostu zachował się tak samo ja Jun, użył pierwszego zaklęcia, które podsunął mu umysł. Wszedł do swojego pokoju i roztrzaskał wazon o ścianę, po czym roniąc łzy rzucił się na łóżko. Ten dzień był długi i męczący. Zbyt długi.
Kamao stała przez chwilę jak wryta, po czym kazał wszystkim się zbierać, a Jun zszokowany padł na kolana i dziękował siłom wyższym za to, że nadal żyje mimo iż od śmierci dzieliło go tylko kilka chwil i utrata zdrowego rozsądku Kanashimi’ego. Wieczorem oprzytomniał i zebrał się do kwatery, gdzie bez słowa zaległ na łóżku wpatrując się w sufit.

”Zmiana Planów”

Kanashimi przeżywając ten dzień zmienił swoje nastawienie. Nadal nienawidził Reichi’ego z całej siły, ale nie chciał go zabić. O wiele lepszą karą dla nikczemnego shinigami było sczeźnięcie w lochach Seireitei z jednym niewinnym dzieckiem na sumieniu niż wybawiająca od ciężaru śmierć. Zadośćuczynieniem będzie wieczne pokutowanie za pozbawienie kogoś życia, wiecznie powracające myśli o najgorszej w świecie pomyłce jaką mógł popełnić.
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się wesoło. Nie mógł iść na żadną z lekcji, bo zajęć z Podstaw Kidou dzisiaj nie miał. Jedyne co mógł to iść do biblioteki i wertować kolejne podręczniki. Tak poznał historię Quincy zapisaną w wielu ospałych tomach schowanych w ogromnej bibliotece Dwunastej Dywizji do której dostęp otworzyła mu Kamao. Przestudiował także wiele notatek o bounto i ich pochodzeniu, a także poznał historię Zmodyfikowanych Dusz. Ta ostania była dla niego przerażająca i smutna za razem, zrozumiał, że Seireitei nie do końca kieruje się humanitaryzmem, dlatego też chciał nie podlegać jego władzom i tak natknął się na zapiski o czymś co zwało się Kidou-shuu – czyli Korpus Kidou. Ta jednostka nie podlegała władzy Seireitei, a raczej nie podlegała głównodowodzącemu Gotei Bantai, a zwierzchnią władzę nad nimi miała tylko Rada 46. Problemem było uzyskanie awansu do tejże dywizji, albowiem shinigami musiał wykazać się ponadprzeciętnymi zdolnościami w sferze kidou, charakterystycznym dlań uwolnieniem miecza, którego Kanashimi do tej pory w ogóle nie posiadał, a co dopiero mówić tutaj o połowicznym jego uwolnieniu – Shi-Kai. Dodatkowo musiał już trochę odsłużyć w danej dywizji, choć to dało się łatwo przeskoczyć, wystarczyło mieć odpowiednie znajomości, a Kanashimi takowe posiadał. Wystarczyło, że w jego aktach znajdzie się po prostu znaczek konkretnej dywizji i pozytywna ocena osoby, a droga do Kidou-shuu stanie otworem, o ile jego zanpaktou okaże się spełniać wymagania.
Minęło kilkanaście godzin, a w jego brzuchu odezwało się burczenie. Tak. Zbliżała się pora obiadu, więc zatrzasnął tomisko znacząc je zakładką – nikt bowiem nie odwiedzał biblioteki i zapewne nie zmieni strony. Udał się na obiad, potem na tak zwane „zajęcia teoretyczne” w których praktycznie nie musiał brać udziału, ponieważ wszystko czego się tam dowiadywał znał z książek, które przewertował. Godziny mijały jak lata, tak było zawsze gdy Kanashimi robił coś, czego wcale nie musiał i dodatkowo nie chciał. Bawił się teraz swoimi zielonymi włosami i co chwila przygryzał jeden lub dwa turkusowe kosmyki, które wpadały mu do ust spadając kaskadami po plecach i czole. Westchnął i spojrzał na sensei, która zadała mu jakieś dziwne pytanie.
- Przepraszam Arikawa-sensei, czy mogłabyś powtórzyć pytanie?
- Kanashimi… – Kobieta wykonała gest o wdzięcznej nazwie facepalm i odetchnęła głęboko by powstrzymać poirytowanie – Czy ktoś mógłby powtórzyć pytanie naszemu kochanemu prymusowi?
- Gomenne… – mruknął pod nosem.
- Yare, yare… No więc tak Kanashimi-san, zapytałam czy potrafiłbyś nam zilustrować słownie hierarchię rządów w Soul Society? - powtórzyła pytanie.
- Zaczynając od góry czy dołu?
- Od góry… uwzględnij pojedyncze jednostki – odpowiedziała.
- Rozpocznijmy od Króla, jemu podlegają wszystkie organy tworzące Społeczność Dusz. Później jest Straż Królewska nazywana swoiście Dywizją Zero, lecz nie należy do Trzynastu Oddziałów Obronnych. Równoległą posadę do Straży zajmuje Rada 46, której podlegają kolejno trzy powiązane ze sobą, lecz nie mające nad sobą kontroli Omnitsukidou – Siły Specjalne składające się z pięciu dywizji, z których każda posiada konkretne zadanie. Pierwszy sprawuje władzę nad innymi, natomiast cztery następne zajmują się kolejno – patrolowaniem terenów wokół Seireitei, komunikacją między oddziałami i dostarczaniem informacji do poszczególnych dowódców, wymierzają kary i są katami oraz ostatni – piaty oddział to oddział pościgowy. Kolejnym organem jest Kidou-shuu nad którym władzę sprawuje jego kapitan, jest to niepodzielne ugrupowanie shinigami posiadających ponadprzeciętne umiejętności w posługiwaniu się zaklęciami Kidou. No i najobszerniejszy Goteijuusentai czyli Trzynaście Oddziałów Obronnych dowodzonych przez Soutaichou, który jednocześnie jest przywódcą Gotei Ichi no Bantai. Tutaj dokonuje się rozwarstwienie, każdy z poszczególnych oddziałów posiada własnego kapitana i porucznika, którzy sprawują bezpośrednią władzę tylko we własnym oddziale. No i pozostało nam wymienić funkcje poszczególnych oddziałów. Czwarty to Oddział Medyczny, który zajmuje się opatrywaniem rannych, zwykle stoją raczej z tyłu lub zbierają niedobitków z pobojowiska. No i dwunastka – Instytut Badawczy i Biuro Rozwoju.
- Zadziwia mnie twa wiedza Hanou-san. – Wielkie oczy białowłosej sensei przywodziły na myśl ogromne talerze.
- Z nudów lubię posiedzieć w bibliotece dwunastego oddziału – odrzekł Hanou, a na jego twarzy pojawił się blady uśmiech. No i wróciła nuda. Sensei poczęła pytać innych i wykładać swą wiedzę, a Kanashimi leżał na ławce i jednym uchem słuchał słów nauczycielki, a drugim dobiegających z zewnątrz odgłosów.
Lekcja skończyła się po około pół godziny i Hanou mógł w końcu rozprostować nogi. Przebiegł się truchtem wokół akademii i natknął się na spacerującą z parasolem Kamao.
- Konichiwa Kamao-san. – Powitał ją ukłonem i dołączył do niej.
- Hanou-kun, ohayou. Jak się miewasz? – zapytała – Z głową już wszystko w porządku? – zapytała przyglądając mu się badawczo. W jej wzroku było to coś co zawsze go intrygowało, niby patrzyła ze stosownym dystansem, ale wśród chłodu można było doszukać się nuty pożądania i zainteresowania osobą młodego adepta.
- Już ok. Ale jeszcze nie mogę brać udziału w walkach hakudy i treningach zanjutsu. Ikawama-sensei już nie może się doczekać jak wrócę, ponieważ bardzo lubi jak uczestniczę w jego treningach.
- Rozmawiałam z nim. Stwierdził, że dobrze rokujesz na przyszłość, możesz zostać potężnym shinigami i piąć się szybko po drabinie kariery w Seireitei. Wybrałeś już jakąś dywizję? – zapytała mrużąc przy tym oczy.
- Nie myślałem jeszcze nad tym. Zważywszy na to iż wszyscy polecają mi dywizję czwartą lub dwunastą wybiorę chyba jedną z tych dwóch. W czwórce przydadzą się moje umiejętności kidou, natomiast dywizja dwunasta skorzysta na mojej wiedzy i analitycznym umyśle. – Chłopak mówił cicho i jakby był nieco nieobecny. Chyba po głowie krążył mu jeszcze jeden pomysł, ale nie miał zamiaru o tym mówić.
- Hanou… Dobrze zrobiłam tego dnia, że badałam przepływ dusz i odkryłam cię wśród dziesiątek czy też nawet setek innych. Odradzam ci dywizję dwunastą z całego serca, sądzę, że wybór dwunastki był najgorszy w moim życiu. To co dzieje się w barakach mej dywizji nie powinno mieć nigdy miejsca, dlatego też nie chcę by stało się z tobą to samo co ze mną i mą psychiką. Nie wiem jak ja się jeszcze trzymam pomimo niektórych okropności, których miałam okazję być świadkiem. Nie mniej… zapraszam cię… – Po tych słowach zarumieniła się niedostrzegalnie i odwróciła wzrok. Zerwał się ciepły wiatr, a włosy dwójki roztańczyły się razem z nim. Hanou zatrzymał się przez Kamao i spojrzał na nią badawczo. Wiedział o co chodzi…
- Takemawa-san, ta propozycja… przemyślę to. – Odwrócił się i ruszył dalej, by truchtem dobiec do akademików.
Minęło kilka godzin. Słońce chyliło się już ku zachodowi, a Hanou leżał na swoim łóżku z książką w ręku, gdy nagle do pomieszczenia wpadł czarny motyl, który przykuł nie tylko jego uwagę, ale także lokatora.
- Hanou-san, to do ciebie chyba… – rzekł, gdy motyl przeleciał obok i zawisł nad turkusowowłosym trzepocząc skrzydełkami.
- ”Czekam na ciebie w swoim gabinecie, chciałabym… porozmawiać.”
Kanashimi zrozumiał i lekko się zestresował. Wiedział, że pociąga panią porucznik, ale taka otwarta propozycja do coś czego się nie spodziewał. Wstał i założył gi, do którego dołączony miał wkładany przez głowę kaptur. Wyszedł szybko bez pożegnania i używając dwukrotnego shunpo opuścił teren akademii. Dostrzegł ją w oknie domku, jej domku który stał w obrębie dywizji dwunastej.
- Nie sądziłam, że zjawisz się tak szybko. – Głos miała inny, aksamitny i dźwięczny uderzający w centrum duszy. Hanou westchnął, już dawno odkrył jakie właściwości posiada jej zanpakutou i znał jego zastosowanie. Kamao posunęła się do czegoś takiego.
- Takemawa-san, zapieczętuj Joo bo pomyślę, że chcesz ze mną walczyć. – Próbował wyważyć ton, wiedział bowiem, że oznaka jakiejkolwiek arogancji czy agresji wyzwoli moce Joo i będzie musiał poddać się urokowi miecza.
- Może trochę przesadziłam…
Poczuł jak aura cofa się w głąb, do miecza. Zmiana w wyglądzie Kamao uświadczyła go w tym iż wyzwoliła swój Shi-Kai, gdyż naturalnie nie posiadała biało-srebrzystych oczu.
- Miło, że przyszedłeś. – Wyciągnęła rękę i złapała za jego kimono na klatce, po czym przyciągnęła go do siebie. Zatopiła swe usta w jego i połączyła je w pocałunku. Wokół unosił się zapach róż i wrzosów z delikatną nutą karmelu, wszystko to tworzyło niezwykle słodką kompozycję, która jednak nie była mdła. Kanashimi zatrzasnął za sobą okiennicę i objął ją ramieniem przyciągając do siebie. Kamao wyciągnęła prawą rękę i zsunęła mu kaptur, po czym wplotła dłoń w długie, zielone włosy adepta i w pocałunku połączyła ich języki, które rozpoczęły magiczny, powolny taniec. Kanashimi odpłynął w głąb swej własnej jaźni, zobaczył miliardy gwiazd i jedną z nich była świetlista Fukutaichou. Spoili się w jedność, ciała i dusze tańczyły poznając się coraz głębiej, a światło ich namiętności płonęło niczym rozżarzony węglik w buchającym ogniem piecu hutniczym. Nagle wszystko się skończyło.
Hanou leżał na plecach, a jego turkusowe włosy rozsypały się po poduszce. Miękkie, księżycowe światło trwało w dzikim, powolnym tańcu gdy odbijało się od powierzchni jego błyszczącej grzywy. Oddychał miarowo, klatka powoli opadała i wznosiła się, a na niej z głową wtuloną w pierś mężczyzny leżała Takemawa. Czarna kitka teraz była związana jedynie na kilka centymetrów od końców włosów. Śniada cera pani porucznik, która ostatnimi czasu pociemniała kontrastowała z dość jasnym zabarwieniem skóry adepta.
- Kochasz mnie? – wyszeptała Kamao podnosząc się i patrząc chłopakowi w oczy. Ten wstrzymał na chwilę oddech i objął ją lewym ramieniem. Podniósł się do siadu, a jedwabista kołderka zsunęła się z jego torsu i ukazała wypracowane w akademii, smukłe mięśnie. Spojrzał w jej oczy i przytulił ją mocno całując w czoło, a potem brodę oparł o czubek jej głowy i przytaknął. Z kącików oczu czarnowłosej shinigami popłynęły łzy, które zrosiły klatkę piersiową mężczyzny.
- Dlaczego płaczesz? – zapytał stresując się.
- Bo ja ciebie też kocham Hanou-san. – Podniosła się i siadła okrakiem na jego nogach. Przysunęła się i przytuliła piersiami do jego torsu, a głowę oparła na ramieniu. Odetchnęła i spojrzała mu w oczy prostując się. Ręce wplotła w zielonkawe kosmyki i przysunęła jego głowę do swojej.
- Zawsze cię kochałam. – Złączyła jego usta ze swoimi i powróciła do ich tańca języków. Hanou zastanawiał się co mogły znaczyć słowa Fukutaichou, lecz nie mógł sobie tego przetłumaczyć – może czas swoje wyjaśni.
- Hanou-kun – powiedziała patrząc na niego.
- Tak?
- Nie zabijaj tego shinigami…
- Dlaczego? – Odsunął się od niej i spojrzał na nią jednoznacznie.
- To nie warte świeczki. To naprawdę nie warte świeczki… Karą za zabicie oficera jest śmierć… proszę nie rób tego. – Wtuliła się mocno wpijając paznokcie w jego barki.
CDN.

"Mrok przybywa do serca"

COMMING SOON
Ostatnio zmieniony przez Kaminote Azura 2012-04-26, 15:11, w całości zmieniany 8 razy  
 
 
     
Kaminote Azura 
Inkwizytor bez celu...


Dywizja: Taichou Kidou Shuu
Stanowisko: Taichou
Wiek: 28/628
Zanpakutou: Kugyoo
Wysłany: 2012-04-08, 17:43     

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
Reiatsu bazowe: 35
Stan zdrowia: Steady and ready
Stan reiatsu: Pełne
Utrzymywane reiatsu: 50 (stabilne)
Znaki szczególne: Brak haori i rzemienie różnych kolorów wplecione we włosy

"The cycle of life and death continues. We will live, they will die." - Karta Postaci


"I wish I will live" - Main Theme
"Resonance of the Heart" - Second Theme
"Inside my sould" - Sad Reflections Theme
"We are stars now" - Mindless Instability Theme
"Shut up and use your fist" - Battle Starter
"Ash to ashes, dust to dust" - Vanishing Time Theme
Ostatnio zmieniony przez Kaminote Azura 2012-04-30, 20:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Martin 


Dywizja: Ex XI
Wiek: 162
Zanpakutou: Yogari
Multikonta: Gilbert Xelim
Wysłany: 2012-04-10, 14:25     

Sprawdzam Hidy xD.
_________________
Shi-Kai
Ban-Kai
Ban-Kai + Maska
Szkoła Wyrzutków Theme
Martin's Theme
Martin's Entrance Theme
Martin Vaizard's Theme
Battle Theme
Number of the bea...XI division
Bazowe Reiatsu: 35
ARD(Aktualne Reiatsu Dziwko): 75
Kolor Reiatsu: Czerwony
Stan zdrowia - Uzdrowiony.
Stan gigai - Se leży gdzieś, ale żywe.
Maksymalny czas utrzymania maski - 2 tury
Największy Wróg - Coburg Sux
Rywal - Ryuuzaki
Ten kawałek sygnatury jest uczczeniem pamięci po największym rewolucjoniście, wspaniałym mężu stanu, jedynym słusznym autorytecie Pathreda, chwała mu i jego czynom, Boże błogosław Pathreda i DARAGON Kinga
Pathred Group! Zapraszam!


JOLO
 
 
     
#Ganji Mibuto 
Master of Doom


Dywizja: XI
Stanowisko: Banita
Ressurection: 25/36
Aspekt Śmierci: Ganji Mibuto
Wysłany: 2012-04-11, 14:42     

Ja biorę sprawdzanie tej KP trololololo :d
_________________
Bazowe Reiatsu 12 +2(event)
Utrzymywany stan Reiatsu 10
Walka 10
Stan zdrowia: W pełni sił

Battle Theme
Zaraki Theme

"Niech wstydu się lęka - kto próżnią nadęty,
Niech strachu się wstydzi - kto mężny głupotą
Niech pytań nie stawia - kto czuje się świętym,
Wyroki niech miota - kto schlebia miernotom.
Łzami niech kłamie - kto się współczuć wstydzi
Śmiechem niech szydzi - kto nie zaznał skruchy" -Jacek Kaczmarski

"Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: "ja", "ja chcę tego", "ja jestem jak tamto". Ale nikt nie rozumie tego "ja". Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz?

Jeżeli będziesz uczciwie pytał: "Kim jestem?" wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to "umysłem nie-wiem". Zen jest utrzymywaniem tego umysłu "nie-wiem" zawsze i wszędzie."
— Seung Sahn


 
 
     
Kaminote Azura 
Inkwizytor bez celu...


Dywizja: Taichou Kidou Shuu
Stanowisko: Taichou
Wiek: 28/628
Zanpakutou: Kugyoo
Wysłany: 2012-04-11, 19:06     

Ani mi się waż, Martin już to miał zrobić i czekam na niego.
_________________
Reiatsu bazowe: 35
Stan zdrowia: Steady and ready
Stan reiatsu: Pełne
Utrzymywane reiatsu: 50 (stabilne)
Znaki szczególne: Brak haori i rzemienie różnych kolorów wplecione we włosy

"The cycle of life and death continues. We will live, they will die." - Karta Postaci


"I wish I will live" - Main Theme
"Resonance of the Heart" - Second Theme
"Inside my sould" - Sad Reflections Theme
"We are stars now" - Mindless Instability Theme
"Shut up and use your fist" - Battle Starter
"Ash to ashes, dust to dust" - Vanishing Time Theme
 
 
     
#Ganji Mibuto 
Master of Doom


Dywizja: XI
Stanowisko: Banita
Ressurection: 25/36
Aspekt Śmierci: Ganji Mibuto
Wysłany: 2012-04-12, 13:49     

Z przykrością informuje, że Martin sam powiedział bym się tym zajął, więc sorki ale to zrobię. Inu chce mnie przetestować jako sprawdzającego Kp, a żadna inna nie została.
Jeśli wszystko masz już napisane, to jutro rano dam ocenę. Jeśli nie to poczekam jeszcze.
_________________
Bazowe Reiatsu 12 +2(event)
Utrzymywany stan Reiatsu 10
Walka 10
Stan zdrowia: W pełni sił

Battle Theme
Zaraki Theme

"Niech wstydu się lęka - kto próżnią nadęty,
Niech strachu się wstydzi - kto mężny głupotą
Niech pytań nie stawia - kto czuje się świętym,
Wyroki niech miota - kto schlebia miernotom.
Łzami niech kłamie - kto się współczuć wstydzi
Śmiechem niech szydzi - kto nie zaznał skruchy" -Jacek Kaczmarski

"Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: "ja", "ja chcę tego", "ja jestem jak tamto". Ale nikt nie rozumie tego "ja". Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz?

Jeżeli będziesz uczciwie pytał: "Kim jestem?" wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to "umysłem nie-wiem". Zen jest utrzymywaniem tego umysłu "nie-wiem" zawsze i wszędzie."
— Seung Sahn


Ostatnio zmieniony przez Ganji Mibuto 2012-04-12, 16:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Kaminote Azura 
Inkwizytor bez celu...


Dywizja: Taichou Kidou Shuu
Stanowisko: Taichou
Wiek: 28/628
Zanpakutou: Kugyoo
Wysłany: 2012-04-12, 18:34     

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
Reiatsu bazowe: 35
Stan zdrowia: Steady and ready
Stan reiatsu: Pełne
Utrzymywane reiatsu: 50 (stabilne)
Znaki szczególne: Brak haori i rzemienie różnych kolorów wplecione we włosy

"The cycle of life and death continues. We will live, they will die." - Karta Postaci


"I wish I will live" - Main Theme
"Resonance of the Heart" - Second Theme
"Inside my sould" - Sad Reflections Theme
"We are stars now" - Mindless Instability Theme
"Shut up and use your fist" - Battle Starter
"Ash to ashes, dust to dust" - Vanishing Time Theme
 
 
     
#Ganji Mibuto 
Master of Doom


Dywizja: XI
Stanowisko: Banita
Ressurection: 25/36
Aspekt Śmierci: Ganji Mibuto
Wysłany: 2012-04-13, 10:50     

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
Bazowe Reiatsu 12 +2(event)
Utrzymywany stan Reiatsu 10
Walka 10
Stan zdrowia: W pełni sił

Battle Theme
Zaraki Theme

"Niech wstydu się lęka - kto próżnią nadęty,
Niech strachu się wstydzi - kto mężny głupotą
Niech pytań nie stawia - kto czuje się świętym,
Wyroki niech miota - kto schlebia miernotom.
Łzami niech kłamie - kto się współczuć wstydzi
Śmiechem niech szydzi - kto nie zaznał skruchy" -Jacek Kaczmarski

"Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: "ja", "ja chcę tego", "ja jestem jak tamto". Ale nikt nie rozumie tego "ja". Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz?

Jeżeli będziesz uczciwie pytał: "Kim jestem?" wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to "umysłem nie-wiem". Zen jest utrzymywaniem tego umysłu "nie-wiem" zawsze i wszędzie."
— Seung Sahn


Ostatnio zmieniony przez Ganji Mibuto 2012-04-13, 11:04, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Mniemn 

Wysłany: 2015-05-11, 19:26     

Hide dla sprawdzeniu plagiatu na innym PBF.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 28


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową