Pathred Bleach PBF Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album
 Ogłoszenie 

Zapraszam do wzięcia udziału w pozafabularnej -> sesji osadzonej w settingu wikingów


Poprzedni temat :: Następny temat
"V" - Prolog
Autor Wiadomość
Carlos Verno 


Stanowisko: Banita? 8/108
Wiek: 613 lat
Ressurection: Dios del Cielo Nocturno
Wysłany: 2016-03-08, 18:57     

Nerwy trzaskały w każdym jak ogień sporego ogniska i oczywiście całkiem nie potrzebnie, gdyż nasi nieznajomi, byli gośćmi i to dość pożądanymi. Kyell uśmiechnął się szeroko, gdyż większość z tych krzywych gęb znał choćby z widzenia bo to właśnie w okolicznych osadach prowadził swe interesy. Nic więc dziwnego, że nastawienie podpitego kupca się zmieniło i stał się cholernie gościnny zostawiając brata hasłem "interesy", co brat rozumiał jako wchodzenie komuś w dupę. Tak więc, bracia rozdzielili się, gdy to Hojell ruszył z resztą gawiedzi z Paviken, a Kyell szybko znalazł pośród gości kupców z którymi prowadził interesy. Cóż, był podpity, więc niedługo później goście mogli wysłuchać parę ostrzejszych dowcipów niem dotarli na miejsce. Nasz handlarz próbował dowiedzieć się jaki jest cel wyprawy i czy ewentualnie są skorzy do współpracy handlowej. Zapewne wypytał się także o to ile osad zostało sproszonych przez Jarla, a także w jakim wieku mają swoich synów. (Tak z czystej ciekawości).


Jednakże paplanina gadaniną, a napitek i posiłek czekał, więc Kyell po małym wywiadzie wrócił do brata, który podał mu kufel z miodem do jednej dłoni, a do drugiej toporek. Hojell nie robił takich przerw w piciu co brat i do tego już postanowił urządzić zawody nim Jarl ukaże im swe plany. Kyell wiedział, że dwóch to za mało, zwykle przegra z bratem i huj nie zabawa.
Szukając więc wzrokiem po zebranych szybko namierzył dobrze znanego mu kowala Olafa, a także jego towarzysza, który był w Paviken od niedawna i kupiec uznał to za dobrą okazję by czegoś się dowiedzieć o nieznajomym.
-Czekaj!
Rzucił do brata i upił pół kufla wylewając co nieco na swą ukochaną i zadbaną brodę, po czym pokuśtykał do Olafa i wpierdolił toporek w pusty stolik obok siebie.
-Olaf, Ty sta... Hic! Jebana czkawka, hoć, razem z Hojellem urządzamy zawody, bierz swojego znajomego! O... o jego!
Po pauzie wskazał nieskrępowanie palcem w stronę Hermoda przy okazji zachaczając o cycki Astrid.
-Ups mój błąd!
Rzekł i ruszył do przodu, jeśli ta nie zareagowała to klepnął ją w tyłek i ruszył do brata. No co!? Był pijany, a ona chłopa nie miała... Co? A Ty to święty jesteś?
Gdy trafił do brata z nową kompanią, bądź bez to "słynny" łowca z Paviken począł wołać grubego kupca Runa no i braci.
-A może Ty ruszysz dupsko od tego stołu Thorwaldzie Dragraru! A może boisz się przegrać w celności z pijanym kupcem?!
Ryknął, ot co i na dowód rzucił toporem który nieoczekiwanie wbił się niemal w sam środek przewróconego bokiem stołu i ustawionego pod ścianą. Czy to sprawność Kyella, czy też czysty fart nie wiadomo. Zza stołu zaś powstał śmiejący się Hojell, gdyż nie minęła nawet minuta, gdy postawił ów stół w obecnej pozycji.
-O Kurwa, za dużo wypiłem, albo mój brat trafił do celu!
Po tych słowach wyjął toporek i rzucił tylko.
-Dalej, rzucamy z paru kroków dalej! To kupiecka odległość!
Muzyka grała, alkohol się lał i tylko czekać, aż zwykła konkurencja wymknie się spod kontroli. I oczywiście, jeśli Jar zabawę przerwie to trudno, a tak to trzeba się integrować nie?
_________________

Bazowe Reiatsu 40
Ressurection: +35
Utrzymywane Reiatsu: 40
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń
Aspekt Śmierci: Kłamstwo
Stan Zdrowia: Nice
Ostatnio zmieniony przez Carlos Verno 2016-03-08, 19:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Astrid 


Wysłany: 2016-03-10, 13:36     

Po spotkaniu kupca na targu, pożegnała się i zwróciła się w stronę hali. W tle rozegrała się ciekawa scenka, w której wdział wzięli czarni mężczyźni. Jak się okazało byli to wojownicy z zaprzyjaźnionych wiosek, których zwołał do wioski nie kto inny jak sam Jarl. On jednak nadal nie mogła uwierzyć w tak miłe zrządzenie losu i pozostawała sceptyczna do całej tej sytuacji.
Otworzywszy drzwi wielkiej hali, przywitało ją uderzenie gorąca i śmiechów. Mężczyźni zalewali się, niemalże w trupa, kobiety im towarzyszyły. Choć nie brakowało i takich, które starały się stawić im czoła. Jedzenie i napitki były bowiem serwowane z kieszeni Jarla, dlatego nikt sobie nie żałował. Astrid usiadła po lewej stronie od wejścia, przy jednym z długich stołów. Otaczali ją głównie ludzie nieznani, więc podejrzewała, że byli to owi zaproszeni goście.
- Astrid? To naprawdę ty? zapytał ktoś zza pleców. Głos jakby znała, jednak nie mogła go przypasować go do twarzy. Nie zdążyła się obrócić, a mężczyzna usiadł po jej prawicy. Dopiero teraz poznała go. Był to znachor z zaprzyjaźnionych wiosek, który najwyraźniej też był zainteresowany łupami. Gustav, bo tak nazywał się mężczyzna, miał około 30 lat, ciemne włosy i brodę z wąsami, które na końcu miał związane w mały warkoczyk. Na twarzy i rękach miał ciemne tatuaże, które w jego wiosce tradycyjnie noszą wieszcze. Znali się z lat dziecięcych, kiedy to jej babcia czy nawet matka odwiedzały pobliską wioskę w najróżniejszych sprawach. Oni jako dzieci spędzali z sobą czas, a dorośli zajmowali się swoimi sprawami.
- Niech mnie Odyn trzyma, Gustav?! Ile to lat minęło! uśmiechnęła się szeroko i podała mu rękę. Ten bez krępacji przysunął ją do siebie i przytulił.
- No nie wstydź się tak. Chyba twój małżonek się nie obrazi! wybuchł donośnym śmiechem i upił łuk z kufla. Dopiero teraz poczuła, że mężczyzna jest już dość mocno wstawiony. I ona wzięła kufel i uzupełniła go miodem pitnym. Tak dawno nie kosztowała go, że już pierwszy łyk obudził wszystkie jej kubki smakowe.
- On raczej nie będzie miał nic przeciwko, wrogi wojownik, który mi go zabrał raczej też. ten zmieszał się i nie wiedział co powiedzieć, więc Astrid szybko zmieniła temat. Co cię tu przygnało? Masz już dość siedzenia w domu i zrywania roślin?
- Dokładnie! Chcę coś przeżyć w końcu i może się wzbogacić! Wtedy powiększę swoją kolekcję leków. Poza tym dawnośmy się nie widzieli i chciałem zobaczyć jak tam beksa Astrid się trzyma! znów zaśmiał się, aż poczuła wibracje na siedzeniu.
- Jaka beksa! Chyba pomyliły ci się koleżanki! także dołączyła do śmiechu i przy okazji wypiła cały kufel. Być może to za jego sprawą tak rozwiązał się jej język. Mężczyzna, kiedy tylko zobaczył pusty kufel przyjaciółki natychmiast opróżnił swój i zalał je do pełna kolejny raz.
Ciekawość w niej zbierała. Rozmowa na temat ich wczesnych lat wprowadziła ją w iście szampański nastrój. Jeśli nawet znachorzy z innych wiosek się interesują takim wydarzeniem, nie była dziwolągiem. W końcu sława wśród ludzi i uznanie wśród Bogów marzą się niemalże każdemu. Nawet drobnej kobiecie. Rozmawiali w najlepsze i powoli upijali się, dopóki Jarl nie przewał im tego słodkiego spotkania po latach.
 
 
     
Hermod 


Wysłany: 2016-03-12, 11:29     

Kiedy wszystko wreszcie stało się jasne i okazało się, że zbędnym jest strach wobec czarnych postaci, Hermod odetchnął z ulgą i poluzował uścisk dłoni na toporku. Rozejrzał się jeszcze raz dokładnie wokół, aby upewnić się, że nikt więcej nie czai się w cieniu nocy po czym ruszył za wszystkimi w stronę wielkiej hali, gdzie odbyć się miało zebranie.
Na miejscu wojownik odetchnął z ulgą, wyglądało na to, że wszystko tutaj jest dokładnie tak jak powinno; mocne trunki, dużo żarcia i przyjemna atmosfera, odpowiednia by zapomnieć o stresie i ciągłym patrzeniu za siebie martwiąc się o to, czy lada moment nie skończy się w piachu.
Pierwszym co Hermod postanowił zrobić było wzięcie do ręki wielkiego kufla zimnego trunku. Razem z nim postanowił pójść do pierwszego wolnego stolika, aby usiąść przy nim i wypić w spokoju, rozglądając się jednocześnie za czymś dobrym do zjedzenia.
Widząc jak ludzie ochoczo rozmawiają ze sobą, tańczą, śpiewają i wznoszą kolejne okrzyki, wojownik uśmiechnął się pierwszy raz od tak dawna, że kiedy sam zdał sobie z tego sprawę od razu próbował wrócić do ponurego wyrazu twarzy jednak nie było to tak łatwe dlatego wreszcie po prostu uległ temu nastrojowi i dalej się uśmiechając popijał z kufla.
 
 
     
Ryjek 
Moderator
Power in a Name


Stanowisko: Segunda Espada
Zanpakutou: Nocturno Lobo
Ressurection: Ganido
Multikonta: Benvolio | Mercutio
Wysłany: 2016-03-14, 21:29     

Trójka rosłych mężczyzn o równo przystrzyżonych, rdzawych brodach i brunatnych długich włosach, stawiając ciężkie kroki przeszła przez izby gospodarcze kierując się głębiej, ku sercu domostwa.
- Co wy tu robicie?! - rzekł zdziwiony sługa widząc intruzów prących na przód.
- Jarl nakazał by mu nie przeszkadzano, zaraz zjawi się na uczcie i wtedy będziecie mogli... - parobek nie zdążył jednak skończyć zdania, gdyż jeden z nieznajomych machnięciem wielkiej jak bochen chleba dłoni usunął go z drogi powodując, że biedak przeleciał przez pobliską ławę i rozbił głową gliniane naczynia, jakie spadły nań z półki.
Intruzi przeszli przez solidne, dębowe drzwi i weszli do zadymionego, niewielkiego pomieszczenia w rogu którego odwrócony do wejścia plecami siedział na niewielkiej ławie łysy mężczyzna gęsto otatuowany na karku.
Człowiek ów zdawał się nie zwracać zupełnie uwagi na gości zajęty skrobaniem szylkretowym kozikiem w miękkim drewnie formując go na kształt łodzi.
Gdy jeden z nowo przybyłych chrząknął wreszcie znacząco głęboki, basowy głos rozległ się dźwięcznie znad ławy:
- W czym mogę pomóc?
- Jesteś Halfdan. - ozwał się pierwszy z trójki gości stwierdzając tożsamość rozmówcy.
- Gunn to twoja żona. - zaintonował drugi.
- Gunn jest naszą siostrą. - dodał dobitnie trzeci.
Łysy mężczyzna nie odwracając się i nie przestając dłubać w drewnie nożem rzekł:
- Ulle, Widar i ... - tu zrobił pauzę nie mogąc przypomnieć sobie imiona trzeciego z braci.
- Sighvar. - dopowiedział nierozpoznany mężczyzna wymieniając uprzednio skonfundowane spojrzenia z resztą rodzeństwa.
- Ach, tak Sighvar, zgadza się.
Kozik został teraz zastąpiony dłutkiem wydzierającym równy płat za płatem.
- Przybyliście aż z Husaviku, żeby się na mnie złościć?
Dym w pomieszczeniu unosił się leniwie emanując z dziwacznych kadzidełek i ziół porozmieszczanych w kilku miejscach izby.
- Przybyliśmy z Husaviku, by dopilnować , że uszanujesz złożone jej przysięgi. - twardo wyłożył jeden z braci.
- Do końca tego wieczoru będziesz albo jej obecnym mężem... - warknął Ulle wyciągając zza pazuchy pokaźnego drąga okutego żelaznymi płytami.
- ... albo Gunn zostanie wdową. - dokończył klepiąc dłonią po pałce.
Podobne narzędzia perswazji znalazły się krótko po tym w łapach Widara i Sighvara.
- Wybaczcie, ale idą roztopy i wkrótce będę musiał się dokądś udać. - w głosie jarla dało się wychwycić niezbyt szczery smutek z tego powodu.
Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu było to rzucane przez rozpalone na zewnątrz pochodnie, wpadało zaś do środka przez delikatnie uchyloną drewnianą okiennicę w postaci kwadratowej deski podpartej pod kątem za pomocą wspornika.
- Pójdziesz z nami łotrze! - zagrzmiał Ulle.
Łysy mężczyzna wygodniej rozsiadł się na ławie podpierając jedną nogę na drugiej i odłożywszy na bok zminiaturyzowanego drakkara zaczął bawić się wbitym w stół kozikiem.
- Rozumiem wasz gniew, ale żyję dość długo, by wiedzieć, że każda obietnica stojąca obok słowa "na wieki" to tylko kłamstwo, na które przystajemy.
Dzierżony sztylet zataczał okrąg razem z palcem wskazującym jarla jednocześnie nie odrywając końcówki ostrza od stołu.
- Nie ma żadnego "na wieki". Wszystko zmierza ku końcowi. Im bliżej do naszego, im głośniej słyszymy ucztę jaka odbywa się w Valhalli, tym mniej normalny człowiek jest skłonny pozwolić obietnicy pozbawić go szczęścia.
Wolna dłoń otatuowanego dyskretnie sięgnęła pod blat w poszukiwaniu czegoś konkretnego.
- Wyjaśniłem to wszystko Gunn, która stwierdziła, że rozumie i nie zaoponuje przeciwko naszej... rozłące.
- Twierdzisz, że nasza siostra kłamie?! - wybuchnął Ulle.



- Cóż... - jarl opuścił głowę najpierw na lewo, potem na prawo, aż zachrzęściły mięśnie i stawy karku.
- ... w końcu tutaj jesteście. Wyobrażam sobie trzy jej kłamstwa, które do tego doprowadziły.
Ręka przywódcy Paviken natrafiła na skórzany worek i wślizgnęła się do środka zaciskając się na czymś sypkim.
- Po pierwsze powiedziała, że porzuciłem zyskowny fach, aby osiąść z nią jako władyka ziemski. Ale zapewne nie wspominała, że tym fachem był rozbój morski i łupieżcze napady.
Jarl opuścił nogę na ziemię zerknąwszy ulotnie na przypasane do potężnej klatki piersiowej dwa toporki.
- Po drugie powiedziała, że zwę się Halfdan, lecz gdy parałem się rajdami zwano mnie Landøyðan.
Jego dłoń zacisnęła się na rękojeści noża wykonanej z masy żółwiowej. Substancji niemalże tak samo cennej jak kły narwali, czy morsów.
- I po trzecie, najwyraźniej wmówiła wam, że możecie przyjść do mojego domu, grozić mi śmiercią...
Halfdan wstał niespiesznie tak, by nie prowokować obecnych tu z nim gości. Nadal odwrócony był do rozmówców plecami.
- ... i przeżyć to doświadczenie.
Po tych słowach wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zadymiona izba z nikłymi przebłyskami światła rozjarzyła się od iskier, powstał harmider, chaos, sproszkowana substancja z dłoni jarla wylądowała na twarzach Islandczyków. Przekleństwa, łoskot, zderzenie ostrzy i cisza...
- To też nie do końca była prawda... - wysapał jarl przetaczając się przez drzwi na zewnątrz.
Natychmiast podbiegł do niego sługa, który miał rozbitą głowę i przerażony wyraz twarzy.
- Panie, ci ludzie, ja mówiłem, że nie zezwoliłeś! Panie, tyś ranny! - roztargniony niewolnik biegał wokoło nie wiedząc, czy winien lecieć po znachora, strażników, a może zostać przy jarlu. Ujął jego ramię i przyjrzał się głębokiemu rozcięciu idącemu od obojczyka po biceps.
- Zostaw, zostaw mówię! - syknął Halfdan odepchnąwszy lewą ręką thralla i sięgnąwszy po płaszcz uszyty z wilczych futer zarzucił na siebie kryjąc nieco swój stan.
Bystre oko sługi nie przeoczyło, że prawica jarla pozostawała podczas tej czynności całkowicie nieruchoma i bezładna. Z łuku brwiowego obficie ciekła mu krew.
- Trwa uczta i nie może mnie na niej zabraknąć! Oczekują mnie! - zakrzyknął przybierając na twarzy obłąkany uśmiech. Złapał zdrową ręką pod ramię niewolnika mówiąc ochoczo:
- Chodźmy więc i ucztujmy, byle żwawo!
- Ale panie, a oni...? - thrall wskazał na otwarte drzwi do zadymionej izby.
- Ech... Rodzina... - odparł zrezygnowany kuśtykając i ciągnąc niewolnika razem z nim ku wielkiej halli.

ωφΘΛδψ




-SKÖL! - niosły się zewsząd okrzyki zagłuszając miarodajnie muzykę bardów i grajków różnego sortu, którzy wyczekiwali od dawna okazji takiej jak ta do zaprezentowania swych umiejętności instrumentalno-wokalnych. Uderzenia opróżnianych ochoczo z zawartości kufli, gwar ożywionych rozmów, hałas toczonych kłótni, a nawet co mniej groźne bójki i przepychanki. Rozrywane pieczyste mięsiwo i aplauz w postaci beknięć świadczący o dobrze przyjętym pożywieniu. Wielka Halla była teraz pełna życia jak nigdy, pełna po brzegi ludźmi weselącymi się rychłymi rajdami, a przede wszystkim tym, co za sobą niosły.

Wśród tej całej głośnej hałastry z cienia wyszła rosła postać z zarzuconym na siebie wilczym futrem. W krok za nim usłużnie podążał thrall - jeden z niewolnych. Osobnik rozepchał kilkoro biesiadników wysłuchując przekleństw i wymienił kilka szturchańców pośród tłumu tak, by móc dostać się na podwyższenie, gdzie znajdowało się wielkie krzesło należące do jarla. Mężczyzna złapawszy po drodze puchar przechylił go z marszu pochłaniając połowę jego pojemności i zagryzając z bólu zęby wskoczył nad wyraz żwawo na podest przy tronie. Obejmując kurczowo lewą ręką sosnową kolumnę z wyrytymi nań bohaterskimi postaciami nordyckimi wziął potężny wdech powietrza w płuca i zakrzyknął:
- Drodzy biesiadnicy! Mieszkańcy Paviken jak i nasi mili goście! Witam was wszystkich w moi nieskromnych progach i cieszy mnie wasza liczna obecność!
Korzystając z pauzy dla zaczerpnięcia kolejnego wdechu upił kolejny łyk z czary nie puszczając kolumnady. Jego prawica bezładnie wisiała w połach zwierzęcego futra.
- Bawcie się, jedzcie i pijcie albowiem jest co świętować! Gdy tylko lód całkowicie puści w zatoce ruszamy na północ i zachód! Zanim jednak będziemy mogli przejść do rajdów jest jedna mała sprawa... - na twarzy Halfdana zagościł grymas, policzek podszedł ku górze, usta wykrzywiły się, a powieki lekko zadrżały.
- Ulle, Widar i ... - jarl zdawał się usilnie coś sobie przypomnieć.
- Ach tak, Sighvar. Tych trzech próbowało pogwałcić święte prawa i jako zaproszeni goście napadli mnie w moim własnym domu podnosząc na mnie broń.
Otatuowany splunął spod wilczego kaptura gęstwą plwociną wymieszaną z krwią.
W jasnym świetle licznych ognisk, palenisk i pochodni dało się dostrzec, że jarl wygląda paskudnie. Jego oko puchło z każdą chwilą.
- Trójkę tą spotkał zasłużony los i mam teraz pytanie do reszty ludzi z Husaviku... Wymierzyłem im sprawiedliwość, żadna groźba na tym świecie nie przymusi mnie, jarla Paviken, do uległości jakąkolwiek przysięgą, czy obietnicą by mnie nie przekonywano! Co zamierzacie z tym teraz zrobić, Islandczycy?! - zakrzyknął wyzywająco wylewając resztę pitnego miodu na podłogę podwyższenia.
W halli zagotowało się niczym w ulu, rozległy się pomruki, a kilkunastu ludzi, najwyraźniej mieszkańców Husaviku, zerwało się z nad ław. Część z nich trzymała już w dłoni poręczne toporki.
- Kłamliwy pies!!! - krzyknął jeden z nich skoczywszy na stół począł biec w stronę ledwie stojącego na nogach Halfdana.

ΩΦΨφΔ


Sytuacja wygląda tak - bez względu na to, gdzie każde z was się teraz znajduje znaleźliście się w miejscu obok którego przebiegać będą lada moment rozwścieczeni mieszkańcy Husaviku. Osobnicy ci staranują was jeśli się w żaden sposób nie usuniecie, macie pełną dowolność w działaniu. Kolejność odpisów decyduje o tym, kto z was znajduje się gdzie względem reszty z graczy (przykładowo gracz A, który dał posta jako pierwszy może w swoim poście napisać, że stoi właśnie obok gracza B i chowa się za nim chroniąc przed impetem napastników). Husavczyków jest dwunastu, jeden biegnący po stole jest już bliżej jarla niż was samych (wy znajdujecie się mniej więcej w środku sali). Na każdego z was przypadnie co najmniej jeden szarżujący w stronę Halfdana napastnik z toporem, trzech nie szarżujących wskakuje na ławy, krzesła i dobywa łuku. Kolejka dowolna, czyny również.
Uwaga! Nie sterujecie już żadnymi NPCami.
_________________
Reiatsu Bazowe: 53
Aktualne Rei: 88
Aspekt Śmierci: Negacja
Stan zdrowia: full wypas // lekko poniszczony biały płaszcz z kapturem

Ryuuzaki Theme
Ryuuzaki Entrance Theme
Resurrection Rampage Theme
Ryuuzaki Battle Theme

“Shinigami...? Are we supposed to accept the existence of such a thing...?”

Ostatnio zmieniony przez Ryjek 2016-03-14, 23:37, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Hermod 


Wysłany: 2016-03-17, 11:13     

Hermod wychylił już kilka kufli trunku oczekując na główną atrakcję wieczoru. Rozglądał się po zebranych starając się zapamiętać chociaż część twarzy, które może będzie dane mu spotkać w nadchodzących bojach.
Z każdą chwilą czuł się coraz pewniej w tym otoczeniu, chociaż nadal pamiętał o tym, że jest tutaj zaledwie gościem i nie wypada mu zbytnio się panoszyć. Mimo to jak na faceta przystało, chciał zaznajomić się z jakąś urodziwą wojowniczką, których na szczęście nie brakowało w wielkiej hali.
Kolejny kufel znalazł się w ręce wojownika, kiedy do hali wszedł wódz Paviken, ten na którego wszyscy czekali.
Po jego przybyciu Hermod wiele się spodziewał jednak nie sądził, że jakikolwiek człowiek będzie w stanie w zaledwie kilkanaście sekund doprowadzić do takiego poruszenia wśród zebranych. Kiedy to Islandczycy (czego wcześniej topornik nie wiedział) zaczęli wskakiwać na stoły z zamiarem przystąpienia do ataku, Hermod zerwał się ze swojego miejsca i zakrzyknął przeraźliwie jak gdyby miał właśnie stoczyć bój sam na sam z niedźwiedziem.
Giń! - wrzasnął również wskakując na stój i rzucając pierwszym ze swoich toporków prosto w tego mężczyznę, który ośmielił się zaatakować Jarla. Zaraz po tym chciał dobiec do niego by odebrać swoją broń i ruszyć w dalszy bój a ku jego zadowoleniu rywali było pod dostatkiem.
Hermod chciał nie tylko zabawić się walcząc z tymi ludźmi, ale też pokazać się z jak najlepszej strony od kiedy miał okazję zostać wcielony do społeczności Paviken. Jako gość musiał udowodnić, że jest godny towarzyszyć Jarlowi i jego wojownikom.
 
 
     
Escobar 
Administrator


Stanowisko: IV Espada
Zanpakutou: Blade Tiburon
Multikonta: -
Wysłany: 2016-03-17, 16:36     

Thorwald tylko kiwnął z uśmiechem głową, widząc jak Kyell trafia jeszcze czymkolwiek w stół. Ba! Nie spodziewał się, że kupiec będzie jeszcze w stanie stać i składać możliwie zrozumiałe dla wszystkich słowa bez towarzyszącego ludziom w podobnym stanie bełkotu.
-Co szkodzi spróbować...-Dragr rzekł w sumie nie wiadomo do kogo, po czym wstał i podszedł do kupca. Sądził, że narzędzie wbiło się głębiej w grube drewniane deski, jednak zapewne przez ogólny stan Kyella, topór dało się łatwo wyjąć. Spojrzał na uśmiechnięty ryj kupca, gdy ten wskazywał odległośc, z której mieli rzucać.
-Kupiecka?-twarz Thorwalda również nabrała pogodniejszego wyglądu. Odsunęli się może o dwa, trzy kroki. Coś kurwa mało. Choć nie przepadał za chwaleniem się swoimi zdolnościami nigdzie indziej, niż poza polem bitwy, nie mógł odmówić, gdy został wyzwany. Pojedynek to pojedynek, nieważne jaki.
-Moja kolej.-Thorwald wyciągnął zza pasa niewielki nóż, nadający się bardziej do skórowania zwierzyn, niż popisywania się przed ziomkami, ale cóż, nóż to nóż. Niezawodne od dawien dawna narzędzie dla każdego polującego w dziczy. Mężczyzna popodrzucał nożem kilka razy, po czym nagle usłyszał głos Halfdana, który raczył się jednak pojawić na uczcie. Mimowolnie spojrzał na gębę Jarla. Mimo odległości dostrzegł sługę, który służył mu teraz za laskę oraz krew spływającą po jego łysej glacy.
Zaraz potem kilkunastu wojowników wpadło na stoły, jeden biegł w kierunku Halfdana. Może i by sobie poradził, może i nie. Thorwald widząc w jakim stanie jest Halfdan postanowił nie dowiadywać się, czy dowódca ma jeszcze siły walczyć, czy też nie. Na szczęście miał czystą linie strzału do nadbiegającego w stronę Jarla napastnika. Bez zastanowienia cisnął nożem wprost w biegnącego mężczyznę z nadzieją, że Ullr dopomoże i nóż dosięgnie celu.
Następnym krokiem było znalezienie broni. Jego ulubionej. Szybko zaczął szukać po sali łuczników, by dopaść do najbliższego stojącego Islandczyka, złapać go za nogi i pociągnąć tak, by rąbnął łbem o stół i ogłuszyć celnym ciosem w tył głowy. Następnie zabrał łuk i kilka strzał. Dragr sam wlazł na stół, by kilkoma celnymi strzałami wyeliminować innych wrogich łuczników. To był priorytet. Z resztą poradzą sobie inni. On musiał dopilnować, by Islandczycy nie zdobyli przewagi.
_________________
Bazowe reiatsu - 49
Aktualne reiatsu - 49
Stan zdrowia: Bez zastrzeżeń.
Escobar Atracador's theme
Escobar's Resurrection Theme
Aspekt Śmierci: Determinacja

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template bLock v 0.2 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową